Jak, z rysownikiem Andrzejem Mleczką, rozpijaliśmy studenta prawa

Jak, z rysownikiem Andrzejem Mleczką, rozpijaliśmy studenta prawa

JEDEN

Zbigniew Sałamacha.

Dzisiaj dzień napływających wiadomości i obrazków z przeszłości. Napisał do mnie pan Zbigniew Sałamacha, skrupulatny i wymagający czytelnik Smektałyków:  „Dobry wieczór Panie Zdzisławie… 200 lat temu miałem przyjemność poznać Pana osobiście… w nieistniejącej już gazecie, prowadził Pan konkurs, w którym rozdawał Pan komputery „Atari”… Przez cały czas moja córcia, wówczas małoletnia, niebywale chciała wygrać… nic nie wychodziło… ale wreszcie wygrała i otrzymała od Pana ostatni z tych, co je Pan rozdawał… Cieszę się z przyjęcia przez Pana mojego zaproszenia… serdecznie Pana pozdrawiam”. Prowadząc, jakiś czas temu, prywatną gazetę „PoPo” (Wrocławska Popołudniówka), rozdawałem wiele fantów. Od małolitrażowego samochodu, przez komputery, wycieczki, aż do karnetów na mecze koszykarzy „Śląska”.

smektalyki-13-3

DWA

Fanty pozyskiwałem (między innymi) od Zenona Michalaka, tzw. szybkiego biznesmana. Wspomagał on finansowo powstający Kongres Liberalno- Demokratyczny. Wstawił na listy kongresu siebie – oraz polityczne młode wilczki z NZS, Grzegorza Schetynę i Jacka Protasiewicza. Wówczas załatwił sobie posadę prezesa koszykarzy „Śląska” Wrocław. A gdy jego firma, PCS, zaczęła się sypać, odstąpił „Śląsk” Grzegorzowi Schetynie (ten marketingowo związał się z garnkami „Zeptera”). Michalak i żona Schetyny pochodzili z jednego miasta, z Lubania Śląskiego. Ale wszystko skończyło się kulawo. Zenona Michalaka zamknęli w kryminale, zarzucając mu wyłudzenia z banków milionów złotych. A Grzegorz Schetyna, z sekretarza generalnego KLD, przepisał się do Unii Wolności. I zostałem bez nagród dla czytelników „PoPo”. Ale pan Zbiggero Sałamacha jeszcze się załapał na elektroniczne cacko. Dzisiaj ma chyba wypasione Apple.

smektalyki-13-1

Literatka” – miejsce wielu fundamentalnych dysput

TRZY

Paweł Warwas.

Z kolei, podczas naukowej sesji w „Literatce”, mecenas Paweł Warwas, mój herbatnik z młodości, opowiedział z werwą, jak, o mało co, nie wyleciał przeze mnie z prawniczych studiów. Paweł wybierał się wówczas na uroczysty studencki półmetek. Ale, przed imprezą główną, wpadł do mnie, do „Piwnicy Świdnickiej”, gdzie byłem dyrektorem. Akurat przygotowywałem wystawę rysunków satyrycznych Andrzeja Mleczki. Na tę okoliczność podjąłem Warwasa peweksowską wódką „Żytnią” (80 centów USA, za półlitrową flaszkę!), wychylaną pod frytki. Gdy Paweł wychodził na ten półmetek z „Piwnicy Świdnickiej”, aby nie wypuszczać go z pustymi rękami, podarowałem mu, na drogę, pokaźną, metalową, czerwoną, nabitą, gaśnice pianową. Prezent przyjął z godnością i zaniósł ją na uczelnię, na zabawę. Tam, chcąc zmienić atmosferę na żywszą, poprosił przynudzającą kapelę, aby zagrała porządnego bluesa. Spier… frajerze -, odmówili mu grzecznie muzycy. Warwas powtarzał prośbę kilka razy. I po kilku spier… nie wytrzymał. Przyniósł z szatni moją gaśnicę i pokrył lipny zespól grubą warstwą białej piany. W następnym dniu, gęsto się tłumaczył u dziekana.

Ale ponieważ wszystko zwalił na Andrzeja Mleczkę i Zdzisława Smektałę – zostało mu wybaczone, skończył studia.

smektalyki-13

Dom mojej młodości, Zgorzelec – Moys, ulica Waryńskiego (dzisiaj Świętego Jana).

CZTERY

Stanisław Gruszecki

Staszek – po wielu latach – odezwał się, osobliwie, że na facebooku. Mieszka od dawna w Niemczech, gdzieś w Hesji. Jego mama miała teutońskie korzenie. Był moim najlepszym kumplem w technikum górniczym, wydział elektryczny. Mieszkaliśmy w Zgorzelcu – Moys’ie, na jednej ulicy, Ludwika Waryńskiego (dzisiaj Świętego Jana). Latem, jego ojciec dawał mi zarabiać na wakacje. Na kierownicy ruskiego welocypeda „Ukraina” rozwoziłem wielkie termosy (po jednym na stronę) z lodami, które produkował jako prywaciarz. Dostarczałem je w różne punkty miasta. Najbardziej cykałem, że się z rowerem wywalę. Wówczas porozbijam te drogie termosy i całe wakacje będę je odrabiał. Udało się zachować całe. Kumpel Staszek pachniał nieustannie żółtym serem, jakąś goudą, i miał niepohamowany seksualny popęd. Graliśmy w szkolnej drużynie koszykówki (trener nazywał się Drahal i pochodził z Wrocławia). Staszek często zostawał w szatni i podglądał przebierające się dziewczyny z miasta – ćwiczące w naszej szkolnej sali gimnastycznej.

smektalyki-13-6

PIĘĆ

Kiedyś zapytał mnie – na poważnie – Zdzichu, co należy zrobić, aby opóźnić wytrysk nasienia, przetrzymać w ryzach Strzał Miłości? Wiedział, że mam już przychylną na dorosłość koleżankę, z którą eksperymentowałem w tej skomplikowanej dziedzinie społecznego obcowania. Sam byłem żółtodziobem, entuzjastycznie nastawionym do wiedzy, jak do zawodowego przedmiotu: elektryczność w górnictwie, prowadzonego przez absolutną sex bombę, pannę i profesor Borczyńską (nosiła szeroko wycięte bluzki). Nie znałem, na wyrywki, słynnego podręcznika Michaliny Wisłockiej „Sztuka Kochania”, która seksualizowała Polaków, tak skutecznie, jak w Niemczech Zachodnich, czyniła to empirycznie wieśniaczka, pochodząca spod Białegostoku, profesor Teresa Orlowski. Ale wobec serdecznego kumpla, nie mogłem wypaść na melepetę. I wymyśliłem naprędce radę, powiedziałem Staszkowi tak: Na pewno zatrzymasz wybuch, zapanujesz nad emocjami, gdy przywołasz do pamięci wielki koński gniady zad. Nad ten zad podniesie się ogon i spod ogona będą wypadać duże pączki. Całymi seriami. Wówczas twoje podniecenie się przestudzi. Minęło ponad czterdzieści lat i dojrzały chłop, Stanisław Gruszecki, pisze do mnie, że wciąż pamięta tamtą szczeniacką radę i że ona mu się w życiu mocno przydała.

SanAntonio-039

SZEŚĆ

Marcin Świetlicki

Dobre rady, za to w literaturze, usłyszałem na autorskim spotkaniu z poetą, i nie tylko, Marcinem Świetlickim. Wydał on ostatnimi czasy tom o perwersyjnym tytule „Drobna zmiana” (czy to z czymś kojarzycie?). Świetlicki miał 19 lat, gdy z Lublina przyjechał do Krakowa, odbębnił dwa lata w wojsku. Ja miałem 19 lat, gdy ze Zgorzelca przyjechałem do Wrocławia, dwa lata odbębniłem w wojsku, w podwrocławskiej Leśnicy.  Jego tom „Drobna zmiana”, punktujący hipokryzję, niepowtarzalność płynącego czasu kąpanie się w trywialności, obrazki codziennych zdarzeń  – przypominają mój tom „Jazz Baba Riba”. A już na tym spotkaniu autorskim spodobało mi się bardzo przygotowanie do poetyckiej narracji. Świetlicki przepytał publiczność: Jeśli jest ktoś, komu się nie podoba to, że Nagrodę Nobla dostał Bob Dylan – wypad! Jeśli jest ktoś, kto głosował na  Pawła Kukiza – też wypad!

Czy taka poetycka prawda może nas wyzwolić?

Zdzisław Smektała                                                                           bbd@bbd.pl

 

1 komentarz do “Jak, z rysownikiem Andrzejem Mleczką, rozpijaliśmy studenta prawa

  1. Poznałem Pana na pewnym spotkaniu z widzami na którym wstawialiście publice bajer razem z nieżyjącym już red.Atlasem -eksmężem dzisiejszej gwiazdy tv i specjalistki od remontu mieszkań.Pozdrawiam i może słówko o tym?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.