O tym jak, zupełnie niespodziewanie, puszczam pierwszy odcinek mojej powieści – o seksie, kobietach typu milonga, czarnej muzyce i kronopiach

O tym jak, zupełnie niespodziewanie, puszczam pierwszy odcinek mojej powieści – o seksie, kobietach typu milonga, czarnej muzyce i kronopiach

 

Blues Brother

Dwunastotaktowa powieść ze ścieżką dźwiękową, w odcinkach (1)

* * *

PAŃSKI GEST POBRATYMCÓW NIETSCHEGO

flughafen-2_dap_glamour

Hohner Marine Band

Litość, to najplugawsze z uczuć – mełł w myślach natrętne zdanie Blues Brother. Dobiegający właśnie pięćdziesiątki, postawny, szpakowaty, wysoki wirtuoz harmonijki ustnej. Popularny w Polsce. Uznany przez szeroką publiczność, kompozytor soulowych i bluesowych utworów. Do których pisał także mniej lub bardziej zbuntowane teksty. Milcząc, siedział anonimowy, zagubiony wśród, biegającego w amoku, ludzkiego robactwa. Trwał pośród ludzkiej skołowanej ciżby międzynarodowego, gigantycznego lotniska we Frankfurcie nad Menem. Rozparł się wygodnie na postmodernistycznej ławce z czerwonego chropowatego plastiku, lewą ręką czujnie przytrzymując wysokiej klasy skórzany neseser z naturalnego juchtu. Miał w nim zamknięte, pieczołowicie poukładane, harmonijki najlepszych światowych firm: Stagg, Fender, Suzuki, Hohner , Seydel. Lubił grać na diatonicznej małej harmonijce Lee Oscar, którą uważał za najlepszą na świecie. Z ochotą grał też na tanim modelu Hohner Puck, z ustnikiem po obu stronach. W miejscu najważniejszym, w irchowym atramentowym etui, spoczywał stary, lecz bardzo dobrze utrzymany egzemplarz Hohnera, słynny model Marine Band. Wszystkie jednak trzymał ułożone ze starannością właściwą ludziom z Wielkopolski. W niemym posłuszeństwie, czekały na użycie.

33487886-jpg_dap_glamour

Boeing 737

Blues bardzo lubił specyficzny, nigdzie indziej niespotykany, klimat takich wielkich, zgiełkliwych lotnisk. Lubił, nigdy niekończące się, bogato oszklone hale przylotów i odlotów – po dach wypełnione różnojęzycznym gwarem. Realnym pomieszaniem języków. Przywodziły mu na myśl współczesną breugel’owską Wieżę Babel, jednakowoż w plastikowo-chromowym wydaniu przełomu XX i XXI wieku. Dobrej marki garderoba podróżnych, nowocześnie urządzone restauracje i kafejki z dobrej jakości, choć często szybkim jedzeniem. Kolorowo ubrane dzieci, rozbiegane, rozkrzyczane niezwykłością sytuacji, wolnocłowe butiki zawalone po sufity markowymi towarami, perfumą, alkoholem. Tajemnicza anonimowość, nadmiernie ugrzecznione rozmowy z personelem naziemnym, wytrącały agresję, niwelowały niedostatki społecznego pochodzenia, pozwalały być, przynajmniej na chwilę, potencjalnym VIP-em, udającym się w podróż u kresu której czekają milionowe interesy, powszechna sytość, obyczajowa wolność.

006-pipe-organs-vs-harmonicas_dap_glamour

Zakotwiczony w samym środku tej portowej Arki Przymierza – oczekiwał Blues Brother na wylot obłego stalowego cygara komunikacyjnego niemieckiej firmy Condor. Kołujący za taflami szklanych ścian Boeing 737, pomalowany miejscami na kolor pomarańczowy, miał go wkrótce przenieść na niewielką, wulkaniczną kanaryjską wyspę Lanzarote, w archipelagu wysp kanaryjskich. Został na nią zaproszony, jako muzyczny gwiazdor, jako jedyny bluesowy artysta z dawnej Europy Wschodniej, ten, który weźmie udział w I Ogólnoświatowym Festiwalu Blues Brothers.

img_3787_dap_glamour

Wolf & Heine

Gigantyczny, monstrualny spęd muzyków, pomimo, że umiejscowiony na terytorium należącym do Hiszpanii, zorganizowali Niemcy: wielka, tłusta od lukratywnych zleceń berlińska firma “Big World”. Wymyślili go Teutoni, nieprzejednani miłośnicy świniny konsumowanej pod licznymi postaciami, wielbiciele niezniszczalnych mercedesów, dobrze wyleżakowanego piwa, gotowanej kapusty z grochem i dwóch ogólnoświatowych wojen, które wzniecili z niewytłumaczalną logicznie desperacją. Czyści Germanowie, pachnący tymi samymi kosmetycznymi środkami dezynfekującymi, ubrani pod szablon w towarowych domach typu C&A, puszczali mimo uszu fakt, że ich idol, Fryderyk Nietsche, był palącym marihuanę syfilistykiem. Pomijali oczywistości, że wielu z ich przeszłych idoli, którymi chełpią się dziś w wielojęzycznych folderach (drukowanych na doskonałych maszynach Heidelberga), tacy jak Heine czy Wolf, to także cieleśni rozpustnicy, zarażeni jedną z licznych odmian wenerycznych chorób.

airbus_a320_condor_frankfurt_dap_glamour

Deutsche Bank

 Teraz, na przełomie tysiącleci, zajęci budową nowej stolicy Europy – Berlina (marząc przy tym silnie, iż będzie to także stolica XXI-wiecznego świata), zajęci analizą totalnego upadku ich inteligenckiej partii SPD, wystraszeni gigantycznymi kwotami, jakie wkrótce będą musieli wkrótce zapłacić licznym niewolnikom II Wojny Światowej – odpuścili zaborcze myśli. Ale powrócą, powrócą do roli wyznaczonej w pośmiertnym testamencie Nietschego. Jednak już na zawsze zrezygnują z podboju narodów za pomocą żelaza. Teraz, odsuwając na plan dalszy, niepoliczone nieszczęścia, tułaczkę ludów i niewinnie utoczoną krew – będą zalewać Europę wszechwładną dojczemarką. Zapełnią wkrótce Starą Zmęczoną Europę bankomatami z walutą o nazwie euro, drobiazgowo kontrolowaną przez Deutsche Bank, Dresdner Bank, Hypo Bank i inne. Dumny, Czarny, Dwugłowy Orzeł, nigdy wszak się nie poddaje. Może jedynie, by uzyskać świeże ścierwo, zmieniać metody polowań.

Zdzisław Blues Smektała                                                            bbd@bbd.pl

 

 

2 komentarze do “O tym jak, zupełnie niespodziewanie, puszczam pierwszy odcinek mojej powieści – o seksie, kobietach typu milonga, czarnej muzyce i kronopiach

Możliwość komentowania została wyłączona.