Zdzisław Smektała urodził się 12 lutego 1951 roku w Zgorzelcu, a zmarł 17 stycznia 2018 roku we Wrocławiu. Był dziennikarzem, felietonistą, literatem, scenarzystą, aktorem epizodycznym i jedną z rozpoznawalnych postaci wrocławskiego życia kulturalnego.
Studiował scenariopisarstwo w łódzkiej Szkole Filmowej. Zadebiutował jako poeta w 1977 roku, ale najsilniej zapisał się jako autor felietonów, prozy i tekstów prasowych. Pracował między innymi dla Gazety Robotniczej, Gazety Wrocławskiej i Wieczoru Wrocławia, publikował także w Odrze, Radarze, Szpilkach i Akcencie. Stworzył również pierwszy prywatny wrocławski tygodnik Popo, który dobrze łapał ducha pierwszej połowy lat 90. we Wrocławiu.
Jego biografia nie mieści się w jednej roli. Kierował Piwnicą Świdnicką i Klubem Dziennikarza, występował w filmach i serialach, organizował wydarzenia muzyczne, a jako pomysłodawca Blues Brothers Day łączył miłość do bluesa z temperamentem miejskiego animatora. Pośmiertnie został uhonorowany medalem Merito de Wratislavia – Zasłużony dla Wrocławia. Bluesman, człowiek orkiestra, dusza miasta.
Autorski biogram
Oto jak Zdzisław Smektała przedstawiał się sam, w napisanym przez siebie biogramie:
Zdzisław Blues Smektała
Podobnie jak filozof mistyk Jacob Boehme urodzony w Zgorzelcu (czasem nazywa to miasto Zgoerlitz).
Rocznik 1951 (początek działalności na Wschodzie Radia Wolna Europa). Absolwent łódzkiej filmówki (scenopisarstwo) – uczelni Romana Polańskiego.
Posiada ważne prawo jazdy na traktor, kombajn, dostawczaka i motocykl.
A także – podobnie jak minister kultury Bogdan Zdrojewski – papiery na legalne prowadzenie po szynach elektrowozów. Poeta ulicy Życie. Wodnik
Od lat 17 właściciel, scenarzysta i reżyser Międzynarodowego Festiwalu Blues Brothers Day (www.bbd.pl). Autor dziesięciu książek (sześć powieści), dwóch tysięcy felietonów, artykułów.W tym prowadzonego od 1989 roku dziennika – raptularza Jazz dla Mass. Felietonista w butach – wychowanego w przytułku – Arta Buchwalda. Pisarz w bluesowej poświacie skurczybyka Charlesa Bukowskiego (Zapiski Starego Świntucha). Ojciec dorosłych synów. Admirator jazzu Jimmiego Smitha (Blues in the night). A także bluesa wiedzionego przez Roberta Johnsona (Crossroad).
Wyznawca nieposkromionych tonów Jimiego Hendrixa (Hej Joe).
Oraz Janis Joplin (Summertime i inne przenikające tony).
Niespodziewany brat Albańczyka Johna Belushiego (Blues Brother’s).
Biesiadnik o smakowych kubkach Brillata – Savarina.
Domaga się karpia smażonego na maśle, pękających od gorąca mielonych kotletów, botwiny, szpinaku zapieczonego w cieście półfrancuskim.
Coraz bardziej spolegliwy – w podobieństwie stoika Zenona z Kitionu.
Czasem jednak – rzadko – klon birbanta Francois’a Rabelais’a.
Dozgonny patriota Wrocławia.
Nigdy nie palił tytoniu. Akceptuje bezmyślne wpatrywanie się w sufit.
Smakuje rozmowy z ludźmi – szczególnie z prawdziwkami. Uwielbia publiczne enuncjacje coraz bardziej głupkowatych polityków.
Wciąż oszołomiony prozą Milana Kundery, Danilo Kis’a, Miodraga Bulatovica, Philipa Rotha, Para Lagerqvista, Wolfganga Koeppena.
Smakuje Sardonię Janusza Głowackiego. Lubi woń gorącego asfaltu.
Niewolnik markowych skórzanych trzewików od firmy Bata w górę.
Często, zagląda do świątyń – wówczas – gdy brak w nich ludzi, gdy panuje cisza.
Wymyślacz postmodernistycznych idei w kulturze. Na przykład: Mistrzostwa Świata Wyścigu Wózków Bagażowych Firmy IKEA.
Z muzeum w ukraińskim Zaporożu ukradł – należącą do Leonida Breżniewa – czarną teczkę ze świńskiej skóry. Ma nieustanną chcicę na gliwiejące sery (roquefort, bresse bleu). Nie przepada za kobietami w spodniach – rurkach. Narkotycznie wącha nowe książki.
W przeszłości kupował na miejskich bazarach liczne radzieckie towary:
Fińskie noże, skórzane portfele, nakręcane zegarki z rubinami, wojskowe metalowe lornetki i kompasy, wiatrowe pistolety sportowe, wysokoprocentową wodę kolońską typu Sierp i Młot, skórzane rękawice bokserskie, blaszane pojemniki na wódkę, na ludowo malowane manierki, fotoaparaty. Oraz rosyjskie przyrządy do wzmacniania siły dłoni, mocarnego uścisku.
Fan zapachowego bukietu złożonego z kobiecego potu, tytoniu, koniaku.
Dezodorantami zamiast pach spryskuje twarz.
Jest ministrantem Gustawa Le Bona, jego genialnej – do dzisiaj aktualnej pracy – Psychologia Tłumu. Z ciekawością wertuje zapiski, pamiętniki, raptularze, dzienniki słynnych ludzi.
Właściciel I Globalnego Festiwalu Logotypów. Także Światowego Festiwalu Obrazów na Kubkach Ceramicznych. Oraz I na świecie autorskiego wydarzenia Honda Jazz Festival.
Od wielkiego dzwonu smakuje kalifornijskie wina (Savignone Chardonnet). Czasem pociąga z gwinta kawowy lub waniliowy ajerkoniak.
Głowę Włodzimierza Lenina (z brązu) wciął z niewielkiego popiersia i przerobił na gałkę drążka zmiany biegów w NIVIE rosyjskim samochodzie terenowym.
Zarejestrował neologizmy – Jazzetta, Jazztival, Bluestival, Logotival.
Ma zapisane w pamięci komputera tysiąc sposobów i pomysłów na życie.
Prawie cały rok chodzi bez skarpetek. Statki myje w zimnej wodzie.
Coraz bardziej milczący. Pilny obserwator Pętli Czasu. Bluesman, Jazzman.
Przepoczwarza się – mentalnie – w styl myślenia i bycia Immanuela Kanta. Mieszka na obrzeżach Wrocławia, w Praczach Odrzańskich. Słynnych z tysięcy udręczonych ludzi odbywających tutaj kwarantannę po wielkiej epidemii ospy. Żyje w Domu Bluesa i Jazzu. W przerobionym na lofta zbożowym spichlerzu (rok budowy 1764!).
Howgh!


