Tag: anioł

  • Smecta 90 – Zdzisław Kania, przodował już za młodu (działo się w 1962)

    Cykl obrazków z mojego autorskiego tomu „Jazz Baba Riba”. Opublikowanego we Wrocławiu jakiś czas temu (nakład 5 tysięcy!). Z przedmową Tadeusza Nalepy (Breakout) i Tadka prywatnymi zdjęciami. Z ilustracjami Johna Lennona (The Beatles). Także z ilustracjami Andrzeja Mleczki (Kraków Motown).

    Smecta 80 (12)

    „Książka jest upoetyzowanym fotograficznym zapisem stanów duchowych nastolatków żyjących na przełomie lat 60 i 70. Mały realizm miesza się tutaj z marzeniami o wolnym świecie wypełnionym muzyką rokową, seksem, wielkim szmalem, zachodnią cywilizacją. Buty beatlesówki, adaptery Bambino, pocztówkowe płyty, wina patykiem pisane (bełty, bałagany, alpagi), włoskie ortaliony, kurtki szwedki, klej butapren oraz Tri (służące nastolatkom do wąchania) i gitarowe wzmacniacze to nieodłączny element scenografii tych gomułkowskich, biednych czasów. Naznaczonych jednakowoż pokoleniową wspólnotą” – napisał kumaty krytyk.

    Wierszotekst Czterdziesty i Pierwszy

    Smecta 90 – Zdzisław Kania, przodował już za młodu (działo się w 1962) 

    Pięknie mieniły się w słońcu wonne płatki kwiatów

    Rzucanych garściami pod nogi proboszczowi Szyszce

    Gdy go pod ramiona wiedli naprzód wielbiciele Boga

    Uwierzyłem wówczas, że świat jest dobry oraz piękny

    Smecta 80 (3)

    Więc natchniony służeniem, zapisałem się do ministrantów

    Ksiądz proboszcz widząc debiut, moje szaleńcze oddanie

    Kupił, w nagrodę, lekko brązowawy garniturek z cajgu

    Białą koszulę, podkolanówki i lekkie rzemienne sandały

    Lecz nie za bardzo lubiłem nosić księże darowane ciuchy

    Bo w tym samym dniu, na lekcji religii, chuda siostra Angelika

    Pokazywała nam, z czarnego rzutnika, jak wygląda Piekło

    Po raz pierwszy zad Diabła widziałem w wyraźnej odsłonie

    Smecta 80 (2)

    I gdy mama przymierzała, mi przed mszą, cajgowy garnitur

    Natychmiast widziałem otchłań Piekła skąpaną w płomieniach

    Potem, co nieco okrzepłem, na obu jajkach wyrosły mi włosy

    Często z gwinta podpijaliśmy starzejącemu się proboszczowi

    Szyszce – mszalne wino, uzupełniając stan butelki wodą z kranu

    A za zakrystią kurzyliśmy mocne, pakowane w dziesiątki „Mazury”

    Niby to zaciągając się kowbojskim sztachem, podpatrzonym

    U bohatera westernów, boskiego rewolwerowca, Johna Wayne’a

    Smecta 80 (16)

    Widząc niezahamowany proces naszej męskiej ewolucji, Szyszka

    Wszystko nam wybaczał, czynił znak krzyża, dawał odpuszczenie

    Prosił tylko, a można nawet powiedzieć, poczciwina, usilnie nalegał

    Pastilla-lengua

    Chłopcy! Róbcie co chcecie! Na Górze i tak wszystko dobrze widzą

    Ale, na Boga, nie zażywajcie nigdy, pod żadnym pozorem, pigułek

    Murti – Binda