Tag: Armani

  • Smecta 62 – Spełniona Szansa Levi’ego Straussa

    http://youtu.be/aRImHqqNLr4

    Dzisiejszą, środową Smectę, ordynuję Michałowi Zarębskiemu, mojemu kumplowi od 45 lat.  Kiedy kilka dni temu napisałem w blogu o obecności w Polsce jeansów „Rifle”, Michał (ukłony dla jego sympatycznej żony Krysi) z rozrzewnieniem wspomniał najlepsze dżinsowe spodnie jakie kiedykolwiek gościły w Polsce – Levi Sraussy. Zgadzam się z jego opinią.  Levi’sy były i są wśród jeansów autem Jaguarem. W czasach socjalizmu robiły furorę. Miałem kilka par tych cudów. A dodatkowo udało mi się kupić w enerdowskim sklepie, w Goerlitz, ciemnoczerwony garnitur Levi’sa z drobnego sztruksu. To był szał. Chciałem w tym garniturze spać, by nigdy się z nim nie rozstawać. Dlatego dzisiaj, okolicznościowa prelekcja, taka jeansowa pogadanka o Levi’s Straussach, spodniach, które odmieniły oblicze świata. Zacznę od dyktatora mody.
    Smecta 62 (3)
    Jedynie czego w życiu żałuję to tego, że nie wymyśliłem jeansów. Są pełnie wyrazu,seksapil’u a zarazem prostoty – wszystko to, co chcę nadawać mojej dzieży – zwierzył się dziennikarzowi Yves Saint Laurent. A było to tak:

     

    Historia jeansów jest ewidentnym przykładem na to, że w życiu nie ma przypadków. Niemiec z żydowskimi korzeniami chciał szyć namioty dla poszukiwaczy złota. A zasłynął  z produkcji wygodnych i wytrzymałych spodni. Skąd w ogóle wziął się dżins? Region, w którym denim powstaje zwie się Serge de Nimes. De Nimes znaczy „z Nimes” . W ten sposób powstaje nazwa dla francuskiej bawełny. Bawełna ta już od dawna trafia do włoskiej Genui, gdzie na masową skalę powstają z niej stroje dla żeglarzy. Wygodne, wytrzymałe, komfortowe, właściwe na każdą ewentualność, łatwe do prania. Amerykanie mówią o Genui „Genes” (dżyns). Levi Strauss twórcą dżinsowego mocarstwa. Z bawarskiej krainy w 1850 roku Levi Strauss przybywa do Ameryki. Początkowo próbuje swoich sił na wschodnim wybrzeżu, ale nic z tego nie wychodzi. W 1853 roku (równe 160 lat temu) przenosi się do San Francisco. Zakłada firmę i zaczyna produkować niebieskie, dżinsowe spodnie. Kilkanaście lat później nawiązuje współpracę z Jacobem Davisem, który miejsca w spodniach, szczególnie narażone na podarcia wzmacnia miedzianymi nitami. Spółka Levis-Davis odnosi ogromny sukces. Od teraz będzie już tylko coraz lepiej. „Levisy” podbijają świat. Marka rozwija się na całego. W 1905 roku premierę ma kultowy model 501, 21 lat później zamiast guzików w spodniach pojawia się zamek błyskawiczny. W 1934 Levi Strauss & Co. tworzy „lady levi’s”- pierwsze niebieskie dżinsy dla kobiet. Już rok później damska wersja pojawia się na łamach amerykańskiego Vogue’a. Europa poznaje markę podczas II wojny światowej. Amerykańscy żołnierze noszą dżinsowe spodnie i kurtki. W tym czasie ich wygląd regulują rządowe ustalenia. Nie chodzi przecież o modę, ale o to, by rzeczywiście była to wytrzymała i wygodna garderoba.

    logo_levisW latach 50. „levisy” pojawiają się w filmach i utożsamianie są z buntem. Marlon Brando paraduje w nich w „Dzikim”, James Dean w „Buntowniku bez powodu”. W ultraobcisłych, czarnych dżinsach tańczy Elvis Presley. Zakłada je Marylin Monroe a potem Brigitte Bardot. W 1966 roku w amerykańskiej TV pojawia się pierwsza reklama dżinsów. Twarzami reklamy są rockowi Paul Revere and The Raiders czy The Jefferson Airplane. Pięć lat później Andy Warhol projektuje okładkę płyty Rolling Stones’ów w dżinsach z otwartymi rozporkami. Lata 70. to czas przeróżnych modyfikacji dżinsów. Powstają w różnych kolorach, z rozmaitymi aplikacjami. Pojawiają się na wybiegach u kreatorów mody. Teraz, gdy dżinsy zna nie tylko Ameryka ale też Europa i Azja stają się symbolem tego, co amerykańskie. Świat filmu i muzyki nosi dżinsy, hipisi zakładają dżinsy-dzwony do haftowanych koszul, chust i wisiorków. Nową jakość w świat dżinsu wnosi powstała w 1978 marka Diesel. Renzo Russo oraz Adriano Goldschmid tworzą unikatowe fasony, wygodne modele z fantazyjnymi zdobieniami, niespotykane nigdy wcześniej.

    W 1984 roku podczas olimpiady letniej w Los Angeles amerykański team pojawia się w garderobie Levi’sa. Calvin Klein do reklamy tworzonych przez siebie dżinsów zatrudnia Brooke Shields, informującą: „nie ma nic pomiędzy mną moimi calvinami”. Od tej pory o dżinsach mówią wszyscy. A będą mówili jeszcze więcej bo w latach 90-tych twarzą Kleina zostaje Kate Moss. O niej zawsze mówi się dużo i bardzo długo. Tymczasem Levi’s w 1996 roku rusza z linią Vintage Clothing.

     

    Dżinsy dziś…

    Noszą wszyscy. Można je nosić wszędzie. Są uniwersalne. W wersji porannej, wieczorowej, letniej, zimowej, do pracy, na imprezę. Doskonale modelują sylwetkę. Cameron Diaz mówi o nich: „Mam szafę pełną ciuchów i nic do założenia. Więc noszę dżinsy”. Właśnie na tym polega ich fenomen.

    Levisy dziś sprzedawane są w ponad 120 krajach. Marka jest jedną z największych na świecie, w dziedzinie odzieży dżinsowej największą. Doczekały się też młodszych „braci” takich jak Lee, gdzie zaczęło się od dżinsów na rodeo, japońskich Evisu imitujących spodnie po przejściach czy ulubionych przez Madonnę 7 for All Mankind. Nie sposób ich zliczyć. A przecież wciąż powstają nowe, ale to Levi Strauss był pierwszy. To on dokonał rewolucji w modzie. To jego porażka z namiotami sprawiła, że światu jest zwyczajnie wygodnie w „blue jeans”.

    I ja, w tym obowiązującym dżinsowym świecie, trzymam w szafie co najmniej 10 par ścieralnych spodni, w tym trzy mają przyszyte metki z końmi rozrywającymi spodnie, to znak Leviego Izaaka Straussa.

    Zapraszam do lektury jutrzejszego felietonu. Pozostaniemy w Ameryce.

    Będzie o tym, jak – we Wrocławiu – nagrywałem (jawnie) redaktora Boba Woodwarda, człowieka, który obalił prezydenta USA – Richarda Nixona.

     

  • Smecta 60 – Zielona Góra, Wrocławia Wolna Córa!

    smekk (10)To ja, spanikowany przed cotygodniowym (?) spotkaniem z intelektualnie rozbudzoną ludnością dumnej Lubuszandii.

    Dzisiejszy felieton wysyłam za miedzę, na ziemię lubuską. Do wartkich mieszkańców Zielonej Góry i innych mocno zazielenionych miast. Otóż narodziła się szansa, że będę mógł od czasu do czasu (a może nawet w każdy tydzień) wysłać do Was autorskie wieści z zakumulowanego Wrocławia. Nie było łatwo. Ileż musiałem się starać, aby wreszcie trafić do Waszych serc.

    Gazetą Lubuską, dłużej niż Donald Tusk Polską, kieruje redaktor(ka) Iwona Zielińska.

    To kobieta, z którą w jednym pokoju, w redakcji wrocławskiego dziennika, siedziałem ongiś twarzą w twarz wiele, wiele dni i miesięcy, A mimo to, żeby medialnie przystać do lubuskich czytelników, musiałem udowodnić, że z gwinta ciągnąłem savignone z Lubrzy. Oraz, że znam na pamięć przynajmniej  jedną patriotyczna piosenkę Muslima Magomajewa, laureata zielonogórskiego festiwalu.

    Smecta (3)

    Tak wyglądały kolana moich spodni po wielokrotnym podejściu pod redaktor(kę) naczelną Iwonę Zielińską

    Udało się. Chociaż Ziemia Lubuska przed laty często nasiąkała nie tylko moim potem (Blood, Sweat & Tears). W Nowej Soli miałem teściów, więc wiele wakacyjnych dni spędziłem w klasycystycznym domu przy ulicy Wyspiańskiego 5 (drugie piętro). Moja była, chociaż jedyna żona Basia, urodziła się w energetycznej Zielonej Górze. Mieszkała w jednym domu i na tym samym piętrze (drzwi w drzwi), co Urszula (Wasza i globalna firmowa wokalistka) i Danusia (mieszka w Szwecji) Dudziak.

    Wspólnie ubierały lalki, moi teściowie próbowali domowe winko u Dudziaków.

    Miastu Nowa Sól w miarę możliwości pomagałem w osiągnięciu dobrych obrotów miejskiej gastronomii. W Kameralnej (fantastyczny wyżyłkowany tatar oraz żurek na dróbkach) oraz w Warszawiance (wyborny śledź, genialny karp po żydowsku zalewany zziębniętą Wyborową) była duża radość personelu gdy z teściem Walerianem (specjalista od składów paliw) zasiadaliśmy nad śnieżnym obrusem. Aby omówić przyszłość naszej wówczas rodziny.

    Smecta (4)

    Protoplasta rodu Ewaryst Estkowski

    Stefcia, moja nowosolska teściowa – to była magister elegancji i kindersztuby. Córka naczelnika poczty w Kartuzach (wydali tam właśnie okolicznościowy znaczek z kaszubską truskawką) pochodziła z rodu spokrewnionego z Ewarystem Estkowskim (1820 – 1856, żył 36 lat zaledwie), pedagogiem, działaczem oświatowym, uznanym nauczycielem. Ukończył seminarium nauczycielskie w Poznaniu, skąd karnie przeniesiono go do Mikstatu (tutaj urodził się dzisiejszy prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz). Brał udział w wydarzeniach Wiosny Ludów w 1848, zostaje współzałożycielem oraz członkiem komitetu redakcyjnego Towarzystwa Pedagogicznego Polskiego. Redagował i wydawał pisma pedagogiczne: „Elementarzyk”, „Szkoła Polska”, „Szkółka dla dzieci”, „Szkółka dla młodzieży”.

    Smecta (2)

    Nowosolski dom moich teściów (w głębi) ,ten z półokrągłym daszkiem

    Z kolei Stanisław Estkowski, brat teściowej (a mój wujek) latami woził (codziennie) państwową pocztę z Nowej Soli do Wolsztyna, był rekordzistą świata w połykaniu ilości tabletek, prowadził dziennik o lubuskich ciekawostkach. Namawiał mnie, bym w Nowej Soli zamieszkał. Była to ciekawa propozycja, chociażby z tego powodu, że w podwórku Wyspiańskiego 5 był kameralny kobiecy kryminał! Widoki stamtąd były lepsze niż na koedukacyjnym wybiegu u Georgio Armaniego. A może nawet ciekawsze niż pokazy mody w zielonogórskiej palmiarni. Zza więziennych murów buchał, parował, krzyczał bowiem nieokiełznany, zwierzęcy seks. Ale przecież byłem ledwo po ślubie z Basią (tak jak Ewaryst Estkowski – nauczycielką), nie mogłem ulegać pokusom.

    Smecta (5)

    Urszula Dudziak, królowa wokalnego postmodernizmu

    Po latach poznałem z ulicy Wyspiańskiego 7 jeszcze Marysię, zajmującą się zawodowo oświecaniem Cyganów (jak ktoś chce Romów). Nadawałem wówczas regularne – w Polskim Radio Zielona Góra – cotygodniowe słowne komentarze (na pewno zachowały się taśmy). Jeden z takich komentarzy dotyczył mniejszości  narodowych. Stąd ta Marysia, też nauczycielka. Wspomnę jeszcze lubuskie „letnie sesje naukowe w służbie młodzieżowych organizacji”, sytuowane nad jeziorami w Liebenau (niektórzy piszą Lubrza).

    Smecta (6)

    Sala obrad sesji naukowej w ośrodku wczasowym Lubrza – degustacja płynów znaczących

    Pływanie po wodach Goszczy, Lubrzy i jeziora Lubie z owocowym bardzo słodkim winkiem oraz słodkimi koleżankami z ZSP to było przeżycie porównywalne z huraganem Katrina. Wierszyk: Niech żyje nam towarzysz Stalin, co usta czerwieńsze ma od malin – przy wargach chętnych aktywistek zmoczonych w 11 procentowym winie Lubrza – było nędzną parodią. Niejeden raz myślę czy, aby oszukać spleen, nie przenieść się na stałe do osady Chałupczyn, gdzie byłbym jedenastym zaledwie mieszkańcem. A i wiejski sklep jest o krok. Ostatnio wychodzę więc na bliską mojego domu stację PKP Wrocław Pracze – leżącą na szlaku do Zielonej Góry.

    Przychodzę na stację i w śmieciowych kubłach szukam biletu do Zielonki (tak w myślach określam stolicę Lubuszandii).

    ipcowy spacer 2012 (25)

    To ja – nieszczęśnik uporczywie poszukujący w śmietniczce losowego biletu do Zielonej Góry

    Jeśli los mi ten bilet wreszcie podrzuci przenoszę się do krainy jezior i ujazzowionych ludzi. A nas razie zaglądajcie codziennie na mój Blog Solowy Narodowy (wystarczy wpisać do wyszukiwarki Blog Smecta). Tam jest wiele innych, lekuchno satyrycznych tekstów i biogram, z którego dowiecie się jaki jestem gagatek.

    Niech żyje Zielona Góra – Wrocławia Wolna Córa! Howgh!

    A na pożegnanie posłuchajcie: oto jeden z najbardziej lubianych przeze mnie hiciorów. „Syn kaznodziei” (poprawność obyczajowa) – tym razem zamiast Dusty Springfield, kawałek kreuje bosonoga Joss Stone. Dołączcie do 12 milionów ludzi!