Napisane 19.08.2010 przez EuroDetektyw w kategoriach: Miasto – okiem mieszczucha
Co się dzieje z dziurą w serze, kiedy nie ma już sera – pytał Bertold Brecht, facet często biorący kobiety na stojaka.Ciekawski dramaturg skażony globalną rewolucją. To nie była jednak kwestia całkowicie chybiona.
Pytanie intryguje do dzisiaj. Dwa dni temu uczestniczyłem w pogrzebowej stypie właściwie. W inauguracji, na wrocławskim rynku, przy – nomen omen – pręgierzu, smutnej, bezpłciowej wystawy. Wystawiono tam w formie graficznej 21 wciąż aktualnych postulatów z gdańskiej stoczniowej bramy. Tak właśnie zainaugurowano we Wrocławiu 30. rocznicę powstania Solidarności. To było jedno z najsmutniejszych zdarzeń, w jakich w ostatnich latach uczestniczyłem. Smutniejsze niż ukrywany pogrzeb polskiej piłki nożnej, smutniejsze nawet niźli życiorys Janusza Śniadka, osobliwego groteskowego zarządcy dzisiejszej zetatyzowanej Solidarności.
Drugi garnitur
Drugi garnitur urzędników wysłał na otwarcie tej wystawy w rynku trzeci garnitur przedstawicieli władz. Władz istniejących dzisiaj właśnie dzięki Solidarności. Przemówienia przygotowano drewniane i pustosłowne. Kilkoro przypadkowych widzów, garstka stoickich organizatorów, chamskie żarty z nieobecnego lidera dawnych buntowników – Władysława Frasyniuka. Wydano przy tej okazji wrocławski strajkowy katalog ze zdjęciami z… Gdańska? A to przecież nasze dumne, krnąbrne miasto było absolutną szpicą polskich zmian. Zabrakło obrazków z zajezdni, z Mazowieckiej?
Biuro Rachunkowe
Najbardziej ruchliwą postacią podczas otwarcia tej wystawy była pogodna staruszka w stroju z sekendhendu. Staruszka wtykająca wszystkim ulotkę biura prawnego. Tanie usługi prawne, wystawianie pozwów i pism procesowych były na tej ulotce w promocji! A jest na nie coraz większy popyt. Dawna rodzina już nie istnieje, walczy o spadek i logotyp. Te pozwy i procesy to jednak trochę za mało jak na trzydzieści lat przemian. Dlatego proponuję, dla podtrzymania tradycji dumnego Wrocławia, zacieśnianie szeregów!
Od lat forsuję myśl, że Wrocław, ten tygiel nacji, charakterów i poglądów – jest miastem niefałszowanych, pełnokrwistych Braci (i Sióstr) Blues! Tym więc, którzy łaskawie zechcą przystać do bluesowej czołówki naszego miasta, oferuję kilka praktycznych informacji i rad. One to spowodują (mam taką ogromną nadzieję ), że do dni Euro 2012 będziemy monolitem, Rolling Stonesami wzbudzającymi uznanie przybyszów. Oto zdania, które mogą pomóc przedzierzgnąć się we wrocławską bluesową rodzinę.
JAK zostać BRATEM (siostrą ) BLUES?
BIues Brother jeździ po całym stanie zdezelowanymi samochodami, a po nocach koncertuje w tanich spelunach, przesączonych zapachem burbona i tytoniowego dymu. Nosi się z bluesową elegancją, ubrany w ciemne okulary i czarny kapelusz. Któż z nas, wrocławian w szczególności, nie chciałby być kimś takim? Nie jest to jednak łatwe. Żeby zostać jednym z braci Blues, trzeba przede wszystkim czuć bluesa – to jest warunek podstawowy. Z tego też powodu wielu nigdy nie przystąpi do tej obyczjowo-muzycznej braci. Bluesa bowiem nie można się nauczyć, to albo się w sobie ma – albo nie. Zakładam jednak, że wy Szanowne Panie i Szanowni Panowie, fani portalu Wroclove2012, bluesa czujecie.
Zaczynamy. Krok pierwszy to osiągnięcie odpowiedniej sylwetki. Dopuszczalne są tylko dwa rodzaje: ,,bluesowo tęga” (patrz Jake Blues) i „bluesowo smukła” (patrz Elwood Blues). By uzyskać tę pierwszą, należy chętnie i bez zahamowań korzystać z przepisów kulinarnych,które znajdziecie niżej. Aby uzyskać tę drugą, wiele godzin spędzić trzeba w zimnej piwnicy dmuchając w harmonijkę ustną – zapewniam, spadek wagi gwarantowany. Ze względów oczywistych, Paniom polecam sylwetkę smukłą, zdobywanie jej mają już przecież opanowane (choć stosują do tego inne, kobiece sztuczki).
Tatuaże
Posunięcie następne to tatuaże. Nie jest na szczęście konieczne ozdabianie całego ciała wizerunkami marynarzy i czaszek. Warto jednak podrasować swoją bluesową duszę imieniem wytatuowanym na kostkach palców u rąk. To na pewno wzbudzi uznanie i zazdrość mniej odważnych bluesmanów. Spowoduje też, że mikrofon i harmonijka leżeć będzie w ręce jak ulał – choć przyczyn tego zjawiska naukowcy nie mogą wyjaśnić do dziś.
Etap kolejny to ubrania. Panie poradzą sobie na pewno bez kłopotu, Panom zaś przypomnę, że koniecznie muszą zaopatrzyć się w marynarkę, krawat, kapelusz i okulary – wszystko czarniejsze niż noc. Istotne jest też, by krawat był wąski – ponieważ obecnie trudno taki dostać, proponuję odpowiednio przyciąć jakiś o normalnych gabarytach. Najlepiej, gdy będzie to krawat drogi i elegancki, uszyty przez ceniącą się firmę, np. od Harrodsa. Dlaczego? To jasne – im większe poświęcenie, tym większy feeling. Trzeba też uważać, by marynarka i kapelusz nie wyglądały zbyt świeżo. Aby nadać im odpowiedni wygląd, trzeba będzie – być może – przespać w nich kilka nocy w samochodzie. Mogę jednak zagwarantować, że efekt będzie w stu procentach wrocławsko-chicagowski. Spodnie to, oczywiście, czarne jeansy, a dobór skarpetek i butów zostawiam każdemu z Was do osobistego rozważenia – tylko proszę, czujcie bluesa, czujcie bluesa!!!
Rekwizyty
Oprócz ubrań, bracia Blues charakteryzują się także innymi rekwizytami. Szczególną uwagę chciałbym zwrócić na dwa z nich.Używany policyjny samochód. W naszych warunkach to wóz, który z trudem przeskakuje kałuże, nie polecam więc przeskakiwania zwodzonych mostów, jak robili to Jake i Elwood. Chyba że macie misję od Boga. Drugi z rekwizytów, któremu należy się dodatkowa uwaga, to zużyta prezerwatywa. Żeby było to jasne, tutaj nie pomoże nawet misja od Boga – zużytej prezerwatywy NIE UŻYWAMY PONOWNIE!!!!!
W ten sposób zbliżamy się już do końca wyglądu zewnętrznego. Właściwie nawet już teraz moglibyście uważać się za Blues Brothersów, ale zostało nam kilka szczegółów, które sprawią, że będziecie czuli bluesa jak mało kto. Listę owych szczegółów otwiera odpowiednia choreografia – warto opracować ją samemu. Ważne, by była ona jak najbardziej naturalna i odpowiadająca waszym możliwościom – by wydobyć drzemiący w każdym z Was potencjał proponuję udać się do klubu z czarną muzyką i tak długo obcować z wyskokowymi trunkami (najlepiej bluesowymi – whisky, burbon lub piwo), aż nogi same pójdą Wam w ruch. Wtedy wystarczy tylko zapamiętać wykonywane przez Was kroki i już macie choreografię. Wiem, wiem, wiem – po takich wypadach często nie pamiętacie całego wieczora, a co dopiero mówić o kilku tanecznych krokach. W takiej sytuacji o pomoc poprosić trzeba kolegę abstynenta lub zainwestować w kamerę video. Aha, jeszcze jedno – pamiętaj – piłeś, nie jedź!!!
Na końcu drobnostki. Oświecenie przez Boga – w tej kwestii najlepiej zgłosić się do specjalistów (uwaga: przyjmują głównie w niedzielę ). Manager załatwiający słabo płatne koncerty w kiepskich klubach – każdy jest taki, więc nie powinniście mieć problemów. Narzeczona zostawiona przed ołtarzem – to sprawa bardziej niebezpieczna, może mieć nieobliczalne konsekwencje. Ale feelingu uczy bez wątpienia.
Bluesmobile
Kiedy Elwood wymienił Cadillaca za mikrofon, Blues Brothers pozostali bez swojego pojazdu. Szybko jednak naprawił ten błąd, kupując na aukcji organizowanej przez policję miasta Mount Prospect – używany samochód policyjny. To sedan Dodge Monaco z 1974 roku o tablicach rejestracyjnych BDR 529. Chociaż akurat o taki – trudno będzie na giełdzie przy Gnieźnieńskiej.
SCMODS – co to znaczy?
Gdy policja zatrzymała Blues Brohters za przejechanie na czerwonym świetle, Elwood gotów był założyć się, że drogówka na pewno w swoim samochodzie ma SCMODS. Co to takiego? SCMODS to skrót od State, County, Municipal Offender Data System, co można przetłumaczyć jako System Danych o Wykroczeniach na Drogach Stanu, Hrabstwa i Miasta.
Na owym SCMODS wyczytać mogliśmy, iż numer prawa jazdy Elwooda brzmiał B236-1655-2187, a sam chudy Blues Brother miał na koncie 116 mandatów za złe parkowanie i 56 za złamanie przepisów drogowych. Policjanci nie mieli innego wyboru, jak tylko zaaresztować kierowcę i zatrzymać pojazd.
Więzienny kod
Tak jak i w Polsce, tak w Stanach więźniowie identyfikowani są w aktach dzięki numerom przydzielanym im w dniu uwięzienia. Jake Blues też miał taki numer – dokładnie 7474505B.
Za tydzień bluesowe żarcie oraz jaja
I tyle pierwszych bluesowych zdań prowadzących do Wyzwolonego Dekalogu. Za tydzień druga instruktażowa część działań pozwalających wrocławianom, Dolnoślązakom, Polakom mentalnie lepiej przygotować się do mistrzostw Europy 2012.
Za dwa tygodnie powakacyjny wrzesień. To czas na mieszczańsko-detektywistyczne bezpardonowe opowieści w odcinkach o tym, jak Wrocław przedzierzga się w sportowo ważne europejskie miasto. Howgh!
Zdzisław Blues Smektała
bbd@bbd.pl 501 40 40 64
Zdjęcia: z archiwum Zdzisława Smektały




