Tag: Bronisław Komorowski

  • Wspólny misiek strzelony przez gości

    Smektała na weekend 68

    Andrzej Walkusz

    Samorządowe karty leżą już na stole, odkryte, w pełnym świetle dnia. Wybraliśmy na najbliższe lata herosów mających nas prowadzić w kierunku raju. Te najbardziej bliskie ludziom wybory zapiszę w mojej pamięci z kilku powodów. Takich jak nadzwyczajny, niespodziewany wynik PSL, który dzięki szczęśliwemu losowaniu partyjnych numerków – trafił na pierwsze miejsce, na pierwszą stronę słynnej a mylącej książeczki. Jak nieoczekiwane dla mnie zachowanie szefa SLD, Leszka Millera, wpadającego bez przymusu w objęcia mistrza destrukcji, Jarosława Kaczyńskiego. Jak przegrana we Wrocławiu redaktor Wandy Ziembickiej, która będąc tytanem pracy, źródłem pomysłów, nie dostała się do rady miasta. Ale po kolei.

    1

     Zapamiętam te wybory z partaniną w tle –  przez pryzmat obalenia się na glebę powagi Państwowej Komisji Wyborczej, która życiorysami będąc z innej epoki – poległa w świecie informatyzacji, komputerów i ich oprzyrządowania. Sędziwy sędzia Kazimierz Czapliński i jego omszali koledzy przegrali z komputerowym niedoskonałym programem przygotowanym przez studentkę. I tak – podczas realnej wyborczej próby – zmierzyły się dwa światy. Ten, który powinien cieszyć się zasłużoną emeryturą – z tym, który powinien zaświadczać o istocie nowoczesnego państwa. Szef PKW kierował tym ciałem, wypowiadającym komunikaty w zwolnionym tempie, 23 lata. W życiu państwa ścigającego się ze światem to cała epoka. Kiedy w 2012 nadano mu Order Odrodzenia Polski uzasadniono, że to za stworzenie administracji wyborczej. I na tym można było poprzestać. Teraz omszali sędziowie mają żal za ataki zewsząd. Ale jak poszły wybory – każdy widział, słyszał i czuł.

    4

    Te kulawe technicznie wybory sprolongowały prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu zapotrzebowanie na nowy zamach, potwierdzenie wszechobecnego spisku. PiS te wybory wygrał ale realnie przegrał. Dalszy jest bowiem od realnego rządzenia niż to było przed wrzuceniem kartek do urn. A więc twardy elektorat prezesa dowiedział się, że nastąpiło fałszerstwo. Przysycha, marginalizuje się sprawa Smoleńska – trzeba było dolać świeżej farby. A nawet gdyby liczne sady uznały, że to ogólnopolskie głosowanie było zgodne z procedurami – tym gorzej dla sądów. Wszak wiadomo – są nieobiektywne, chodzą na pasku „przypadkowo wybranego” prezydenta RP. Trzeba więc przeciwstawić się – tak mówi prezes – „niszczenia przez PO-PSL polskiego państwa i jego instytucji, manipulacjom, ograniczaniu wolności słowa i praw opozycji oraz godzenia w podstawy demokracji.” . Przy takim podejściu do polityki możliwość koalicji PiS z kimkolwiek równa jest teraz zeru. Jak Boga kocham. A zapraszanie na marsz w dniu 13 grudnia jest obelgą dla depozytariuszy tej daty.

    2

    Organizacyjnie kulawe wybory sprawiły, że przez chwilę kumplem prezesa Kaczyńskiego  został kierownik SLD, Leszek Miller. Jak się okazało – tylko na chwilę. Wspólny misiek strzelony przez tych gości naprawdę mnie zdumiał. Do tego uścisku polityków przeciwstawnych opcji uważałem Leszka Millera za roztropnego lidera SLD, który – pomimo programowej bryndzy (hasła SLD zostały prawie w całości podprowadzone przez PO oraz PiS) stara się o utrzymanie swojej partii w ryzach, na powierzchni. Jednak okropny rezultat ostatnich wyborów odebrał Millerowi zdrowy rozsądek. Mimo, że usilnie teraz tłumaczy ów sfałszowany uścisk dobrem państwa – Leszek Miller wyrównał wynik dawnego meczu z e Zbigniewem Ziobro. Teraz zrobiło się 0 : 0. Domaganie się wyborczej sprawiedliwości wspólnie z Jarosławem Kaczyńskim – nie tworzy historii typu Bonnie i Clyde. To raczej doktor Jekyll i pan Hyde (zgadnij koteczku – kto tutaj gra role pana Hyde?).

    6

    Gdy pominiemy porachunki partii i polityków – ostatnie samorządowe wybory ujawniły nowe chciejstwo ludzi przychodzących do urn. Z tego też powodu prawie wszyscy prezydenci wielkich polskich miast zaliczyli drugą turę. Ta potężniejąca nowość to nieprzeparta chęć większego podporządkowania miast jego mieszkańcom. Nowe drogi, obwodnice, miejsca parkingowe, miejska komunikacja, rowerowe ścieżki (szczególnie silne lobby), przedszkola, nowe miejsca pracy były znacznie ważniejsze niż wyborcze slogany tych, którzy celowali w ogólniki. A nie w – na przykład – w skwer imienia Marszałka Piłsudskiego. Ta ochota wygodnego życia w bezpiecznym otoczeniu górowała nad – chociażby najbardziej efektownymi ventami. Nawet we Wrocławiu, który jest zarządzany rozumnie, wśród wydarzeń globalnych – nie brakuje pozytywistycznych działań skierowanych na wygodę mieszkańców – też odczuwało się taką tendencję.

    8

    Zdjęcia – Andrzej Walkusz

    ——————————————————————————————————————–

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości,  w piątek od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku, po prawej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko. 

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla. Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.  To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • Komorowski bez podsłuchów (we Wrocławiu)

    Smektała na weekend 49

    1 Nasz Bezkolizyjny Bronisław Komorowski przedstawiony w stylu Andy Warhola, to będzie następny zakup (po zdjęciach Monroe) napalonych chłopaków z wrocławskiej Hali Stulecia

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Nasz Bezkolizyjny Bronisław Komorowski przedstawiony w stylu Andy Warhola, to będzie następny zakup (po zdjęciach Monroe) napalonych na światowość chłopaków z wrocławskiej Hali Stulecia

    Mija 75. rocznica powstania wytwórni płytowej Blue Note, najważniejszej w moim życiu fonograficznej firmy. To wydawnictwo publikujące kompozycje Milesa Davisa, Herbie Hancocka, Wayne Shortera, Johna Coltrane’a. A z Polski Agnieszki Skrzypek – bardziej znanej jako Aga Zaryan (pseudonim wzięła od faceta, Zaryana, który w weekendy bijał ją czasem w Nowym Jorku). Zatem dzisiejszy felieton, co dla jazzfanów będzie zrozumiałe, zabrzmi wyraźnie free jazzowo. Bez sztywnej partytury.

    Obnaży, umiejscowi mnie, społeczno-polityczne zwierzę, na narodowej  drogowej mapie. Zaczynam!  Otóż bardzo bym nie chciał, aby w następnych latach mojego zaawansowanego już życia, w Polsce rządził PiS. A we Wrocławiu Grzegorz Schetyna. To pozwoliłoby – jak sądzę – przejść przez następny Kawał Czasu w znośnej dla ogółu aurze.

    2 Ściana przed siedzibą dolnośląskich struktur PO. Widać demolkę tabliczki posła Zielińskiego, którą własnoręcznie naprawiałem nie bacząc na kąśliwe uwago przechodniów z PiS

     Ściana przed siedzibą dolnośląskich struktur PO. Widać demolkę tabliczki posła Zielińskiego, którą własnoręcznie naprawiałem nie bacząc na kąśliwe uwago przechodniów z PiS

    Wiadomo – rząd, władza się zużywa. murszeje, rdzewieje.

    Tak stało się też z PO (7 lat przy sterze). Zatem, co jakiś czas, trzeba wymieniać tych co kłamią jak najęci, że cierpią dla narodu, tyrają dla dobra mas. Wyborcy żywią coraz większą złość na spuchniętą od etatów urzędniczą warstwę (znajomi, pociotki, szwagrowie, rodzina), złorzeczą idącym w zaparte Gadającym Głowom, źle znoszą butę Bartłomieja Sienkiewicza, finansową chytrość zadufka Radosława Sikorskiego, widoczna usłużność marszałek Ewy Kopacz. Ale w tej mojej (twojej, naszej) Polandii narobiło się tak, że dzisiaj nie ma na kogo wymienić tych zastygłych na stołkach ludzi. Róża Maria Woźniakowska Gräfin von Thun und Hohenstein znów, na następny turnus, zadekowała się w Brukseli. Lidia Joanna Ulatowska Geringer de Oedenberg gwałtownie oderwała od mlecznej piersi SLD. A baron Karl Friedrich Hieronymus, Freiherr von Münchhausen odleciał w dal na armatniej kuli. I zrobiła się kiszka. Jestem w dalszym ciągu nieutulonym sierotą.

    3 Fronton sytodajnej restauracji Lwowska o ile wytworniejszej od tej pechowej Sowa & Przyjaciele Królika usytuowanej w praskiej postsocjalistycznej ruderze

    Fronton sytodajnej restauracji Lwowska o ile wytworniejszej od tej pechowej Sowa & Przyjaciele Królika usytuowanej w praskiej postsocjalistycznej ruderze

    Zawsze, gdy już wrzucałem do pudła kartkę z moim głosem, osobliwie był to ktoś z PO. Głosowałem na znajomych właściwie. Na Józka Piniora, Staszka Huskowskiego, Bogdana Zdrojewskiego i tak dalej. Mniej więcej wiedziałem co mnie w życiu czeka. Ale zrobił się niezły rozgardiasz, kelnerzy rozkładają, ośmieszają, kpią z polityków.

    A  oni zamiast przeprosić za własną głupotę i lekkomyślność zasłaniają się atakiem na państwo. Dziecinada i myślenie Forresta Gumpa (równe 20 lat od premiery). Gdy jednak do rządzenia zabierze się PiS, to dopiero może być happening. Większy niż występ Palikota ze świńskim ryjem. Postrzegam bowiem partię Jarosława Kaczyńskiego jako gromadę żuków gnojowników (wylęg najczęściej w lipcu). Chwytających się medialnych faktów, obracających je na oczach publiczności do znudzenia (powołują komisje śledcze, wzywanie do dymisji, itp.). Rzadko mają własne, oryginalne idee. Brak im ludzi do sprawowania władzy, ławka jest krótka. Eksploatują nieustannie profesora Piotra Glińskiego wystawiając go na pośmiewisko (chociaż on sam chyba tak nie uważa).

    4 Ulubiony stolik przy ktorym przeprowadzam wywiady, między innymi z żużlowcem Tomaszem Gollobem oraz zadymiarzem Januszem Korwinem Mikke (w tle specjalna szafa zakłóceniowa)

    Ulubiony stolik przy ktorym przeprowadzam wywiady, między innymi z żużlowcem Tomaszem Gollobem oraz zadymiarzem Januszem Korwinem Mikke (w tle specjalna szafa zakłóceniowa)

    Wszystko robią w tajemnicy, wokół widzą wrogów i zło. Weźmy takie listopadowe wybory na prezydenta Wrocławia. Z rekomendacji PiS z Rafałem Dutkiewiczem miało się zmierzyć pięcioro kandydatów. Najpierw wycofał się miejski radny Rafał Czepil, potem w jego ślady poszedł Krzysztof Grzelczyk, były wojewoda. Coś mu nie podpasowało. Pozostała Mirosława Stachowiak – Różecka, Roman Kowalczyk, dyrektor XVII LO. Oraz były wiceprezydent Wrocławia, rozsądny gość Andrzej Jaroch (przed laty w bułgarskiej wczasowej miejscowości Rawda wysuszyliśmy, pod owcze sery, sporo butelek wybornego wina). Czy więc wiemy kto z PiS zagra w miejskich wyborach pierwsze skrzypce? Nie – partia prezesa Jarosława kandydaturę na kierownika Wrocławia utajniła. I tak mają prawie ze wszystkim. Podejrzliwość, podchody, taniec świętego Wita.

    5 Sala prezydencka, tutaj staropolskimi daniami poprawiał wypornośc brzucha Bronisław Komorowski. Miejsca na mikrofony wiele - ale nie znalazłem ani jednego

    Sala prezydencka, tutaj staropolskimi daniami poprawiał wypornośc brzucha Bronisław Komorowski. Miejsca na mikrofony wiele – ale nie znalazłem ani jednego

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.

    To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • Taniec małpy na bębenku

    Smektała na weekend 26

    1

    Osiem pierwszych twarzy fotografował Zdzisław Smektała, dziewiątą, tę na samym dole, Krzysztof Gierałtowski.

    Tak właśnie – taniec małpy na bębenku – Krzysztof Gierałtowski nazywa wernisaże, te w których gra główną rolę. Więcej nie tłumaczył – więc i ja nie pytałem o brzytwę w owej małpy łapie. Uświadamiał mnie w materii swoich autorskich wernisaży podczas niedzielnego, typowo polskiego obiadu. W ostatnią bowiem niedzielę zaprosiłem Krzysztofa, jednego z najwybitniejszych artystów w całej historii polskiej fotografii, specjalizującego się w portrecie – do Dworu Polskiego, tego na wrocławskim Rynku.

    Przy tradycyjnym rosole z kołdunami oraz schabowym z zasmażaną kapustą Krzysztof Gierałtowski (1938, o rok starszy od Niemena) wspominał swoje silne związki z Wrocławiem. Pierwsza czarno biała twarz, jaką autorsko stworzył – działo się w roku 1963 – był portret słynnego lwowsko wrocławskiego matematyka, Hugo Steinhausa. Portret profesora zamówiło doskonałe wówczas graficznie pismo „Ty i Ja”.

    6

    Krzysztof sportretował po wojnie wszystkich najważniejszych Polaków.

    Jego portrety są zazwyczaj uzupełniane specjalnymi rekwizytami, które pozwalają widzowi dopełnić obraz własnymi wyobrażeniami. Przez swoje autorskie obiektywy pokazał – najczęściej czarno białe – wizerunki wybitnych osobowości:

    Andrzeja Wajdy, Sławomira Mrożka, Czesława Miłosza, Ewy Braun, Jana Peszka, Leona Tarasiewicza, Józefa Czapskiego, Stanisława Tyma, Tadeusza Kantora, Jerzego Kosińskiego, Tadeusza Konwickiego, Wojciecha Młynarskiego, Jerzego Urbana, Krzysztofa Zanussiego i dziesiątki innych zawiadowców oraz rzeźbiarzy tubylczej rzeczywistości.

    2

    „Pańskie prace, owe portrety subiektywne, twórcze eksperymenty i rzetelność warsztatu – wyznaczają mistrzowską drogę dla kolejnych pokoleń artystów.

    Jestem Panu wdzięczny za utrwalenie wizerunku wyjątkowych Polaków, z których jesteśmy dumni i których losy są częścią naszej współczesnej historii – tak zafasował na swojej urzędowej firmówce (widziałem na własne oczy) Bronisław Komorowski, prezydent naszego pięknego kraju. Wówczas, kiedy Krzysztof Gierałtowski otwierał (jesień 2013) na Zamku Królewskim wystawę „Portrety bez twarzy”.

    „Mam nadzieję, że odrzucając powierzchowną identyfikacje zbliżam się moimi zdjęciami do pełniejszego opisu polskich indywidualności” – ripostował w katalogu adresat tych słów. 

    9

    Fot: Krzysztof Gierałtowski

    Dalej, wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton, od godziny 11, na stronie:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów oficjalny portal miasta Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę googla

    Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd.p