Tag: Czerwone Gitary

  • Zawiadowcy Zbioprowej Wyobraźni (Buntownicy Rocka)

    Smektała na weekend 72

    7 Autor felietonu (upozowany na Raya Charlesa) z polską odmianą chicagowskich braci Chess, czyli na fotce Krzysztof i Jerzy Rac, znakomici propagatorzy polskiego rocka, jazzu i bluesa lat 70.

    Autor felietonu (upozowany na Raya Charlesa) z polską odmianą chicagowskich braci Chess, czyli na fotce Krzysztof i Jerzy Rac, znakomici propagatorzy polskiego rocka, jazzu i bluesa lat 70.

    Ten tekst piszę dokładnie w 80. rocznicę urodzin Elvisa Presleya.

    Więc się nie zdziwcie, że będzie ciążył w kierunku rock’n’rolla. A to także dlatego, że ubiegłotygodniowy felieton, przywołujący w pamięci wokalnego buntownika Joe Cockera, wzbudził dużą aktywność. Dostałem wiele oznak rozrzewnienia, tęsknoty za latami przepadłymi w otchłani Bezpowrotnie Minionych Czasów. Część Czytelników wyznaczyła mi nowe tematy opiewające rock’n’rolla rozwijanego w czasach socjalizmu Gomułki i Gierka. Naciskali szczególnie na artystyczną drogę Czerwonych Gitar, na podsumowanie ich pięćdziesięcioletniej działalności (zespół założyli 3 stycznia 1965 roku w gdańskiej kawiarni Cristal), którą niedawno fetowali na estradach całej Polski.

    2 Krakowskie Dżamble z solistą Andrzejem Zauchą (pierwszy z prawej) do dzisiaj nowocześnie brzmiąca nowatorska kapela

     Krakowskie Dżamble z solistą Andrzejem Zauchą (pierwszy z prawej) do dzisiaj nowocześnie brzmiąca nowatorska kapela

    Bardzo sobie cenię kompozycje Seweryna Krajewskiego. Z Jerzym Kosselą organizowałem – na zalewie Witka pod Zgorzelcem – artystyczne warsztaty (1970).

    Z Czerwonymi Gitarami współpracowałem, prowadząc miedzy innymi wielkie sylwestrowe bale w Ludowej Hali Stulecia. Ale nie sprostam zamówieniu Czytelników wrocławskiego miejskiego portalu. Moje muzyczne klimaty w młodości dalekie były od łzawej piosenki Anna Maria. Pod koniec lat 60. i na początku lat 70. w moim sercu i głowie były blues i jazz-rock. Wówczas to Amerykanie wysłali kosmitom, do innych cywilizacji, bluesową składankę (Otis Spann, Etta James, Muddy Waters, John Lee Hooker) nagraną w Chicago, w wytwórni Chess, należącą do braci Czyż, polskich Żydów spod Częstochowy.  

    3 Polanie (saksofonista Włodzimierz Wander pierwszy z lewej), najlepsza powojenna grupa rockowa dorównująca bez trudu europejskiej czołówce

     Polanie (saksofonista Włodzimierz Wander pierwszy z lewej), najlepsza powojenna grupa rockowa dorównująca bez trudu europejskiej czołówce

    To wówczas hołdowałem zbuntowanej myśli Jimiego Hendrixa: Zdaj się na własną intuicję. Słuchając innych niczego nie dokonasz. To wówczas grała w Polsce jazz-rock pochodząca z Łodzi najlepsza w powojennej historii rockowa kapela o nazwie Polanie. Imponowali mi mocnym brzmieniem, dalekim od grzecznych utworów Czerwonych Gitar. Uwielbiałem saksofonowe sola Włodzimierza Wandera, lidera grupy, mieszkającego dziś w Chicago. Saksofonisty, który zachwycał widzów w paryskiej Olimpii Bruno Coquatrixa (siostrą Włodzimierza to słynna telewizyjna spikerka Bogumiła Wander – dzisiaj zupełnie zmieniona kobieta, napakowana botoksami). Podobała mi się gra rockowych „chuliganów” tej grupy, braci Bernolaków. Tak ostra, że występowali z powodzeniem wspólnie z Ericem Burdonem, z  The Animals (The House of the Rising Sun).

    4 Austriak Joe (Josef) Zawinul - wielki globalny nowator muzyki jazzowej z elementami elektroniki, rocka, soulu, bluesa

    Austriak Joe (Josef) Zawinul – wielki globalny nowator muzyki jazzowej z elementami elektroniki, rocka, soulu, bluesa

    Ich jedynej długogrającej płyty zatytułowanej – Polanie, słucham często do dzisiaj. Na przełomie lat 60/70 słuchałem jej zazwyczaj na prywatkach (dzisiaj domówkach) przy wypijanych niezliczonymi litrami markowych winach. Oraz przy wielokrotnej lekturze książki amerykańskiego pisarza Philipa Rotha – Kompleks Portnoya.

    Do naszej zbuntowanej paczki zgorzeleckich kontestatorów należał synalek dyrektora największych w Europie Centralnej Piwnicy Win Importowanych w Bogatyni, nieodległej od Zgorzelca. Wielkim kolejowymi cysternami przywożono tam z ciepłych krajów do butelkowania szlachetne gatunki win gronowych (w Bogatyni psuto je niestety spirytusem). Koleżka nasz wynosił z państwowej fabryki ojca dziesiątki litrów oryginalnego trunku o nazwach: Mistella. Lacrima, marokańskie Gelalla, węgierskie Egri Bikaver i jeszcze wiele innych. Mieliśmy więc przewagę nad, naszym zdaniem wieśniakami, fanami Czerwonych Gitar, którzy raczyli się nasycanymi niszczącą wątrobę siarką – jabłkowymi winami o proletariackiej nazwie: bełt, sikacz, bałagan, patykiem pisane, berbelucha z podpisem Józefa Cyrankiewicza (ówczesny premier Polski). Takie wina produkowali także we Wrocławiu – ulica Wiwulskiego.

    5 Oryginalna metka beznadziejnego chrzczonego siarką  wina, którym upijały się - niszcząc wątrobę i nerki - miliony młodych Polaków

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Oryginalna metka beznadziejnego chrzczonego siarką  wina, którym upijały się – niszcząc wątrobę i nerki – miliony młodych Polaków

    Przy tych nieprzyzwoitych muzycznych bachanaliach jedliśmy brzemienne oliwki (najlepsze były duże, mięsiste, fioletowe typu kalamata) oraz słony ser feta wytwarzany w kamionkowych kadziach przez mieszkające w Zgorzelcu Greczynki, matki naszych kumpli. I przerabialiśmy z rówieśniczkami seksualne dylematy zawarte w obscenicznej słynnej powieści Kompleks Portnoya (dzisiaj to jedna ze stu najważniejszych powieści angielskojęzycznych). Pomimo, że mieszkaliśmy na antypodach Polski, w napchanej wojskiem nadgranicznej mieścinie Zgorzelec – dzięki śródziemnomorskim produktom i koleżankom chętnym do eksperymentów głoszonych przez amerykańskiego pisarza Philipa Rotha – czuliśmy się jak ludzie high life’u, jak mieszkańcy Bel Air, willi Romana Polańskiego, jednakowoż przed nadejściem hordy hippisa Charlesa Mansona (dożywocie za morderstwo żony Polańskiego – Sharon Tate).

    6 Czerwone_Gitary, popowa lubiana kapela, popularnością dorównywały w gierkowskiej Polsce zespołowi The Beatles

    Czerwone Gitary, popowa lubiana kapela, popularnością dorównywały w gierkowskiej Polsce zespołowi The Beatles

    Wówczas to – tytułową stroną – nosiłem pod pachą miesięczniki Jazz z pięknymi okładkami projektowanymi przez obecnie światowego artystę Rafała Olbińskiego (od którego wiele lat później kupowałem projekty plakatów na Blues Brothers Day, płacąc za nie starymi, zabytkowymi skrzyniami na ubrania). Później grupę Polanie zastąpili Brytyjczycy, bluesmani John Mayall, Eric Clapton, Alexis Korner, niesamowity wiedeńczyk, pianista Joe Josef Zawinul (grał z Milesem Davisem), tworca super grupy Weather Report. Jego utwory Birdland czy Nubian Sundance, przypominający Bolero Ravela – do dzisiaj śnią mi się po nocach. A przed wszystkim pojawiła się krakowska grupa Dżamble – z czarnogłosym solistą Andrzejem Zauchą – która na festiwalu Jazz nad Odrą 1970 rzuciła słuchaczy na glebę. Z ich jedyną nagraną dużą jazzującą płytą – Wołanie o słońce nad światem – nie rozstałem się do dzisiaj. Grali z nimi Tomasz Stańko, genialny skrzypek Zbigniew Seifert (przedwcześnie pokonany przez raka), Michał Urbaniak. Ja zaś z piosenką z tej płyty: Masz przewrócone w głowie – zdawałem na wydział aktorski łódzkiej szkoły filmowej.

    1 Philip Roth, autor Kompleksu Portnoya, książki Która wywróciła do góry nogami seksualność nie tylko młodych Polaków - odznaczany przez prezydenta USA Baracka Obamę

    Philip Roth, autor Kompleksu Portnoya, książki która wywróciła do góry nogami seksualność nie tylko młodych Polaków – odznaczany przez prezydenta USA Baracka Obamę

    Tyle muzycznych wspomnień z mojej młodości, w której brak jest niestety fraz o Czerwonych Gitarach. Ale – proszę – skłońcie się w stronę innych kompozycji.

    Na początek proponuję wyszukajcie w You Tube utwór Birdland (Weather Report) Wiedeńczyka Joe Zawinula. Snadnie pojmiecie, że nawet bez używania Zioła przeniesiecie się w świat daleki od codziennej szarzyzny. Zapraszam.

    Zdzisław Smektała

    Dzisiejsze zdjęcia ściągnęła z kina – zdolna kobieta Klebaniuk Nina

    ——————————————————————————————————————-

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości,  w piątek od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku, po prawej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko. 

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla. Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.  To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • Smecta 84 – Ewa Han, z powodu nieznośnego charakteru nazywana – Niunia (działo się w 1971)

    Cykl obrazków z mojego autorskiego tomu „Jazz Baba Riba”. Opublikowanego we Wrocławiu jakiś czas temu (nakład 5 tysięcy egzemplarzy!). Z przedmową Tadeusza Nalepy (Breakout) i Tadka prywatnymi zdjęciami. Z ilustracjami Johna Lennona (The Beatles). Także z ilustracjami Andrzeja Mleczki (Kraków Motown).

    „Książka jest upoetyzowanym fotograficznym zapisem stanów duchowych nastolatków żyjących na przełomie lat 60 i 70. Mały realizm miesza się tutaj z marzeniami o wolnym świecie wypełnionym muzyką rokową, seksem, wielkim szmalem, zachodnią cywilizacją. Buty beatlesówki, adaptery Bambino, pocztówkowe płyty, wina patykiem pisane (bełty, bałagany, alpagi), włoskie ortaliony, kurtki szwedki, klej butapren oraz Tri (służące nastolatkom do wąchania) i gitarowe wzmacniacze to nieodłączny element scenografii tych gomułkowskich, biednych czasów. Naznaczonych jednakowoż pokoleniową wspólnotą” – napisał kumaty krytyk.

    Wierszotekst Trzydziesty i Ósmy

    Smecta  (1)

    Smecta 84 – Ewa Han, z powodu nieznośnego charakteru nazywana – Niunia (działo się w 1971) 

    Bardzo bym chciała, aby ważni redaktorzy Polskiego Radia

    Nie pozwalali – durnym prezenterom – puszczać tych głupich

    Angielskich i amerykańskich kapel, szczególnie rock’n’rollowych

    Przecież już stary, sarmacki pierdziel, Mikołaj Rej z Nagłowic

    Pisał, że Polacy to nie są jakieś gęsi, że swój język mają

    Smecta  (1)

    Proszę Szanownych Panów Redaktorów, tym bardziej, że

    Na stanie krajowej kultury, mamy aktualnie w ojczyźnie

    W Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej

    Takie zdolne, kapitalne, rozwojowe zespoły big-bitowe jak:

    Czerwono – Czarni

    Niebiesko – Czarni

    Czerwone Gitary

    Smesta 84 (2)

    Romuald i Roman

    ABC Andrzej Nebeski

    Tajfuny

    Dzikusy

    Trubadurzy

    Chochoły

    Blackout

    Smesta 84 (4)

    Bizony

    Polanie

    Błękitne Cienie

    Szwagry

    Akwarele

    No To Co

    Dżamble

    I jeszcze wiele innych