Smektała na weekend 36
Widok na Goerlitz ze słynnym kościołem Piotra i Pawła. W tym mieście miałem zaszczyt biegać z kumplami (wierzchem) po Wartburgach i Trabantach. Tutaj biliśmy rekordy w spożyciu jesiennego piwa Bock.
Cholera jasna!
W Wielki Piątek, w drugi dzień Triduum Paschalnego, zamiast korzyć się przed Bogiem, mam gulę na księdza Stanley’a Małkowskiego, który ubrany w barwy PiS, w kolory Jarosława Kaczyńskiego, egzorcyzmami wygonił z Pałacu Namiestnikowskiego krajowego prezydenta – Bronisława Komorowskiego.
Tak skutecznie, że wczoraj prezydent Komorowski wylądował aż na polsko-niemieckiej granicy, w Zgorzelcu. W 33-tysięcznym mieście, w którym się urodziłem. W którym służyłem do mszy, w którym wypiłem pierwszą wódkę, pierwszy raz biłem się na gołe pięści z kumplem Grekiem, w którym celebrowałem pierwsze spotkanie tet a tet z kobietą pachnącą występkiem i potem. Także feromonami, czyli semiochemicznymi substancjami z grupy infochemicznej, które młode szczyle – jak ja wówczas – wyczuwają na trzy kilometry!
Technikum Górnicze z ktorego mnie wyrzucili w 3 klasie, bo zamiast się uczyć, wolałem – w wiadomym celu – przebywać od rana z córką Przewodniczącego Powiatowej Rady Narodowej,
Myślę, że te głupkowate egzorcyzmy pisowskiego księdza Małkowskiego mogły rykoszetem trafić w Rafała Dutkiewicza, naszego uwielbianego prezydenta.
Chciał je o szóstej rano rytualnie zrzucić z grzbietu przed bogobojnym obliczem jego eminencji kardynała Henryka Gulbinowicza. Ale – szatańskie pomioty – okazały się szybsze. Doprowadziły do niezamierzonej kolizji drogowej oraz uszczerbku na zdrowiu prezydenta. Ponieważ jednak nie mam na ten przypadek namacalnych dowodów, powrócę do wygnania z pałacu Bronisława Komorowskiego.
Prezydent zjawił się wczoraj w Zgorzelcu, by uświetnić uroczystość 69. rocznicy forsowania Nysy Łużyckiej. Na wojskowym cmentarzu dziękował za pamięć o żołnierzach II Armii WP, którzy „ginęli, abyśmy my tutaj mogli budować polskie życie, polskie nadzieje i przyszłość”. To wszystko bardzo mi się podobało, bowiem wiele razy z całą klasą chodziliśmy tam porządkować groby, mieliśmy nawet przydzielone kwatery z nazwiskami leżących tam żołnierzy. To były lekcje patriotyzmu.
Remontowany dzisiaj hotel Pod Orłem, miejsce w którym robiłem wywiad z Adamem Michnikiem, premierowo zaśpiewałem Sunny Bobby Hebba, poznałem tajniki i następstwa dancingów.
Zatem cieszę się, że trafił do mojego rodzinnego miasta, że spojrzał pańskim okiem, może zrobi coś pożytecznego. Dlatego, że zamienia się ono w skansen, w zapyziałą, zapomnianą mieścinę. Przez co moje serce krwawi wydatnie. Rządzone przez Rafała Gronicza, bezbarwnego byłego bankowca niskiej klasy, człowieka z namaszczenia Grzegorza Schetyny – dusi się w średniactwie, bylejakości. A przecież Zgorzelec to ważne graniczne drzwi do Polski. Goerlitz, niemieckie miasto tuż za rzeką Nysą jest wielobarwnym historycznym cukierkiem. Ale prawobrzeżne przedmieście Goerlitz, czyli Zgorzelec, to wciąż stalaktyt, zakonserwowana przeszłość. Gdyby nie wspólnoty mieszkaniowe upiększające remontami fasady licznych domów, gdyby nie Grek Christos Papanaum, który w Zgorzelcu kupuje i remontuje co tylko się da – byłoby to miasto obszczymurskie (znowu krwawi mi serce).
Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na internetowej stronie:
Po wejściu na ów oficjalny portal miasta Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.
Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla
Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu.
Zdzisław Smektała copyright www.wroclaw.pl bbd@bbd


