Cykl obrazków z mojego autorskiego tomu „Jazz Baba Riba”. Opublikowanego we Wrocławiu jakiś czas temu (nakład 5 tysięcy!). Z przedmową Tadeusza Nalepy (Breakout) i Tadka prywatnymi zdjęciami. Z ilustracjami Johna Lennona (The Beatles). Także z ilustracjami Andrzeja Mleczki (Kraków Motown).
„Książka jest upoetyzowanym fotograficznym zapisem stanów duchowych nastolatków żyjących na przełomie lat 60 i 70. Mały realizm miesza się tutaj z marzeniami o wolnym świecie wypełnionym muzyką rokową, seksem, wielkim szmalem, zachodnią cywilizacją. Buty beatlesówki, adaptery Bambino, pocztówkowe płyty, wina patykiem pisane (bełty, bałagany, alpagi), włoskie ortaliony, kurtki szwedki, klej butapren oraz Tri (służące nastolatkom do wąchania) i gitarowe wzmacniacze to nieodłączny element scenografii tych gomułkowskich, biednych czasów. Naznaczonych jednakowoż pokoleniową wspólnotą” – napisał kumaty krytyk.
Wierszotekst Czterdziesty i Pierwszy
Smecta 90 – Zdzisław Kania, przodował już za młodu (działo się w 1962)
Pięknie mieniły się w słońcu wonne płatki kwiatów
Rzucanych garściami pod nogi proboszczowi Szyszce
Gdy go pod ramiona wiedli naprzód wielbiciele Boga
Uwierzyłem wówczas, że świat jest dobry oraz piękny
Więc natchniony służeniem, zapisałem się do ministrantów
Ksiądz proboszcz widząc debiut, moje szaleńcze oddanie
Kupił, w nagrodę, lekko brązowawy garniturek z cajgu
Białą koszulę, podkolanówki i lekkie rzemienne sandały
Lecz nie za bardzo lubiłem nosić księże darowane ciuchy
Bo w tym samym dniu, na lekcji religii, chuda siostra Angelika
Pokazywała nam, z czarnego rzutnika, jak wygląda Piekło
Po raz pierwszy zad Diabła widziałem w wyraźnej odsłonie
I gdy mama przymierzała, mi przed mszą, cajgowy garnitur
Natychmiast widziałem otchłań Piekła skąpaną w płomieniach
Potem, co nieco okrzepłem, na obu jajkach wyrosły mi włosy
Często z gwinta podpijaliśmy starzejącemu się proboszczowi
Szyszce – mszalne wino, uzupełniając stan butelki wodą z kranu
A za zakrystią kurzyliśmy mocne, pakowane w dziesiątki „Mazury”
Niby to zaciągając się kowbojskim sztachem, podpatrzonym
U bohatera westernów, boskiego rewolwerowca, Johna Wayne’a
Widząc niezahamowany proces naszej męskiej ewolucji, Szyszka
Wszystko nam wybaczał, czynił znak krzyża, dawał odpuszczenie
Prosił tylko, a można nawet powiedzieć, poczciwina, usilnie nalegał
Chłopcy! Róbcie co chcecie! Na Górze i tak wszystko dobrze widzą
Ale, na Boga, nie zażywajcie nigdy, pod żadnym pozorem, pigułek
Murti – Binda




