Smektała na weekend 46
Kłaniam się nisko, Suwerenie skołowanego obecnie państwa. Piszę do Ciebie dzisiaj – ukochany narodzie – w otoczeniu wstrętnych tumanów.
Tumany nieprzeniknionego kurzu oblepiają łapczywie peryferyjną dzielnicę Pracze Odrzańskie, w której zamieszkuję. Tumany są wytwarzane przez ruskie ciężarówki marki kamaz, wożące ulicą Brodzką ziemię na umacnianie nadodrzańskich wałów. Podejrzewam, że w tej pyłowej zadymce macza swoje wielkomocarstwowe paluchy Władimir Putin, współczesny car Rosji. A ściślej jego wraże tajne służby czyhające na ośmieszenie Polandii. Służby kreujące oszustwa z węglem, gazem (pieremyczka), ropą i świniną w dodatku.
Ale nawet ta przykra kurzawa nie jest w stanie zamazać mi obrazu rozwijającego się happeningu pomiędzy rządem potężnego czterdziestomilionowego państwa a czteroosobową hucpiarską grupką agentów – dwóch pragnących się szybko wzbogacić kelnerów i kombinującego z nimi przedsiębiorcy (i jego szwagra). Milionera także od handlu węglem, niespełna czterdziestolatka Marka Falenty.
Jak być może pamiętacie, ubiegłotygodniowy felieton zakończyłem zdaniem, że te podsłuchy w knajpie „Sowa i Przyjaciele Królika” to początek długiego serialu „Teraz Polska”. Tak właśnie się dzieje. Przed oczy i uszy Polaków trafiają następne rozmowy wybrańców narodu, którzy zamiast cywilizowanego języka używają kminy, czyli pełnego wulgaryzmów i przekleństw języka więziennego.
Bluzgają, obrabiają innym życiorysy, załatwiają rodzinne, partyjne i korporacyjne sprawy. Biesiadują – płacąc za to pieniędzmi obywateli. Tak było z ministrem Sienkiewiczem i prezesem Belką. Za niedługi czas nastąpi pewnie prezentacja pogawędki szefa CBA Pawła Wojtunika i Elżbiety Bieńkowskiej. Bluesowej pięćdziesiątki, urodziwej wicepremierki, którą uwielbiam za chwackość i ostry język. Gdy wczoraj obserwowałem ją na sejmowej Sali (w ławach rządowych), była bez feelingu, milcząca, zamyślona. Wyglądała niczym ryba wyrzucona na węglowy miał w okolicach Bytomia.
A wszystko przez dwóch kelnerów napalonych łatwym życiem i filmami o Jamesie Bondzie, którzy pomimo istnienia 10 tysięcy dobrze opłacanych oficerów służb ochrony – bez trudu, uporczywie, wielokrotnie przez wiele miesięcy nagrywali kilkudziesięciu polityków, ludzi okołorządowych. Zbierali na elektroniczne urządzenia ich domowe i służbowe tajemnice, ich słownictwo, ich knajackie rodowody, ich demony (pojawia się wątek wrocławianina, Tomasza Misiaka, byłego senatora PO).
Szanowny Suwerenie! Piszę do Ciebie dzisiaj jako posypany kurzem historii, doświadczony scenarzysta z zawodowym świadectwem łódzkiej filmówki, szkoły także Romana Polańskiego. Kiedy przed laty jakiś niewygodny człowiek, społeczne grupy, stawały rządowi, partii na odcisk – zyskiwały miano elementu antysocjalistycznego (sam nosiłem w klapie opornik). Dzisiaj osobnicy wadzący rządowi, robiący ważniakom kuku – to zorganizowane grupy przestępcze. Minister Sikorski poleciał nawet w stylu nieobecnego już generała stwierdzając: „Nikomu nie uda się zatrzymać polskiego rządu w walce o polskie interesy gospodarcze. Nikt w Polsce nie jest ponad prawem, ani my politycy, ani przedsiębiorcy, ani dziennikarze. Demokracja polega na tym, że rząd polski powołuje naród i Sejm, a nie jacyś przestępcy, czy to krajowi, czy zagraniczni (uwaga, pije do Putina)”. Niezła kalka z przeszłości. Pamiętam gościa z PZPR o nazwisku Szydlak (Jan). Mówił to samo, miał podobny „trynd”.
Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:
Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.
Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla
Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.
To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie.
Zdzisław Smektała copyright www.wroclaw.pl bbd@bbd













