Tag: Donald Tusk

  • Zdrastwujtie rebiata!

    Smektała na weekend 46

    (1)

    Kłaniam się nisko, Suwerenie skołowanego obecnie państwa. Piszę do Ciebie dzisiaj – ukochany narodzie – w otoczeniu wstrętnych tumanów.

    Tumany nieprzeniknionego kurzu oblepiają łapczywie peryferyjną dzielnicę Pracze Odrzańskie, w której zamieszkuję. Tumany są wytwarzane przez ruskie ciężarówki marki kamaz, wożące ulicą Brodzką ziemię na umacnianie nadodrzańskich wałów. Podejrzewam, że w tej pyłowej zadymce macza swoje wielkomocarstwowe paluchy Władimir Putin, współczesny car Rosji. A ściślej jego wraże tajne służby czyhające na ośmieszenie Polandii. Służby kreujące oszustwa z węglem, gazem (pieremyczka), ropą i świniną w dodatku.

    (2)

    Ale nawet ta przykra kurzawa nie jest w stanie zamazać mi obrazu rozwijającego się happeningu pomiędzy rządem potężnego czterdziestomilionowego państwa a czteroosobową hucpiarską grupką agentów – dwóch pragnących się szybko wzbogacić kelnerów i kombinującego z nimi przedsiębiorcy (i jego szwagra). Milionera także od handlu węglem, niespełna czterdziestolatka Marka Falenty.

    Jak być może pamiętacie, ubiegłotygodniowy felieton zakończyłem zdaniem, że te podsłuchy w knajpie „Sowa i Przyjaciele Królika” to początek długiego serialu „Teraz Polska”. Tak właśnie się dzieje. Przed oczy i uszy Polaków trafiają następne rozmowy wybrańców narodu, którzy zamiast cywilizowanego języka używają kminy, czyli pełnego wulgaryzmów i przekleństw języka więziennego.

    (3)

    Bluzgają, obrabiają innym życiorysy, załatwiają rodzinne, partyjne i korporacyjne sprawy. Biesiadują – płacąc za to pieniędzmi obywateli. Tak było z ministrem Sienkiewiczem i prezesem Belką. Za niedługi czas nastąpi pewnie prezentacja pogawędki szefa CBA Pawła Wojtunika i Elżbiety Bieńkowskiej. Bluesowej pięćdziesiątki, urodziwej wicepremierki, którą uwielbiam za chwackość i ostry język. Gdy wczoraj obserwowałem ją na sejmowej Sali (w ławach rządowych), była bez feelingu, milcząca, zamyślona. Wyglądała niczym ryba wyrzucona na węglowy miał w okolicach Bytomia.

    A wszystko przez dwóch kelnerów napalonych łatwym życiem i filmami o Jamesie Bondzie, którzy pomimo istnienia 10 tysięcy dobrze opłacanych oficerów służb ochrony – bez trudu, uporczywie, wielokrotnie przez wiele miesięcy nagrywali kilkudziesięciu polityków, ludzi okołorządowych. Zbierali na elektroniczne urządzenia ich domowe i służbowe tajemnice, ich słownictwo, ich knajackie rodowody, ich demony (pojawia się wątek wrocławianina, Tomasza Misiaka, byłego senatora PO).

    (4)

    Szanowny Suwerenie! Piszę do Ciebie dzisiaj jako posypany kurzem historii, doświadczony scenarzysta z zawodowym świadectwem łódzkiej filmówki, szkoły także Romana Polańskiego. Kiedy przed laty jakiś niewygodny człowiek, społeczne grupy, stawały rządowi, partii na odcisk – zyskiwały miano elementu antysocjalistycznego (sam nosiłem w klapie opornik). Dzisiaj osobnicy wadzący rządowi, robiący ważniakom kuku – to zorganizowane grupy przestępcze. Minister Sikorski poleciał nawet w stylu nieobecnego już generała stwierdzając: Nikomu nie uda się zatrzymać polskiego rządu w walce o polskie interesy gospodarcze. Nikt w Polsce nie jest ponad prawem, ani my politycy, ani przedsiębiorcy, ani dziennikarze. Demokracja polega na tym, że rząd polski powołuje naród i Sejm, a nie jacyś przestępcy, czy to krajowi, czy zagraniczni (uwaga, pije do Putina)”. Niezła kalka z przeszłości. Pamiętam gościa z PZPR o nazwisku Szydlak (Jan). Mówił to samo, miał podobny „trynd”.

    (6)

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.

    To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • Głębokie Gardło

    Smektała na weekend 45

    1 Protoplasta i pierwowzór bohaterów dzisiejszych zawirowań - słynny i wyjątkowo skuteczny w socjalistycznej kryminalistyce - kapitan Sowa

     

    Protoplasta i pierwowzór bohaterów dzisiejszych zawirowań – słynny i wyjątkowo skuteczny w socjalistycznej kryminalistyce – kapitan Sowa

    Kiedy w 1976 roku robotników Ursusa, Radomia, wrocławskiej Aspy i Pilmetu (w którym wówczas pracowałem) nazwano warchołami – byłem nieledwie gołowąsem. Właśnie w czerwcu tamtego roku – jako kierownik zakładowego ośrodka kultury – nagłaśniałem salę konferencyjną, popularny okrąglak. Odbywało się tam nagłe zebranie, na którym partyjni działacze właśnie otrząsnęli się z robotniczych strajków i surowo rozliczali swoich nieposłusznych towarzyszy. Tych, co chcieli w Polsce zmian, świeżego wiatru, poprawy bytu. Jeden z sekowanych – stojąc przy mównicy, tłumaczył właśnie kolegom, że nie chciał zmiany systemu, pragnął tylko godniej żyć – kiedy z nosa puściła mu się krew. Nie miał chusteczki, dłonią rozmazywał krew po twarzy. Wygląd był okropny, zawstydzający. Ale reakcja zebranych była jeszcze gorsza. Wystraszeni nagonką na „warchołów” członkowie PZPR milczeli, byli powietrzem. Bali się wychylić w tej aurze ogólnopolskiej połajanki, bali się powiedzieć kumplowi, żeby poszedł się umyć. A i postponowany mówca, udając, że nic się nie dzieje, rozmazywał krew po policzkach. Niech pan idzie do toalety – szepnąłem zza mikrofonowej konsoli – sam wystraszony sytuacją. I gościu poszedł się obmyć.

    Ta niezapomniana scena spowodowała, że postanowiłem nigdy nie „zapisywać się” do jakiejkolwiek partii.

    2 Zawodowe studio nagrań - Abby Road w Londynie, słynące z największych nagrań zespołu The Beatles

    Zawodowe studio nagrań – Abby Road w Londynie, słynące z największych nagrań zespołu The Beatles

    Dzisiaj w podobnej sytuacji jest premier Donald Tusk. Scenografia zupełnie inna, inna jest też Polska. Ale widzę, jak premier, który sam ma sporo za paznokciami, solo próbuje wybrnąć z grząskiego torfowiska. Wtopy swoich hoplitów dzielnie bierze na klatę (a co ma robić?). Nie sądzę jednak, pomimo wielu wcześniejszych udanych uników, że tym razem znów się uda, że to tylko spadł deszcz a nie ślina przeciwników. Wczoraj, w czwartek, zamiast w pełni emocjonować się niezwykłym meczem zwycięskiego Chile i klęską Hiszpanii (wartość drużyny – 3 miliardy PLN), zamiast oglądać upadek Anglii, czy wtapiać się w ogromnie zajmujące listy ze świeżo wydanego tomy „Listy Hłaski” – oglądałem wielogodzinny „Kabaret moralnego niepokoju” – w stylu a rebours. Czyli oglądałem jak satyryczna organizacja ABW (Amatorzy Bez Walizki) wkracza do sal tygodnika „Wprost”. Jak napada na periodyk aby zabrać stamtąd powszechnie już znane kopie podsłuchów, rozmów ważnych krajowych urzędników, Bartłomieja Sienkiewicza i Marka Belki. Tych, których nie zdołali przed podsłuchami ochronić. Wprawdzie wcześniej zatrzymali już Łukasza N., menadżera restauracji „Sowa & Przyjaciele” gdzie wielokrotnie nagrywano (p)różnych polskich polityków – ale drążyli dalej. Zresztą – jak przyznał sąsiad mieszkający nad nagraniową restauracją – teksty rozmów były u niego słyszalne także bez mikrofonów. Klasyczna popelina. Po dwakroć chłopaki wpadli do „Wprostu” jak na melinę, chcieli wygarnąć to jeszcze, czego tygodnik nie zdążył opublikować (a co mogłoby zagrażać rządowi).

    3 Amatorskie studio nagrań - Sowa i Przyjaciele Królika w Warszawie (zwróćcie uwagę na obskurny budynek do którego masowo pchali się celebryccy politycy)

    Amatorskie studio nagrań – Sowa i Przyjaciele Królika w Warszawie (zwróćcie uwagę na obskurny budynek do którego masowo pchali się celebryccy politycy)

    Czuję w tym wszystkim współczesną „Ostatnią walkę Apacza” (we własnej sprawie), czyli zemstę na „Wproście” ministra Sienkiewicza, podrażnionego tym, że był jak dziecko we mgle, dał się podejść, gdy „reformował” przy knajpianym stoliku rząd oraz jego okolice. I nie myślę tutaj o bluzgach hardego ministra bowiem wyrazy: Córa Koryntu, Pucos i Munia – to najpowszechniej stosowane słowa w naszym kraju. Daleko częściej niż proszę i dziękuję (a nawet Bóg zapłać). Myślę o tym, że mając armię dobrze opłacanych najemników został zrobiony w trąbę. Być może nawet przez trywialnego pracownika studia nagrań „Sowa & Przyjaciele królika” (z Robertem Sową prowadziłem ongiś Mistrzostwa Polski w Grillowaniu w Szklarskiej Porębie). Twarz Bartłomieja Sienkiewicza zawsze miała na ekranie cechy boga Marsa (zero empatii), wypowiadane przez niego słowa były wyłącznie nie znoszącymi sprzeciwu rozkazami (idziemy po was!). A w życiu realnym dupna, wpadka za wpadką. Jakoś nigdy nie wierzyłem w przekazy tego ministra wydmuszki.

    5 Dwukrotny laureat nagrody Pulitzera, amerykański dociekliwy dziennikarz, do dzisiaj mocno obecny w jankeskiej rzeczywistości - Bob Woodward

    Dwukrotny laureat nagrody Pulitzera, amerykański dociekliwy dziennikarz, do dzisiaj mocno obecny w jankeskiej rzeczywistości – Bob Woodward

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.

    To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • Unia – naiwna Niunia!

    Smektała na weekend 37

    1

    Help, I need somebody. Help, not just anybody. Help, you know I need someone, help. Coś takiego zawyło we mnie gdy zza biurka zawalonego papierami usłyszałem „Hej Jude”, hicior męczony przez Donalda Tuska. Jako officjal trailer minutowego teledysku: ”10 lat świetlnych – 10 lat w Unii Europejskiej”. Cała Polska żyje nim przez kilka dni, zatem marketingowy efekt został osiągnięty. Polityk Leszek Miller złapał gulę. Janusz Palikot zachłysnął się żółcią. A urodziwa 50. latka, wicetuskowa Elżbieta Bieńkowska targana była emocjonalnymi dreszczami. W teledysku, podobnie jak na chwilę przed zgonem (tak mówią), w jednej minucie przebiegło dziesięcioletnie życie – czyli nasza jubileuszowa obecność w Unii Europejskiej. Spot jest montażowym zlepkiem archiwalnych scenek.

    2

    Przyjrzyjmy się zamysłowi scenariuszowemu autorów filmiku. Jak pokazali Polandię zaraz przed 2004 rokiem? Młodzieży, opuście ten fragment – pokazali, że w kraju reformowanym przez Balcerowicza – był syf, kiła i mogiła. Widzimy na ekranie nie draśniętego wiedzą półgłówka w ruskiej czapce, który z fałszywym uśmiechem zapożyczonym od posła Grzegorza Schetyny sączy lisie słowa o interesie. Widzimy też dziobatą otłuszczoną kobitkę w moherze, karykaturalny pierwowzór Marzeny Wróbel, charyzmatycznej posłanki Solidarnej Polski. Co jeszcze?

    Kobity mierzące ciuchy w niepoliczonym tłumie, ocean rozkładanych łóżek, tłumy zdezorientowanych Polaków szwendających się bez sensu. Nie było wówczas pięknych ludzi, teatralnych i filmowych premier, nikt nie pisał książek. Klasyczna kiszka, zaścianek i wstyd na cały cywilizowany świat. A co się zadziało, gdy już lewicowiec Leszek Miller podpisał akt akcesyjny. Jak widzicie w drugiej połowie filmiku, od dnia wejścia do Unii, nastąpił high life łamany przez savoir vivre łamany przez bon ton i podlewany dodatkowo kindersztubą. Nagle zniknęli ludzie z dawnych PGR, wyparowało bezrobocie, kierowcy w coraz lepszych autach przestali trąbić gorzałę. Są za to niekorupcyjne mosty, nieszwindlowe autostrady i rozentuzjazmowana młodzież, która radośnie harata w gałę i ani myśli wyjeżdżać z kraju. Ogrom wokół bułek, masła i szynki. A i na koncerty Stinga, Madonny, Claptona, McCartneya nie trzeba  Ryanairem lecieć do Londynu. To obszczymur Londyn przylatuje do nas.

    3

    Tak w ostatnich latach widzą nasz kraj łebscy podprogowi kolesie (Gutenberg Networks Warszawa Sp. z o.o. i Marcin Mroszczak, „przypadkowo” doradca prezydenta Komorowskiego) wynajęci przez polski rząd do zrealizowania zlepkowego minutowego filmiku. O ile artyzm klipa ocenią widzowie, jego cena też powinna być społeczną własnością. Koszt produkcji i emisji filmu zamyka się w kwocie 7 milionów 133 tysiące PLN. Koszt produkcji spotu to – 922 843 PLN.

    Koszt zakupu czasu antenowego – 6 milionów 210 tysięcy. Kwota ta pokrywa także koszt wykorzystania piosenki i wizerunku Paula McCartney’a. Spot w 85 procentach został sfinansowany z funduszy Unii Europejskiej. I to ma niby być najważniejsza pozycja łagodząca producencką drożyznę. Jakim śmieciem muszą być dla rządowych macherów pieniądze Unii, frajerski szmal europejskich podatników!

    Dla porównania podam koszty znanych polskich filmów fabularnych: „Chce się żyć”. Czas trwania: 1h, 47 min. Najlepszy film 2014 i kilka innych nagród. Budżet: 2,9 mln złotych. 2. „Dom zły”:  106 min, kilkanaście nagród  filmowych i nominacji. Budżet : 3,8 mln złotych.  3. „Drogówka”: 1h, 58 min. Kilka nagród i nominacji. Budżet: 5,6 mln złotych. 4. „Polska w UE 10 lat”, czas trwania 1 minuta. Na razie brak nagród. Budżet: 7,1 mln złotych. We wszystkich pozycjach uwzględniono zarówno koszt produkcji, jak i dystrybucji i promocji filmu. 

    4

    Stwierdzam to pod Bogiem, jako człowiek z branży. Porównywalny filmik można wyprodukować za około 100 tysięcy (i naprawdę będzie tłusto). A łaskawi zleceniodawcy, wciąż deklarujący się jako dobrzy gospodarze, powinni – dla wspólnej sprawy – załatwić publiczną emisję tego unijnego spotu za darmola.

    A to chociażby dlatego, że nasz drogi rząd w latach 2008 – 2012 zapłacił państwowym i prywatnym mediom – za ogłoszenia i komunikaty – 125 milionów złotych! Najwięcej pieniędzy na reklamy i ogłoszenia wydał resort edukacji narodowej, ponad 25 milionów. Duża część z tej kwoty została przeznaczona na promocje akcji posyłania sześciolatków do szkół. A taki medyczny resort Bartosza Arłukowicza przed jego przyjściem wydawał rocznie na reklamę 45 tysięcy PLN (rok 2008). A poczas jego rządów – uwaga – 8 milionów PLN (2012). To dopiero skok.

    5

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na internetowej stronie:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów oficjalny portal miasta Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd