Cykl obrazków z mojego autorskiego tomu „Jazz Baba Riba”. Opublikowanego we Wrocławiu jakiś czas temu (nakład 5 tysięcy!). Z przedmową Tadeusza Nalepy (Breakout) i Tadka prywatnymi zdjęciami. Z ilustracjami Johna Lennona (The Beatles). Także z ilustracjami Andrzeja Mleczki (Kraków Motown).
„Książka jest upoetyzowanym fotograficznym zapisem stanów duchowych nastolatków żyjących na przełomie lat 60 i 70. Mały realizm miesza się tutaj z marzeniami o wolnym świecie wypełnionym muzyką rokową, seksem, wielkim szmalem, zachodnią cywilizacją. Buty beatlesówki, adaptery Bambino, pocztówkowe płyty, wina patykiem pisane (bełty, bałagany, alpagi), włoskie ortaliony, kurtki szwedki, klej butapren oraz Tri (służące nastolatkom do wąchania) i gitarowe wzmacniacze to nieodłączny element scenografii tych gomułkowskich, biednych czasów. Naznaczonych jednakowoż pokoleniową wspólnotą” – napisał kumaty krytyk.
Wierszotekst Dziewiętnasty
Smecta 44 – Andrzej Piwowarczyk , dołowany przez rasowe kompleksy (działo się w 1973)
Kiedy załapałem się wreszcie na studia stacjonarne
A zacząłem studiować polską filologię
Już za drugim szczęśliwym podejściem
Spragniony wrażeń prowincjusz ze Zgorzelca
Chodziłem nałogowo do studenckich klubów
Najczęściej do koedukacyjnych akademików
Dumnego uniwersytetu imienia Bolka Bieruta
Okazało się jednak, że najczęściej bywają tam
Prymitywne wsioki, naznaczone słoikami ze smalcem
Wygniecionymi ubraniami, butami z wytartą podeszwą
Żaden jednak nie chciał zdradzać swego rodowodu
Podobnie jak zachłanne dupy z sennych dziur
One patrzyły cielęco na rozporki Murzynów i Arabów
Chcąc sprawdzić, czy legendy o gigantycznych kutasach
Są chociażby w niewielkiej części prawdziwe
Konferansjer i disc jockey w jednej osobie
Włączał austriacki stroboskop i singlowy czad
A zmówieni Murzyni oraz Arabowie, na cześć
Prowincjonalnych przepłoszonych dziewcząt
A także zahukanych, wylęknionych frajerów
Kręcili dupami, naśladując erotyczny gejzer
Mnie to, jeśli mam być szczery, denerwowało
Przecież to oni, a nie my, do jasnej cholery
Przybyli prosto z dzikiego zwierzęcego buszu
Lub z pustyni skwierczącej od pełnego słońca
Spieniony, razem z flaszką, słuchałem wówczas
kawałek: Fuck the Blues




