Słowo na Niedzielę, dla tych, co to nie byli w kościele.
Siostry i Bracia!
Dzisiejsze, duchem wiązane słowa, poświęcimy Władysławowi Frasyniukowi (rocznik 1954), robotniczemu trybunowi. Dawnemu charakternemu trybunowi, który jednakowoż przedzierzgnął się, jak Boga kocham, w opatrznościowego męża stanu. Przy osobowościowej politycznej bryndzy, Frasyniuk, to w polskiej polityce – wrocławski Sky Tower. Dzisiaj też, w afrykańskim Czadzie (5 razy większy od Polski, w którym mieszka 4 razy mniej niż w Polsce ludzi) obchodzą narodowe święto. I właśnie czad (ale już tubylczy), pomimo wakacji, miał zastosowanie.
Gazeta Wyborcza, trzy dni temu, opublikowała wywiad z Władysławem Frasyniukiem. Ta prasowa rozmowa rozeszła się po kraju kręgami, niczym w Stonehenge.
Trzech realnych muszkieterów, w których upatruję przyszłych zawiadowców kraju. Od lewej: Dominikanin Maciej Zięba (dawny osobisty spowiednik Lecha Wałęsy), prezydent Wrocławia – Rafał Dutkiewicz i kapitalista obecnie – Władysław Frasyniuk.
Od kumpli z biznesu zacząłem dostawać ciekawe, zniecierpliwione maile.
Marek Śmiechowski, uznany dystrybutor markowych butów, także restaurator, pytał mnie, jak można wesprzeć myślowe idee Władysława Frasyniuka, bo po tym wywiadzie wie, że Władek patrzy na nasz kraj we właściwym świetle, zresztą zawsze miał w cenie prognozy dawnego przywódcy „Solidarności”. Wystarczy zmienić tematykę społecznych dysput – z dupereli, na sprawy kluczowe – a aura wokół może się zmienić, Trzeba tylko chcieć – napisał Marek.
Kościół Garnizonowy we Wrocławiu wypełniony po brzegi. Wybitnym bluesmanom ordynuję publiczne odczytanie bluesów Moody Watersa, bluesów nawracających zebrane w kościele owieczki. Bluesów pokazujących im światło w tunelu. Prezydent Dutkiewicz jeszcze nie zaczął – a już trzyma się za serce.
Inny mój rozsądny kumpel, Andrzej Krzywiński, wyrafinowany budowlaniec ze Zgorzelca (stawia domy z duszą) został słowami Frasyniuka patriotycznie podpalony.
Napisał tak: A teraz z innej mańki… Czytałeś może wczorajszą Wyborczą i wywiad z Frasyniukiem? Kurcze szkoda mi Polski, naszego kraju, że tak to się ślimaczy wszystko i mieli, mieli, mieli. Brak jaj politykom, nie mamy szczęścia do przywódców. Z Frasyniukiem się bardzo zgadzam i mam identyczne patrzenie na naszą codzienność polityczną. Czemu on nie założy partii Przedsiębiorców – trochę nas w kraju jest. Moglibyśmy jakąś siłę w parlamencie reprezentować. Chętnie bym z nim wszedł w drogę podążającą do ławy poselskiej i reformy POLSKI. Jest teraz – zdaje się – dobry czas na to. Kiedyś interesowałem się polityką (Andrzej był wiceburmistrzem Zgorzelca – ZS) i nawet mi to wychodziło. Na pewno go Zdzichu znasz, to może spotkamy się kiedyś wspólnie na piwie i pomarzymy o sukcesie. Czuję zbierającego się wewnątrz ducha patriotycznego .
Z wielkim zaangażowaniem prawdy o trudnym życiu Murzynów bluesowo interpretuje Władysław Frasyniuk.
Wśród innych korespondentów, odezwał się też mailowo mój koleżka z branży – Staszek Szelc. Jak to on, stary szlagon i Sarmata, wyklepał na klawiaturze taki państwowotwórczy tekst nasycony sardonią: Na początek obywatelskie oświadczenie. Mam cudowną żonę, której pozwalam mnie uwielbiać, oraz troje rezolutnych dzieci – wprost rewelacyjnych. Piszę to nieprzypadkowo, gdyż za chwilę zachwycał się będę stuprocentowym facetem. Co ja, nieszczęsny, piszę – dwustuprocentowym! Do Władysława Frasyniuka, do Władka, mam stosunek pełen zajadłej zawiści, gdyż On już za życia znalazł się w Panteonie Najwybitniejszych Polaków.
I jeszcze jedno; Władek, niegdyś zawadiaka z zajezdni, obecnie inteligentny i bezkompromisowy polityk. A jego wywiad udzielony „Gazecie Wyborczej” ważniejszy jest dla mnie niż roczna praca Sejmu, w ząbek czesanego. Tak oświadczam – Stanisław Szelc.
Rzeczywiście. W aurze posła Gowina, napełnionego żółcią jęczącego mękoły, załganego cynika Ricardo Czarneckiego, pajacowatego Mariusza Błaszczaka, kłamiącego totalitarnie Adama Hoffmana, gościa o proweniencji fryzjera, obrażającego wszystkich, źle wychowanego posła Niesiołowskiego i wielu innych, którzy przez całe życie nie zhańbili się pozytywistyczną pracą – Frasyniuk to wśród popiołu diament.
Prezydent Rafał Dutkiewicz wprowadza wiernych w skomplikowany świat realiów podatników z Nowego Orleanu (jeszcze przed końcowym rozliczeniem się z huraganem Katrina). To blues Otisa Spanna.
Wiem dlaczego tak jest. Frasyniuk to prawdziwy bluesman, brat bluesa. Częsty uczestnik mojego festiwalu Blues Brothers Day. To John Lee Hooker zawodowych kierowców. Opowiadał mi, jakiej muzyki słucha podczas nocnej jazdy na trasie.
Taka muzyka kształtuje charakter człowieka. Gdy Władysław Frasyniuk startował w wyborach na prezydenta Wrocławia – mocno go popierałem. O ile kalafiorem mi latało, gdy tytuł honorowego wrocławianina dostawał Dalajlama, gdy go otrzymywał Władysław Frasyniuk (albo Sylwester Chęciński) bardzo się cieszyłem.
Bluesowe błogosławieństwa Ojca Macieja Zięby, przestrzegające przed nadużywaniem alkoholu. Autorstwa Roberta Johnsona. Tego od Crossroad.
Powiedzmy więc wreszcie (czyli napisz Zdzichu), co zachwyciło moich kumpli w słowach Władka? Zapytany, czy w firmie ma związki zawodowe, odparł:
Nie. Wiem, że czasem pojawiają się takie inicjatywy wśród pracowników, ale do tej pory przeważała opinia, że powstanie związku bardziej zaszkodzi firmie, niż jej pomoże. Co zabawne, głównym przeciwnikiem związków w mojej firmie jest nasz świetny kierowca, były związkowiec, kiedyś przewodniczący komisji zakładowej. Widział, jak związek może być destrukcyjny. Odszedł i nie chce, aby powtórzyło się to u nas. Jego poprzedni zakład już nie istnieje.
Niewiele zostało z dawnej „Solidarności” – mówi dalej Frasyniuk. Nie ma tolerancji, otwartości na drugiego człowieka, chęci rozmowy, woli współpracy. „Solidarność” znaczyła, że silniejszy wspiera słabszego. Pierwsza „Solidarność” nie była ideologiczna. Dziś brakuje tego pozytywnego myślenia. Słowo „etos” stało się epitetem. Związki zostały zawłaszczone przez PiS, to pomysł Jarosława Kaczyńskiego. Ale Tusk ma szansę zawalczyć o ten elektorat, bo proszę pamiętać, że związki zawodowe to nie tylko górnicy, ale też związki techników, inżynierów, nauczycieli. A związkowcy – wyborcy – nie podejmują decyzji wyborczych, kierując się wyłącznie wskazaniami szefów.
To Moody Waters osobiście. Jeszcze przed otrzymaniem rozgrzeszenia. Na ciele widać liczne stygmaty Szatana. Twarz pełna pokuty. W lewej dłoni Bazyliszek, podobny do pewnego parlamentarzysty. Zgiń, przepadnij!
Zdaniem Frasyniuka wszyscy przywódcy „Solidarności” chcą powtórzyć karierę Wałęsy. Nawet jak go nie lubią, cały czas myślą, żeby być Wałęsą bis, dokończyć rewolucję, zaprowadzić sprawiedliwość. I na latarni powiesić wszystko, co jest związane ze zdradą narodową. Piotr Duda pewnie dziś marzy, żeby zostać premierem. Mam wrażenie, że związki zawodowe walczą w Polsce wyłącznie o zwiększenie własnego bezpieczeństwa socjalnego. Nie ma myślenia w kategoriach bezrobocia, poziomu życia, budowania nowych miejsc pracy czy systemów emerytalnych. We wrześniu związki przyjadą do Warszawy i powiedzą: ”Tusk do piachu”, bo to jest proste, czytelne. Marzyłaby mi się akcja, która zwiększa frekwencję w wyborach, ale oddane głosy są nieważne. Byłby to sygnał dla polityków, żeby się opamiętali.
To ważny wywiad, To dobry polityczny program (jego zręby) dla przyszłego przywódcy kraju.
http://youtu.be/0cunVxqqxs0





