Tag: Eric Clapton

  • Ostatni dzień lata

    Smektała na weekend 58

    Wrzutka Blog solowy

    Kilka dni temu – wśród innych – mailował do mnie pan Dawid.

    Napisał mianowicie tak: „Panie Zdzichu, czy mógłby Pan odpowiedzieć Czytelnikom cyklu „Smektała na weekend” na pewne nurtujące mnie pytanie. Dlaczego film „Smażalnia story”, kultowa, według mnie, komedia z Pana udziałem tak rzadko gości na ekranach naszych telewizorów? O wiele częściej powtarzany jest „Rejs”, „Co mnie zrobisz, jak mnie złapiesz”, „Nie lubię poniedziałków”, „Poszukiwany poszukiwana”. A przecież wcale nie są to gorsze produkcje od tej, w której głównymi bohaterami są Zdzisiek Broda i Zbynio, czyli Pan i Zbigniew Buczkowski. Brawurowo zagrał też Jan Himilsbach! Dla mnie to niedorzeczne, puszczają jakąś tanią amerykańską szmirę, a nasze naprawdę klawe filmy wciąż są niedoceniane. Pozdrawiam, Dawid”. samul@poczta.onet.pl 

    7 Jedna z tych nieziemskich, całkowicie wyluzowanych modelek (chociaż nie wiem która, ta z lewej czy z prawej), nosiła dobre polskie  nazwisko Czartoryska

    Jedna z tych nieziemskich, całkowicie wyluzowanych modelek (chociaż nie wiem która, ta z lewej czy z prawej), nosiła dobre polskie  nazwisko Czartoryska

    Panie Dawidzie. Komediowemu filmowi o obyczajowej smażalni daleko jest – jak mi się zdaje – do kultowości. Chociaż wciąż ma w treści, cechy międzyludzkiej aktualnej partaniny. W dodatku, obecnie słowo etykietkę – kultowy – przylepia się gdzie bądź. W minioną środę, w „Literatce/’, ustaliliśmy ze Staszkiem Szelcem z „Elity”, że najbardziej kultowym polskim filmem jest obraz „Sami Swoi” wrocławianina Sylwestra Chęcińskiego. Tam wszystko tchnie (dialogi, scenografia, muzyka) absolutem, archetypem. Więc nie  „Rejs”, „Miś” i co tam jeszcze. Chociaż to także filmy z właściwą nieprzemijająca klasą. Gdy zaś mowa o przemijaniu – już za trzy dni nastąpi koniec lata. To mnie – w ostatnich latach – rozpiernicza. Wizja jesiennych szarug, zamglone mokre poranki, niespodziewanie szybkie wieczory, brrr!

    8 Vanessa Redgrave, wielka gwiazda, moja najbardziej ulubiona artystka od czasów powstania kinematografii

    Vanessa Redgrave, wielka gwiazda, moja najbardziej ulubiona artystka od czasów powstania kinematografii

    Aby nastrój przemijania podrasować balladowymi obrazami – właśnie w tej części roku – oglądam na You Tube (jest tam w całości, gorąco namawiam do zaglądnięcia) jeden z najbardziej zaglądających do człowieczego wnętrza polskich filmów. To nakręcony „za pięć złotych”, prawie amatorsko, przez pięcioro ludzi – reżyserski debiut pisarza Tadeusza Konwickiego – „Ostatni dzień lata” (premiera – 1958). Na nadmorskiej pustej plaży spotkają się na kilka godzin – dojrzała kobieta (wielkiej urody Irena Laskowska) i życiowo pokancerowany młodzieniec (debiut Jana Machulskiego).

    5

    W filmowych kadrach nic się właściwie nie dzieje. Wokół szerokie statyczne obrazki. Ale nie można wprost oderwać wzroku od ekranu. Zajmuje nas widoczny u dwójki bohaterów strach przed samotnością, pragnienie sklejenia rozbitych wojną losów, bezradność w szukaniu drogi do siebie i niewiele wypowiadanych słów. Szum nieposkromionego wiatru, monolog Bałtyku przelatujące wojskowe odrzutowce budują dodatkowo nastrój trudnej mającej nastąpić przyszłości. Im dalej od dnia premiery tym większe wrażenie robi ten piękny kameralny film, arcydzieło europejskiej kinematografii.

    3

     Ówcześni demiurgowie tubylczego  kina skasowali film za czarnowidztwo, brak socjalistycznego entuzjazmu (podobnie było z „Nożem w wodzie” Romana Polańskiego). Lecz jury festiwalu w Wenecji, w tymże 1958 roku, przyznali Konwickiemu Grand Prix. A w obecnym, 2014 roku Martin Scorsese wpisał „Ostatni dzień lata” do Panteonu Filmów Wybitnych. Czym udowodnił, że byty omszałe upływem lat nie muszą być ramotą. Ja, w filmie Konwickiego, za każdą następną projekcją znajduje nowe wrażenia, gra pięknej Ireny Laskowskiej budzi nowe życiowe skojarzenia. Lecz to nie ona wprowadziła mnie, małomiasteczkowego (Zgorzelec) młokosa, w świat dorosłych mężczyzn. Trzy inne filmy z przełomu lat 60/70 zburzyły świat małego realizmu mojego pokolenia. Dwa amerykańskie i jeden angielsko-włoski. Były to oscarowy „Absolwent” (1967) Mike’a Nicholsa z rewelacyjnie debiutującym Dustinem Hoffmanem. To także oscarowy „Ostatni seans filmowy” Petera Bogdanovicha z roku 1971, z prawie debiutującym Jeffem Bridgesem.

    A przede wszystkim, wstrząsnął mną oraz moimi rówieśnikami obraz Michelangelo Antonioniego „ Powiększenie” (Blow-Up 1966).

    6

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.

    To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • Olbiński obuty we wrocławskie buty

    Olbiński obuty we wrocławskie buty

    Smektała na weekend 22

    1 Sunę na cyji, czyli zarobkowo gram bluesy na akordeonie w morskim porcie w Hamburgu - zbierając pieniądze na opłacenie honorarium za projekt plakatu zaprojektowanego przez Rafała Olbińskiego (1)

     Sunę, pisząc „po ludowemu” (Grześkowiak), na cyji, czyli zarobkowo gram bluesy na akordeonie w morskim porcie w Hamburgu – zbierając pieniądze na opłacenie honorarium za produkcje plakatu zaprojektowanego przez Rafała Olbińskiego

    W sobotę, 28 czerwca, w Oświęcimiu, zagra – po raz czwarty w Polsce – idol smakoszy muzyki, Eric Clapton. Zagra w ostatni dzień potężniejącego z każdym rokiem Life Festiwal Oświęcim. U schyłku socjalizmu, 34 lata temu, koncertował w warszawskiej Sali Kongresowej, także w katowickim Spodku. W roku 2008 jego „Crossroad” zabrzmiało w Gdyni. A w 2012 roku, kultową już „Laylą”, zachwycał w łódzkiej Atlas Arenie. Piszę o tym, aby, z niejakim żalem, znów przypomnieć moją scenariuszową propozycję sprzed miesięcy – wspólnego koncertu, podczas trwania we Wrocławiu dni Europejskiej Stolicy Kultury – światowej sławy sopranistki (i wrocławianki), Aleksandry Kurzak oraz tego wybitnego bluesmana, Erica Claptona.

    Smektała na weekend (2)

    Jestem głęboko przekonany, że ten artystyczny zestaw (Kurzak & Clapton) odbiłby się grzmotliwym echem na całym świecie. Byłoby to nowe oblicze muzyki, nowe pomieszanie muzycznych bytów. Piąty pobyt Claptona w Polsce byłby daleki od tradycyjnego koncertu, przystanku na europejskiej trasie. Byłby światową sensacją – to pewne. Aleksandra Kurzak właśnie została mamą, więc do 2016 roku, już odstawiwszy pieluchy, próbowałaby zamieniać na operową nutę najsłynniejsze utwory ojca bluesa, Roberta Johnsona. A maestro Eric Clapton, u boku młodej, piekielnie utalentowanej wrocławianki, wykrzesałby z siebie źródlany feeling.

    Smektała na weekend (4)

    Ale nie ma za bardzo z kim porozmawiać o tego typu pomysłach, nie ma bowiem we Wrocławiu – na dwa lata przed ESK – dyrektora artystycznego tego ponadnarodowego przedsięwzięcia. To duże, zadziwiające fiksum dyrdum.

    Do wielu ostatnio organizowanych imprez (kulturalnych, sportowych, społecznych) przyklejane jest technologiczne, bez wyrazu, logo ESK. Ale w naszym mieście niewielu wie (także ludzi z branży), jakie to cuda będą się działy podczas festiwalowych dni. Oczywiście, w końcu jakoś to będzie, poskleja się rozchybotaną materię ziemniaczaną mąką, nawet premie zostaną przyznane – ale czy „o taką Polskę walczyliśmy”? Wkurza mnie to – gościa dozgonnie zrośniętego z brukiem wrocławskiego rynku.

    Smektała na weekend (5)

     

     

        Dalej, wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton, od godziny 11, na stronie:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów oficjalny portal miasta Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę googla

    Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd.pl

  • Smecta 87 – Motyle w mojej żyle!

    Słowo na niedzielę. Dla tych, co to nie byli w kościele.

    Siostry i Bracia!

     A rolling stone gathers no moss

    Toczący się kamień mchem nie porasta

    Muddy Waters

    Crossroad Smecta (1)

    To nie musi być do wiary, ale obudziłem się zaraz po tym, jak Niemcy napadły na Polskę. Czyli koło piątej godziny. Za oknami mrok, szum wiatru, deszcz, niczym we wrześniowej kampanii (ze spuszczoną głową, powoli, idzie żołnierz z niemieckiej niewoli). Mam to zawsze od pierwocin jesieni. Szybciej otwieram oczy do walki z nadchodzącym dniem. To wcześniejsze budzenie, za oknem ciemność – to znak, że chichów beztroskich przychodzi deficyt. I właśnie dzisiaj tak było.

    Ledwo nogi opuściłem z łóżka, gdy wielki, sążnisty motyl pofrunął w kierunku szklanych drzwi na taras. Wypuściłem go snadnie, bo i on wchodzi w jesieni spleen, co mu będę żałował. 

    Smecta 87 (5)

    Dzisiaj, 1 września, dzieci powinny pójść do szkoły. Ale gargantuiczny facet z reklamy TESCO załatwił im jednodniowe odroczenie. Jutro do przedszkola, po wakacyjnej przerwie, wraca także Adaś, mój jedyny wnuczek. A to wpędza mnie w klimaty bluesa, muzyki mojego życia. Adaś, to zaledwie około trzylatek, a przeżyciami ma już wypełnione kilka plecaków (chlebaków) firmy – na przykład – NIKE. Na wypasioym tablecie zasuwa lepiej niż ja (znacznie lepiej).

    O dookolnych rzeczach i zdarzeniach opowiada mi w dwóch językach (polski, angielski). Pytania zadaję szkrab takie, że z punktu mnie zatyka. A gdy strzela focha to Krzysztof Ibisz wysiada (to akurat nie jest trudne).

    Smecta 87 (8)

     Bluesman Adaś, ćwiczy głos w plenerze

    Trzyletni szkrab robił już zakupy w Wielkim Jabłku, na nowojorskiej Piątej Alei, najdroższej ulicy świata. Małoletnią dupkę grzał pod palmami Zatoki Meksykańskiej, że o trywialnych Grecjach i Kanarach się nawet nie zająknę.

    Kiedy ja miałem lata Adasia – a mama wręczała mi likworowe kawusie, baton „Danusia”, czy czerwonego lizaka z kogutkiem – czułem się tak, jakbym w Nowym Jorku mieszkał na stałe i na stałe siedział na kolanach pachnącej Nieznanym Moniki Belucci. Tak myślę dzisiaj, bo Belucci ani wówczas, ani dzisiaj, nie dotknąłem.

     Smecta 87 (6)

    Kolejne pokolenie polandyjskich bluesmanów – Junior Adam

    Dlatego dziwię się bardzo, że matki chcą trzymać swoje dzieci w inkubatorach do siódmego roku życia. Podczas, gdy świat spierdziela jak Pendolino (ale nie na polskich torach). Inna sprawa, że do tej kombinacji (nauka od 6 roku życia) zupełnie w krzakach są tubylcze szkoły, niekonsekwentne jest ministerstwo od dzieci.

    Smecta 87 (1)

    Spatynowane pokolenie bluesmanów – czyli Jesse (Zdzichu), Stary Wkurwiony

    Tymon, ojciec Adasia, dzisiaj prawie dwumetrowy byk, poszedł do szkoły w wieku lat 6, a mając 26 lat, obronił doktorat z ekonomii. Cieszę się więc, że nie przymusiłem go, w pacholęctwie, do dodatkowej rocznej kwarantanny w przedszkolu.  

    Smecta 87 (3)

    Tymon Smektała, podwalina polskiego hip-hopu – z rodzicami. Tutaj w wieku swojego trzyletniego syna – bluesmana Adasia (sztafeta pokoleń)

    Mnie, starego bluesmana, przedjesiennie raduje to, że mój żywiołowy wnuczek, dobrze reaguje na bluesowe i jazzowe dźwięki. Gdy w radio wyje, na przykład, Stachurski, Kozidrak, Rodowicz i inne wynalazki – powiekę ma opanowaną.

    Gdy zachrypi skurczybyk John Lee Hooker, ta sama powieka drga mu dwunastotaktowo. Nie poszedł nawet za hip-hopową muzyką swojego taty Tymona. Jednego z 20 najwybitniejszych polskich przedstawicieli tego gatunku.

    Smecta 87 (2)

    Jedyna polska powieść o bluesie (skomponowana na tle narkotycznej miłości)

    Więc ja, będąc jedynym pisarzem w historii Polandii, który bluesowi poświęcił fabularną powieść, jestem dumny, że rodowe geny nie wpadły do rzeki Rodan. A do czarnej od krzywd i wyzysku rzeki Missisipi. 

    Kontentuje mnie to, bo u mnie coraz bliżej nieodwracalny Crossroad. Dochodzę do krzyżówki – tak pięknie wyśpiewanej przez ojca bluesa – Roberta Johnsona. Crossroad, który przetwarzają tysiące muzyków (niesamowity Eric Clapton), to teraz moja faza. Mam własną, autorską definicję bluesa. Oto ona: 

    Crossroad Smecta (9)

    Blues to nie jest ozdrowieńczy sen sytego mężczyzny.

    To gorzka potrawa z wykpioną datą ważności.

    Ale ma w sobie więcej smaków niż jakikolwiek inny gatunek muzyczny.

    Blues to korzenie muzyki.

    Reszta to bluesa mniej lub bardziej pielęgnowane owoce.

    Blues nigdy nie zakrztusi się nicością.

    Zawsze powstanie z kolan.

    Mimo, że w otwartych ranach ma wyłożoną grubą, piekącą sól.

    Blues – to właśnie ja.

    Blues Brother

    Crossroad Smecta (7)A oto Crossroad, który przetłumaczyłem wspólnie  z kolęgą Googlem:

    Stanąłem na rozdrożach

    Padłem na kolana

    Stanąłem na rozdrożach

    Padłem na kolana

    Hej, miej litość dla Jessego

    Począłem prosić Pana

    Och, stojąc na rozdrożach

    Próbowałem złapać stopa

    Och, stojąc na rozdrożach

    Próbowałem złapać stopa

    Nie poznawali mnie skarbie

    Więc wymierzali kopa

    Crossroad Smecta (10)

    Stoję na rozdrożach kotku

    Ogniste słońce chowa się

    Stoję na rozdrożach kotku

    Ogniste słońce chowa się

    Klnę się na biedną mą duszę

    Pechowy Bob jest na dnie

    Zatem, biegnijcie z nowiną

    Niech słyszy Willie’go Brown

    Zatem, biegnijcie z nowiną

    Niech słyszy Willie’go Brown

    Jak na rogatkach pieśń głoszę

    Śpiewam jak biedny clown

    Stanąłem na rozdrożach mamo

    Spojrzałem na zachód, na wschód

    Stanąłem na rozdrożach mamo

    Spojrzałem na zachód, na wschód

    Wieczorny ogarnia mnie smutek

    Kobiecego ciała czuję wilczy głód OLYMPUS DIGITAL CAMERA

    Dodam tutaj z ukontentowaniem, Jedyni Plenipotenci Mojego Losu, że trzyletni Adaś, nie jest sam na bluesowej tratwie. Ma nieco starszą, siedmioletnią koleżankę, Jagódkę Krystek, której tato jest zdolnym bluesowym właśnie gitarzystą (z Warszawy). Posłuchajcie, jak ta młoda dama szyję kawałek: „Wiem to na pewno”, a zwątpicie w ziemskie grzechy. Jestem przekonany, że jej nagranie – za kilka dni – stanie się wielkim hiciorem You Tube. A, może później, ja nagram opartą na tych słowach, wersję po drugiej, siwowłosej stronie życia. I może być niezła klamra.

    Zostańcie z Bogiem (Bluesa).

  • Smecta 78 – Smektała na weekend (4)

    ESK 2016 – Feeling & Smiling

     Wieczory syci coraz wcześniejszy zmierzch. Poranki oddychają kalką chłodu. Wrzesień wychodzi zza węgła. Kanikuła pakuje plecak. Czas, głową w dół, rzucić się w wir zdarzeń. Zatem i ja – w najlepszym z portali – publikować będę także i te felietony, utkane z pozytywistycznej wełny pomysłów dla Wrocławia.

    Smektała na weekend  (1)

    Dzisiejszy zatytułowałem: ESK 2016 – Feeling & Smiling. Reklamowy slogan może odnosić się do wszystkich działań owej Europejskiej Stolicy Kultury. Albo do muzycznej płyty mającej ESK 2016 rozsławić na cały świat.

    Gwiazdy tego pomysłu, to Brytyjczyk Eric Patrick Clapton. Urodzony w roku 1945, nieślubny syn 16-letniej Patrycii Clapton, która w euforii zakończenia II Wojny Światowej zapomniała się z dziesięć lat starszym kanadyjskim żołnierzem – Edkiem Fryerem. Wyszła z tego lekuchna komedyjka. Erica wychowywała babka – ze swoim drugim mężem. Chłopiec wierzył, że to oni są jego rodzicami. A jego matka – starszą siostrą. Później matka Erica poślubiła innego kanadyjskiego żołnierza (musieli w sobie mieć coś intrygującego), przeniosła się do Kanady. Dziadkom zostawiła syna do wychowania. Eric odkrył rodzinny sekret w wieku 9 lat i był to w jego życiu niezły ambaras. Ale jakoś poszło.

    Smektała na weekend  (2)

    Jego założona z Johnem Mayallem kapela – Bluesbreakers, namieszała w światowej muzyce, rock’n’rollu. Clapton to wybitny bluesowy gitarzysta (pierwsza trójka na świecie wśród gitarzystów rockowych), pieśniarz, kompozytor i wielki propagator chicagowskiego bluesa – z naciskiem na fonograficzną wytwórnię Chess, na Roberta Johnsona.

    Kolejna gwiazdą tej idei to Aleksandra Kurzak, jedna z największych sopranistek świata. Urodzona w 1977 roku (tak jak mój syn Tymon), w nieodległym Brzegu Dolnym. Córka Jolanty Żmurko (1951 – mój rocznik, tak jak ja – Wodnik), sopranistki i Ryszarda Kurzakawaltornisty. Z honorami ukończyła Akademię Muzyczną we Wrocławiu oraz Hochschule für Musik und Theater w Hamburgu. Laureatka Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Stanisława Moniuszki w 1998. Laureatka konkursów w Helsinkach, Barcelonie oraz Kantonie. Debiutowała w Operze Wrocławskiej. W latach 2001–2007 była solistką Staatsoper w Hamburgu.

    Od 2007 związana z takimi teatrami jak: Metropolitan Opera w Nowym Jorku, ROH Covent Garden w Londynie, Bayerische Staatsoper w Monachium, Wiedeńska Staatoper, Festiwal w Salzburgu.

    Smektała na weekend  (3)

    Wreszcie trzecia osobowość pomysłu ESK 2016 – Feeling & Smeeling to Robert Johnson, ojciec bluesa (urodzony w 1911, zmarł w 1938) – amerykański muzyk, gitarzysta, wokalista, autor tekstów. Jest autorem zaledwie dwudziestu dziewięciu utworów. Wypracował własny, dobrze rozpoznawalny styl. Teksty jego piosenek mówiły także (podobnie jak dzisiaj) o alkoholu, kobietach, szatanie i śmierci. Określany mianem króla gitary bluesowej, jego twórczość miała ogromny wpływ na wielu muzyków: na Erica Claptona, The Rolling Stones, Bob Dylana, Red Hot Chili Peppers i Jimiego Hendrixa. Bardzo mała ilość faktów na temat jego życia i wczesna śmierć w wieku 27 lat (jak Janis Joplin, Jimi Hendrix, Amy Winehouse) spowodowały, że na temat Johnsona powstały różne historie, z których najsłynniejsza to legenda, według której sprzedał swoją duszę diabłu w zamian za osiągnięcie sukcesu.

    W ciągu całego swojego życia, Johnson jednak nie zasłynął tak bardzo jak po swojej śmierci.

    Smektała na weekend  (4)

    Co też wspólnego mają te trzy postaci, jakby wzięte z antypodów, z zupełnie innych cywilizacji? Wrocławska i światowa sopranistka Aleksandra Kurzak powinna – pod auspicjami naszego miasta – nagrać wspólną płytę z bluesmanem Ericem Clatonem. A jej treścią powinny być przerobione na operowo (co nie będzie aż tak bardzo trudne), największe hity Roberta Johnsona. Na czele z kawałkiem Crossroad oraz Sweet Home Chicago. Ta płyta byłaby niezwykłą wizytówką festiwalowego Wrocławia 2016. W Mieście Spotkań, którego mieszkańcy mają rodowody wzięte z wielu ziem i kultur, taki krążek byłby świetnym prezentem dla rzesz odwiedzających nasze miasto podczas festiwalu.

    Par6166205

    Śpiewak operowy Roberto Alagna – aktualny narzeczony Alessandry K.

    Jestem przekonany, że głos Aleksandry Kurzak zmieniłby chropowate bluesy w arcydzieła operowej wokalistyki. W drugą stronę czynione próby przyniosły wszak doskonałe rezultaty, wybitną jakość. To co stało się z pieśnią „Summertime”, z granej przez czarnych aktorów opery George’a Gershwina „Porgy and Bess”, obaliło wszelkie gatunkowe ortodoksje. Z jednej strony tej gershwinowej pieśni stoi w kulisie primadonna stulecia, dramatycznie sopranowa, diva div Maria Callas.

    Zaś z drugiej tkwi w orkiestronie, charyzmatyczna, niesamowita, nabluesowana, chropowata Janis Joplin. A pomiędzy tymi nieziemskimi artystkami istnieje wielki kanion rzeki Colorado – pełen tysiąckrotnych wykonań „Summertime”. 

    Kto może pogodzić ogień z wodą? Zupełnie nie dbająca o swój głos Aleksandra Kurzak, dawniej z Brzegu Dolnego, dzisiaj z Wenus. Nagrywając z Ericem Claptonem tę niezwykła  płytę, miałaby szansę (bo talent ma ho, ho, ho) przemeblować globalny muzyczny salon. Ona pierwsza byłaby operową Janis Joplin, która – odwrotnie niż to było z pieśnią Gershwina – wprowadzi bluesa do La Scali, Covent Garden, Metropolitan Opera. 

    Smektała na weekend (5)

    A gdzie będzie początek tego triumfalnego światowego zjawiska?

     We Wrocławiu!

    Z  – jeszcze leżakującym – Narodowym Forum Muzyki, które wreszcie wydźwignie się z budowlanego nieszczęścia i błyśnie porażającym światłem bijącym od Aleksandry Kurzak, Erica Claptona, kompozycji Roberta Johnsona. Moim zdaniem, byłby to najważniejszy muzyczny akcent ESK 2016. Projekt, który długo po festiwalu antyszambrowałby po salonach całego świata. Alessandra, dla swojego ukochanego Wrocławia, znalazłaby termin nagrania. Eric w Polsce był kilka razy, Jest nie tak znowu wiele droższy od kilku chałtur półpijanej grupy Lady Punk, śpiewającej starocie z półplejbeku.

    Roberta Johsona użyczę wszystkich nagrań. Wybranie 12 songów, które Clapton i tak ma już w repertuarze, nie będzie żadnym problemem.

    Ludzie! Realizacja płyty „Feeling & Smiling” – uwierzcie – to nie jest wyprawa na Marsa. W końcu mamy wokół „Sweet Home Wrocław”! Płyta z taką nowatorską, szlachetną zawartością, będzie pożądanym przedmiotem długo po przymknięciu ESK.

    Zdzisław Smektała

    bbd@bbd.pl

    Fotografie z archiwum Autora

    Prawa autorskie: www.wroclaw.pl

     Smektała na weekend  (6)

    A teraz appendix! Ola jest córką wspaniałej pieśniarki – sopranistki Jolanty Żmurko. Przed wielu laty występowaliśmy z Jolą wspólnie na artystycznych imprezach.

    Była grecka muzyka z solistą Janisem Angelopulosem. Oraz polskie i światowe arie Joli Żmurko. Słysząc o budzącym się talencie Aleksandry, poprosiłem mamę, aby pomogła mi przekonać córkę do śpiewania dwunastotaktowców na Blues Brothers Day. Gadaj sobie sam – żartobliwie zawyrokowała sopranistka Jola. Więc rozmawiałem raz czy dwa, jakoś jednak nie starczyło mi determinacji.

    I rzecz cała upadła. Ależ byłem głupi!

    W następny piątek, 30 sierpnia, będzie o tym, jak idea ESK może trafić (na długie lata) do tysięcy domów, ogrodów, altanek! Za – prawie – friko! Nie przegapcie!

  • Smecta 53 – Zbyszek Kornobis i tajemnica jego dzwonów (działo się w 1966)

    Dzisiaj mija dokładnie 40 lat od dnia wniebowzięcia Janka Himilsbacha.

    29 lipca 1973 roku odbyła się premiera filmu Andrzeja Kondratiuka – Wniebowzięci. Filmu oglądanego wiele razy. Filmu, który ugruntował kumpelstwo Janka ze Zdzisławem Maklakiewiczem. Naprawdę – na Górę – wezwano Janka 15 lat później, w 1988. Wezwą tam we właściwym czasie każdą i  każdego z nas.

    sme

    Dwa dni temu Szef kazał się stawić jednemu z moich już nielicznych idoli – gitarzyście i pieśniarzowi J. J. Cale’owi. 

    W 75 roku życia powalił go – na ziemię Kalifornii – zawał serca.

    Porównywano go z Jimim Hendrixem, występował z takimi sławami, jak Neil Young czy Art Garfunkel. Do inspiracji jego muzyką przyznaje się między innymi Mark Knopfler z Dire Straits.

    Niewielu wie, że wielkie ponadczasowe evergreeny –  Cocaine oraz After Midnight – były kompozycjami Cale’a. Rozsławił je dla pop kultury – ciągle w sztosie, Eric Clapton. Podobnie jak swego czasu rozsławił standardy – Sweet Home Chicago i Crossroad –  kompozycje ojca bluesa, Roberta Johnsona.

    Chociaż dla mnie bibilijnego bluesa Crossroad’s najpiękniej wykonała super grupa The Cream!

    Smecta 53 300 000 gitar (3)

    Dzisiejszym tekstem z tomu Jazz Baba Riba kłaniam się nisko J. J. Clae’owi przyrzekając, że będę go długo pamiętać. 

    Cykl obrazków z mojego autorskiego tomu „Jazz Baba Riba”. Opublikowanego we Wrocławiu jakiś czas temu (nakład 5 tysięcy!). Z przedmową Tadeusza Nalepy (Breakout) i Tadka prywatnymi zdjęciami. Z ilustracjami Johna Lennona (The Beatles). Także z ilustracjami Andrzeja Mleczki (Kraków Motown).

    „Książka jest upoetyzowanym fotograficznym zapisem stanów duchowych nastolatków żyjących na przełomie lat 60 i 70. Mały realizm miesza się tutaj z marzeniami o wolnym świecie wypełnionym muzyką rokową, seksem, wielkim szmalem, zachodnią cywilizacją. Buty beatlesówki, adaptery Bambino, pocztówkowe płyty, wina patykiem pisane (bełty, bałagany, alpagi), włoskie ortaliony, kurtki szwedki, klej butapren oraz Tri (służące nastolatkom do wąchania) i gitarowe wzmacniacze to nieodłączny element scenografii tych gomułkowskich, biednych czasów. Naznaczonych jednakowoż pokoleniową wspólnotą” – napisał kumaty krytyk.

    Wierszotekst Dwudziesty i Szósty

    Smecta 53 – Zbyszek Kornobis i tajemnica jego dzwonów (działo się w 1966)

    Mieszkaliśmy wówczas w peryferyjnej dzielnicy Moys

    Na którą dupowaci urzędnicy nakazywali mówić – Ujazd

    Twierdzili, że nie będą nazewniczo wspierać Teutonów

    Gdy rozgłośnie triumfalnie ogłosiły wiadomość, że w Polsce

    Sprzedano młodzieżowej ludności trzysta tysięcy gitar

    JAROCIN III OGÓLNOPOLSKI PRZEGL?D MUZYKI M?ODEJ GENERACJI

    A dodatkowo, że całkowicie opanowaliśmy produkcję penicyliny

    Aby uczcić ten fakt, nasza klasa z technikum górniczego

    Umówiła się w komplecie na kuflowe piwo z browaru

    Lwówek Śląski, takie szczyny wzmacniane spirytusem

    Smecta 53 300 000 gitar (4)

    Maniek Wojciól przyniósł zagraniczny tranzystor z ukaefem

    A my postanowiliśmy przebrać się w big-bitowe stroje

    Oczywiście ja także, w tajemnicy przed surową matką

    Trzymałem na strychu cajgowe dzwony z mankietami

    W nogawkach miały – skubane – co najmniej 28 centymetrów

    Uszyłem ja za pieniądze pozyskane ze sprzedaży kwiatu lipy

    Towar dostarczaliśmy do Herbapolu, po 30 złociszy za kilo

    Z mieszkania więc, kiedy chciałem być Figo Fago Kawa Marago

    Wychodziłem w wytartych na dupie szkolnych granatach

    Na strychu zaś przebierałem się w sztany – to cajgowe cudo

    I na miasto, na chętne dziewczyny, owocowe pite z gwinta wino

    Smecta 53 300 000 gitar (5)

    Kiedy po bibkach wracałem do domu, rytuał na strychu powracał

    Aby w spodniach ze zwykłej szmaty mieć jak brzytwa kanty

    Kładłem je pedantycznie pod materace (osrane przez ptaki)

    Zapomnianego na strychu rozwalonego, niemieckiego wyra

    Miałem więc spokój z żelazkiem oraz ochronę przed gołębiami

    Bezustannie tryskającymi tajemniczym rozwolnieniem