Tag: Etta James

  • Smektałyki – czyli losów rozdrobnione szyki.

    Smektałyki – czyli losów rozdrobnione szyki.

    Smektałyki – czyli losów rozdrobnione szyki.

     Szanowni Wielce Czytelnicy!

    Absolutni Dzierżawcy Mojego Losu!

     1. Po dłuższej przerwie – powody były liczne i behawioralne – znowu pragnę zaprzątać Waszą uwagę wytworami moich myśli. Upoważniłem się do kontynuacji tej pracy w sposób regularny (co najmniej 3 razy w tygodniu). Powodowany w tym jestem dotychczasową Waszą przychylnością, z jaką spotykałem się drukując: powieści, wiersze, opowiadania, felietony, dzienniki, ulotne myśli, krótkie sentencje.

    2. Dzisiaj, 9 października, w niedzielę, zaczął się Światowy Tydzień Pisania Listów. Chociaż jest to zwyczaj zmierzchowy – podłączę się pod staroświeckie święto. Latem wiele listów wysłuchiwałem na obszernym tarasie mojego loftu, który jest XVIII wiecznym spichlerzem zbożowym, położonym w Praczach Odrzańskich. Spichlerz zaś wybudowano nieopodal szachulcowego kościoła pod wezwaniem Świętej Anny.

    3. Właśnie przez parafialne wiecowe głośniki wysłuchiwałem licznych niedzielnych mszy. Nad moim tarasem falowały – podawane głosem natchnionego proboszcza – Listy Apostolskie, także te do Hebrajczyków, Efezjan, Kolosan. Albo do Tymoteusza, Tytusa oraz Filemona. Pracze to stara parafia. Wrocławski biskup Władysław powołał ją w roku 1383! A obstalował, rodzinnym złotem, właściciel wsi, koleżka Ulrich von Pak.

    4. W postmodernistycznym tym kościele, równe 40 lat temu, wziąłem piękny ślub z Barbarą. Teraz, po 40 latach, właśnie z Pracz Odrzańskich, z parafii świętej Anny, będę pisać do was swoiste felietonowe listy. O umykającym zbyt szybko świecie, o dookolnej farsie łamanej przez tragikomedię. A ponieważ, w przeciwieństwie do wymienionej tu Anny, święty – niestety – nie jestem, wybaczcie obecność moich tekstów blisko życia,

    5. Będzie, w kolejnych dniach, osobisty list jaki do mnie wysłała druga (po Jarosławie Wielkim) osoba w państwie – wicepremier Mateusz Morawiecki. Będzie „wiernopoddańczy” list, jaki ja wysłałem do byłego prezydenta, Lecha Wałęsy. Będzie o tym dlaczego chciałem zobaczyć Ettę James, słynną bluesową wokalistkę – nago. Przeczytacie czy można krwią miesięczną stawiać w książkach exlibrysy, będzie też które jazzowe pieśniarki pachniały Sadem Ostatecznym.

    6. A także, co ważnego w całe moje życie wniósł kawałek Georga Gershwina „Summertime” wiedziony przez niesamowita Janis Joplin. Dowiecie się, co załatwiałem z ambasadorem Szwecji w Polsce by na moim festiwalu godnie przywitać światową gwiazdę jazzu, Karin Krog. Oraz, dlaczego, na kolanach, z czerwoną bejsbolówką w dłoni, żebrałem przed limuzyną prezydenta RP.

    7. To tylko niektóre z tematów, jakie pomieszczał będę w kolejnych Smektałykach. Wiecie bowiem Rodacy, że moją religią jest feeling, z powodu miłości do bluesa jestem pól Murzynem, uwielbiam tony organów Hammonda, omdlewam przez kobiety odziane w czerń. A przez gitarowe riffy Jimiego Hendrixsa bluźnię.Czytajcie Smektałyki wpisując w Google frazę: Blog Smektały albo zaglądajcie na Facebooka.

    Zdzisław Smektała – już nie jak Polska cała – Polska się podzieliła.

     

     

  • Marylin Monroe w Cadillacu

    Smektała na weekend 69

    12

    Wielka Wokalistka Bluesa i Okolic – Etta James

    Dzisiaj o godzinie 18, w grubaśnym bunkrze przy Placu Strzegomskim, czyli w Muzeum Współczesnym , kieliszkiem wina zainaugurują otwarcie wystawy Tomasza Brody (o Adrienie Brody będzie trochę dalej). Broda to bardzo energetyczny, poszukujący artysta z okolic pop–artu. Przed laty, na legnickim Satyrykonie – gdzie pojawił się jako lekuchno zalękniony plastyk z rodzinnego Kalisza – przyznałem mu pierwszą poważną nagrodę (Grand Prix) – za twórcze przetworzenie mordek polskich polityków. Tomek Broda osiadł we Wrocławiu zdobywając sobie przychylność publiczności za ilustrację książek, za zaskakujące plastyczne pointy. Dzisiaj, w Muzeum Współczesnym, zobaczymy wystawę „Od Rubęsa do Pikasa (korekta proszę nie poprawiać), czyli zrób sobie arcydzieło”.

    2

    Ta przewrotna w wymowie wystawa jest pociągnięciem łacha z nadmuchanej ambicji niektórych urzędników – za wszelką cenę starających się zamustrować we Wrocławiu piąte wody po światowym kisielu. Takie jak Tauromachia, serwująca napalonym widzom blade kopie prac Pablo Picassa czy Francisco Goy y Lucientesa. Takie jak kupione przez Ludową Halę Stulecia zdjęcia Marylin Monroe. Mamy bowiem wyblakłe od upływu czasu fotografie – ale już wizerunku najsłynniejszej w historii kina aktorki wykorzystać nijak nie możemy. Stąd właśnie Rubens zamienia w koleżkę Rubęsa a Picasso w swojskiego Pikasa. Przyjdźcie dzisiaj wieczorem na otwarcie tej wystawy osadzonej w opary sardonii. Przekonacie się, że mam rację.

    3 Moje nieudane połaczenie cudnej Marylin Monroe z trywialnym pisuarem według wzoru Marcela Duchampa

    Moje nieudane połączenie cudnej Marylin Monroe z trywialnym pisuarem według wzoru Marcela Duchampa

    Z tym, że fotograficzna obecność w naszym mieście Marylin Monroe bardzo mi pasuje. Przyzwyczajam się już do tego. Chciałem nawet przebić pomysłodawcę przytulenia nad Odrą amerykańskiej aktorki, mojego koleżkę, dyrektora Hali, Andrzeja Baworowskiego. Chciałem wzmocnić efekt medialny i do postaci Marylin Monroe dodać słynny, kultowy, odnotowany we wszystkich katalogach świata – biały pisuar. Na którym podpisał się francuski malarz, happener, konceptualista i szachista zarazem – Marcel Duchamp. To ten pisuar upowszechniony przez słynnego amerykańskiego fotografa Stieglitza wywrócił oceny co jest sztuką a co nią nie jest. Gdyby więc zderzyć Marylin z pisuarem Marcela mógłby powstać niezły dym. Troszkę wyżej zamieściłem zdjęcie takiego eksperymentu – ale nie byłem do końca zadowolony z efektów tego doświadczenia. Ponadto zabrakło mi funduszy na dalsze basdania.

    4 Bracia Czyż, łebscy goście spod Częstochowy

    Bracia Czyż, łebscy goście spod Częstochowy

    Obecność Marylin Monroe w naszym mieście pasuje mi też z powodu jej niepodważalnej amerykańskości. A ja, przez 45 lat mieszkania we Wrocławiu, zawsze chciałem zadomawiać nad Odrą wielkie amerykańskie muzyczne archetypy – blues i jazz. Teraz, dwa tygodnie przed świętami Bożego Narodzenia, porzućcie polityczne dupniaki i kucane berki – oddajmy się muzyce, która w połączeniu z historią życia aktorki MM, poprawi nam samopoczucie, przegoni nostalgię listopada. Dobre samopoczucie możecie też mieć i z tego powodu, że to właśnie Polacy wprowadzili bluesa, krem amerykańskiej kultury, na salony, do powszechnej świadomości. Ściślej, dwaj bracia, polscy Żydzi spod Częstochowy, Leonard i Filip Czyżowie (w Stanach zmienili nazwisko na Chess, byli bardziej serowi).

    5 Adrien Brody w wielkim Cadillacu

    Adrien Brody w wielkim Cadillacu

    Zamieszkali w południowym Chicago. W latach 40. i50. handlowali gorzałą. W roku 1950 wykupili fonograficzną firmę i nazwali ją Chess Records. Nagrywali muzykę jazzową. Jednak obserwując jak widzowie reagują na koncerty bluesmanów – zaczęli zapraszać ich pod dach wytwórni. Nagrywali u braci Chess legendarni dzisiaj śpiewacy bluesa. Muddy Waters, Bo Diddley, Willie Dixonn (wystąpił w Polsce na Jazz Jamboree 64), Chuck Berry, John Lee Hooker, Howlin Wolf czy wielka Etta James aby wymienić tych największych. W 1964  w chicagowskim studio pod adresem 2120 South Michigan Avenue nagrywała brytyjska grupa Rolling Stones, która wiele muzyki bluesowej i wielu bluesmanów przeniosła następnie do Londynu.

    Historia mówi, że Mick Jagger tylko dlatego został zaproszony do szkolnego zespołu Keitha Richardsa, gdyż na przerwach między lekcjami trzymał pod pachą albumy firmy Chess.

    6

    ——————————————————————————————————————–

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości,  w piątek od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku, po prawej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko. 

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla. Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.  To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd