Dzisiaj jest – kurde molek – piątek, w dodatku trzynastego.
A jeszcze dochodzi 32 rocznica ogłoszenia stanu wojennego.
Czyli brak Teleranka, śnieg na ekranach telewizorów. Zgodnie z rozkazem prezydenta Komorowskiego zapalam symboliczną świeczkę. Pewnie dlatego moje myśli lekuchno są nostalgiczne, refleksyjne i omszałe. Jak smak pikantnego sera Pont l’Eveque.
Od lat doprawdy wielu – zupełnie nie oglądam seriali. Ale jeden, naprawdę jedyny – tak. To szwedzki serial kryminalny, którego akcja dzieje się w miejscowości Ystad (15 tysięcy ludności). Serial został stworzony na podstawie powieści Henninga Mankella, które podbiły świat. Pasuje mi niezwykła bliskość filmowych bohaterów (jakby byli z Obornik Śląskich) i postać, mieszkającego przy ulicy Mariagatan, rozwodnika i detektywa Kurta Wallandera (granego przez Kristera Henrikssona, mniej więcej mój pesel). Wczoraj, na kanale „Ale Kino”, oglądałem finałowy odcinek, w którym mój rówieśnik Wallander, coraz bardziej zapadał w objęcia Alzheimera, detektywa zawodowa kariera dobiegała końca.
Dalej – czytajcie proszę, od 11 – na stronach oficjalnego portalu miasta Wrocławia
Po wejściu na ów portal, proszę wpisać w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko. Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu.
Zdzisław Smektała copyright www.wroclaw.pl bbd@bbd.pl

