Ludzie muzycznego jam session! Wszyscy ludzie zresztą, karmiący duszę i ciało dźwiękami pełnymi smaku, nutami po rafinacji. W niedzielę, niewiele więc godzin temu, napisałem w moim blogu, że 1 września, obudziłem się zaraz po tym jak Niemcy napadły na Polskę.
Czyli koło piątej. Za oknami był mrok, szum wiatru, deszcz, niczym w pamiętnej wrześniowej kampanii (ze spuszczoną głową, powoli, idzie żołnierz z niemieckiej niewoli). Mam to zawsze od pierwocin jesieni.
Szybciej otwieram oczy do walki z nadchodzącym dniem. To wcześniejsze budzenie, za oknem ciemność – to znak, że chichów beztroskich przychodzi deficyt.
I właśnie dzisiaj tak było. Ledwo nogi opuściłem z łóżka, gdy duży wielki, sążnisty motyl pofrunął w kierunku szklanych drzwi na taras. Wypuściłem go snadnie, bo i on wchodzi w jesieni spleen, co mu będę żałował.
Gdy wklepywałem te słowa w moją jazzem przesiąkniętą klawiaturę – wielki, sążnisty motyl odlatywał, już nie tylko z tarasu. Zbierał się do lotu w Odległe, w Niewiadome. W strony bigbandowych koncertów kolegi Hadesa i jego trzygłowego (talent, feeling, praca) druha – psa Cerbera. Ten motyl był młodszy ode mnie o miesiąc, kochał wolność i jazz – nazywał się Jarosław Śmietana (1951 – 2013).
Jest nadzieja, że – jak napisałem w tym lekko proroczym niedzielnym felietonie – sprawdzą się, na przyszłe lata, słowa starego repa bluesa, Muddy Watersa (już w niebie). Słowa, które brzmią: Toczący się kamień mchem nie porasta (A rolling stone gathers no moss), co dla wybitnego gitarzysty Jarka ma już niewielkie praktyczne znaczenie. Ale dla nas, zasmuconych spadkobierców jego muzyki – owszem.
Jarek Śmietana zmarł w wyniku komplikacji, jakie nastąpiły po operacji usunięcia guza mózgu, którą przeszedł na początku roku. Czas po tej operacji rodził nadzieję na wyzdrowienie, ale nie trwała ona zbyt długo. Jeszcze w kwietniu kumple Jarka zagrali na koncercie charytatywnym. W warszawskim Teatrze Capitol wystąpili przyjaciele muzyka; Wojtek Karolak, Zbigniew Namysłowski, Ewa Bem, Andrzej Jagodziński Trio, Paweł Perliński i inni.
Ale choroba robiła swoje. Do wczoraj, czyli do finału, który nieunikniony jest dla biednych i bogatych, dla wszystkich. Guz dał o sobie znać całkiem niedawno (niezbadane są…), jakiś rok temu. Pierwsze objawy choroby, uciążliwe bóle głowy, zmęczenie, arytmia serca, zapowiadały kłopoty. Kiedy w styczniu grał ze swoim kwartetem koncert w Poznaniu, lewa ręka zaczęła odmawiać mu posłuszeństwa. Nie mógł prowadzić samochodu. W Krakowie wykonano tomografię. Diagnoza nie była laurką.
Śmietana urodził się w 1951 roku w Krakowie. Był absolwentem Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Katowicach. Zadebiutował w 1974 roku, jako członek Klaus Lenz Big Band płytą „Live at Jazz Jamboree”. Współpracował m.in. ze Zbigniewem Seifertem, Artem Farmerem, Johnem Abercrombie i Nigelem Kennedym. W latach 1975-1981 dowodził grupą Extra Ball. W 1998 nagrodzono go Fryderykiem za album „Songs and Other Ballads”. Na koncie ma ponad 30 płyt. Ostatnia pozycja w dyskografii artysty to „Live at Impart” (2012) nagrana z Wojciechem Karolakiem i Billym Nealem. Otrzymał Nagrodę Prezydenta Miasta Krakowa za wybitne osiągnięcia w kulturze, był wykładowcą w Krakowskiej Szkole Jazzu i Muzyki Rozrywkowej. Oraz autorem ponad dwustu kompozycji jazzowych.
Ja poznałem Jarka (jeszcze jako widz, chłonny nowoczesnego, energetycznego jazzu) w roku 1972, we Wrocławiu. To było ponad 40 lat temu!!! Z zespołem bluesowym Hall zdobył wyróżnienie na festiwalu Jazz nad Odrą. Wówczas słynne festiwalowe plakaty projektował (jest już w niebie), pop-artowy Jan Sawka.
Jarek od razu zwrócił uwagę modernistyczną grą spotykaną na Zachodzie u Larry Coryella czy Kenny Burrella. To był piękny bluesojazz. Bardzo podobała mi się muzyka Jarka z czasów rockjazzowej supergrupy Extra Ball.
Jako organizator muzycznych zdarzeń – po raz pierwszy zaprosiłem Śmietanę do Wrocławia, bodaj dziesięć lat temu. To był dobry festiwalowy rok mojego Blues Brothers Day. Przyjechali wówczas nad Odrę, do zapchanego po brzegi Teatru Polskiego: Wojciech Karolak & Tomasz „Szakal” Szukalski (już w niebie). Także Jarosław Śmietana Quartet (Jarosław Śmietana, Piotr Wylężol, Tomasz Kupiec, Adam Czerwiński). I wreszcie amerykańskie Dook Joint Trio (Dook Kingue, Kevin Duvernay, Tommie Harris).
Już nigdy nie stanie z gitarą na deskach Teatru Polskiego, nie zagra taktów z Jimiego Hendrixa, które pod koniec kariery bardzo polubił. Trasa z lubianym w Polsce, lekucho zwariowanym Nigelem Kennedym oraz koncerty wypełnione muzyką Jimiego Hendrixa bardzo mnie poruszały.
Ludzie Jazzu i Okolic!
Byście nie kończyli tego felietonowego epitafium na smutno i głucho – posłuchajcie Jarka w repertuarze Hendrixa właśnie. Z wokalną niespodzianką Przyszłego Anioła. Zapraszam na stypę.
Jarek Śmietana zaśpiewa na pożegnanie Ziemskich Spraw „Czerwonego Gorącego Bluesa”. Taki wszak kolor i temperatura dominują w piekle.
Jarek pewnie (w finale) trafi w końcu do nieba. Ale – jak każdy rasowy muzyk jazzowy – swój staż u Lucyfera Synkopa zaliczyć musi.
Cześć Jarek. Dołączymy do Ciebie. Howgh!






