Smektała na weekend – z fotografiami autorstwa senatora Włodzimierza Cimoszewicza
Nadeszła pora, abym i ja (skoro głos już zabrały tysiące) napisał kilka zdań – na Mikołaja – o Ukrainie. Tym bardziej, że wolnościowe i kapitalistyczne zasady wpajałem w ten 50-milionowy naród od dziesięcioleci. Po pierwsze – przed laty – chciałem wyzwolić ten kraj od gadżetowych śmieci pozostałych po dyktatorze – Leonidzie Breżniewie. W tym celu opiłem się ukraińskim narodowym trunkiem o nazwie „Piercowa” (palące gardło 40 procent). I w stanie buzującego w żyłach internacjonalistycznego patriotyzmu próbowałem wynieść z muzeum w ukraińskim mieście Zaporoże (800 tysięcy ludzi), lekko dziejami sfatygowaną teczkę ze świńskiej skóry, należącą ongiś do przywódcy ZSRR, owego Lońki Breżniewa. Złapali mnie skubańcy strażnicy. Lecz nie wysłali na Sybir, kazali rychło wracać do Polszy.
Mikołajowy piątek na Rynku. Wiatr, zimno, dzwoni w uchu.
Dalej – czytajcie proszę, od 11 – na stronach oficjalnego portalu miasta Wrocławia
www.wroclaw.pl
Po wejściu na ów portal, proszę wpisać w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko. Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu.
Zdzisław Smektała copyright www.wroclaw.pl bbd@bbd.pl
http://youtu.be/SHVDIP0xGxw

