Tag: Liu Libin

  • Mieczysław Janowski, artysta doprawdy boski!!!

    Mieczysław Janowski, artysta doprawdy boski!!!

    Jeden. Dzisiaj we Wrocławiu zaczęła się Jesień Patriarchy. Nieopodal domu towarowego „Feniks” kroczyłem majestatycznie na codzienne obrady koryfeuszy kultury, zwołane do kawiarni „Literatka”. Niespodziewanie, zza winkla legendarnej dawniej restauracji „U Fonsia”, wychynął Mieciu Janowski, wybitny aktor światowego formatu. Słusznie porównywany z Davidem Hemmingsem, odtwórcą głównej roli (kobiety normalnie mdlały) w filmie Michelangelo Antonioniego „Powiększenie” (Blow Up, 1966). Mietek miał oczy przepalonego słońcem nomada (to było do niego niepodobne) oraz kamienną twarz wulkanicznego gościa z Wyspy wielkanocnej.

    Dwa. Kur… Za kilka dni stracę wzrok, właśnie wracam od lekarza – cedził słowa i ruszył w stronę siedziby Teatru Laboratorium. Nie zatrzymywałem go – wiedząc, że za chwil kilka pojawi się w „Literatce”. Tak też się stało. Zdążył już lekuchno się wyluzować. Zamówił pilnie następne dwie setki. Stężone mięśnie twarzy puściły. Przy stoliku pojawili się nasi kumple, muzycy, Cyganie z zespołu Gipsy Tipsy. Brawurowo zagrali utwór Wojciecha Kilara „Krzesany”. Pod rynkową fontanną dzieci puszczały mydlane bańki. Odmieniony głośno przemówił wybitny artysta Janowski. Kur…. Jeszcze nikt na ślepotę nie umarł. Kolejka dla wszystkich! Wyglądał przy tym dziarsko, jak Grek Zorba po zawale w kamieniołomach („Ciesz się każdą chwilą, bo życie jest tylko jedno”)!


    Trzy. Mietek Janowski to aktor globalny. Występował najczęściej w teatrach awangardowych. Przez osiem lat grał w niezwykłym Teatrze Laboratorium Jerzego Grotowskiego (Faust, Akropolis., Książę Niezłomny). W nowojorskim NYU Tisch School of the Arts, Performance Studies gromadził tłumy widzów opowiadając o idei Teatru Ubogiego. Grał we wrocławskim Teatrze Współczesnym, w wielu filmach. Za dwa tygodnie, z okazji Olimpiady Teatralnej ESK 2016, prezydent Dutkiewicz wręczy mu ważniacki medal. Przyjadą wówczas do Wrocławia Wielcy Magowie Sceny; Eugenio Barba, Peter Brook, Romeo Castellucci, Pippo Delbono, Jan Fabre, Walerij Fokin, Heiner Goebbels (!!!), Liu Libin, Krystian Lupa, Eimuntas Nekrošius, Tadashi Suzuki, Theodoros Terzopoulos, Robert Wilso. Jezu, jak czadowa paka!

    Cztery. Grupa utytułowanych kolegów „Literatki”, ze zjawiskową redaktor Wandą Ziembicką, poprosiła, bym z tej okazji wygłosił o Mieczysławie Janowskim publiczną laudację. Nie wiem czy dałbym radę więcej kadzić mojemu 80. letniemu herbatnikowi. Mógłbym na przykład opowiedzieć, jak o mało co, nie Jego przełożonym. Zbigniew Cynkutis, amant, aktor i dyrektor Teatru Laboratorium (po Grotowskim), zaproponował mi w roku 1979/80,  abym przyjął posadę dyrektora administracyjnego tej znanej w świecie firmy. Akurat kończyłem pracę dyrektora klubu „Piwnica Świdnicka”, więc wyraziłem zgodę. Ale ostro zaprotestowała Stefa Gardecka, w teatrze zajmującą się wszystkim, w tym obfitą teatralną korespondencją ze światem.

    Pięć. Zrozumiałem wnet, że to dla mnie poważny lingwistyczny problem. Z języków obcych posiadałem wówczas jedynie ruski (do dzisiaj zmieniło się niewiele). Na blachę miałem wykuty jeden zaledwie, taki oto tekst: Расцветали яблони и груши, Поплыли туманы над рекой. Выходила на берег атюша, На высокий берег на крутой. A to ciutkę za mało aby wymieniać listy z Eugenio Barbą czy z dyrekcją nowojorskiego muzeum Guggenheima. Więc normalnie dałem spokój. Zostałem dyrektorem wrocławskiego Klubu Dziennikarz. Może mógłbym też opowiedzieć o bohaterstwie Mietka, który uratował aktorkę Maję Komorowską przed gwałtem włoskiego raptusa.

     Sześć. Janowski i Komorowska byli onegdaj z Laboratorium na teatralnej trasie po Italii. Koleżanka Maja zapragnęła zobaczyć (jak to ona) cudowny boski obraz w miasteczku obok. Nie znali włoskiego, ale dzielnie ruszyli autostopem. Zabrał ich samochodem nienasycony seksualnie śródziemnomorski macho. Posadził piękną Maję obok siebie i dostał syndromu niespokojnych rąk. Pani Komorowska zawołała więc patriotycznie: Mieciu zrób coś! Mietek zrobił i, lekko potargani, w dalszą podróż ruszyli na piechotę. Lecz czy to właściwa narracja przy uroczystym wręczeniu medalu? Nie wiem. Raczej postawię Mietkowi flaszkę łąckiej śliwowicy albo jakiejś innej pejsachówki, czyli 70. voltowej gorzały. Podobno jest znakomita na nadwyrężony wzrok.

    Zdzisław Smektała