Tag: Marek Piekarczyk

  • Wciąż w parkiet stuka – Bohdan Łazuka

    8

    Na wrocławskim rynku, ściśle w letnim ogródku artystycznej kawiarni „Literatka” zimno, obcesowo następuje jesień. Pomimo chłodu przywołującego kalesony (których nigdy nie nosiłem), trwają tam jeszcze ostatnie naukowe spotkania Parowozów Intelektu. Czyli kolegów z budzącym szacunek PESELem wciąż próbujących łapać krnąbrne życie za rogi.

    Podczas ostatniego posiedzenia na świeżym powietrzu układaliśmy laurkowy list kierowany do naszego starszego kolegi – Bohdana Łazuki. Artysty wodewilowego oraz musicalowego, z którym, gdy jeszcze we Wrocławiu istniała operetka, prowadziłem okolicznościowe imprezy. Za trzy dni mistrz Łazuka skończy 76 lat.

    Więc czołobitność uczniowi Ludwika Sempolińskiego oraz Kazimierza Rudzkiego się należy. Lejtmotywem urodzinowej laudacji było stwierdzenie, że Bogdan Łazuka nie podlega uporczywie powtarzanej myśli innego naszego zagranicznego kolegi, 65. letniego Japończyka Haruki Murakami.

    1

    Otóż pisarz ten, często wymieniany jako kandydat do literackiego Nobla, laureat nagrody Franza Kafki, powiedział o ludzkiej starości tak: „Człowiek to dziwne doprawdy stworzenie. Człowiek może się zestarzeć w jednej chwili.To jest niesamowite. Przed lat myślałem, że ludzie starzeją się stopniowo, rok po roku.

    Ale tak wcale nie jest. Ludzie starzeją się w jednej chwili”. Może w Japonii – ale nie w Polsce. Nie w teatrze „Syrena”, gdzie przez wiele lat gwiazda Łazuki oślepiała publiczność maestrią. Ponadto Murakami doznał tego pisarskiego olśnienia podczas baseballowego meczu. A Bohdan Łazuka młodniał przy kręceniu filmu „Nie lubię poniedziałków” – gdy po ciężkim przepiciu udawał warszawski tramwaj. A jak brawurowo zagrał w komedii „Nie ma róży bez ognia” na pewno nie muszę przypominać. Mistrz komedii oraz satyrycznych piosenek starzeje się z godnością.

    2

    Trzeba przyznać, że do tych propolskich, promłodzieńczych wniosków pomógł nam, Parowozom Intelektu, dojść Remigiusz Lenczyk. Znany działacz kultury wysokiej. Wiekowo jest on kompatybilny z datą urodzenia Łazuki. Ale podobnie jak warszawskiego aktora rozpiera go młodzieńczy feeling. Jest – nie ma co tego ukrywać – dobrodziejem towarzystwa z „Literatki”. Były dyrektor od kultury w Urzędzie Marszałkowskim, były dyrektor Teatru Polskiego, były antykwariusz i Bóg wie kto jeszcze – mieszka obecnie na prawdziwej wsi. I tam właśnie dokonuje kulinarnych eksperymentów. Nalewki robi równie dobre i urozmaicone jak dawny dolnośląski wojewoda – Witek Krochmal. A i kiełbasy wychodzące spod jego ręki (rąk) mogłyby z sukcesem brać udział w legendarnych berlińskich targach żywności „Gruene Woche”. Z których – prze laty – wróciłem bez czucia wrzucony na pakę dostawczaka.

    3

    Remigiusz Lenczyk podnosi doprawdy witalność Parowozów Intelektu skutecznie. Przy okazji tego rocznicowego listu do Łazuki poruszono bowiem temat wysokości emerytur artystów. Szło się zapłakać. Gdyby nie te doczesne konsumpcyjne dobra produkowane z poświęceniem przez byłego dyrektora Teatru Polskiego – część moich kolegów uległaby załamaniu. Omawialiśmy wysokość, wydawało by się zasłużonych, emerytur kolegów z teatralnych i estradowych scen. Najśmieszniej było przy moim rówieśniku (1951) Marku Piekarczyku, dawnym wokaliście frontmenie rockowej grupy TSA. A obecnie etatowym jurorze popularnej licencyjnej śpiewogry o nazwie „The Voice of Poland”. Zwierzył się ostatnio Piekarczyk dociekliwemu redaktorowi, że „Nigdy nie będę na emeryturze, może dlatego, że nie płacę składek na fundusze emerytalne. Płacę natomiast składki do ZUS.

    Niedawno dostałem zawiadomienie, że jeśli teraz przeszedłbym na emeryturę, to wypłacano by mi co miesiąc – 7 złotych 77 groszy. Oprawiłem ten list w ramkę i powiesiłem na ścianie”.

    4

    Można powiedzieć, przyszłość muzyka kroi się na bogato. Ale socjalnie pomaga sobie koncertowaniem, jurorowaniem i innymi zajęciami – dzięki którym nie musi być utrzymankiem żony. Znacznie lepiej ma wokalista „Budki Suflera”, Krzysztof Cugowski. Ten lubelski artysta ma zapewnione każdego miesiąca 560 złotych.

    Jest z czego dzielić się z najbliższymi. Midasem wśród artystów objawia się więc piewca hymnu o pszczółce Mai – trębacz i koloraturowy wokalista Zbigniew Wodecki. Kasuje każdego miesiąca wypasioną emeryturę w wysokości 1400 PLN.

    Czy to są mizerne wyjątki w Niagarze banknotów jakie spadają na innych popularnych artystów?

    5

    To raczej smutna dość reguła. Chociaż polski premier Włodzimierz Cimoszewicz przestrzegał przed laty, że trzeba się koniecznie ubezpieczać. Obecnie, autorka satyryczna, telewizyjna rozmówczyni Maria Czubaszek, wielce energiczna intelektualnie żona mojego kolegi, wybitnego jazzowego muzyka grającego na organach Hammonda – zarabia 1100 złotych. Ale jedząc prawie wyłącznie parówki nie wydaje zbyt wiele. Słynna tancerka Krystyna Mazurówna (pamiętacie rewelacyjny taniec z Gerardem Wilkiem w teledysku z Piotrem Szczepanikiem) dostaje 106 złotych. Beata Tyszkiewicz, aktorka przez dziesięciolecia zdobiąca polską kinematografię, dostaje co miesiąc 1350 PLN. A Michał Wiśniewski (już emeryt?) otrzymuje tych złotówek 169.

    6

    Zaś walcząca już pół wieku na scenach Maryla Rodowicz wypracowała sobie emeryturę o wysokości 1000 złotych. Na szczęście z artystami jest tak, że zarabiają oni wciąż na trasach koncertowych, coraz częstszych eventach, na spektaklach, bankietach i „wieczornicach”. Marylę Rodowicz fachowcy od show businessu wyceniają rocznie na plus minus dwa miliony. Na tyle, ile miał rocznie zarabiać Igor Ostachowicz, doradca i kolega byłego premiera Donalda Tuska. Da się wyżyć.

    Myślę, że bez pomocy naukowych przygotowywanych przez Remigiusza Lenczyka trudno byłoby to rozłożyć na czynniki pierwsze. Tym bardziej, że koledzy, Parowozy Intelektu, nie chcieli przejść na dyskusję o kasie jaką oni dostają od państwa za pozytywistycznie przepracowane w sztuce długie lata. Zatem, by uniknąć kłótni, używając naukowych pomocy pochodzących z podwrocławskiej wsi, skupiliśmy się na liście do mistrza Boghana Łazuki. Niech on przynajmniej poczuje smak zwycięstwa nad upierdliwą rzeczywistością. Czas bowiem nigdy nie odtworzy tego co tracimy.

    7

    Zdzisław Smektała

    Na zdjęciach parowozy – ofiary czasowej metamorfozy

    ———————————————————————————————————–

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku, po prawej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.

    To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • Komorowski bez podsłuchów (we Wrocławiu)

    Smektała na weekend 49

    1 Nasz Bezkolizyjny Bronisław Komorowski przedstawiony w stylu Andy Warhola, to będzie następny zakup (po zdjęciach Monroe) napalonych chłopaków z wrocławskiej Hali Stulecia

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Nasz Bezkolizyjny Bronisław Komorowski przedstawiony w stylu Andy Warhola, to będzie następny zakup (po zdjęciach Monroe) napalonych na światowość chłopaków z wrocławskiej Hali Stulecia

    Mija 75. rocznica powstania wytwórni płytowej Blue Note, najważniejszej w moim życiu fonograficznej firmy. To wydawnictwo publikujące kompozycje Milesa Davisa, Herbie Hancocka, Wayne Shortera, Johna Coltrane’a. A z Polski Agnieszki Skrzypek – bardziej znanej jako Aga Zaryan (pseudonim wzięła od faceta, Zaryana, który w weekendy bijał ją czasem w Nowym Jorku). Zatem dzisiejszy felieton, co dla jazzfanów będzie zrozumiałe, zabrzmi wyraźnie free jazzowo. Bez sztywnej partytury.

    Obnaży, umiejscowi mnie, społeczno-polityczne zwierzę, na narodowej  drogowej mapie. Zaczynam!  Otóż bardzo bym nie chciał, aby w następnych latach mojego zaawansowanego już życia, w Polsce rządził PiS. A we Wrocławiu Grzegorz Schetyna. To pozwoliłoby – jak sądzę – przejść przez następny Kawał Czasu w znośnej dla ogółu aurze.

    2 Ściana przed siedzibą dolnośląskich struktur PO. Widać demolkę tabliczki posła Zielińskiego, którą własnoręcznie naprawiałem nie bacząc na kąśliwe uwago przechodniów z PiS

     Ściana przed siedzibą dolnośląskich struktur PO. Widać demolkę tabliczki posła Zielińskiego, którą własnoręcznie naprawiałem nie bacząc na kąśliwe uwago przechodniów z PiS

    Wiadomo – rząd, władza się zużywa. murszeje, rdzewieje.

    Tak stało się też z PO (7 lat przy sterze). Zatem, co jakiś czas, trzeba wymieniać tych co kłamią jak najęci, że cierpią dla narodu, tyrają dla dobra mas. Wyborcy żywią coraz większą złość na spuchniętą od etatów urzędniczą warstwę (znajomi, pociotki, szwagrowie, rodzina), złorzeczą idącym w zaparte Gadającym Głowom, źle znoszą butę Bartłomieja Sienkiewicza, finansową chytrość zadufka Radosława Sikorskiego, widoczna usłużność marszałek Ewy Kopacz. Ale w tej mojej (twojej, naszej) Polandii narobiło się tak, że dzisiaj nie ma na kogo wymienić tych zastygłych na stołkach ludzi. Róża Maria Woźniakowska Gräfin von Thun und Hohenstein znów, na następny turnus, zadekowała się w Brukseli. Lidia Joanna Ulatowska Geringer de Oedenberg gwałtownie oderwała od mlecznej piersi SLD. A baron Karl Friedrich Hieronymus, Freiherr von Münchhausen odleciał w dal na armatniej kuli. I zrobiła się kiszka. Jestem w dalszym ciągu nieutulonym sierotą.

    3 Fronton sytodajnej restauracji Lwowska o ile wytworniejszej od tej pechowej Sowa & Przyjaciele Królika usytuowanej w praskiej postsocjalistycznej ruderze

    Fronton sytodajnej restauracji Lwowska o ile wytworniejszej od tej pechowej Sowa & Przyjaciele Królika usytuowanej w praskiej postsocjalistycznej ruderze

    Zawsze, gdy już wrzucałem do pudła kartkę z moim głosem, osobliwie był to ktoś z PO. Głosowałem na znajomych właściwie. Na Józka Piniora, Staszka Huskowskiego, Bogdana Zdrojewskiego i tak dalej. Mniej więcej wiedziałem co mnie w życiu czeka. Ale zrobił się niezły rozgardiasz, kelnerzy rozkładają, ośmieszają, kpią z polityków.

    A  oni zamiast przeprosić za własną głupotę i lekkomyślność zasłaniają się atakiem na państwo. Dziecinada i myślenie Forresta Gumpa (równe 20 lat od premiery). Gdy jednak do rządzenia zabierze się PiS, to dopiero może być happening. Większy niż występ Palikota ze świńskim ryjem. Postrzegam bowiem partię Jarosława Kaczyńskiego jako gromadę żuków gnojowników (wylęg najczęściej w lipcu). Chwytających się medialnych faktów, obracających je na oczach publiczności do znudzenia (powołują komisje śledcze, wzywanie do dymisji, itp.). Rzadko mają własne, oryginalne idee. Brak im ludzi do sprawowania władzy, ławka jest krótka. Eksploatują nieustannie profesora Piotra Glińskiego wystawiając go na pośmiewisko (chociaż on sam chyba tak nie uważa).

    4 Ulubiony stolik przy ktorym przeprowadzam wywiady, między innymi z żużlowcem Tomaszem Gollobem oraz zadymiarzem Januszem Korwinem Mikke (w tle specjalna szafa zakłóceniowa)

    Ulubiony stolik przy ktorym przeprowadzam wywiady, między innymi z żużlowcem Tomaszem Gollobem oraz zadymiarzem Januszem Korwinem Mikke (w tle specjalna szafa zakłóceniowa)

    Wszystko robią w tajemnicy, wokół widzą wrogów i zło. Weźmy takie listopadowe wybory na prezydenta Wrocławia. Z rekomendacji PiS z Rafałem Dutkiewiczem miało się zmierzyć pięcioro kandydatów. Najpierw wycofał się miejski radny Rafał Czepil, potem w jego ślady poszedł Krzysztof Grzelczyk, były wojewoda. Coś mu nie podpasowało. Pozostała Mirosława Stachowiak – Różecka, Roman Kowalczyk, dyrektor XVII LO. Oraz były wiceprezydent Wrocławia, rozsądny gość Andrzej Jaroch (przed laty w bułgarskiej wczasowej miejscowości Rawda wysuszyliśmy, pod owcze sery, sporo butelek wybornego wina). Czy więc wiemy kto z PiS zagra w miejskich wyborach pierwsze skrzypce? Nie – partia prezesa Jarosława kandydaturę na kierownika Wrocławia utajniła. I tak mają prawie ze wszystkim. Podejrzliwość, podchody, taniec świętego Wita.

    5 Sala prezydencka, tutaj staropolskimi daniami poprawiał wypornośc brzucha Bronisław Komorowski. Miejsca na mikrofony wiele - ale nie znalazłem ani jednego

    Sala prezydencka, tutaj staropolskimi daniami poprawiał wypornośc brzucha Bronisław Komorowski. Miejsca na mikrofony wiele – ale nie znalazłem ani jednego

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.

    To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd