Jesienny Raptularz Zdzisława Smektały

Piątek, 22 dzień października 2010
Ludzie! Bardzo, ale to bardzo Was przepraszam za całkowitą dewaluację, upadek słówka – przepraszam. Jeszcze kilka tygodni temu znaczyło ono chęć zasypania rzeczy przykrych. Dzisiaj zwrot przepraszam to nic nieznaczący śmieć, jajcarski wytrych do dalszych niegodziwości. Stało się tak – oczywiście – za sprawą polityków, coraz bardziej dziwacznej kasty, która odpadła od ściany o nazwie życie. Trwamy w państwie, którego dług publiczny wynosi około 800 miliardów złotych. Żyjemy w Polsce, w której roztropni obywatele mają w bankach około 800 miliardów oszczędności. To najlepszy przykład na to, kto potrafi zadbać o siebie, o rodzinę, o przyszłość.
Rządy polityków podobne są fabule – niezwykle dzisiaj aktualnej – sztuki Włodzimierza Majakowskiego „Pluskwa” (powstała w 1933 roku!). Dla nich liczy się tylko dzisiaj – jutro, to czas nieoznaczony, niech martwią się następcy. Małość polskiego życia politycznego sygnują społeczne tematy. Czy miąższ publicznych debat to obawa przed odpływem Polaków do robót w Niemczech (od stycznia 2011 znikają proceduralne bariery)! A może – wreszcie – zniesienie wiz do USA, nasza prezydencja w UE, możliwe do przyjęcia podatki, narastający dług publiczny, skuteczne i sprawiedliwe rozwiązania KRUS?
Nie. Od wielu miesięcy ogłuszany jestem tym, kto co uczynił pod krzyżem, kto bluznął większym garem nienawiści, kto pójdzie do piekła za in vitro, jakiego jeszcze polityka chciał zabić szaleniec, kto zawinił w smoleńskiej katastrofie.
Mój obyczajowy barometr oceny politycznych posłów pieczeniarzy, dbających przede wszystkim o dobro swoje i swoich rodzin to ich – pozbawione honoru – tłumaczenie. Wówczas, gdy przyłapią ich na chlaniu gorzały. Andrzej Pałys, świętokrzyski bezbarwny kołodziej PSL, złapany przez kamery TVN, bełkotał, że „się nie czuje” pakując tors do przypadkowego auta. I dobra. A gdy wytrzeźwiał napisał łaskawiec w oświadczeniu, że, uwaga, z godnością przyjmuje fakt pozbawienia go funkcji wiceprezesa partii oraz Szefa Sztabu Wyborów Samorządowych 2010. Nie zamierza zaprzeczać faktom.
Wyobrażacie sobie kampanię samorządową PSL pod nawalonym przywództwem posła Pałysa? Byłby to koniec PSL jeszcze przed dniem głosowania. Chociaż dalej ma nadzieję, że gorzała nie zaprzepaści jego wieloletniej działalności publicznej, że chciałby to w przyszłości udowodnić. Ambitny gość.
Miesiące temu inny bard społecznej służby, też świętokrzyski działacz Krzysztof Grzegorek, były wiceminister zdrowia w rządzie PO, pijany zasnął wprost na glebie poselskiego hotelu. Co powiedział gdy odzyskał rozum? „Czy nie jest rzeczą dopuszczalną, że po ciężkiej pracy dla społeczeństwa, wieczorem posłowie gdzieś się zabiorą, wypiją lampkę wina, czy kieliszek alkoholu”. Tylko dlaczego owi posłowie zostawili go na parkiecie? A mówił to gość, na którym ciążyło siedem zarzutów prokuratorskich; cztery z nich to łapówki, a trzy – nakłanianie do poświadczania nieprawdy w dokumentach.
Piewca prawdy zaś z PiS – Marek Łatasz z Kielc przyłapany na spożywaniu wódki krygował się ociężale, że to nie gorzała promilowała jego zawiany chód. To… cukrzyca! Zjadł kilka jabłek i one wyostrzyły mu chuch. Kto tak pięknie kłamał? Prawdziwy patriota. Członek sejmowej komisji edukacji i nauki. Działacz katolicki, twórca Towarzystwa Katolicko-Konserwatywnego. Taka gmina.
Sobota, 23 dzień października 2010
Dzisiaj , w hotelu Marriot, Amerykańska Izba Handlowa w Polsce przyznała nagrody AmCham Awards. Nagrody dla wyróżniających się firm członkowskich oraz nagrody dla wybitnych osobistości. Wśród gości: minister Michał Boni, profesor Leszek Balcerowicz, Rafał Dutkiewicz.
Nagrody otrzymał Henry McGovern, profesor Leszek Balcerowicz, wieloletni ambasador w USA Jerzy Koźmiński, prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, McDonald’s Polska. Od 1992 roku McDonald’s zainwestował już ponad 1 miliard złotych, dysponuje 243 restauracjami, pracuje tam 15 tysięcy ludzi. Wyróżnieni przewinęli się przez moje życie.
W budynku Domu Handlowego Renoma otwierałem moderatorsko pierwszą we Wrocławiu restaurację McDonald. Ciekawski, zgłodniały tłum oblegał restaurację po horyzont. Pierwszym jej szefem był Piotr Gubalski, absolwent wrocławskiej politechniki, który po fast foodowych naukach w Niemczech został pionierem Big Maców w kapitalizującej się Polandii, w naszym mieście.
Z kolei z Henty’m McGovernem współpracowałem przy bluesowych projektach muzycznych. Bywałem na jego urodzinach, które organizował zawsze z feelingiem. Henry McGovern to prezes firmy AmRest (na tę funkcję naznaczył go ojciec). AmRest to kolos sieciowej gastronomii w Polsce. W 1993 roku, rok po McDonaldzie, firma ta otworzyła we Wrocławiu pierwszą restaurację Pizza Hut. Govern sprawił, że AmRest zarządza dzisiaj siedmioma markami (m.in.: KFC, Burger King czy Starbucks) w siedmiu krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Otworzył w tym rejonie Europy 500 restauracji.
Henry McGovern ma w Pradze, przy ulicy Celetnej, magiczne mieszkanie, całe w meblach jakby żywcem przeniesione z Alhambry. Kiedy chciałem nasiąknąć magią sztuki, pomieszkiwałem tam po kilka dni. Celetna to serce Pragi. Z pierwszego piętra staromiejskiej uliczki widziałem kłąb turystów z całego świata. Dwie bramy dalej mieszkał gigant światowej literatury – Franz Kafka. Nieustannie ulatujący wokół duch autora „Procesu” sprawiał, że moje myśli szybowały znacznie wyżej niż w zwykły, statystyczny dzień.
Zaś inny laureat AmCham Awards – Rafał Dutkiewicz – znacznie wzmocnił swój samorządowy wizerunek człowieka roztropnego, gospodarza bez fornalskiego bata. Polacy irracjonalnie – za to szczerze – kochają Amerykę. Nagroda więc z jankeską pieczęcią to kolejny sus (bo przecież nie krok) do przedłużenia rządów Dutkiewicza na wrocławskim ratuszu. I bardzo dobrze. Gdy zaś dodam, że bookmacherzy za złotówkę wydaną na Rafała Dutkiewicza wypłacą zaledwie złotówkę i jeden grosz (!!!!), o wybory w moim mieście nie ma się co kłopotać. Tak mi dopomóż Blues.
Niedziela, 24 dzień października 2010
Niedziela przed południem to święcona pora, adresowana wyłącznie dla kochliwych rodzin – napisałem przewrotnie w jednym z wierszy mojego debiutanckiego tomu wierszy „Boczne Bóstwa”.
Dzisiaj, niedzielnie, bliżej jestem myśliciela Chin, Lin – Chi. Kiedy poczujesz głód, posilaj się. Kiedy jesteś zmęczony, zamknij oczy. Głupcy mogą z tego drwić. Ale mądrzy zrozumieją, co mam na myśli.
Poniedziałek, 25 dzień października 2010
W ostatnich działaniach wysokich tubylczych władz zauważam polityczny archaizm . Na społecznościowych portalach, w badaniach publicznych opinii stoi jasno, że 80 procent agresji w Polsce sieje Jarosław Kaczyński. Ale zamiast działać pożytecznie dla ogółu, ignorować zaczepki i pomówienia szefa PiS, podejmują rękawicę. Skupili się władcy – na czele z prezydentem Komorowskim – na halabardzie. Zapomnieli, o czym naprawdę jest sztuka o nazwie Polska. Przepraszają się nawzajem bijąc w cudze piersi jak bezwolne kukiełki. A już gdy mówią to słynne już „przepraszam” – czuć kpinę i fałsz.
Zabiegają o to, casus Stefan Niesiołowski, kogo jeszcze szaleniec mógłby zabić. Zaczynają się otaczać agentami BOR, chcą wykazać, jacy są ważni.
Grożono dawniej profesorowi Bartoszewskiemu, grożono Giertychowi. Agresywne portale firmowane prze ogolone głowy nieustannie grożą personalnie, po nazwisku. Ale to nie jest priorytet. Atakowani nie są wybrańcami narodu. Za to wymienieni owszem:
1. Ewa Kopacz, minister zdrowia
2. Tomasz Arabski, szef kancelarii premiera
3. Krzysztof Kwiatkowski, minister sprawiedliwości
4. gen. Stanisław Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego
5. Jacek Kurski, europoseł
6. Zbigniew Ziobro, wiceprezes PiS, europoseł
7. Leszek Miller, były premier
8. Stefan Niesiołowski, wicemarszałek Sejmu
9. Grzegorz Napieralski,szef SLD
10. Jan Dworak, szef KRRiT
To im BOR zaproponował ochronę. A Marian Janicki, generał, szef BOR, zamiast działać w cichości – został medialnym celebrytą. To dla mnie szczyt szpiegowsko-ochroniarskiej amatorki. Jeden borowiec kosztuje podatników około 10 000 złotych miesięcznie. Trzeba do tego doliczyć służbowe auta (benzyna, itp.) i inne wydatki. Wypada, licząc skromnie, około 200 tysięcy na jednego wybrańca narodu rocznie. W samym sejmie jest około 40 czynnych napalonych „gęga” czy latających po stacjach radiowych i telewizyjnych. Wystarczy to pomnożyć i już mamy myśl, co jest dla Polandii najważniejsze. Czym żyje lekko zaśniedziała Zielona Wyspa. Zagrożenia życia to stały element współczesnej rzeczywistości. Popadanie w paranoję to proteza realnego życia.
Wtorek, 26 dzień października 2010
Dziesięć lat czekał Śląsk Wrocław na ćwierćfinały Pucharu Polski. Ale się nie doczekał. Po, rzecz ujmując kulturalnie, zaspanym meczu Legia pokonała Śląsk 2 :1. 50 Dopiero w 72 minucie Aladyn wyszedł z butelki. Jedyna do zapamiętania sytuacja to ta, gdy Sebastian Mila, mój sąsiad na blogach Wroclove2012, w 82 minucie podał piłkę do kumpla z boiska, który to podanie udanie zmarnował. Poza tym marazm łamany przez kiszkę. Ale znów – jak za rządów Ryszarda Tarasiewicza słyszałem, że Śląsk wprawdzie przegrał, ale był od Legii lepszy.
Orest Lenczyk, nowy-stary trener Śląska znów bez zwycięstwa swojej drużyny. Wygląda na to – oby moje słowa sczezły – że drużyna Śląska będzie drobnym gadżetowym dodatkiem do supermarketu budowanego nieopodal Czapki Taliba – stadionu EURO 2012. Współwłaściciel Śląska – Zygmunt Solorz, buduje tam wielką galerię handlową. To był jeden z warunków przejęcia wrocławskiej drużyny. A za słabą drużynę będzie można słabo płacić. Szukaliśmy silnego inwestora, ale nie spodziewałem się, że znajdziemy aż tak silnego! – cieszył się miesiące temu prezydent Dutkiewicz. I znów, dawny wrocławski sprzedawca dacii i wartburgów za śmieciowe ruskie ruble (pierwszy, obok elektroniki, duży biznes Solorza) wyjdzie na swoje. A miasto będzie dreptać pod górkę.
Ale, we Wrocławiu, nie jesteśmy zasmarkanymi sierotami. Reprezentacja kopaczy Polandii spadła na 66. miejsce w rankingu FIFA. To oznacza, że orły znalazły się na najniższej pozycji w historii. Na czele wciąż znajdują się Hiszpanie, mistrzowie świata i Europy.
Co na to UEFA? Nie ma czasu na pierdoły. Sama ma pod górkę. Spyros Marangos, rozpaplany skarbnik Cypryjskiej Federacji Piłkarskiej oznajmił, że Euro 2012 skażone zostało wielomilionową łapówką. Wiadomo, że zgrana paczka kumpli z UEFA do niczego się nie przyzna. To fajne chłopaki w batystowych rękawiczkach (ich fajności doświadczył także polski rząd). Z nimi jest jak z piłkarską reprezentacją naszego zachodniego sąsiada. Wszyscy grają, a wygrywają Niemcy. Z tym że z chłopakami jest tak – wszyscy pracują, a kasę zabiera UEFA. To jednak nie jest dziwactwo. Przypomnijmy sobie rolę mormonów przy organizacji olimpiady w Salt Lake City, w 2002 roku.
Środa, 27 dzień października 2010
Po co mówić o zwierzętach w wodzie, z której pijemy?
Czwartek, 28 dzień października 2010
I wreszcie nastąpił Dzień Prawdy Marketingowej. Komitet Euro 2012: zaprezentował logotypy miast gospodarzy. Znaki czterech miast gospodarzy piłkarskiego Euro. Znaki te, wraz ze znanym już logo EURO, będą tworzyły dźwignię sławy i biznesu wykorzystywaną do promocji miast przed i w trakcie turnieju. Prezentacji logo dokonali prezydenci miast, przedstawiciele UEFA z dyrektorem wykonawczym Martinem Kallenem. Gośćmi specjalnymi byli przedstawiciele Ukrainy, wraz z dyrektorem turnieju Markijanem Łubkiwskim.
Jak na tle innych wypadło logo Wrocławia? Z bólem w sercu, łamaniem w kościach – lipnie. Moim zdaniem to najsłabsza graficzna propozycja czterech polskich miast EURO. Nieczytelna. Most to Grunwaldzki (w świecie bryła zupełnie nieznana – do czego się więc odwoływać?), a może nieudana kopia grafiki Salvadore Dalego? Nie mam pojęcia, kto projektował znak, ale w mieście Jana Jaromira Aleksiuna, Geta-Stankiewicza i innych świetnych grafików to amatorka – niestety. Wiadomo, że w końcu się przyjmie, przyzwyczaimy się – lecz po co było nas narażać na tego źle rozplanowanego potworka. Spójrzcie na pierwowzór Salvadora Dali. Howgh!
Zdzisław Smektała
smektala@bbd.pl
501 40 40 64
Foty dostarczone przez autora






