Tag: Polska

  • Grecja, lecz nie Dyskrecja

    Smektała na weekend 51

    1 Manolis Glezos i jego serdeczny wafel Mikis Theodorakis (autor muzyki do Greka Zorby)

    Manolis Glezos i jego serdeczny wafel Mikis Theodorakis (autor muzyki do Greka Zorby)

    Mijane gorące lipcowe dni przynoszą ważne w historii daty.

    Kilka dni temu celebrowano w światowych mediach 100 lat od wybuch I Wojny Światowej (do dzisiaj mało kto wie dlaczego wybuchła). Walczyło w niej – na różnych, wrogich sobie frontach – blisko 3 miliony Polaków. Dla pół miliona naszych rodaków (!!!) była to wojna ostatnia – oddali w niej życie. Często, w przeciwstawnych zaborczych armiach – zabijali się nawzajem. Taka była cena nowej polskiej państwowości. Dzisiaj znowuż – 1 sierpnia, obchodzimy 70. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego (przystańcie o 17 na chwilę). Odbywają się patriotyczne przemowy, są medale, awanse i słowa powstańców, że mimo klęski odnieśliśmy zwycięstwo. Mało kto chce podjąć rzetelną rozmowę o fatalnych decyzjach ówczesnych dowódców unicestwiających polską stolicę, serce narodu.

    A proporcja polskiej ofiary w miejskich walkach z Niemcami przeraża. Powstanie trwało 63 dni. Jego efektem była śmierć 200 tysięcy mieszkańców cywilnych, plus 20 tysięcy walczących w powstaniu żołnierzy. Okupant, tuż przed metodycznym zburzeniem miasta, wygnał na poniewierkę 550 tysięcy jego mieszkańców.

    Zaś po stronie niemieckiej (raport generała von dem Bacha) zginęło 2 tysiące żołnierzy (!!!), 9 tysięcy zostało rannych. Zatem 1 unicestwiony Niemiec przypadał w tym narodowym zrywie na 220 zabitych Polaków!

    2 Młode Greczynki leczące (po przegranej wojnie domowej) rany w tajnym wojskowym szpitalu w Dziwnowie

     Młode Greczynki leczące (po przegranej wojnie domowej) rany w tajnym wojskowym szpitalu w Dziwnowie

    Takie szokujące proporcje ludzkich ofiar występują do dzisiaj w miejscach gdzie gniew gołych pięści ściera się z techniką, z nowoczesną bronią. W ciągu trzech zaledwie lipcowych tygodni walk pomiędzy palestyńskim Hamasem a Izraelem w okolicach Gazy zginęło 1400 Palestyńczyków (bardzo wiele kobiet i dzieci), 7 tysięcy zostało rannych. Straty izraelskie – 57 żołnierzy! To są okropne, niesprawiedliwe czasy dla świata, który bez końca zmaga się z konwulsjami ekonomicznymi (jako państwo zbankrutowała właśnie Argentyna), terroryzmem, echem etnicznych wojen, religijnych porachunków (te są najbardziej krwawe niestety).

    3 Najpiękniejsze kobiety Wschodniej Europy - młode lubiące wino Mistella oraz Lacrima Greczynki ze Zgorzelca - był gomułkowski rok 1969

    Najpiękniejsze kobiety Wschodniej Europy – młode lubiące wino Mistella oraz Lacrima Greczynki ze Zgorzelca – był gomułkowski rok 1969

    Przed laty, reżyser Andrzej Wajda, na wybranych filmowych obrazach, pokazywał nam, studentom łódzkiej filmówki, na czym, na ekranie, polega dramat ludzkiej śmierci. Wybrał fragmenty światowych filmów z ekstremalnymi scenami. Wybuchały bomby unicestwiające setki ludzi, karabiny maszynowe ścinały wiele ludzkich istnień, zamachowcy zabijali gromady niewinnych ludzi. A i tak największe wrażenie na naszej grupce studentów (takie było zamierzenie Wajdy) zrobiła kameralna scena z japońskiego filmu, w którym główny aktor, posługując się tylko kijem, nie mógł skutecznie uśmiercić filmowego przeciwnika. Obaj męczyli się bardzo. Udowadniali tą scena, że to nie wybuchem granatu, serią z automatu możemy skutecznie wstrząsnąć sumienie. Bardziej porusza beznadziejny etat Syzyfa, dramat jednego człowieka.

    4 Najwięksi hippiesi gomułkowsko-gierkowskiej Polski, zgorzeleccy Grecy, na schodach Powiatowego Domu Kultury

    Najwięksi hippiesi gomułkowsko-gierkowskiej Polski, zgorzeleccy Grecy, na schodach Powiatowego Domu Kultury (1974)

    Kilka dni temu, Julia „Mafalda” Łobodzińska, młoda i bardzo zdolna operatorka (oglądałem imponujące portfolio) i jej zawodowy partner z Los Angeles, w ramach festiwalu Era – Nowe Horyzonty, przeprowadziła ze mną półgodzinny wywiad. Rozmowę na temat współczesnego greckiego kina. Oraz na temat obecności Greków we Wrocławiu, w Polsce. Rzetelną wiedzę o greckim kinie zamknąłem na twórczości Theo Angelopoulosa, który tuż przed 80. (zimą 2012 roku) został w Pireusie zabity przez motocyklistę.  Angelopoulos celnie trafiał do mojego rozumu przedstawianiem pojedynczego człowieka walczącego z Systemem. A mnie przez całe niemal życie bardziej niż zwycięstwa tłumów (zajrzyjcie do prac Gustawa LeBona) zajmował człowiek w matni, wkopany w kąt, w sytuację bez wyjścia. Wówczas to dramat istnienia objawiał się najprawdziwiej.

    8 Autor felietonu z artystą i doktorem filozofii Iliasem Wrazasem, podczas egzorcyzmów (namawiałem go aby został ojcem chrzestnym mojego syna Radka)

    Autor felietonu z artystą i doktorem filozofii Iliasem Wrazasem, podczas egzorcyzmów (namawiałem go aby został ojcem chrzestnym mojego syna Radka)

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.

    To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • Smektała na weekend

    Bóg, honor, gęsina – Wolności przyczyna 

    Smektała na weekend 16 (1)

     Gdy piszę te słowa (w czwartek, przed południem) Wrocław przykryty jest kocem z rzednącej mgły. Z domowych głośników wypełzają na świat mądre piosenki mojego kumpla, Jana Kaczmarka, którego szósta rocznica odejścia mija dokładnie dzisiaj. Resztki mgły snują się jeszcze wokół wypadków przyległych do Święta Niepodległości. Wypadków, które jednym epizodem wstawiły Polskę do szeregu krajów niepotrafiących chronić cudzoziemskich ambasad. Taki przekaz poszedł w świat. Nie wspominano o ojcowskim niepodległościowym marszu prezydenta RP, o pojednawczych kotylionach i dzielnych jeźdźcach w strojach z epoki.

    W telewizorach świata pokazano palącą się budkę strażniczą ambasady Rosji (w której zresztą „urzędował” polski policjant). Wyglądało groźnie. W krajowej zaś, masowej prawie przepychance o to, kto jest winnym listopadowej zadymce, kto czynnie uczestniczył w sfałszowanej grze w dupniaka – padły setki porad dyżurnych gadających głów. Każdy był mądry, ale po szkodzie.

    Smektała na weekend 16 (2)

     Mnie najbardziej rozpierniczył, rozbroił, zdumiał – głupkowaty głos redaktora Polsatu, Jarosława Gugały. Gdy w TOK FM, radiu, które słucham permanentnie, we wtorkowej audycji „Poranek w TOK FM”, dyskutowano o roli kominiarek w bandytyzmie, inteligencją błysnął ów mentorski redaktor Gugała. Goście w studio proponowali, aby – w przyszłości – bandyci nie mogli tchórzliwie chować twarzy w kominiarkach. Lecz napotkali sprzeciw Gugały. To co napiszę teraz jest autentyczne. Redaktor Polsatu stwierdził, że jeśli bandyci będą siać zniszczenie bez czapek z maskującym otworem – to i policjanci, strzegący porządku oraz obywateli, też nie będą mogli używać nakryć z dziurą. Jak Boga kocham – dokładnie tak ten gościu powiedział. Daję Wam uroczyste słowo honoru – propozycję telewizyjnej stacji Polsat oglądałem w swoim życiu, przez minione lata, tylko jeden raz. Kiedy, na któreś święta, puszczali muzyczny film „The Blues Brothers”. I to wszystko co mogłem dla Polsatu zrobić. Radiowa bezmózgowa enuncjacja byłego polskiego ambasadora w Urugwaju (10 lat temu), wieloletniego redaktora Jarosława Gugały, utwierdził mnie, że miałem rację odpuszczając oglądanie audycji Polsatu.

    Smektała na weekend 16 (3)

    Nie chcę na siłę świecić przykładem, ale gdyby moi rodacy spędzili Święto Niepodległości podobnie jak ja – na pewno domowy mir nie doznałby uszczerbku.

    Wszyscy przekazywaliby sobie znak pokoju. Wspominaliby snadnie, jak się im odbijało, jak nie mogli zasnąć po tłustej gęsinie, daniu smacznym, patriotycznym, jedzonym na polecenie i sugestię prezydenta Bronisława Komorowskiego.

    Ja z ochotą posłuchałem wezwania naszego popularnego przywódcy. W wigilię, w przeddzień narodowego święta, nie bacząc na dyktat cukrzycy typu drugiego, wespół z innymi kulinarnymi recenzentami, niczym brunet wieczorową porą, udałem się do dawnej siedziby Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Czyli w podziemia Teatru Lalek, do restauracji Teatralna. Było to jedno z 40 kulinarnych miejsc w Polsce biorących udział w prezydenckim projekcie „Gęsina na świętego Marcina”.

    Smektała na weekend 16 (4)

    Ludzie! W obecności świętomarcińskiego młodego wina (coś na kształt beaujolais nouveau) zebranego z pól Srebrnej Góry – za sprawą szefa kuchni Szymona Łozowego – wywalono na stoły rozmaite gęsie potrawy. Osobiście, czule zagustowałem w „gęsich pipkach”. Ale carpaccio z gęsiej piersi, różowe tagiatelle, gęsia pierś faszerowana czerwoną kapustą – też długo nie czekały na konsumpcję. Boże! Jak ja, podczas tej degustacji, patriotycznie myślałem o naszym wybranym narodzie, o całej umiłowanej ojczyźnie. Jak żarliwie życzyłem Jej wszelkiej pomyślności. Przy tych gęsich pipkach przyrzekłem sobie (i naturalnie – naszej niebieskiej patronce), że w podzięce za te polskie tradycyjne dania (jednakże nie te, pozyskane po znajomości, z hodowli posła Gienka Kłopotka), już następnego dnia, czyli 11 Listopada, zrobię coś patriotycznego.

    Smektała na weekend 16 (5)

    I tak uczyniłem. Moja znajoma, prawdziwa Polka, chociaż z pochodzenia enerdowska Niemka, na zasromanych kolanach, okrytych grottgerowskimi czarnymi rajstopami 100 den, uplotła mi wieniec z leszczynowych witek. Zbieranych na polach powstańczych zrywów (patrzcie na zdjęcie). Do wieńca dokupiłem, w cukierni przy – nomen omen – Ruskiej, opatrzonego koroną sporego orła z piernika. Chociaż nie wiem dlaczego sprzedawano go jako: zapiekanego banana (spójrzcie na zdjęcie). I tak wyposażony ruszyłem na wrocławski rynek, pod fontannę, rozdając społeczeństwu, za darmo, moją krytyczną o latach stalinowskich powieść – „Chcica”. Z ostatnim egzemplarzem „Chcicy”, osobliwie, trafiłem na Jacka Wąsowicza, pięściarskiego mistrza, mojego starego kumpla, który największe sukcesy odnosił w Gwardii, w latach 70. Wówczas i ja nie opuszczałem żadnego meczu toczonego w neogotyckiej hali przy Krupniczej (przed wojną – niemiecka finansowa Nowa Giełda).

    Na walki braci Wąsowiczów się wówczas specjalnie chodziło. Jacek, to jeden z najciekawszych pięściarzy, jakich widziałem na polskich ringach. My, dziennikarze, oglądaliśmy te walki tuż pod ringiem. A z górnego balkonu, surowo patrzył na widzów pułkownik Błażejewski z SB, gnębiciel opozycji. Po latach politycznej transcendencji, na tamtym miejscu – wspólnie z Władkiem Frasyniukiem – siadywałem czasami, uwaga, także ja. A nawet wypiłem sportowego kielicha.

    Smektała na weekend 16 (6)

    Jacek, to dzisiaj gościu wciąż związany ze światem boksu, zajęty wychowaniem młodzieży. Dwukrotny mistrz Polski seniorów (dwukrotny wicemistrz), mistrz Europy drużyn gwardyjskich, reprezentant Polski na arenie międzynarodowej w latach 68-79. Ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji we Wrocławiu. Dzierżył posadę Prezesa Klubu Sportowego Gwardia Wrocław. Obecnie szef sekcji bokserskiej, gdzie stale prowadzi trening najmłodszych sportowców. Ale też jest, czym mnie w ten świąteczny dzień zaskoczył, podporą (rada fundacji) kulturalno oświatowego bytu „ASGARD”. Czyli wrocławskiej  fundacji, która wespół z Norwegami (pewnie przy ich finansowym wsparciu), chce wybudować w naszym mieście nowoczesne centrum innowacyjnej kultury.

    Smektała na weekend 16 (7)

    Już w domu przeczytałem w Internecie, że Centrum będzie miejscem promowania wartości poprzez sztukę. Będzie tyglem wielokulturowym i wielonarodowym. W centrum marki ASGARD, będzie szeroko rozumiana promocja kultury i sztuki, ale także wielokierunkowa, otwarta działalność edukacyjna i artystyczna. Dla nowoczesnego przekazu zaangażowana będzie współczesna, innowacyjna technika i technologia. W Centrum szczególnie mocno eksponowana będzie historia Polski i Królestwa Norwegii. Projekt popiera i aktywnie uczestniczy w jego realizacji partner strategiczny Fundacji – Narodowe Muzeum Norwegii (Norsk Folkemuseum), co jest gwarancją dostępu do dóbr kultury norweskiej, jak i dostępu do najlepszych norweskich technik ekspozycyjnych i skutecznych wzorców atrakcyjnej prezentacji treści artystycznych. Przelać na papier można wszystko. Ale sądzę, że ludzie firmujący ten projekt (prawie wszyscy moi znajomi – chociaż nie kumotrzy), mogą zapewnić temu przedsięwzięciu sukces, wspomóc imprezy Europejskiej Stolicy Kultury.

    Smektała na weekend 16 (8)

    Jest więc tam profesor Renata Jasińska-Nowak, dyrektor i menedżer Teatru ARKA, aktorka, reżyser, autorka scenariuszy, pedagog. Absolwentka Krakowskiej PWST, laureatka wielu prestiżowych nagród: Pierwsza nagroda na Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym w Zagrzebiu, Nagroda na Festiwalu Teatru Jednego Aktora w Toruniu, Nagroda Biennale Sztuki dla Dziecka w Poznaniu, Laureatka Nagrody Miasta Wrocławia, Nagroda specjalna Ministra Kultury i Sztuki za całokształt pracy artystycznej, nominacja w plebiscycie „Wpływowa Kobieta Dolnego Śląska 2012”, Złota Odznaka Honorowa – Zasłużony dla Województwa Dolnośląskiego 2013, Europejska Nagroda Obywatelska 2013 i jeszcze wiele innych.

    Jest Jarek Kurzawa, doradca i ekspert w zakresie działań związanych z digitalizacją i zdigitalizowaną informacją. Poseł na Sejm RP, wiceprzewodniczący Komisji Stosunków Gospodarczych z Zagranicą, członek Rady Programowej Telewizji Wrocław – przewodniczący w latach 2000-2008.

    Smektała na weekend 16 (9)

    Jest wreszcie Zbyszek Horbowy, z którym często, przez lata, współpracowałem przy festiwalach bluesowych i jazzowych. Profesor, artysta plastyk zajmujący się wzornictwem przemysłowym, szkłem unikatowym i użytkowym. W latach 1999-2005 rektor Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, dziekan 2 kadencji Wydziału Ceramiki i Szkła ASP we Wrocławiu. Prekursor i mentor w dziedzinie wzornictwa przemysłowego, wielki autorytet, uważany za czołowego polskiego projektanta szkła użytkowego, twórcę własnej szkoły wzorniczej. Nagrodzony przez Ministra Kultury i Sztuki oraz srebrnym i złotym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis.

    Wiem skądinąd, że sympatykiem tej idei jest kabareciarz – Staszek Szelc. Przy każdym tutaj przedstawionym artyście mógłbym laurkować w nieskończoność. Ale nie po to ich tutaj przywołałem. Chciałem pokazać, że zwroty: prawdziwy Polak, Bóg, honor, ojczyzna – nie muszą być przypisywane wyłącznie krzykaczom, kojarzyć się z Mołotowem. Wielkie hasła można realizować pozytywistycznie, dla dobra ogółu.

    Smektała na weekend 16 (10)

    A teraz będzie pointa. Gdy patriotyczna gęsina została już tylko wspomnieniem, gdy 12 listopada, w dziesiątą rocznicę pokonania Włochów przez Polskę (3:1), wyszedłem ze swojego spichlerza, by pojechać do rynku, zobaczyłem, że przystanek MPK tuż pod moim domem zdecydowanie zmienił swój wygląd.

    A to znaczy, że i we Wrocławiu mamy zamiejscową filię prawdziwych Polaków, tych spod rosyjskiej ambasady. Chociaż nie wiem, czy się z tego cieszyć. Bo z tego, że Polacy, pod krzykliwym dyktatorem Adamem Nawałką, wygrają dzisiaj na miejskim stadionie (który prawie widzę z tarasu) ze Słowacją, cieszę się jak najbardziej. Ot taka przedwieczorna podpucha. 

    Zdzisław Smektała         bbd@bbd.pl      Fotografie z archiwum autora 

    Copyright: www.wroclaw.pl

  • Smektała na weekend

    Tirana od rana – Wrocławiem skąpana 

    Smektała na weekend 15 (1)

     Prezentując dzisiejszy felieton, występuję w stroju o narodowych barwach Albanii (Shqipëria), czyli bardziej tak na czerwono. Mam bowiem pomysł, aby ten niewielki europejski kraj przytulić do kołnierza (do piersi) Wrocławia. Kombinuję mianowicie utworzenie w naszym mieście, uwaga, pierwszego w tej części Europy – Instytutu Kultury Albańskiej! We Wrocławiu, Mieście Spotkań, nieodległej Europejskiej Stolicy Kultury miejsce dla albańskiej kultury będzie na pewno postrzegane z ciekawością, myślę, że z uznaniem. Nie ma bowiem w Polsce agory, w której byłaby prezentowana kultura i sztuka tego blisko trzymilionowego narodu.

    Stolica górzystego kraju, Tirana, to miasto takiej wielkości jak Wrocław. Liczy plus minus 600 000 tysięcy mieszkańców. Kumplować się z Bredą, Wiesbaden (nasze aktualne partnerskie miasta) to sznyt spatynowanego, sytego mieszczaństwa, to bułka z masłem. Oswajanie postmodernistycznej w rozwoju, lekuchno dzikiej Tirany, portowego miasta Durres – to wyzwanie i cywilizacyjna misja. Tak myślę.

    Smektała na weekend 15 (2)

    Dlaczego wymyśliłem dla Wrocławia tę Albanię, oraz jej stolicę Tiranę?

    Po pierwsze, potomek poznaniaków, wychowałem się w Zgorzelcu wśród braci Greków. Wśród nich była pierwsza poważna bójka z Miciosem Dzawelasem, pierwsza szklana wina recina, pierwsze oliwki, mocno czosnkowane tzatziki (cacyki) i pierwsze półmurzyńskie usta licealistki Maricy. Także chrzestnym mojego syna Radka jest Grek, doktor filozofii Ilias „Lakis” Wrazas. Więc bałkańską muzykę, potrawy, zwyczaje – wchłaniałem od zasmarkanego  dzieciaka. Czuję się także – z charakteru – przyrodnim bratem Johna Belushiego (przedawkował w roku 1982), wywodzącego się z albańskiej wsi Oyteze, chicagowskiego showmana, połowy słynnego duetu Blues Brothers. Jestem nawet mocno do Belushiego podobny (szczególnie w filmie Spielberga „1941”), chociaż nie dam złego słowa powiedzieć o roztropności mojej mamy Tereski. Wreszcie lubię odkrywać wokół rzeczy zupełnie nowe. Tak jak – na przykład – zorganizowałem pierwszy na świecie Honda Jazz Festiwal, tak też chciałbym, w naszym niepowtarzalnym mieście, otworzyć pierwsze w tej części Europy miejsce z kulturą albańską. Za małe pieniądze, o czym będzie dalej.

    Smektała na weekend 15 (3)

    Etniczna nazwa Albanii to  Shqipëria, czyli Kraina Orłów – a przecież Polska też żyje w cieniu orła (białego). My obchodzimy narodowe święto w listopadzie, Albańczycy też w listopadzie, dwa tygodnie po nas. A i Wrocław ma w herbie część czarnego orła, zaś w sygnaturze WKS Śląsk jest on nawet cały. W Śląsku, czyli w klubie, w którym gra niedawno pozyskany Albańczyk z Tirany, Sebino Ptaku (rocznik 1985), dla którego Śląsk, to pierwszy cudzoziemski klub piłkarski, jeśli nie liczyć jednego, jedynego meczu rozegranego w barwach słabej norweskiej drużyny Ham Kam (Hamarkameratene). Obserwując jego dotychczasową grę w naszym klubie (okiem byłego wiceprezesa klubu kibiców Śląska), jestem przekonany, że nie będzie w drużynie wyłącznie chłopcem na posyłki (ma kontrakt do czerwca 2016). 

    Sam mówi tak: Jestem bardzo zadowolony, że trafiłem do Wrocławia. To dla mnie duży krok do przodu. Cieszę się na ponowną współpracę z trenerem Stanislavem Levym, który był już moim opiekunem w Albanii. A także na możliwość występów dla niesamowitych kibiców Śląska.

    Smektała na weekend 15 (4)

    Przypomnę, że Albania to bałkański kraj 12 razy mniejszy od Polski, którego ludność dochodzi do 3 milionów. Kraj położony pomiędzy Czarnogórą, Kosowem (Serbia), Macedonią, Grecją i Adriatykiem. Albania to w trzech czwartych góry, kraj z dostępem do Adriatyku i Morza Jońskiego. To kraj mercedesów (w szczególności model „beczka”) oraz tysięcy przybrzeżnych nadmorskich, niewielkich bunkrów, pozostałości po komunizmie, w których obywatele mieli chronić kraj przed kapitalistyczną nawałą. Dzisiaj są po wielokroć „sprzedawane” turystom. Wybudował je gościu o nazwisku Enver Hodża (Hoxha, 1908-1985), stalinowski kierownik tego pasterskiego kraju od zakończenia II wojny światowej do 1985. Na pół wieku odgrodził swoich obywateli od świata, pogonił z Albanii wszelkie religie, doprowadził państwo do gospodarczej i społecznej zapaści. Hodża miał słowiańskiego kumpla, naszego rodaka, Kazimierza Mijala (1910–2010). Kazimierz, szef kancelarii prezydenta Bolesława Bieruta, minister gospodarki u Józefa Cyrankiewicza, podpadnięty u Władysława Gomułki, zakochał się w naukach Mao Tse Tunga (Mao Zedong). W roku 1966, dzięki lewym papierom wyrobionym przez ambasadę Albanii, jako Servet Zedonga, uciekł do Tirany, skąd prze lata nadawał propagandowe audycje kierowane do polskich komunistów – maoistów. Musiał być wokół Tirany dobry klimat, świeże powietrze, bo towarzysz Kazimierz zakonserwował się na równe 100 lat życia.

    Smektała na weekend 15 (5)

    Ale te szare, nieciekawe lata minęły. Dzisiaj dla Polaków (Wrocławian) bardzo atrakcyjne będą albańskie krajobrazy, wciąż jeszcze dzikie plaże i biblijno-muzułmańskie kulinaria. Podobnie jak w sąsiedniej Grecji, oliwa z oliwek, baranina, słone sery – stanowią tam podstawę kuchni. Sztukę kulinarną Albańczycy rozwinęli doskonale. Owa baranina jest więc najczęściej wykorzystywanym w kuchni mięsem. Najpopularniejsza jest w formie pieczonej, powszechnie znana jako gyros. Innym popularnym daniem, przygotowywanym z mielonego podwójnie mięsa baraniego, wymieszanego z wołowym, są niewielkie kotleciki grilowane o nazwie gofte. Przygotowuje się je podobnie, jak polski kotlet mielony, tylko z dodatkiem ziół. Z kolei Fileta Qengji to luksusowy filet jagnięcy, najpierw marynowany w oliwie z oliwek, oregano, tymianku, czosnku, occie, miodzie i soku z cytryny, a następnie zapiekany z plastrem mozarelli.

    Smektała na weekend 15 (6)

    U nas jada się do dań mięsnych potrawy z ziemniaków, w Albanii podstawą jest chleb pita i pilaf. Pita znana również w Polsce w lokalach sprzedających kebaby czy shoarmę, a przypomina nieco podpłomyk, czyli niewiele grubszy od placka płaski chlebek z ciasta drożdżowego, nieprzyrumieniony, jak chleb, ale zupełnie biały. Ziemniaki również pojawiają się w kuchni albańskiej, ale nie gotowane z wody, a raczej pieczone. Zupełnie nie ma natomiast klusek! Musicie tego wszystkiego spróbować!

    Ale koniec z żarciem, o którym mógłbym napisać trzydzieści kolejnych Smektałyków na weekend. Teraz słów garstka o duchu, o albańskiej kulturze. Ujawniam snadnie, że jestem absolutnym fanem i wasalem  albańskiej radiostacji Tirana Jazz Radio! Przez ostatnie miesiące standardy nadawane przez TJR zajmują przestrzeń, w której przebywam wiele godzin dziennie. Czuję, jakbym osobiście redagował program tej stacji. Dużo dobrej muzyki, mało gadania. Wbijcie koniecznie (nie pożałujecie) do wyszukiwarki Google nazwę: Tirana Jazz Radio, a – podobnie jak ja – staniecie się jej niewolnikiem. Ja jestem. Lubię też kanał wyłącznie z muzyką islamską: Radio Udhezimi.

    Smektała na weekend 15 (7)

    Trzymilionowa Albania ma też utalentowanych pisarzy.

    To Ismail Kadare, pisarz nominowany do Nagrody Literackiej Europy Środkowej. Był nawet u nas, we Wrocławiu. A jego wydane przez Świat Książki dwie powieści „Grób Agamemnona” (2011) oraz „Droga Horodyska” (2013), nie były, pomimo upadku tubylczego czytelnictwa, gniotami przechowywanymi po kątach. Nie do końca ułożył się z ojczyzną, bo w 1990 roku wybrał azyl w Paryżu. Laureat nagrody Man Booker International oraz Nagrody Księcia Asturii. Kolejnym godnym polecenia pisarzem jest Fatos Lubonia (mój rocznik – 1951). Zbiór jego tekstów ukazał się w formie książki, wydanej przez Pogranicze w 2005 roku, z przedmową Konstantego Geberta. W latach 2002-2008, Lubonja czterokrotnie odwiedził nasz kraj. Uczestniczył w dwóch projektach, realizowanych przez Wydawnictwo Czarne: Nostalgia – o tęsknocie za komunizmem i Znikająca Europa. W roku 2008 wziął udział w IV edycji Festiwalu Opowiadania we Wrocławiu. Zaprezentował nam opowiadanie „Nieopublikowany wstęp”. Patronował w wydaniu w Albanii tomu esejów „O podróżach w czasie” Czesława Miłosza.

    Smektała na weekend 15 (9)

    Nie tylko ja jestem ochotnikiem do popularyzacji ciągle jeszcze nieodkrytej Albanii. Pisarz i podróżnik, Andrzej Stasiuk, uważa ten kraj za „podświadomość Europy”. Stary, o bardzo bogatej tradycji, który zachował wiele ze swojej przeszłości.

    My, Słowianie szaleliśmy w lasach, na drzewach. A Albańczycy tymczasem militarnie szachowali Rzymian – powiada Stasiuk. Albania ma seksapil, dodaje. Zaleca ciekawe, złożone i trudne związki z tamtą cywilizacją. Albania to kraj usiany bunkrami, dodaje pisarz, świadczącymi o traumatycznej przeszłości. Ale mieszkańcom kraju udało się zrobić z nich swój znak rozpoznawczy. Oswoili je, sprzedają pamiątki w kształcie bunkrów – opowiada pisarz, który gościł w Albanii kilkanaście razy.

    Smektała na weekend 15 (8)

    Czytaliście dotąd o regionalnej kuchni, o literackim intelekcie, skonkretyzujmy pojawienie się w „Smektale na weekend” rozwojowego państwa Albania.

    Jak zapewne wiecie, moje propozycje ubarwiania naszego Wrocławia nigdy nie są otoczone finansowymi żądaniami. Taki – powtarzam raz jeszcze – pierwszy w tej części Europy ośrodek prezentacji kultury albańskiej moglibyśmy urządzić na wrocławskim rynku, w kamienicy o numerze 4, gdzie mam galerię (czyli lokal w wyśmienitym miejscu byłby za darmochę). Jestem już po dobrych rozmowach z ambasadą tego bałkańskiego kraju. Moglibyśmy pokazywać w galerii albańską grafikę, malarstwo, wyroby rękodzieła, płyty z oryginalnymi nagraniami, tamtejszą odzież, organizować koncerty muzyczne, kulinarne pokazy.

    Smektała na weekend 15 (10)

    Wreszcie, mieć miejsce z którego do muzułmańskiego, rozwijającego się kraju wysyłalibyśmy z Wrocławia wielu polskich turystów, wczasowiczów, wędrowców.

    Gdyby jeszcze prezydent Rafał Dutkiewicz, zechciał – z byłym ministrem spraw zagranicznych, obecnie merem Tirany, 39 letnim Lulzimem Bashą – podpisać umowę o partnerskich miastach byłoby ekstra. Podrzućcie jeszcze kilka pomysłów na ten międzypaństwowy dil. A będziemy mieli w mieście, obok dzielnicy Czterech Wyznań, miejsce Piąte – też żywiołowe, pulsujące, do oswojenia.

    Nie zmarnujmy tego. 

    Zdzisław Smektała     bbd@bbd.pl      Fotografie z archiwum autora

    Copyright: www.wroclaw.pl 

  • Smecta 99 – Smektała na weekend (7) IKEA – to nie Megiera

     Smecta 99 – Smektała na weekend (7) IKEA – to nie Megiera

    Na weekend fota numer  (1)

    Piątek, trzynastego, wcale nie musi być bebechowaty, podbity czarnym kotem, kominiarzem i zakonnicą. Dlatego dzisiaj, 13 września 2013, przedstawiam – Wysokiej Czytelniczej Komisji Kwalifikacyjnej – trzeci pomysł na rozsławienie (za małe pieniądze) w Europie i na świecie – naszego miasta. W gildii ESK. Zaczynamy! 

    Wiecie, co oznaczają tak trudne do wymówienia słowa:

    Ingvar Kamprad Elmtaryd Agunnaryd?

    Tak, zgadliście, doskonała orientacja! To właśnie IKEA.

    Szwedzka firma, która mocno rozwija się w Polsce, wkracza do coraz większej ilości krajów. Saga Nieziemskiego Sukcesu ma początek w roku 1926, w Smålandii, w południowej Szwecji. Tam właśnie urodził się założyciel firmy, Ingvar Kamprad. Było to na farmie Elmtaryd, w pobliżu małej wioski Agunnaryd. Macie więc, już łacno rozszyfrowaną nazwę firmy. W czasie trwania ESK, Ingvar będzie miał więc 90 lat!  INGVAR KAMPRAD, IKEAS GRUNDARE - FOTO: MAGNUS GOTANDER      ---------   Ingvar Kamprad, founder and chief executive, Swedish furniture retail chain IKEA.      ALL OVER PRESS 

    Ingvar Kamprad – człowiek z właściwościami

    W Polsce, w Warszawie, IKEA pojawiła się w roku 1986. Wówczas założono Biuro Reprezentacji Handlowej. Czyli znów, w dniach celebracji Europejskiej Stolicy Kultury będzie obchodzić swoje, w naszym kraju,  trzydziestolecie! Z tym, że pierwsze biznesy firmy z Polską zaczęły się wcześniej, już w roku 1961. Ingvar Kamprad, w tymże 1961 roku, złożył fabryce meblowej w Radomsku odręcznie napisane zamówienie na mebel, co zostało przyjęte z radością. Za dolary wyprodukowano w socjalizmie gięte, półbiurowe krzesełka. Potem gospodarcze zamówienia pana Kamprada rozlewały się po całym kraju. Nawet mój kumpel z Trzebnicy – swego czasu – produkował dla IKEA, w tamtejszym trzebnickim POMie, stoliki pod komputery. Pierwszy firmowy „salon” IKEA otwarto na warszawskim Ursynowie (1992). Ja zaś miałem przypadłość i przyjemność być moderatorem przy otwarciu pierwszej IKEA we Wrocławiu. Wspólnie z arcybiskupem Gocłowskim, otwierałem też salon IKEA w Gdańsku. Na weekend fota numer  (3) 

    Pierwsza polska IKEA, Warszawa – jest rok 1992

    Wiecie więc, kto to jest Ingvar Kamprad? Wiecie, doskonale. To najbogatszy człowiek świata. Nie jest nim  Bill Gates – napisali w szwedzkim tygodniku „Veckans Affarer”, gdzie oszacowano majątek Kamprada na 53 miliardy dolarów (dochody całej  Polski w 2013 roku, to około 100 miliardów dolarów). Firma prowadzi na świecie 400 salonów w 50 krajach – w których pracuje 150 tysięcy ludzi (w większości zadowolonych). W naszym kraju jest marketów o nazwie IKEA bodaj dziesięć.

    A hangar największy, usytuowany jest w dynamicznym Wrocławiu! Ma trzy piętra, restaurację na 600 miejsc (poprzednia miała 200) i  pojemny parking na 1500 samochodów! Gigant. Idealny do różnistych działań. 

    Ingvar Kamprad ma wprawdzie trochę za paznokciami, bowiem 17-latkiem będąc, palił – choć się nie zaciągał – hasła narodowych socjalistów (Nysvenska Rörelsen). Wielokrotnie za to wszystkich przepraszał. Co zostało przyjęte ze zrozumieniem, wszak biznes to biznes. W Polsce honorowany jest znacznie – sam też kocha Polaków. Zarzucali mu nawet, że z powodu tej miłości i pobytów w naszym kraju wpadł w alkoholizm. Ale wiadomo, co mogą nagadać złośliwcy. W każdym razie, w biznesie jest tak dobrze, że polskie meble produkowane dla IKEA zagrażają, w ilości i jakości – chińskim, a to już wielka sprawa.

    Na weekend fota numer  (4)

    Dlaczego rozpisałem się o Szwedach, o firmie IKEA, bogactwie jej spleenowego właściciela? Ta bowiem światowa korporacja może się stać symbolem zawodów, jakie możemy z powodzeniem, we Wrocławiu zorganizować. Może zostać Medyceuszem, mecenasem międzynarodowej imprezy, w której rywalizacja sportowa warkoczem splecie się z wysoką kulturą. 

    Myślę mianowicie o tym, aby Wrocław – wspólnie z korporacją IKEA – zorganizował (po raz pierwszy na świecie) Mistrzostwa Europy w Wyścigu Wózków Dostawczych IKEA. Ten wrocławski, największy w Polsce firmowy salon, zobowiązuje do tworzenia bytów ponadstandardowych. Podczas trwania ESK – oprócz karmienia ducha słowami Emanuela Swedenborga – niezbędne będą silne rywalizacyjne emocje. A pierwsze Mistrzostwa Europy w Wyścigu Wózków Dostawczych IKEA na pewno je dostarczą. Przypomnę: firma Kamprada działa w 50 krajach. Potencjalnych zawodników do wypruwania żył dla pracodawcy jest 150 tysięcy z 400 wielkich hangarów. To po prostu bogactwo, to wielki wybór przyszłych mistrzów.

    Na weekend fota numer  (5)

     

     

     

     

     

     

     

     A gdy rzecz cała się uda (dlaczego by się miała nie udać), jest już prosta droga do organizacji mistrzostw świata, czyli udziału w naszej wrocławskiej olimpiadzie sportów nieolimpijskich (nawet jako impreza towarzysząca). Byłyby to bardzo widowiskowe i tanie mistrzostwa. Widzę to tak. Prezydent Dutkiewicz kontaktuje się z miliarderem. Ingvar Kamprad (jego ludzie) wydaje decyzję, aby z własnym sprzętem (czyli z wózkami) stawili się we Wrocławiu. Catering zapewnią firmowe restauracje IKEA, nasze miasto zaś noclegi oraz całą technikę, social. Widzowie i kibice też nie będą narzekać, w restauracjach firmy przygotowano tysiące posiłków, napoje orzeźwiające, szwedzkie piwo z modną w Skandynawii brusznicą (żurawiną). Na weekend fota numer  (6) 

    Zajmijmy się teraz towarzyszącą mistrzostwom kulturą. Bez trudu wygrywamy marketingowo nieodległą we Wrocławiu obecność szwedzkiego króla Karola XVI Gustawa. Prosimy monarchę o rolę Patrona nad festiwalowym spotkaniem polskiego i szwedzkiego jazzu. Częste koligacje muzyków obu krajów stanowią ogromne kulturotwórcze osiągnięcie. Krzysztof „Komeda” Trzciński, Tomasz Stańko, Leszek Możdżer tysiąckrotnie grali w polsko-szwedzkich składach. Niejeden wspólny album jest ozdobą kolekcji fanów jazzu. Zaś gitarzysta Terie Rypdal, niesamowita wokalistka Silje Nergaard, byliby ozdobą widowiska kończącego pierwsze w świecie takie mistrzostwa.

    Na weekend fota numer  (7)

     A słynne na cały glob szwedzkie firmy: ASSEA, ELKAB, Vattenfall, Preem, Ytong, Kaapahl i inne – na pewno wsparłyby taki europejski zjazd operatorów „wyczynowych” metalowych wózków. Trasa, to też do ustalenia pestka.

    Start oczywiście w Rynku, półmetek na mieszczącym 1500 samochodów parkingu nowej IKEA. Wreszcie finał na powrót w Rynku, gdzie dotrą mocno już przetrzebione trzyosobowe załogi (zmiany przy „kierownicy” wózka). To będzie wyścig podparty licznymi brawami kibiców rozstawionych na całej trasie, na której oczywiście będą szwedzkie bufety żywieniowe. To może być medialne wydarzenie, godne mszy firmowanej przez wybitnego szwedzkiego filharmonika Oli Rudnera. Zorganizowane w kościele pod wezwaniem Świętej Elżbiety. Albo koncertu Tomasza Stańki na Partynicach, wśród koni, wiatru, jazzu i high life’u! Na weekend fota numer  (8) 

    Ingvar Kamprad, pijarowcy oraz marketingowcy IKEA – jeszcze o moim pomyśle nie wiedzą. Lepiej będzie, gdy im to zaproponuje prezydent miasta Wrocławia.

    W końcu maksyma szwedzkiej firmy to: Ty tu rządzisz! Ja natomiast, jestem przekonany, że pierwsze na świecie Mistrzostwa Europy w Wyścigach Wózków Dostawczych IKEA mocniej połączą tę firmę z naszym miastem. Mistrzostwa powinny wejść w coroczny nawyk, coroczne święto mięśni i muzyki.

    Wówczas nasze miasto Wrocław, za zupełną darmochę, trafi do czołówek najważniejszych stacji telewizyjnych globu. Nikt nie przepuści newsa, w którym umorusani serwisanci klęczą przed dostawczym, metalowym, oblepionym reklamami wózkiem. Ot, i cała historia. 

    Zdzisław Smektała      bbd@bbd.pl   Fotografie z archiwum Autora 

    Copyright : www.wroclaw.pl

    Zobaczcie filmik IKEA Blues, z… wózkiem w głównej roli.

    http://youtu.be/SIzNt-A-v58

  • Smecta 73 – Lebiego, czytaj Chomsky’ego!

    Słowo na niedziele. Dla tych, co to nie byli w Kościele.

    Siostry i Bracia! 

    Dzisiejsze kazanie będzie odrobinę dłuższe, ale i sprawa jest dla narodu ważna.

    Rozpocznę od jawnej spowiedzi. Do wyborów wprawdzie jeszcze 33 rzuty beretem, ale w Polandii się wyraźnie kitwasi. Coraz więcej święconej wody – coraz mniej zwykłego mydła. Niestety, nie mam już politycznych idoli. Rozmienili się na drobne. Pozostał mi Mikołaj Gogol i jego myśl: Jeden jest tam porządny człowiek – prokurator, ale i ten prawdę mówiąc – świnia. Chociaż i sam Gogol wpisany do wyszukiwarki wyskakuje jako… Google. Biblijny koniec świata? 

    Smecta 73 Lebiego czytaj Chomskiego (9)

    Moi żelaźni dotąd kandydaci w odwrocie. Zaradny baron Muenchhausen, który się sam za włosy wyciągał z błota (czytaj z opresji) – to skubany Niemiec od Merkel, więc lipa, zaprzaństwo. Z kolei Apacz Winnetou  – okazuje się – postać fikcyjna. Prawdopodobnie też Niemiec – adoptowany przez wodza Inczuczunę. Narodowosocjalistyczny bojownik, wymyślony w kryminale przez podejrzane indywiduum Karola Maya. Pierwowzór osobowościowy Karola Marksa.

    O innych moich bohaterach – takich jak radziecki Harry Potter – czyli Pawka Korczagin, albo Janek Krasicki – też nie wspominam, jak u Gogola okazali się szujami. 

    Smecta 73 Lebiego czytaj Chomskiego (10)

    Został mi więc tylko pracownik fizyczny, historyk, premier – Donald Tusk. Poznałem go, gdy w politycznym pacholęctwie przyjeżdżał do Wrocławia – wspierać trzech serdecznych kumpli, miejscowych liderów Kongresu Liberalno Demokratycznego. Podnosił na duchu Grzegorza Schetynę, Jacka Protasiewicza oraz Zenona Michalaka. Dzisiaj Tuskowi nieustannie spada popularność, Schetyna wewnątrzpartyjnie występuje przeciwko Protasiewiczowi. A Zenon Michalak szuka swojego miejsca w biznesie (był dawniej na 72 miejscu listy „Wprost” najbogatszych Polaków) i chce zapomnieć o kryminale, w którym czasowo przebywał. 

    Obecnie nastąpi to wyznanie z początku felietonu. Czuję po kościach, że z braku nawet nędznej – dla mnie – propozycji politycznej, znów do urny (durny, kto chodzi do urny?) wrzucę kartkę z nazwiskiem aktualnego premiera. Chociażby dlatego, że ma coś wspólnego z Indianinem Winnetou oraz z Niemcami (nie myślę w tym przypadku o dziadku Tuska). Jego najwyższe w życiu odznaczenie, to indiański Krzyż Wielki Orderu Słońca Peru. A drugi pod względem ważności zaszczyt – to Nagroda Karola Wielkiego (wręczała Angela Merkel) przeznaczona dla „patrioty i wielkiego Europejczyka jednoczącego Stary Kontynent”. Brawo! 

    A wreszcie uznaję go za polityka przewidywalnego. Po sześciu latach rządzenia poznałem bowiem tajemnicę jego władzy. 

    Smecta 73 Lebiego czytaj Chomskiego (5)

    Teraz i Wam to zdradzę! Lecz, Boże, nie przekazujcie mych myśli dalej. Może wybuchnąć afera! 

    Kierujący naszą ojczyzną premier Donald Tusk – w ostatnich latach – niewątpliwie korzysta z dekalogu Avrama Noama Chomsky’ ego (1928). Urodzonego w Filadelfii amerykańskiego profesora, filozofa, lingwisty, pochodzenia żydowskiego syna Ukraińca i Białorusinki (przestałbym dalej naigrywać się z tych narodów).

    Przedstawiam tę inżynierię – rządzenia masami – bez obstrukcji. Nie musicie wszystkiego czytać duszkiem. Konstatujcie ważne zdania Chomsy’ego na raty, jak w NBP. A spostrzeżecie, że obecna władza – to rządy PO plus  elektryczność (można dodać ciepłą wodę w kranie). Niby skomplikowane – a takie proste! Uważnej lektury! 

    Dekalog zilustrowałem zdjęciami Andrzeja Walkusza, mojego kumpla, świetnego fotografika pochodzącego a Wrocławia (obecnie mieszka w kraju Karola Maya). Smakujcie! 

    Chomsky

    Noam Chomsky

     1. ODWRÓĆ UWAGĘ

    Kluczowym elementem kontroli społeczeństwa jest strategia polegająca na odwróceniu uwagi publicznej od istotnych spraw i zmian dokonywanych przez polityczne i ekonomiczne elity, poprzez technikę ciągłego rozpraszania uwagi i nagromadzenia nieistotnych informacji. Strategia odwrócenia uwagi jest również niezbędna aby zapobiec zainteresowaniu społeczeństwa podstawową wiedzą z zakresu nauki, ekonomii, psychologii, neurobiologii i cybernetyki. „Opinia publiczna odwrócona od realnych problemów społecznych, zniewolona przez nieważne sprawy. Spraw, by społeczeństwo było zajęte, zajęte, zajęte, bez czasu na myślenie, wciąż na roli ze zwierzętami.

    Smecta 73 Lebiego czytaj Chomskiego (4)

    2. STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE

    Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.

    Smecta 73 Lebiego czytaj Chomskiego (2)

    3. STOPNIUJ ZMIANY

    Akceptacja aż do nieakceptowalnego poziomu. Przesuwaj granicę stopniowo, krok po kroku, przez kolejne lata. W ten sposób przeforsowano radykalnie nowe warunki społeczno-ekonomiczne (neoliberalizm) w latach 1980 i 1990: minimum świadczeń, prywatyzacja, niepewność jutra, elastyczność, masowe bezrobocie, poziom płac, brak gwarancji godnego zarobku – zmiany, które wprowadzone naraz wywołałyby rewolucję.

    Smecta 73 Lebiego czytaj Chomskiego (7)

    4. ODWLEKAJ ZMIANY

    Kolejny sposób na wywołanie akceptacji niemile widzianej zmiany to przedstawienie jej jako „bolesnej konieczności” i otrzymanie przyzwolenia społeczeństwa na wprowadzenie jej w życie w przyszłości. Łatwiej zaakceptować przyszłe poświęcenie, niż poddać się mu z miejsca. Do tego społeczeństwo, masy, mają zawsze naiwną tendencję do zakładania, że „wszystko będzie dobrze” i że być może uda się uniknąć poświęcenia. Taka strategia daje społeczeństwu więcej czasu na oswojenie się ze świadomością zmiany, a także na akceptację tej zmiany w atmosferze rezygnacji, kiedy przyjdzie czas.

    Smecta 73 Lebiego czytaj Chomskiego (11)

    5. MÓW DO SPOŁECZEŃSTWA JAK DO MAŁEGO DZIECKA

    Większość treści skierowanych do opinii publicznej wykorzystuje sposób wysławiania się, argumentowania czy wręcz tonu protekcjonalnego, jakiego używa się przemawiając do dzieci lub umysłowo chorych. Im bardziej usiłuje się zamglić obraz swojemu rozmówcy, tym chętniej sięga się po taki ton. Dlaczego? „Jeśli będziesz mówić do osoby tak, jakby miała ona 12 lat, to wtedy, z powodu sugestii, osoba ta prawdopodobnie odpowie lub zareaguje bezkrytycznie, tak jakby rzeczywiście miała 12 lub mniej lat”.

    Smecta 73 Lebiego czytaj Chomskiego (1)

    6. SKUP SIĘ NA EMOCJACH, NIE NA REFLEKSJI

    Wykorzystywanie aspektu emocjonalnego to klasyczna technika mająca na celu obejście racjonalnej analizy i zdrowego rozsądku jednostki. Co więcej, użycie mowy nacechowanej emocjonalnie otwiera drzwi do podświadomego zaszczepienia danych idei, pragnień, lęków i niepokojów, impulsów i wywołania określonych zachowań.

    Smecta 73 Lebiego czytaj Chomskiego (6)

    7. UTRZYMAJ SPOŁECZEŃSTWO W IGNORANCJI I PRZECIĘTNOŚCI

    Spraw, aby społeczeństwo było niezdolne do zrozumienia technik oraz metod kontroli i zniewolenia. „Edukacja oferowana niższym klasom musi być na tyle uboga i przeciętna na ile to możliwe, aby przepaść ignorancji pomiędzy niższymi a wyższymi klasami była dla niższych klas niezrozumiała.

    Smecta 73 Lebiego czytaj Chomskiego (12)

    8. UTWIERDŹ SPOŁECZEŃSTWO W PRZEKONANIU, ŻE DOBRZE JEST BYĆ PRZECIĘTNYM

    Spraw, aby społeczeństwo uwierzyło, że to „cool” być głupim, wulgarnym i niewykształconym.

    Smecta 73 Lebiego czytaj Chomskiego (3)

    9. ZAMIEŃ BUNT NA POCZUCIE WINY

    Pozwól, aby jednostki uwierzyły, że są jedynymi winnymi swoich niepowodzeń, a to przez niedostatek inteligencji, zdolności, starań. Tak więc, zamiast buntować się przeciwko systemowi ekonomicznemu, jednostka będzie żyła w poczuciu dewaluacji własnej wartości, winy, co prowadzi do depresji, a ta do zahamowania działań. A bez działań nie ma rewolucji!

    Smecta 73 Lebiego czytaj Chomskiego (8)

    10. POZNAJ LUDZI LEPIEJ NIŻ ONI SAMYCH SIEBIE

    Przez ostatnich 50 lat szybki postęp w nauce wygenerował rosnącą przepaść pomiędzy wiedzą dostępną szerokim masom a tą zarezerwowaną dla wąskich elit. Dzięki biologii, neurobiologii i psychologii stosowanej „system” osiągnął zaawansowaną wiedzę na temat istnień ludzkich, zarówno fizyczną jak i psychologiczną. Obecnie system zna lepiej jednostkę niż ona sama siebie. Oznacza to, że w większości przypadków ma on większą kontrolę nad jednostkami, niż jednostki nad sobą.

    źródło: Noam Chomsky – „Silent Weapons for Quiet War”

     

  • Smecta 48 – Masio Łakatosz opowiada o swojej nacji w Zgorzelcu (działo się w 1969)

    Cykl obrazków z mojego autorskiego tomu „Jazz Baba Riba”. Opublikowanego we Wrocławiu jakiś czas temu (nakład 5 tysięcy!). Z przedmową Tadeusza Nalepy (Breakout) i Tadka prywatnymi zdjęciami. Z ilustracjami Johna Lennona (The Beatles). Także z ilustracjami Andrzeja Mleczki (Kraków Motown).

    „Książka jest upoetyzowanym fotograficznym zapisem stanów duchowych nastolatków żyjących na przełomie lat 60 i 70. Mały realizm miesza się tutaj z marzeniami o wolnym świecie wypełnionym muzyką rokową, seksem, wielkim szmalem, zachodnią cywilizacją. Buty beatlesówki, adaptery Bambino, pocztówkowe płyty, wina patykiem pisane (bełty, bałagany, alpagi), włoskie ortaliony, kurtki szwedki, klej butapren oraz Tri (służące nastolatkom do wąchania) i gitarowe wzmacniacze to nieodłączny element scenografii tych gomułkowskich, biednych czasów. Naznaczonych jednakowoż pokoleniową wspólnotą” – napisał kumaty krytyk.

    Wierszotekst Dwudziesty i Drugi

    smecta (2)

    Smecta 48 – Masio Łakatosz opowiada o swojej nacji w Zgorzelcu (działo się w 1969)

    Trzymali nas, oszuści, w opuszczonym poniemieckim budynku

    Nad kapryśnym brzegiem zamulonej Nysy Łużyckiej

    Tam, w piwnicy, gdzie wyro miał Masio Łakatosz

    Mieszkały także, szczwane nad wyraz szczury

    smecta (5)

     

     

     

     

     

     

     

    Podczas biało – czerwonych państwowych uroczystości

    Przychodzili mundurowi strażnicy publicznego porządku

    Wpychali nas do piwnicy, zamykali bramę na solidną kłódkę

    „Byście brudni, obszarpani, nie szwendali się przypadkiem

    Pośród dziarsko maszerujących szczęśliwych ludzi

    W czystych schludnych ubraniach oraz białych bluzkach”

    smecta (6)

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Tylko zamulona Nysa Łużycka, nawet w niepogodę, wtedy

    Gdy doprowadzona do wściekłości, występowała z brzegów

    Nie omijała szerokim łukiem, z daleka, cygańskiej oazy

    Wyrozumiale pchała wodę przez liche, pogardzane

    Także przecież polskie – domostwa

    http://youtu.be/Qtu9wG15C9A

  • Smecta 45 – Pusta już flacha Janka Himilsbacha

    Słowo na niedzielę, dla tych, co to nie byli w kościele.

    Siostry i Bracia! 

    Dzisiejszą mowę wiązaną poświęcę grzesznikowi. Ale takiemu, który świętszy był (niestety był) od milionów naszych rodaków modlących się pod figurą. Myślę, że mógłby bez trudu trafić na Ołtarze Ludzkich Turbulencji, bo relikwie po tym człowieku do dzisiaj krążą po kraju, przybywa ich nawet. 

    Myślę o błogosławionym przez wielu Janku Himilsbachu (1931 – 1988), z którym obfitość razy, w zastępstwie Kolberga, podróżowaliśmy po Ojczyźnie. Spotykając się z rodakami w podobie autorskich literackich spotkań.

    Wspominam niedzielnie Pana Janka, bowiem od kilkunastu dni pojawił się w księgarniach premierowo tom o Himilsbachu. „Rejs na krzywy ryj…”.

     P1110140

    Jedna z moich książek, przed laty wydanych, nosiła podobny tytuł „Krzywe ryło” (okładkę ilustrował Andrzej Czeczot). Ale nie jest to jedyna paralela łącząca mnie z warszawskim kamieniarzem, pisarzem, salonowym troglodytą.  

    Autorka premierowej książki to Anna Poppek (1961). Więc nie telewizyjna dziennikarka Anna Popek (1968), która wczoraj, w Ciechocinku, w trakcie telewizyjnej muzycznej fety Cyganów, dostała ich obywatelstwo. Podczas tego koncertu wystąpił też wokalista Tobi King Szmidt, członek słynnego cygańskiego rodu, której głową jest Don Vasyl.

    Przywołuję go tutaj z racji podobieństwa. Wczoraj właśnie, w domowym archiwum, szukałem zdjęć z Jankiem. I trafiłem na familijną fotografię, z cyklu Święta Rodzina. Naprawdę nie wiem, jak moja żona Basia, mogła – zanim się rozwiedliśmy – wytrzymać ponad 20. lat z takim jak ja zasłoninowanym typem. Czysty Tobi King Szmit! Zapasiony bardziej niż John Belushi.

     Smecta 45 (6)

    Piękna i Bestia – Czyli przetłuszczony Rabelais i jego cierpliwa rodzina.

    Ale wracajmy do Himilsbacha. O fabularyzowanej przez Annę Poppek historii Janka napisali: że autorka podjęła się zadania niezwykłego, no bo jak napisać biografię everymana, który za każdym razem, gdy rozmawiał z dziennikarzami, podawał inną wersję swego życiorysu. I tych meandrujących życiorysów zrobiło się ponad 400.

    A wszystko niejasne i niepewne. Ot choćby: Kiedy urodził się Himilsbach? Nawet odpowiedź na to najprostsze pytanie obarczona jest wariactwem.  No bo Himilsbach urodził się 31 listopada, a przecież jak wiadomo listopad ma tylko 30 dni. A ten 31 jest nawet wpisany na jego świadectwie chrztu. Chyba wszyscy byli pijani, łącznie z księdzem dobrodziejem. Jan Himilsbach – postać kultowa, pisarz, poeta, aktor, a z zawodu kamieniarz. I to kamieniarz, który na pytanie egzaltowanej dziennikarki, który rodzaj swojej twórczości ceni najbardziej – odpowiedział: – Oczywiście, kamieniarską! A z jakiego powodu – pyta dociekliwa dziennikarka? Bo moją twórczością kamieniarską nikt sobie przynajmniej dupy nie podetrze!

    Smecta 45 (4)

    Janek Himilsbach na kolanach Wyzyskiwacza

    Coś w tym jest, Janek licencjonował pawie (nie idzie o puszczanie „pawia”) kolory,  jakich łaknął socrealizm przebrzmiałej epoki. Nie ma już spraw, które w tamtych latach łączyły Polaków. Nie ma już Zdzisława Maklakiewicza – mitycznego ironisty, gawędziarza i aranżera prześmiewczych sytuacji – często w duecie z Janem Himilsbachem. Nie ma już Polski tamtych lat. Polski małej stabilizacji, szarości, pierogów ruskich i leniwych, czerwonej oranżady i opluwającego się Władysława Gomułki. Nie ma tamtej dobrotliwości, sympatii w relacjach między – tak zwanymi – zwykłymi ludźmi. Tego nie da się już odtworzyć.

    http://youtu.be/pj3rGJgh_94

    Oto sfilmowany (prawie HD) dowód, że Janek Himilsbach pchał mi się do łóżka.

    A przede wszystkim nie ma Himilsbacha z którym podróżowałem po kraju w charakterze redaktora. Przeprowadzającego z Jankiem niby prasowe wywiady na oczach zagęszczonej publiczności. Zgromadzonej w wiejskich klubach, empikach i domach kultury. To naprawdę były sceny prosto z „Rejsu”, klimaty z rzecznego statku pływającego dryfem po socjalistycznej Polandii.

    Z zasobów owego PRL jest też „donos” jaki Janek Himilsbach złożył na mnie w jednym z prasowych wywiadów. Ale nie żywiłem najmniejszej pretensji. Odwrotnie – dumny byłem, że Basica (tak Janek mówił na niezawodną opiekuńczą żonę ) dostawała kasę za te Jankowe spotkania autorskie.

    Smecta 45 (5)

    Janek, Redaktor, Muza, a na niewidocznym stoliku setka oraz Meduza

    „Jeżdżę teraz ze Zdziśkiem Smektałą po Dolnym Śląsku. Bazę mamy we Wrocławiu, a on organizuje nam autorskie spotkania. Ale to dzierżymorda jakich mało. Dlatego nie śmierdzę groszem. Zamiast honorarium dostaję tylko klucz do hotelowego pokoju w Monopolu (w którym spał Adolf Hitler) i pełną michę. Należne mi honoraria kisi w karmanie. I gdy po robocie lecę wreszcie do domu – z Wrocławia do Warszawy – daje mi kasę dopiero na schodkach do samolotu. Lecz nie ma z niej żadnego pożytku. Na Okęciu czeka już na mnie Basica. Zabiera wszystko – co do grosza. Zdzichu nie daje mi też na rozgrzewkę choćby marnego stakana gorzały. Ale z tym z tym akurat daję sobie radę bez jego łachy. Cała Polska chce się wszak ze mną napić. I tak z Kolbergiem krążymy od miasta do miasta. Od Empiku do Klubu Rolnika. Piszę teraz scenariusz, w którym Zdzichu zagra główną rolę. Razem ze Zbyszkiem Buczkowskim. To będzie piękny film o zmarnowanym życiu. Taki polski Grek Zorba – z udziałem Greków oczywiście. Zdzichu zagra rolę pisarza. Pisze charakterne teksty. Jeżeli się nie wykolei, nie złamie jak chłopski scyzoryk albo zbyt mocno nie przyssie do żłobu z gorzałą, mogą być z niego ludzie. Poważnie.”

     Smecta 45 (7)

    Kilka lat temu  jeden z moich tekstów o Janku zatytułowałem:  „ Pieniądz Zbrukał Lilię Cnoty”. Wydawało mi się, że dobrze charakteryzował himilbachowe jestestwo, sam bowiem mówił. Przede wszystkim jestem śmierdzącym leniem. Muszę tyrać na chleb, więc imam się różnych zajęć. Są ludzie, którzy nigdy nie pracowali – znam wielu takich – ale za to mają bogate mamusie, bogatych, świetnie ustawionych tatusiów albo bogate kochanki, kochanków. W życiu nie ma nic za darmo… Dla chcącego – nie ma nic… Te wszystkie zawody, które wykonuję, to ciężka praca fizyczna. Każda praca pozornie umysłowa wykańcza człowieka fizycznie i psychicznie. I to się widzi na co dzień…”

    Janek to golem pełen sprzeczności. „Raz był subtelnym intelektualistą, dyskutującym ze znawstwem o literaturze iberoamerykańskiej, raz rzucał mięsem jak pijaczek spod budki z piwem, aby za moment znowu przywołać długi cytat z powieści Faulknera albo frazę z opowiadania Izzaka Babla”.

    W piątek, w empiku na wrocławskim rynku kupiłem – za cztery dychy – tę pachnącą farbą (lecz nie gorzałą) książkę wypichconą przez Annę Poppek.

     Smecta 45 (3)

    Janek (napity) czyta na rynku w mieście Jawor teksty moich bluesów (ja też napitym będąc). A społeczeństwo słucha. Wszyscy nad wyraz smutni – rządził wówczas  generał Jaruzelski.

    Wam też ją polecam. Rewolucji w niej nie ma, ale rozrzewnienie napadnie na Was na pewno. Młodzi wkurwieni (odwracam maksymę Kofty) lepiej poznają tego wspaniałego Łacha Himilsbacha. Starzy gniewni skonstatują, jaki to intrygujący czas był bez tabletów, komórkowych telefonów oraz bankowych debetów.

     I na konies Siostry i Bracia!

    Janek w „donosie” na mnie powiedział, że we wrocławskim w „Monopolu” spał w tym samym pokoju, w którym kimał Adolf Hitler. Aby więc felieton zakończyć po himilsbachowemu – anegdota, oto ona:

     Janek dzwoni do hotelowej recepcji. Czemu, kurwa, dałyście mi ten sam pokój, w którym spał Adolf Hitler?!  Panie Janku, co pan opowiada, perorują recepcjonistki. Tyle już lat po wojnie, tyle remontów – a pan zasuwa z tym Adolfem. Kurwa, powtarza jednak Janek, mogłyście przynajmniej pościel zmienić! 

    czulent (13)

    Zamieszczam archiwalne zdjęcie dyktatora w „Monopolu” – Janek mógł mieć rację!  

    Hotelowe życie to magma – o czym śpiewa, w swoim rodzaju Himilsbach polskiego bluesa – Ryszard Riedel.