Cykl obrazków z mojego autorskiego tomu „Jazz Baba Riba”. Opublikowanego we Wrocławiu jakiś czas temu (nakład 5 tysięcy!). Z przedmową Tadeusza Nalepy (Breakout) i Tadka prywatnymi zdjęciami. Z ilustracjami Johna Lennona (The Beatles). Także z ilustracjami Andrzeja Mleczki (Kraków Motown).
„Książka jest upoetyzowanym fotograficznym zapisem stanów duchowych nastolatków żyjących na przełomie lat 60 i 70. Mały realizm miesza się tutaj z marzeniami o wolnym świecie wypełnionym muzyką rokową, seksem, wielkim szmalem, zachodnią cywilizacją. Buty beatlesówki, adaptery Bambino, pocztówkowe płyty, wina patykiem pisane (bełty, bałagany, alpagi), włoskie ortaliony, kurtki szwedki, klej butapren oraz Tri (służące nastolatkom do wąchania) i gitarowe wzmacniacze to nieodłączny element scenografii tych gomułkowskich, biednych czasów. Naznaczonych jednakowoż pokoleniową wspólnotą” – napisał kumaty krytyk.
Wierszotekst Dwudziesty i Dziewiąty
Smecta 61 – Kawałek beatlesowego życiorysu Mariana Wojciula (działo się w 1969)
Kiedy już po raz dziesiąty w Wielkim Tygodniu
Wyszedłem z filmu „Help”, granego w kinie „Grunwald”
Filmu, oślepiającego prowincjonalnych chłopaków
Eastman Colorem, bijącym na łeb enerdowskie „ORWO”
Jako wierny proletariusz hoteli robotniczych
Zapragnąłem być jednym z liverpoolskiej czwórki
Kino „Grunwald”, niezwykłe miejsce wielu nauk i wrażeń dorastającej zgorzeleckiej młodzieży
Plecionym czarnym sznurkiem okręciłem czapkę leninówkę
Wyglądała niemal tak samo, jak ta na głowie Ringo Starra
Wymieniałem w niej – stażysta brunatnej kopalni „Turów”
Zużyte neonówki, takie szklane oświetleniowe rury
Montowane tysiącami przy kopalnianych taśmociągach
Młodzieżowi aktywiści, widząc paradne nakrycie głowy
Wołali złośliwie, już z daleka: Te, kurwa, egzekutywa!
Cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha
Stukali się znacząco, w czoło, także górnicy drugiej zmiany
A to właśnie oni kradli z szafek ubraniowych zagraniczne dżinsy
Włoskie „Rifle” z mosiężnymi zamkami na tylnich kieszeniach
Średnio, na dziesięciu złapanych – siedmiu byków było z ZMS-u
To właśnie oni, ludowi przyjezdni z kraju młodzieżowcy
Nabijali się ze starego, pokurczonego latami człowieka
Którego, gdy brał prysznic, podglądali w cuchnącej łaźni
Szydzili ordynarnie z jego małego, zwiędłego kutasa
Tylko dzięki tej beatlesowej czapce ze skręconym sznurkiem
Wytrzymywałem ohydę socjalistycznej Centralnej Łaźni
Meliny właściwie z pordzewiałymi poręczami schodów
Wygiętymi, na cztery strony świata, drzwiami metalowych szafek
Napitymi przodownikami pracy, rzężącymi w objęciach maligny
Leżącymi wprost na porozbijanych podłogowych kaflach
Burdelu licho płatnego za skancerowaną prysznicową folią
Tylko moja beatlesówka uratowała mnie od niechybnego więzienia
Od licznych sznytów na rękach, od grypserskich kropek
Umieszczanych pod celą na ludzkich powiekach
Uratowała mnie czapka i piosenka „Help” zespołu „The Beatles”





