Słowo na niedzielę. Dla tych, co to nie byli w kościele.
Siostry i Bracia!
A rolling stone gathers no moss
Toczący się kamień mchem nie porasta
Muddy Waters
To nie musi być do wiary, ale obudziłem się zaraz po tym, jak Niemcy napadły na Polskę. Czyli koło piątej godziny. Za oknami mrok, szum wiatru, deszcz, niczym we wrześniowej kampanii (ze spuszczoną głową, powoli, idzie żołnierz z niemieckiej niewoli). Mam to zawsze od pierwocin jesieni. Szybciej otwieram oczy do walki z nadchodzącym dniem. To wcześniejsze budzenie, za oknem ciemność – to znak, że chichów beztroskich przychodzi deficyt. I właśnie dzisiaj tak było.
Ledwo nogi opuściłem z łóżka, gdy wielki, sążnisty motyl pofrunął w kierunku szklanych drzwi na taras. Wypuściłem go snadnie, bo i on wchodzi w jesieni spleen, co mu będę żałował.
Dzisiaj, 1 września, dzieci powinny pójść do szkoły. Ale gargantuiczny facet z reklamy TESCO załatwił im jednodniowe odroczenie. Jutro do przedszkola, po wakacyjnej przerwie, wraca także Adaś, mój jedyny wnuczek. A to wpędza mnie w klimaty bluesa, muzyki mojego życia. Adaś, to zaledwie około trzylatek, a przeżyciami ma już wypełnione kilka plecaków (chlebaków) firmy – na przykład – NIKE. Na wypasioym tablecie zasuwa lepiej niż ja (znacznie lepiej).
O dookolnych rzeczach i zdarzeniach opowiada mi w dwóch językach (polski, angielski). Pytania zadaję szkrab takie, że z punktu mnie zatyka. A gdy strzela focha to Krzysztof Ibisz wysiada (to akurat nie jest trudne).
Bluesman Adaś, ćwiczy głos w plenerze
Trzyletni szkrab robił już zakupy w Wielkim Jabłku, na nowojorskiej Piątej Alei, najdroższej ulicy świata. Małoletnią dupkę grzał pod palmami Zatoki Meksykańskiej, że o trywialnych Grecjach i Kanarach się nawet nie zająknę.
Kiedy ja miałem lata Adasia – a mama wręczała mi likworowe kawusie, baton „Danusia”, czy czerwonego lizaka z kogutkiem – czułem się tak, jakbym w Nowym Jorku mieszkał na stałe i na stałe siedział na kolanach pachnącej Nieznanym Moniki Belucci. Tak myślę dzisiaj, bo Belucci ani wówczas, ani dzisiaj, nie dotknąłem.
Kolejne pokolenie polandyjskich bluesmanów – Junior Adam
Dlatego dziwię się bardzo, że matki chcą trzymać swoje dzieci w inkubatorach do siódmego roku życia. Podczas, gdy świat spierdziela jak Pendolino (ale nie na polskich torach). Inna sprawa, że do tej kombinacji (nauka od 6 roku życia) zupełnie w krzakach są tubylcze szkoły, niekonsekwentne jest ministerstwo od dzieci.
Spatynowane pokolenie bluesmanów – czyli Jesse (Zdzichu), Stary Wkurwiony
Tymon, ojciec Adasia, dzisiaj prawie dwumetrowy byk, poszedł do szkoły w wieku lat 6, a mając 26 lat, obronił doktorat z ekonomii. Cieszę się więc, że nie przymusiłem go, w pacholęctwie, do dodatkowej rocznej kwarantanny w przedszkolu.
Tymon Smektała, podwalina polskiego hip-hopu – z rodzicami. Tutaj w wieku swojego trzyletniego syna – bluesmana Adasia (sztafeta pokoleń)
Mnie, starego bluesmana, przedjesiennie raduje to, że mój żywiołowy wnuczek, dobrze reaguje na bluesowe i jazzowe dźwięki. Gdy w radio wyje, na przykład, Stachurski, Kozidrak, Rodowicz i inne wynalazki – powiekę ma opanowaną.
Gdy zachrypi skurczybyk John Lee Hooker, ta sama powieka drga mu dwunastotaktowo. Nie poszedł nawet za hip-hopową muzyką swojego taty Tymona. Jednego z 20 najwybitniejszych polskich przedstawicieli tego gatunku.
Jedyna polska powieść o bluesie (skomponowana na tle narkotycznej miłości)
Więc ja, będąc jedynym pisarzem w historii Polandii, który bluesowi poświęcił fabularną powieść, jestem dumny, że rodowe geny nie wpadły do rzeki Rodan. A do czarnej od krzywd i wyzysku rzeki Missisipi.
Kontentuje mnie to, bo u mnie coraz bliżej nieodwracalny Crossroad. Dochodzę do krzyżówki – tak pięknie wyśpiewanej przez ojca bluesa – Roberta Johnsona. Crossroad, który przetwarzają tysiące muzyków (niesamowity Eric Clapton), to teraz moja faza. Mam własną, autorską definicję bluesa. Oto ona:
Blues to nie jest ozdrowieńczy sen sytego mężczyzny.
To gorzka potrawa z wykpioną datą ważności.
Ale ma w sobie więcej smaków niż jakikolwiek inny gatunek muzyczny.
Blues to korzenie muzyki.
Reszta to bluesa mniej lub bardziej pielęgnowane owoce.
Blues nigdy nie zakrztusi się nicością.
Zawsze powstanie z kolan.
Mimo, że w otwartych ranach ma wyłożoną grubą, piekącą sól.
Blues – to właśnie ja.
Blues Brother
A oto Crossroad, który przetłumaczyłem wspólnie z kolęgą Googlem:
Stanąłem na rozdrożach
Padłem na kolana
Stanąłem na rozdrożach
Padłem na kolana
Hej, miej litość dla Jessego
Począłem prosić Pana
Och, stojąc na rozdrożach
Próbowałem złapać stopa
Och, stojąc na rozdrożach
Próbowałem złapać stopa
Nie poznawali mnie skarbie
Więc wymierzali kopa
Stoję na rozdrożach kotku
Ogniste słońce chowa się
Stoję na rozdrożach kotku
Ogniste słońce chowa się
Klnę się na biedną mą duszę
Pechowy Bob jest na dnie
Zatem, biegnijcie z nowiną
Niech słyszy Willie’go Brown
Zatem, biegnijcie z nowiną
Niech słyszy Willie’go Brown
Jak na rogatkach pieśń głoszę
Śpiewam jak biedny clown
Stanąłem na rozdrożach mamo
Spojrzałem na zachód, na wschód
Stanąłem na rozdrożach mamo
Spojrzałem na zachód, na wschód
Wieczorny ogarnia mnie smutek
Kobiecego ciała czuję wilczy głód 
Dodam tutaj z ukontentowaniem, Jedyni Plenipotenci Mojego Losu, że trzyletni Adaś, nie jest sam na bluesowej tratwie. Ma nieco starszą, siedmioletnią koleżankę, Jagódkę Krystek, której tato jest zdolnym bluesowym właśnie gitarzystą (z Warszawy). Posłuchajcie, jak ta młoda dama szyję kawałek: „Wiem to na pewno”, a zwątpicie w ziemskie grzechy. Jestem przekonany, że jej nagranie – za kilka dni – stanie się wielkim hiciorem You Tube. A, może później, ja nagram opartą na tych słowach, wersję po drugiej, siwowłosej stronie życia. I może być niezła klamra.
Zostańcie z Bogiem (Bluesa).








