Jak – prezydenta Lecha Wałęsę – chciałem przerobić na czarno
Ewa Bem, Wojciech Karolak, Sławomir Wierzcholski, Waldemar Malicki, Włodzimierz Nahorny, Tomasz Stańko, Wojciech Korda, Bogusław Morka, Mira Kubasińska, Konstanty Andrzej Kulka, Andrzej Jagodziński, Lora Szafran, Zbigniew Namysłowski, Tadeusz Nalepa, Janusz Muniak
Lech wałęsa w charakteryzacji absolutnego maga bluesa – Johna Belushiego
Pan Zbigniew Kornobis, przysłał mi maila nawiązującego do felietonu z ostatniego piątku (21. X). Zapytał, czy: Mateusz Morawiecki, Władysław Frasyniuk, Ojciec Maciej Zięba, Józef Pinior, Daniel Olbrychski, Sylwester Chęciński, Andrzej Mleczko, Leon Kieres, Bogdan Zdrojewski, Rafał Dutkiewicz, Robert Gonera – to jedyni goście z klasą, których przerabiałem na bluesmanów. No nie, największym Polakiem, w którego pragnąłem wszczepić tę czarną muzykę, jest nasz były prezydent – Lech Wałęsa (1943). To, dla mnie oczywiście, obok warszawskiego barda, Stanisława Grzesiuka (1918, też elektryk), największy w Polsce po wojnie – Bluesman Życia. Poznał się też na Wałęsie (oprócz milionów wokół), ulubiony mój jazzrockowy gitarzysta, Brytyjczyk John McLauglin (1942), dobry duch słynnej Mahavishnu Orchestra. Grał z Milesem Davisem, Al Di Meolą, Paco de Lucią, Carlosem Santaną, ze wszystkimi gigantami. John McLauglin zapisał na płytach energetyczną kompozycję „Blues For L. W.”, która świetnie oddaje nastrój i odgłosy strajkującej stoczni gdańskiej (Live at the Royal Festival).
Wiedziony tą szaleńcza ideą, przeflancowania Lecha Wałesy na bluesmana, napisałem kilka lat temu do prezydenta wiernopoddańczy list. Płaszczyłem się przed naszym Herosem, biłem czapką do ziemi, słodziłem mu ponad normę, aby tylko przyjechał do naszego Wrocławia, aby nawet zaśpiewał przerobioną na bluesa piosenkę Piotra Szczepanika, swojego doradcy do spraw kultury. Aby pokazać dzisiejszej Szanownej Widowni (jest wszak rok 2016) jakim jechałem lukrem, udostępniam fragmenty marketingowej filipiki, mojego nieokiełznanego serwilizmu. Napisałem do L. W. tak:

Brytyjski gitarzysta jazzrockowy – John McLauglin
XIII Specjalny Międzynarodowy Festiwal Blues Brothers Day! Wrocław Teatr Polski Maj 2010. Pan Lech Wałęsa.
Szanowny Wielce Panie Prezydencie! Jestem Pana fanem i admiratorem od lat wielu. Dawałem temu wyraz w życiu prywatnym i publicznym (dziennikarsko). Niejeden felieton, publikację, poświęciłem Pana Osobie. O wielkim do Pana szacunku niechaj przemówi załączone na ostatniej stronie zdjęcie, na którym klęczę przed Pana prezydenckim mercedesem, gdy przed laty odwiedził Pan Wrocław. Jestem pisarzem, felietonistą, dyrektorem międzynarodowych festiwali jazzowych i bluesowych. Ten do Pana wielki szacunek i moja atencja dla bluesa i jazzu przywiodły mnie do szlachetnej idei. W 30-lecie Polskiego Sierpnia – wspólnie z zacną, przyjazną Panu kapitułą – pragniemy przyznać Panu Prezydentowi tytuł: Największego Bluesmana (Blues Brothera) Powojennej Europy!
Z tą myślą podzieliłem się z moimi znajomymi, których bardzo szanuję. A byli wśród nich i Pana Przyjaciele i Zwolennicy. Niektórzy z nich, to laureaci nagrody Blues Brothera z lat poprzednich. Myślą moją podzieliłem się w maju tego roku także z dwutysięczną widownią XII festiwalu BBD. Widownią zgromadzoną w Bazylice św. Elżbiety, czyli we wrocławskim Kościele Garnizonowym. Tam właśnie odbywał się koncert finałowy XII BBD – koncert Bluesa w Świątyni (Msza Kreolska)! Gdy opowiedziałem o idei nagrodzenia Pana, przybyła ludność wstała i przez wiele minut oklaskiwała ten pomysł, wykazywała frenetyczną aprobatę uhonorowania Pana Prezydenta w naszym mieście. Dodałem zgromadzonym słuchaczom, że byłaby to też równo V rocznica otrzymania przez Pana Prezydenta tytułu Honorowego Obywatela Wrocławia.
Szanowny Wielce Panie Prezydencie! Proszę zatem o przyjęcie tego obywatelskiego wyróżnienia i uczynienie nam honoru swoją obecnością w majowej międzynarodowej muzycznej fecie. Fecie wiedzionej we Wrocławskim Teatrze Polskim. Zamierzony termin festiwalu to 22 lub 29 dzień maja. Ale gdyby ten termin miał Pan zajęty – zorganizujemy festiwal w winnym, wybranym przez Pana majowym terminie. Terminie, który byłby Panu wygodny – ma dla nas podstawowe znaczenie. Czynimy starania, by razem z Panem wystąpił na scenie gwiazdor globalnego bluesa Gary Moore. (…) Sądzę, że i Pan Prezydent zaśpiewa na festiwalu, chociażby fragment utworu swojego ulubieńca – Piotra Szczepanika, utworu, który muzycznie przerobimy na bluesa.

Panie Prezydencie! Obok innych insygniów honorowej nagrody Bluesmana, otrzyma Pan Prezydent niezwykłą grafikę. Nigdzie do tej pory nie upublicznioną grafikę wybitnego twórcy, Andrzeja Czeczota, grafikę o znaczącej wiele nazwie: „Podpisanie „międzynarodowego” pokoju pomiędzy polskim rządem a polską klasą robotniczą – z Panem w głównej roli”. Zapewniam, że będzie to edytorska sensacja. Jej fragment załączamy. Praca ta powstała krótko przed grudniowym internowaniem Andrzeja Czeczota, przed jego wyjazdem do USA i do tej pory nie ujrzała dziennego światła. Festiwal poprowadziłby w roli gospodarza – wspólnie ze mną – znany rysownik Andrzej Mleczko. A także minister kultury, Bogdan Zdrojewski. (…)
Wśród licznych gwiazd, jakie do tej pory dla naszego festiwalu oddały talent, znalazły się: Ewa Bem, Wojciech Karolak, Sławomir Wierzcholski, Waldemar Malicki, Włodzimierz Nahorny, Tomasz Stańko, Wojciech Korda, Bogusław Morka, Mira Kubasińska, Konstanty Andrzej Kulka, Andrzej Jagodziński, Lora Szafran, Zbigniew Namysłowski, Tadeusz Nalepa, Janusz Muniak i jeszcze wielu innych. A nawet zaśpiewała bluesowo wspólnie z Grekiem, Jorgosem Skoliasem, kapryśna i dzisiaj zagubiona Violetta Villas! Także żywiołowa Angela Brown z Chicago, czołowa gwiazda europejskiego jazzu – wielka Karin Krog z Norwegii, jedna z pięciu najwybitniejszych wokalistek w całej historii europejskiego jazzu. Także Carlos Johnson (Chicago), Andy Egert (Zurich), postmodernistyczna Nina Hagen z Niemiec, znakomicie zaśpiewała Aga Zaryan, świetnie grała grupa Krzak, furorę zrobił dwukrotny laureat muzycznej nagrody Grammy – bluesowy niesamowity harmonijkarz Sugar Blue.(…). Panie Prezydencie, Wrocław to miasto Braci Bluesa. Serdecznie Zapraszam!”

Wasz felietonista – jako żebrak – przed mercedesem Lecha Wałęsy
A to i tak były fragmenty tej epistolograficznej Niagary. Ludzie Pana Prezydenta, z jego warszawskiego instytutu, zadzwonili dwa, trzy razy. Pytali o inne szczegóły. A następnie zamilkli. W końcu przeprosili, że Pan Prezydent nie może zostać Bratem Bluesa, bo musi wyjechać w świat, zatem na wrocławski festiwal nie trafi. I bluesowa idea padła. A mogło być tak pięknie. Wielki Lechu śpiewający szczepanikowe „Żółte kalendarze”, z Krzysztofem Ścierańskim na basie!
Zdzisław Smektała







