Tag: Wrocław

  • Zdzisław Smektała w Zgorzelcu

    Miejska Biblioteka Publiczna w Zgorzelcu

    WITAJ W DOMU „BLUESIE”.

    Na zaproszenie Miejskiej Biblioteki Publicznej w Zgorzelcu – już w marcu – odwiedzi nas Zdzisław Smektała, pisarz, dziennikarz, animator imprez muzycznych i kulturalnych. Urodzony w Zgorzelcu (rocznik 1951), zdeklarowany na wieki wrocławianin, spotka się z nami dwu- a właściwie trzykrotnie, 11 i 21 marca.

    Jesse

    Zdzisław Smektała jest absolwentem scenopisarstwa Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi, czyli najsłynniejszej w świecie polskiej uczelni. Jego felietony prasowe (lata 80./90. XX w., „Gazeta Robotnicza”) z cyklu „Jazz dla mass” drążyły problemy społeczne, kulturalne i polityczne, ważne dla regionu i kraju. W miarę postępujących zmian politycznych (1989 r.), co wiązało się m.in. z odejściem cenzury do przysłowiowego lamusa historii, felietony te zyskały jeszcze na wyrazistości i bezkompromisowości – Smektała nie miał problemu z – nabytą i głęboko przyswojoną przez wielu mu współczesnych ludzi pióra – autocenzurą.

    Bezkompromisowy charakter ma także jego twórczość pisarska – niekiedy przywołująca klimaty prozy Charlesa Bukowskiego. Zdzisław Smektała opublikował do tej pory: Krzywe ryło (1982), Boczne bóstwa (1982), Chciwy żywot grajka (1986), Chcica : poemat romantyczny (I wydanie w drugim obiegu 1988, II wydanie 2006), Liszaj (1988), Pic (1988), Jazz baba riba… (1998), Dziennik : [Jazz dla mass] (2000), Lucille (2005).

    Mistrz Smektała zgodził się poprowadzić otwarte spotkanie-warsztaty 11 marca, w Miejskim Klubie Seniora (ul. Mickiewicza 13, godz 16.00). Spotkanie to nawiązuje do konkursu literackiego na wspomnienia o naszym mieście, w ramach projektu MBP „70 lat Zgorzelca”.

    21 marca w Goerlitz (Dom Stanowy przy Dr. Kahlbaum-Alee 31, godz. 18.00-19.30), razem     z historykiem Gerassimosem Alexatosem, będzie opowiadać o Grekach w Zgorzelcu; po prawej stronie Nysy, w zgorzeleckiej restauracji `Przy Jakubie` (wejście od ul. Nowomiejskiej, godz. 20.30-22.00) Zdzisław Smektała i Karl-Dieter Tietz czytać będą fragmenty powieści Chciwy żywot grajka i Liszaj. Imprezy te odbędą się w ramach 7. Śląskiego Wieczoru Literackiego.

    Zapraszamy na spotkania ze Zdzisławem Smektałą wszystkich, którzy go znają oraz tych, którzy go poznać powinni – młodych zgorzelczan.

              Marek Żytomirski /Miejska Biblioteka Publiczna/

     

  • W 80 tygodni dookoła świata (The End)

    Smektała na weekend 79

    1

    Dwa tygodnie temu – pisałem w tym miejscu o „Idzie” i o „Nożu w wodzie”.

    Twierdziłem, że to taka moja filmowa osobista klamra polskiej powojennej kinematografii. Film Romana Polańskiego (gościu ma 81 lat) z 1962 roku był jego czarno-białym debiutem, pierwszym polskim filmem powojennym nominowanym do Oscara. „Nóż w wodzie” był kameralnym filmem na który z powodu kosmopolityzmu nakrzyczał  I Sekretarz KC PZPR – Władysław Gomułka. „Ida” (100 nagród na całym świecie), film Pawła Pawlikowskiego (gościu ma 42 lata) z 2014 roku to kameralny czarno-biały film, fabularny debiut tego reżysera w Polsce, zdobywca pierwszego dla Polski fabularnego Oscara. Na który to film – za niesłuszne z gruntu treści – nakrzyczał I Sekretarz PiS, Jarosław Kaczyński.  Oto jakie historia zatoczyła zgrane koło.

    2

    Bardzo się cieszę z sukcesu „Idy”. A tegoroczne filmowe nagrody uradowały mnie także z powodu zdobycia 4 Oscarów (aż 9 nominacji) przez zdrowo kopniętą komedię Wesa Andersona „Grand Budapest Hotel”. A gdy dodam, że ten amerykańsko-niemiecko-angielski film był w większości kręcony w Zgoerlitz (tak nazywam Zgorzelec + Goerlitz), w nadgranicznym mieście, w którym się urodziłem, w którym doznałem tego wszystkiego co jest mężczyźnie potrzebne w drodze do piekła – zrozumiecie szybsze bicie mojego serca. W recepcyjno-restauracyjnej sali, w której grał Adrien Brody, Willem Dafoe oraz Ralph Fiennes – ja, z Piotrkiem Serafinem, Zdziśkiem Kanią i braćmi Jerzykiem i Krzyśkiem Racami biłem europejskie rekordy w spożyciu (pod kiełbaski) jesiennego piwa Bock, browaru Landskron Brauerei.

    3

     To dobre wiadomości tego ostatniego tygodnia lutego 2015. Gorsza jest taka (przynajmniej dla mnie), że spotykamy się z Wami w tym miejscu po raz ostatni. Wywalają mnie z tej robot. Oficjalny portal miasta Wrocławia zmienia charakter na wyłącznie informacyjny – więc taki oprószony siwizną, samotny literacko felietonowy raróg nie jest już im potrzebny. Chociaż w  pisaniu tekstów pozwalali mi zachować odrębność (na 80 felietonów przydeptywali palce zaledwie ze trzy, cztery razy), nigdy w redakcji portalu nie sugerowali tematów, polityków do obsmarowania, nie cierpiących zwłoki miejskich spraw. No i należne honorarium otrzymywałem na czas – co dzisiaj, w dziennikarstwie, nie jest takie oczywiste. Biorę więc wytarty szynel, zbieram się do wyjścia. Dziękuję Pawłowi Czumie, że do wrocławskiego portalu mnie 80 tygodni temu zaprosił. Oraz Małgosi Wieliczko, wydawcy, że pochylała się nad moimi felietonami – wrzucając je każdego tygodnia do sieci.

    4

    Pierwsze honorarium za duży publicystyczny tekst zarobiłem równe 40 lat temu, w roku 1975. Pisałem już wprawdzie do miesięcznika „Jazz” o Woodym Guthrie, wielkim amerykańskim piosenkarzu folkowym, idolu subkultury hobo (pierwowzór hipsterstwa). Poetka Urszula Kozioł szykowała mi debiut w prestiżowym miesięczniku „Odra” (w którym – lata później – byłem stałym felietonistą). Ale Pierwszy duży tekst napisałem do tygodnika kierowanego przez redaktora Wojciecha Wystupa – „Wiadomości”. Redaktor Wystup bał się trochę partii i partyjniaków – ale lubił w tygodniku teksty podszyte hajlajfem. Gdy więc przyniosłem mu artykuł „Eugenio Barba sztukuje Brechta” – obiecał się nad nim przychylnie pochylić. W atekście opisałem staż jaki odbyłem u Jerzego Grotowskiego, dyrektora Teatru Laboratorium, który współprowadził wierny uczeń Grotowskiego – włoski teatrolog Eugenio Barba.

    5

    Zostawiłem więc tekst w redakcji i pojechałem do Nowej Soli aby poprosić rodziców Basi, mojej narzeczonej (późniejszej żony) o jej rękę. Dwa dni później, w dzień ukazywania się tygodnika „Wiadomości”, przyjechaliśmy specjalnie do Głogowa (do tego miasta dochodził ten tygodnik) abym wreszcie zobaczył moje nazwisko w druku. Kupiliśmy „Wiadomości”, kilka razy przejrzałem cały numer od deski do deski.

    Ani śladu Eugenio Barby, ani śladu Zdzisława Smektały. Redaktor Wystup ze mnie po prostu zadrwił. Wracaliśmy pociągiem do Nowej Soli. Ze złością rzuciłem gazetę na siedzenie obok. Podróżowaliśmy w milczeniu. Wstyd mi było przede wszystkim przed Basią. A ona nagle mówi – spójrz na pierwszą stronę „Wiadomości”. Patrzę – pysznił się tam wielki tytuł „Eugenio Barba sztukuje Brechta”. Zrobiło mi się gorąco. Debiut na pierwszej stronie. Czułem się prawie jak Roman Polański po filmowej nagrodzie FIPRESCI w Wenecji za „Nóż w wodzie” właśnie.

    6

    Takie było moje pierwsze honorarium. Dzisiejsze, z tytułem przerobionym od Julka Verne, za tekst: „W 80 tygodni dookoła świata” będzie (jak na razie) ostatnie.

    Aby zatem szukać roboty (ciągle zaślepiony Oscarami za „Grand Budapest Hotel”) pewnie wyjadę do rodzinnego Zgorzelca. Tam gdzie napisałem swoją pierwszą powieść, czyli „Chciwy żywot grajka”. „Powieść o dziejach kariery i upadku natchnionego gitarzysty Janisa Angelopoulosa – syna greckich emigrantów politycznych, dla których Polska stała się drugą, przybraną ojczyzną. W losach bohatera uwikłanego w oszukańcze tryby estradowej pseudokultury, człowieka obdarzonego niespożytą siłą witalną, lecz jakże słabą wolą, załamuje się, niczym w krzywym zwierciadle, społeczno-obyczajowy wizerunek polskich lat siedemdziesiątych” – tak napisał krytyk.

    7

    A więc byłem przez chwilę Zgorzelcu – a właściwie w Goerlitz – szukałem jakiegoś zajęcia. Imałem się różnych prac Herkulesa (spójrzcie na załączone zdjęcia).

    Często defektującym wehikułem rozwoziłem listy oraz przesyłki (ale z braku języka niemieckiego szło mi to bardzo słabo, bez napiwków). W Domu Starców przy ulicy Goethestrasse podmywałem pensjonariuszom to i owo – ale byli to kamienni ludzie zupełnie bez serca. Na zlecenie prawicowych niemieckich aktywistów w biały dzień obalałem nad Nysą Łużycką graniczne słupy – ale doprawdy płacili marnie.

    Tyrałem w sterylnym mięsnym sklepie przy Berlinerstrasse – ale nie dawali do ręki Euro, płacili bezsmakowymi wyrobami kończącymi termin ważności. Z wyciągniętą dłonią stałem w Goerlitz pod synagogą – ale się okazało, że za pieniądzu UE wyremontowano budynek – chociaż niezwykle trudno w tym mieście spotkać prawdziwego Żyda. Wreszcie zacząłem przeszukiwać zbiorniki na śmieci postawione wzdłuż zabytkowych murów starego miasta – ale przegonili mnie wnet chłopaki ze Zgorzelca. To od dawna był ich zarezerwowany łowiecki teren.

    8

    Na razie zatem dupa. Słucham godzinami bluesa (którego nigdy nie zdradzę i nie opuszczę – tak jak i greckich rembetik) i czekam na propozycje pracy. W końcu to Paweł Pawlikowski, reżyser „Idy” powiedział odbierając Oscara w Dolby Theater: „Jak się tu znalazłem? Nakręciłem czarno-biały film o potrzebie ciszy, wycofania się ze świata i kontemplacji. A jestem tu – w epicentrum hałasu i uwagi świata. Życie jest pełne niespodzianek”. Trzeba zatem wierzyć. Zanim przeczytamy się gdzieś znowu – dziękuję grubo ponad 400 facebookowcom za urodzinowe życzenia (64).

    Życie naprawdę jest pełne niespodzianek. 

    Zdzisław Smektała

     Zdjęcia robione bez kaca – przez Krzysztofa Raca

    ——————————————————————————————————————

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości,  w piątek od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku, po prawej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko. 

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla. Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.  To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • Gdy wszyscy święci grają na Rynku

    Smektała na weekend 61

    6

    – Janie Młynarczyku, jazzowy puzonisto, liderze legendarnej kapeli „Sami Swoi”. Ostatnimi dniami nie możesz coś usiedzieć na miejscu? Dzwonisz, mailujesz, esemesujesz. 

    – Nie mogę usiedzieć w miejscu, bo organizuję w naszym mieście nowy festiwal, Old Jazz Day! 

    – Był Blues Brothers Day – pora więc na Jazz Day. Bacząc na PESEL, na święty spokój, czas odpoczynku – po co ci ten kłopot? 

    – Odpowiem pedagogicznie. Chcę znowu skrzyknąć pod jeden dach zatomizowane jazzowe środowisko. Promować młodych muzyków, wokalistów, którzy dzisiaj z trudem szukają własnego miejsca. Chcę tym inauguracyjnym festiwalem serwować licznym turystom odpoczywającym we wrocławskich ogródkach na Rynku wartościową muzykę, tym bardziej w przededniu i podczas imprez Europejskiej Stolicy Kultury.

    1

    – Myślisz, że turyści zwiedzający nasze miasto, łakną tradycyjnego jazzu, mainstreamu? 

    Jazz jest obecny w takich turystycznie atrakcyjnych miejscach na całym świecie. Wrocław wcale nie jest gorszy. Dobra muzyka zachęci restauratorów do angażowania małych kameralnych składów, w których muzycy prezentować będą światowe standardy. Ale też muzykę polską. Takie koncerty mogą się stać jedną z głównych wysokokulturowych rynkowych atrakcji w najbliższych latach. 

    – Zatem na ten premierowy muzyczny pokaz zaprosiłeś mocną ekipę? 

    – Oczywiście. Będą wspaniali goście. Zacznijmy od pań. Zaśpiewa Katarzyna Mirowska. Wszechstronna wokalistka, autorka muzyki i tekstów, zwyciężczyni Międzynarodowych Spotkań Wokalistów Jazzowych w Zamościu (2005), znalazła się w gronie 10 finalistów koncertu „Debiuty” w Opolu (2008), Wystąpiła na wielu festiwalach jazzowych w kraju i za granicą: Praga Jazz Festival, Jazztage Dresden, Jazz nad Odrą, Złota Tarka, Pomorska Jesień Jazzowa, Hildener Jazztage, Voice Mania w Wiedniu, Festiwale Jazzowe w Koblenz i Gladbeck też odbywały się z jej udziałem. Na co dzień jest związana z Wrocławską Szkołą Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, gdzie prowadzi klasę wokalną. Z Orchestrą Sami Swoi wystąpiła po raz pierwszy przed trzema laty.

    2

    – To nie będzie jedyna śpiewająca feelingowo dama?

    – Zaśpiewa także bardzo zdolna wokalistka Anna Maria Mbayo. Także kompozytorka, dyrygentka. Od najmłodszych lat uczyła się gry na fortepianie, a później saksofonie. Jednak jej największą pasją jest śpiewanie. Jest absolwentką Akademii Muzycznej imienia Karola Lipińskiego we Wrocławiu. Choć jej największą pasją jest komponowanie i wykonywanie muzyki gospel, często występuje z repertuarem jazzowym, soulowym, funkowym a także klasycznym. Ma na swoim koncie występy u boku takich muzyków jak Janusz Szrom, Piotr Wojtasik, Billy Hart czy Billy Harper.

    3

    – Wspomniałeś Piotra Wojtasika, muzyka związanego z Wrocławiem. Czy nasi kumple sprzed lat także pokażą się w najbliższą niedzielę na wrocławskim Rynku? 

    – Tak. Specjalnie przyjedzie i zagra na pianie Janusz Szprot – jak na niego mówię warszawiak z Ankary, gdzie na tamtejszym uniwersytecie naucza Turków porządnie grać jazz. Co bardzo ważne – ze Szwecji przyjedzie założyciel „Samych Swoich” Julek Kurzawa. Będzie wielu znakomitych gości. 

    – Pamiętam jego koncerty w nieistniejącej dzisiaj restauracji „Obywatelska”, do której na początku lat 70. Chadzałem z Basią, moją ówczesną narzeczoną (później żoną). Grane przez Julka kawałki Luisa Armstronga wzmacniane winem „Mistella” czyniły świat socjalistyczny znośniejszym. 

    – Będziesz więc mógł znów powspominać tamte dobre czasy. A przecież osobiście uczestniczyłeś niejeden raz w muzycznej drodze „Samych Swoich”. Albo jako uczestnik licznych koncertów, albo jako rzecznik prasowy festiwalu „Jazz nad Odrą”.

    4

    – To prawda. „Sami Swoi” mają już 45 lat – to naprawdę światowy ewenement. Mimo meandrów trudnej muzycznej kariery kapela wciąż trwa, nagrywa, koncertuje. „„Sami Swoi” to jedna z najbardziej popularnych polskich orchestr jazzowych. Założył ją w 1968 roku Julian Kurzawa a od 1990 roku liderem jest puzonista Jan Młynarczyk. Zaczynali od tradycyjnego jazzu, aby po latach stać się orkiestrą swingową. Prezentowali swoją muzykę na największych festiwalach, w towarzystwie gwiazd światowego jazzu, zdobywając uznanie publiczności i krytyków. Jeden z największych w historii krytyków i propagatorów jazzu z rozgłośni Voice of America, Willis Conover, zachwycony grą „Samych Swoich” powiedział: Nigdy w swoim życiu nie słyszałem, żeby taki mały zespół osiągnął tak wspaniałe big-bandowe brzmienie. To wielka sztuka.

    5

    W swoim dorobku mają liczne nagrody: Jazzu nad Odrą – pierwsze miejsce, Prerov-Czechosłowacja – tytuł zespołu Ekstra Klasy Europejskiej, Kromieryż – Czechosłowacja – Złoty Medal, San Sebastian – Hiszpania. Zostali tam uznani najlepszym zespołem jazzu tradycyjnego, W Muenchengladbach – RFN wyróżnieni nagrodą publiczności. Uhonorowaniem wieloletniej działalności było przyznanie za wkład w rozwój polskiego jazzu w 1998 i 2008 roku „Samym Swoim” najbardziej prestiżowej nagrody – Honorowej Złotej Tarki. „Sami Swoi” nagrali dla wytwórni fonograficznych 11albumów LP i CD. W swoim dorobku maja kilkanaście programów telewizyjnych. Długą listę solistów współpracujących z orchestrą otwierają: Betty Dorsey, Bill Ramsey, Andrew Thomas, Jenny Evans, Helena Vondrackova oraz Wayne Bartlett. Z Samymi Swoimi rozpoczynała karierę Hanna Banaszak. Współpracowali również z Markiem Tarnowskim, Janem Izbą – Izbińskim, Andrzejem Rosiewiczem, Izą Zając, Małgorzatą Jabłońską, Leszkiem Dranickim oraz z legendarnym amerykańskim saksofonistą Buddem Johnsonem” – tak pisali o was w gazetach.

    8

    – I, jak w swojej wrodzonej skromności myślę – wcale się nie pomylili. Do dzisiaj trzymamy formę o czym doskonale wiesz. 

    – Wiem, wiem. No dobra Janie Młynarczyku – nie trzymajmy dłużej Czytelników w niepewności. Kiedy i gdzie te wszystkie cuda będzie można zobaczyć i usłyszeć? 

    – Już w najbliższą niedzielę, 12 października, na wrocławskim Rynku, o godzinie 15 – będzie można ze sceny pod chmurą posłuchać „Samych Swoich” i zaproszonych znakomitych gości. Ten koncert będzie pierwszą odsłoną nowego festiwalu „Old Jazz Day”. Będzie to też koncert z okazji 45. rocznicy istnienia orkiestry „Sami Swoi”. A wszystkie te ekstrasy bez wydawania chociażby jednej złotówki. Rynek w tę niedzielę wolny będzie od opłat. Zapraszam gorąco, pogoda murowana, feeling zapewniony, dźwięki szlachetne.

    7

    Z Janem Młynarczykiem, liderem zespołu „Sami Swoi” rozmawiał jazzfan Zdzisław Smektała

    Smektały wykonał prawie wszystkie fotografie – za które dostał po łapie. 

    ———————————————————————————————————— 

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku, po prawej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.

    To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • Ekstatyczny Klangor Muezina

    Smektała na weekend 57

    nikab blog

    Nigdy nie pielgrzymowałem do Mekki, nie szukałem tam śladu Mahometa.

    Nigdy – wespół z tysiącami ludzi – nie stąpałem w świątyni Kaaba wokół wielkiego mistycznego czarnego świętego kamienia zwanego Hadżar (al-hadżar al-aswad) . Wędrówka do Mekki to podstawowy obowiązek każdego muzułmanina – więc mnie nie to dotyczy. Mam zupełnie innych religijnych i duchowych przywódców. Jednym z nich jest Gustaw Le Bon, francuski socjolog i psycholog (1841 – 1931), którego wieku chciałbym dożyć, cholera jasna. Zwróćcie uwagę na jego proroczą pracę „Cywilizacja arabska”. Lubię jednak w islamie, w satelitarnych arabskich stacjach, słuchać w ciszy przez wiele minut, głosu muezina wzywającego wiernych na modlitwę. Traktuję jego utkany zawodzeniem głos jako wyrafinowaną kompozycję free jazzową. Jego swoisty klangor intryguje, zmusza do skupienia, wyciszenia. Posłuchajcie kiedyś tej melodycznej  frazy – a na pewno się na czas jakiś od niej uzależnicie.

    2 Anis Vaghari

    To skupienie przekłada się na reakcje wyznawców, na obrazki codziennego życia. Kilka lat temu, przy ulicy Bogusławskiego, w popularnej syryjskiej restauracji „Kebab Hut”, którą nader często odwiedzałem z powodu smakowitych arabskich potraw (mieszkałem nieopodal) prowadziłem telewizyjny program o kuchni i o jedzeniu. Tematem audycji był gyros, falafele, cieciorka, kebab i okolice. Zeszliśmy na wątek obecności kobiet w arabskiej kuchni. Miało być z humorem, powiedziałem więc lekko po wieśniacku, że kobiety to mogą jeść co zechcą bez obawy o stan uzębienia. Mają na twarzach nikaby, czarne niby chusty-kominiarki z otworami tylko na oczy. Zatem nikt im w zęby nie zaglądał, mogą pogardzać dentystą. Pointa tego Witza była dość dla mnie zaskakująca, mało śmieszna.

    3 Tahereh Leylaee

    Po kilkukrotnej emisji programu zadzwonił do mnie właściciel restauracji Farid Omari, elektronik z wykształcenia, znakomity zaś restaurator z pasji . Powiedział, że miał protestacyjne telefony od jadających u niego Arabów. Byli bardzo niezadowoleni, że jako rozpoznawalny, popularny redaktor ze społecznym autorytetem – tak lekceważąco wyrażam się publicznie o arabskich kobietach, że powinienem przepraszająco skomentować moją o Arabkach opinię. Przyjąłem ich rozumowanie i w którymś z felietonów oddzieliłem społeczne znaczenie swoistej kobiecej maski o nazwie nikab od osiągnięć światowej stomatologii. Pokazałem jednocześnie paradoks bytowania na luzie w zależności od wyznawanej religii.

    4 Zohreh Mesgarani

    W nieustannie ateizującej się Europie przystojne, wystrzałowe blondynki miewają wielkie władcze znaczenie. Weźmy chociaż Włoszkę Federicę Mogherini (1973 – akurat szedłem do wojska), nową ministrę spraw zagranicznych UE. Czy naszą Elżbietę Bieńkowską z domu Moycho (1964 – kończyłem podstawówkę), ważną komisarkę UE. Dzisiaj to prawie kierowniczki Europy mające wpływ na jakość życia milionów ludzi. Zaś w dowcipach – blondynki to synonim kretynki nie mającej o świecie bladego pojęcia. Kobiety muzułmańskie z kolei są wciąż jeszcze niewidzialnym prawie, marginesowym dodatkiem do rozdętego męskiego ego – z rytualnym okaleczaniem, wycinaniem łechtaczek, zabranianiem jazdy samochodem. Ale jak widać w tym przypadku z niewinnym gastronomicznym żartem – niewierni nie powinni o ich kobietach mówić lekko kpiąco czy nawet z sarkazmem.

    6 Ahmad khadem -al - Hosseini

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.

    To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • Sercowe Słowa z Sulikowa

    Smektała na weekend 56

    Blog Bolowy Narodowy

     Światowego kroju rdzenni Wrocławianie Roztropny elemencie do naszego miasta tłumnie zewsząd napływający! Mieszkańcy królewskiego miasta Sulikowa!

     Jak zapewne część z was wie, w okolicach Parku Szczytnickiego, zaczęła się renowacyjna ruchawka. Blask odzyskuje na przykład galeriowiec przy ulicy Tramwajowej. To nie jest trywialny galeriowiec z wielkiej płyty. To absolutny gwiazdor, przedwojenny król WUWA, odpowiednik Clarka Gable, króla Hollywoodu.

    WUWA zaś (Wohnung und Werkraum) było wzorcowym, zarazem awangardowym projektem w stylu „wspólne mieszkanie oraz miejsce pracy”. Było sygnowane nowatorskimi na świat cały projektami Deutsche Werkbund. Czyli niemieckim twórczym stowarzyszeniem skupiającym najwybitniejszych architektów, wybornych rzemieślników, projektantów wnętrz, zieleni, ogrodów.

    1 Zgeometryzowany projekt Adolfa Radinga na wrocławskim placu Solnym (środkowy budynek). Dzisiaj to siedziba regionalnego oddziału redakcji Gazety Wyborczej

    Zgeometryzowany projekt Adolfa Radinga na wrocławskim placu Solnym (środkowy budynek). Dzisiaj to siedziba regionalnego oddziału redakcji Gazety Wyborczej

    WUWA było prawdziwą architektoniczną rewolucją. Osiedle opatrzone tą nazwą powstało w okolicach roku 1929. Idea WUWA stała się wydarzeniem o znaczeniu globalnym, trafiła na prestiżowe miejsce w historii architektury. Spowodowała, że do Wrocławia zjechała się światowa gildia projektantów. Dzisiejsze okolice Dembowskiego, Kopernika, Zielonego Dębu, Tramwajowa oraz Hali Stulecia zmieniły się nie do poznania. Najsilniejsze wystawowe piętno odcisnęli pomysłodawcy tego przedsięwzięcia: Heinruch Lauterbach oraz gość z niezwykłymi wizjami – Adolf Rading (o nim więcej za chwilę). Także żona Radinga, Anna, która projektowała wnętrza tych nowatorskich budynków. Po wojnie, w socjalizmie, następnie w kapitalizmie, estetyka WUWA zmarniała. Budynki oddane narodowi zostały przerobione, strywializowane. Przerobione na hotele, akademiki, nawet zburzone.

    2 Wyraźnie modernistyczna zna stacja kolejowa Sulików (Schoenberg). Odprysk architektonicznej wyobraźni Adolfa Radinga. Stan z roku 1927

    Wyraźnie modernistyczna stacja kolejowa Sulików (Schoenberg). Odprysk architektonicznej wyobraźni Adolfa Radinga. Stan z roku 1927

    Ale Miasto Spotkań chce ten teren doprowadzić do dawnej przedwojennej świetności. Właścicielom domów i mieszkań z tamtej pamiętnej wystawy magistrat zwraca ponad 70 procent kosztów ich przywrócenia do pierwotnego stanu, przyspiesza remont całego dzielnicowego kwartału. Dlaczego? Za dwa lata, w roku 2016, w barwach Europejskiej Stolicy Kultury, Wrocław chce pokazać światu historyczną i kulturową ciągłość. Stąd pieczołowita renowacja willi i ogrodu Ludwika Moshamera, wskrzeszenie z popiołów drewnianego przedszkola Paula Heima &  Alberta Kemptera. Trwają konserwatorskie prace nad willą Emila Langego, szeregówką przy Tramwajowej. Myślę, że wszystko uda się na czas. W sukces wierzy też wiceprezydent Adam Grehl. Znam gościa od dawna – dotrzymuje słowa. Jakieś 10 lat temu broniłem go prasowo, gdy, w imię partyjniackich interesów (miasto zawłaszczał PiS), wymieniano go na Andrzeja Jarocha. Ale to już historia.

    3 Uroczo senny nostalgiczny rynek w mieście tkaczy, w Sulikowie, tak wyglądał w latach 30. ubiegłego stulecia.

    Uroczo senny nostalgiczny rynek w mieście tkaczy, w Sulikowie, tak wyglądał w latach 30. ubiegłego stulecia.

    Skupię się teraz na Adolfie Radingu (urodził się w Berlinie w 1888 – zmarł w 1957 w Londynie), na profesorze Państwowej Akademii Sztuk we Wrocławiu, światowej architektonicznej osobowości. I spod świateł wielkiego miasta przeniosę się do niewielkiego Sulikowa, położonego nieopodal (7 kilometrów) miejsca mojego urodzenia – Zgorzelca. Od 45 lat mieszkam we Wrocławiu. Z „dojeżdżającą” przerwą, gdy szefowałem warszawskiemu tygodnikowi „Szpilki”. Ale prawdziwą ojczyzną człowieka jest jego młodość – z sercem więc przyglądam się okolicom z lat szczenięcych. Dekadę temu wymyśliłem miastu Zgorzelec „Jakuby” (od mistyka filozofa Jacoba Boehme)), obecnie najważniejszą kulturalną imprezę Zgorzelca oraz Goerlitz. Dzisiaj z wielką życzliwością spoglądam na Sulików, który już w 1268 był miastem królewskim! Czas, po 750 latach, do tego powrócić! Ale po kolei.

    4 Guziki kolejarskie - to one stworzą podwaliny pod pierwsze w świcie kameralne Muzeum Kolejarskich Guzików i Kolejarskich Sygnatur (znaki identyfikacyjne, orzełki, itp.).

    Guziki kolejarskie – to one stworzą podwaliny pod pierwsze w świecie kameralne Muzeum Kolejarskich Guzików i Kolejarskich Sygnatur (znaki identyfikacyjne, orzełki, itp.).

    Jakimś architektonicznym cudem to właśnie w niewielkim Sulikowie, Adolf Rading strzepnął z małego palca projekt futurystycznej kolejowej stacji, którą wybudowano w roku 1927. To był kolejny z nowatorskich projektów. Wolnomularze, czyli masoni (Odd Fellows) zlecili mu budowę we Wrocławiu swojej siedziby (dzisiaj budynek byłego kina Lwów przy Hallera). Projektował wille w Berlinie, w dzielnicach Zehlendorf oraz Lichtenberg, wille w Stuttgartcie. Sygnował przebudowę kościoła Świętej Elżbiety, tworzył awangardowe wówczas piętrowe garaże. A nawet fabrykę perfum w izraelskiej dzisiaj Hajfie. Uciekł w 1933 roku, przed nazistami (żona Żydówka), dotarł do Francji, Palestyny, Anglii. Wędrował po świecie pozostawiając po sobie wiele autorskich śladów.

    5 Wybitny, światowej sławy kompozytor Arnold Schoemberg (czyli Sulików) na spacerze z rodziną

    Wybitny, światowej sławy kompozytor Arnold Schoenberg (czyli Sulików) na spacerze z rodziną

    Jego projektowa myśl odpryskiem trafiła też do Sulikowa. A ja – bacząc na reaktywację idei WUWA, prowadzoną z sukcesem – pomyślałem, aby wspólnie z wójtem Sulikowa i PKP – powrócić do mojego dawnego pomysłu. Odrestaurowania opuszczonego dzisiaj, niszczejącego kolejowego dworca w tym miasteczku.

    Wiem, że kolejarze chcieli go przekazać miastu dwa lata temu. Nie udało się, gdyż był warunek – mało w nim być byt związany z kolejnictwem. Nadarza się taka okazja. Za trzy lata (2017) minie 90. rocznica oddania dworca pasażerom. Oraz 60. rocznica śmierci Adolfa Radinga. To dobre okoliczności aby (przy pomocy funduszy UE) przywrócić budynek do świetności. Otworzyłbym tam Saksoński (Łużycki) Dom Innowacji. A w nim prestiżową salę koncertową. Oraz pierwsze na świecie kameralne Muzeum Kolejarskich Guzików, Metek i Sygnatur.

    6 Fragment uzdrowiska Sulików z pijalnią wód mineralnych, stan z lat 30. ubiegłego stulecia

    Fragment uzdrowiska Sulików z pijalnią wód mineralnych, stan z lat 30. ubiegłego stulecia

    Ten Łużycki Dom Innowacji rodziłby nowe perspektywy w położonym wśród lasów mieście. Organizowałbym, we współpracy ze znaną mi wiedeńską fundacją – coroczne plenerowe rynkowe Muzyczne Suity oparte na kompozycjach światowej sławy artysty – Arnolda Schoenberga (Schoenberg to po niemiecku …Sulików).

    Takie uniesione koncerty dla publiczności od Goerlitz, przez Liberec, Jelenią Górę, Zgorzelec do Hradec Kralove. Podpisałbym także umowę o partnerskiej współpracy z niemieckim nadmorskim czterotysięcznym miastem Schoenberg (czyli Sulików).

    Na przykład za sulikowski bazalt pozyskiwałbym maszyny do pielęgnacji miasta, karetkę, radiowóz, itp. Wznowiłbym prace nad pozyskaniem dla Sulikowa miana uzdrowiska (tak było 100 lat temu) z mineralnymi wodami. W herbie miasta jest chleb – więc prosi się o produkcję niedościgłych wypieków – Niemcy zza miedzy uwielbiają ich smak.

    7 Stacja kolejowa zaprojektowana przez Adolfa Radinga, stan dawny (w prawym rogu) i dzisiejszy

    Stacja kolejowa zaprojektowana przez Adolfa Radinga, stan dawny (w prawym rogu) i dzisiejszy

    Na sulikowski rynek, w puste miejsca obok słynnych szachulcowych Domów Tkaczy, wstawiłbym te, pozyskane z okolicy, aby rynek powrócił do świetności. Z pomocą Unii wprowadziłbym projekt „Czerwone dachy” aby wszystkie w rynku były jednego koloru (obecnie jest pstrokacizna). Mam wiele pomysłów. Ale przede wszystkim, wspólnie z wójtem Robertem Starzyńskim (mówią, że to krewny słynnego z obrony Warszawy prezydenta Stefana Starzyńskiego), bardzo bym się starał aby w roku 2018 Sulików odzyskał wreszcie prawa miejskie. Piszę o Sulikowie nieustannie: miasto. Chociaż blisko 60. lat temu ludowa władza ten tytuł zabrała. Przerobiła ten spokojny gród z tradycjami na wiochę.

    8 Stacja kolejowa w Sulikowie (rewers), stan dawny i dzisiejszy, w lewym rogu wygląd dworca w roku inauguracji, w 1927

    Stacja kolejowa w Sulikowie (rewers), stan dawny i dzisiejszy, w lewym rogu wygląd dworca w roku inauguracji, w 1927

    Rodzi się więc okazja, aby powrócić, jak to było dawno temu, w roku 1268, do miana miasta królewskiego (w Polsce jest 30 miast ludnościowo mniejszych od Sulikowa)! Zatem okazji 750. rocznicy istnienia królewskiego Sulikowa, z okazji 60. rocznicy uczynienia miastu krzywdy (w 1948 zabrano nazwę – miasto), z okazji 90. rocznicy oddania ludności kolejowego dworca (1927), z okazjo 60. rocznicy odejścia Adolfa Radinga projektanta dworca – warto odprawić mszę. Wierzę, że w obecności prezydenta Polski. Niech żyje Schoninberch (1234), Schonenberg (1400), Schönberg (1526), Szymbark (od 1945) i wreszcie Sulików (po 1948). Niech z mieszkańcami wybija się na ogólnopolskość!

    10. Wrześniowe zdjęcie sulikowskiego dworca zrobione dosłownie wczoraj przez wójta Sulikowa, tego nieodległego królewskiego miasta (2018) - Roberta Starzyńskiego

     Wrześniowe zdjęcie sulikowskiego dworca zrobione dosłownie wczoraj przez wójta Sulikowa, tego nieodległego królewskiego miasta (2018) – Roberta Starzyńskiego

    Przed dwoma laty, nieżyjący już kumpel, wybitny grafik Eugeniusz Get Stankiewicz powiedział mi, że dobrze się czuje w roli Murzyna, czyli postaci z brązu z jego podobieństwo, umieszczoną na frontonie Gazety Wyborczej. Budynku na placu Solnym zaprojektowanym przez Adolfa Radinga. I ja dobrze bym się poczuł w roli Moritza Bissinga ,słynnego saksońskiego sulikowskiego pułkownika zastygając  przed budynkiem odnowionej kolejowej stacji zaprojektowanej przez Adolfa Radinga. Może się uda?

    9 Niemiecki (saksoński) pociąg linii Bogatynia - Zawidów - Sulików -  Zgorzelec, zdjęcie z lat 30. ubiegłego stulecia. Czas wpuścić znów na tory taki zabytkowy  wagon

    Niemiecki (saksoński) pociąg linii Bogatynia – Zawidów – Sulików –  Zgorzelec, zdjęcie z lat 30. ubiegłego stulecia. Czas wpuścić znów na tory taki zabytkowy  wagon

     

     Zdzisław Smektała            Stare zdjęcia i ryciny wyrwałem spod pachwiny.

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po prawej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.

    To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • Hey, hey – Blues Brothers Day!

    Smektała na weekend 55

    Na weekend (21)

    Przepraszam, ale nie jest tak, że każdy dzień musicie przeżywać tak pięknie jak ten, w którym byliście w lunaparku. Bardzo mi żal, że jak to było w latach ubiegłych, nie mogę na obliczu dnia wywołać uśmiechu. A sprawy mają się tak. Od kilku dni moi kumple oraz trochę dalsi znajomi nagabują mnie o wejściówkę ma sobotni koncert amerykańskiej kapeli Blues Brothers. Część zespołu akompaniującego przed laty aktorom Johnowi Belushiemu i Danowi Aykroydowi wystąpi 30 sierpnia, o dzikiej trochę godzinie, o 16, 30 – w autobusowej zajezdni MPK przy ulicy Grabiszyńskiej. Ta część zespołu to dwóch muzyków z oryginalnego, filmowego składu – gitarzysta Steve „The Colonel” Cooper i saksofonista Lou „Blue Lou” Marini. Chudzielec z długimi włosami stąpający jak kot po barowych ladach.

    1 Bracia Blues, kawał legendy światowej rhytm and bluesowej muzyki. Przyswajałem ich postaci i muzę mieszkańcom Wrocławia przez 13 niepechowych lat. Howgh!

    Bracia Blues, kawał legendy światowej rhytm and bluesowej muzyki. Przyswajałem ich postaci i muzę mieszkańcom Wrocławia przez 13 niepechowych lat. Howgh!

    Okazją będzie 34. rocznica narodzin Solidarności. Zajezdnia Grabiszyńska to matecznik dawnego kierowcy Jelcza (tak zwanego ogórka) Władysława Frasyniuka, laureata tytułu bluesmana roku przyznawanego przez mój festiwal Blues Brothers Day. Ale o tym później. Występ BB będzie jednym z kilku koncertów w Polsce. Zagrają jeszcze w Kaliszu i bodaj w warszawskim klubie „Palladium”. Na show The Blues Brothers  w Polsce byłem dziesięć lat temu w Poznaniu. Wówczas to chciałem ich zakontraktować na granie do Wrocławia. A nawet myślałem o ogólnopolskiej długiej trasie. W tymże bowiem Poznaniu, zupełnie przypadkowo, spotkałem na widowni słynnego finansowego przewalacza (wynalazcę oscylatora ekonomicznego) Bogusława Bagsika, którego znałem gdy organizował artystyczne imprezy w ramach Art-B. Bagsik z entuzjazmem przyjął mój pomysł współfinansowania trasy Blues Brothers. Ale po naszej rozmowie już się nie odezwał. Pewnie zamknęli go w pudle.

    Podobnie jak to było w filmie z Johnem Belushim.

    2 Ceramiczna deska do krojenia warzyw produkcji słynnych zakładów w Bolesławcu

     Ceramiczna deska do krojenia warzyw produkcji słynnych zakładów w Bolesławcu

    Ale wracam do zawiedzionych kumpli (i znajomych), którym teraz zbiorowo odpowiadam. Nie mogę Wam podarować biletów ani wejściówek na sobotni koncert bo to nie ja jestem jego organizatorem. Sztukował ten ivent wRoCK for Freedom.

    Ale, może zrobi się Wam na sercu raźniej – ja też nie mam biletu, nawet wejściówki. Ponad trzynaście lat wprowadzałem do Wrocławia ideę Braci Blues (stąd te liczne telefony, smsy i maile o bilety), pierwszy w Polsce napisałem powieść o bluesie w narkotyczno – miłosnym tle. A mimo tego, gdybym chciał posłuchać niesamowity kawałek Crossroad albo hicior Sweet Home Chicago – musiałbym szorować po bilet do kasy. Taka teraz panuje kindersztuba, taka dzisiaj gmina. Ale się nie obrażam. Chłopaki z wROCK for Freedom mają nielichą dotację z miasta więc pewnie rozliczają się z każdego biletu. Ja na Blues Brothers Day(1997 – 2010) zbierałem od sponsorów pieniądze jak okruchy, jak drobiny. Ale i tak udawało się robić niezłą bluesową zadymkę.

    3 Prawdziwy bojowy wojskowy hełm pozyskany dla festiwalu za sprawą ministra wojny i obrony - Jerzego Szmajdzińskiego

    Prawdziwy bojowy wojskowy hełm pozyskany dla festiwalu za sprawą ministra wojny i obrony – Jerzego Szmajdzińskiego

    Mieliśmy plakaty projektowane przez wybitnych artystów. Nigdzie w Polsce nie dawano na koncerty takich oryginalnych biletów (część z tych zachowanych biletów ilustruje dzisiejszy felieton). Rozdawaliśmy kochanej publiczności tony paczkowanej soli, tysiące czarnych t-shirtów, firmowych czapek, tysiące kostek firmowego mydła, tysiące butelek piwa, specjalnie na tę okazję wydawane bluesowe plyty i Bóg wie co jeszcze. Prezydent Zdrojewski zjeżdżał z dachu Teatru Polskiego (bez zabezpieczenia) na linie  a ja z laureatem nagrody Grammy, harmonijkarzem Sugarem Blu, „taranowałem” w blues mobile wjazd na wrocławski Rynek. A wszystko to w idei wolności nie tylko muzycznej. Któregoś roku zorganizowaliśmy nawet międzypaństwowy polsko-czeski bluesowy mecz muzyczny, którego patronkami były dwie bluesem skropione prezydentowe – Jolanta Kwaśniewska oraz Dagmara Havlowa.

    4 Sala Teatry Polskiego wypełniona przez bluesowe roboty, każdy widz mógł takiego robota (z bluesową czapką i t-shirtem) zabrać do domu

    Sala Teatru Polskiego wypełniona przez bluesowe roboty, każdy widz mógł takiego robota (z bluesową czapką i t-shirtem) zabrać do domu

    Do śpiewania bluesa udawało mi się namawiać artystów będących daleko od tego gatunku. Stąd – wymieniam ich z pamięci – oglądaliśmy brawurowe występy takich gwiazd jak filigranowa Śława Przybylska czy uświęcona Duchem Violetta Villas. Śpiewała jazzowa dama, wielce energetyczna Ewa, Bem, także Mira Kubasińska.

    Grali i śpiewali: wybitny pianista i hammondowiec Wojciech Karolak, europejskiej klasy trębacz Tomasz Stańko, harmonijkarz Sławomir Wierzcholski, pianista i showman Waldemar Malicki, nostalgiczny Włodzimierz Nahorny, rockowy Wojciech Korda, operowy Bogusław Morka, skrzypek Konstanty Andrzej Kulka, gitarzysta Tadeusz Nalepa, wciąż nagradzany pianista Andrzej Jagodziński, feelingowa Lora Szafran, saksofonista Zbigniew Namysłowski, basista Krzysztof Ścierański, gitarzysta Jarek Śmietana, kapitalna harfistka Anna Faber.

    5 Duży ceramiczny kafel (40 na 30 centymetrów) z e słynnej fabryki Tubądzin - bilet wstępu opakowany w gustowne tekturowe etui

    Duży ceramiczny kafel (40 na 30 centymetrów) z e słynnej fabryki Tubądzin – bilet wstępu opakowany w gustowne tekturowe etui

    A i z zagranicy przyjeżdżali świetni wykonawcy. Darował nam swój talent dwukrotny laureat nagrody Grammy (nagrał dwie płyty z Rolling Stones) Sugar Blue. Śpiewała żywiołowa czarnoskóra Angela Brown z Chicago. Występowała czołowa gwiazda europejskiego jazzu – Karin Krog z Norwegii. Także Carlos Johnson (znów Chicago), Andy Egert (Szwajcaria), postmodernistyczna Nina Hagen z Niemiec i jeszcze wielu innych znakomitych artystów. Projektowali dla festiwalu plakaty i scenografię wspaniali graficy – Andrzej Mleczko, Andrzej Krauze (grafik brytyjskiego The Guardian, obecnie Rzeczpospolita), Rafał Olbiński (światowej klasy grafik mieszkający w Nowym Jorku, wykonujący okładki i ilustracje do Wall Street Journal, Washington Post, New York Times) czy Andrzej Czeczot (NYC Magazine).

    6 Odlana w hucie w Pieńsku szklana gitara i takiż identyfikator - kolejna wersja biletów na Blues Brothers Day, które zyskały aprobatę widzów tego feelingowego festiwalu

    Odlana w hucie w Pieńsku szklana gitara i takiż identyfikator – kolejna wersja biletów na Blues Brothers Day, które zyskały aprobatę widzów tego feelingowego festiwalu

    Podczas festiwalu zacnym ludziom przyznawaliśmy corocznie tytuł Bluesmana Roku, wyróżnienie dla człowieka niepokornego, mającego własny, autorski ogląd świata. Dostali je nietuzinkowi goście. Władysław Frasyniuk – legenda Solidarności, zagorzały fan bluesa, Mateusz Morawiecki (syn Kornela) – przywódca BZ WBK, senator Józef Pinior (uratował przed komuną 80 milionów PLN), Sylwester Chęciński – reżyser kultowych komedii, Leon Kieres – senator, profesor, samorządowiec, Bogdan Zdrojewski – były szef Wrocławia, minister kultury, euro deputowany, Witold Krochmal  – wojewoda, Andrzej Mleczko – rysownik, ojciec Maciej Ziemba (spowiednik Lecha Wałęsy), Daniel Olbrychski – aktor, Robert Gonera – aktor, Tadeusz Drozda – satyryk. Tylu ich wyłowiłem z pamięci w jednej chwili.

    7 Osobliwy bilet wstępu, czyli 400 stronicowa powieść (projekt okładki Rafał Olbiński) o bluesowej miłości narkotycznej. W jeden dzień wydano 1200 egzemplarzy.

    Osobliwy bilet wstępu, czyli 400 stronicowa powieść (projekt okładki Rafał Olbiński) o bluesowej miłości narkotycznej. W jeden dzień wydano 1200 egzemplarzy.

    Jak zatem widzicie, podobnie jak Bracia Blues i ja miałem misję od Boga.

    Zasiania w naszym mieście sadzonek Dwunastotaktowca. Dzisiejszy felieton napisałem także po to aby – gdy będziecie szli na sobotni koncert do zajezdni na Grabiszyńskiej – natchnąć w Was dumę. Dumę z tego, że nasze miasto nie jest bluesa ubogim krewnym. Wrocław był stolicą bluesa. I może tak być dalej. Chętnie i bezpłatnie przekazałbym mojemu miastu prawa do dalszej organizacji Blues Brothers Day. W Mieście Spotkań wolna muzyka bluesowa jest przecież niezbędna do życia. A zanim traficie na jutrzejszy koncert sprawdźcie czy czytając instrukcję poniżej – rzeczywiście jesteście autentycznym Bratem Bluesa.

    10 Wasz felietonista, omszały bluesem organizator 13 festiwali BBD. Podczas wszystkich edycji w sali Teatru Polskiego nie było jednego wolneg miejsca

    Wasz felietonista, omszały bluesem organizator 13 festiwali BBD. Podczas wszystkich edycji w sali Teatru Polskiego nie było jednego wolnego miejsca

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.

    To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • Misja dla Wrocławia – Mołdawia

    Smektała na weekend 54

    Moldo (11)

    Mieszkańcy Dumnego i Wspaniałomyślnego Wrocławia!

    Mam dzisiaj dla Was propozycję, która pokaże nasze miasto w Europie w przyjaznych barwach. A może nawet przynieść ulgę całemu państwu Starego Kontynentu! Widzicie przecież, co niedobrego dzieje się na wschodzie Ukrainy. Trwa okrutna bezpardonowa hybrydowa wojna separatystami, z potężna Rosją. Prezydent Ras-Putin ma w realności za nic ustalenia zachowawczej Unii Europejskiej, dążenia Ukraińców do zachodniego, demokratycznego świata. Przed laty, w dzieciństwie, krążyła wśród moich rówieśników taka humorystyczna zagadka: Co to jest? Czarne na czerwonym jedzie po zielonym! Odpowiedź brzmiała: Murzyn (wówczas jeszcze nie było poprawnie brzmiących Afroamerykanów) na Javie (czeski czerwony motocykl) jedzie po trawie.

    Moldo (5)

    Dzisiaj białe (kolumna ciężarówek widmo) na zielonym (wcześniejszy kolor rosyjskich samochodów Kamaz) zwabia wojny wrony. Najbardziej cierpią, wielką cenę za wojenne gry płacą zwykli ludzie, grażdanie. A przecież początek był pełen dobrej nadziei. Kijowski Majdan wstrząsany był frenetycznymi okrzykami. Politycy z wielu krajów – od USA po Niemcy – przywozili w sakwojażach przemówienia pełne otuchy, zapewnień o absolutnym poparciu. W szpicy gładko mówców wiedliśmy prym Polscy. Kto tam nie właził na wiecowe podwyższenie. Jarosław Kaczyński, Ryszard Czarnecki, Jacek Protasiewicz, Radek Sikorski i jeszcze wielu pomniejszych „przywódców”. Potem (już w kraju) kłócili się kto słuszniej gadał, który stał wśród szturmówek dłuże na widoku. Złotouści wrócili z płatnej delegacji oyjechali i skończyło się jak zwykle: Krew, pot, łzy (Blood, Sweat & Tears).

    Moldo (8)

    Mam z tej pouczającej przyczyny pomysł dla naszego hardego (dzięki Frasyniukowi i innym) miasta. Wiadomym jest, że pomimo dyplomatycznych  zapewnień niemieckiego MSZ, że można w Doniecku osiągnąć porozumienie – wojna potrwa tam wiele krwawych miesięcy. A terytorialne apetyty rosyjskiego prezydenta bawiącego się w głuchy telefon – rosną. Przy poparciu 80 procent ludności tego odbudowywanego Kraju Rad. Moja propozycja opiera się na uprzedzeniu łapczywości agresorów. Myślę o zbrataniu się Wrocławia z mołdawską stolicą Kiszyniów, zbrataniu się z krajem, który przez Moskwę może być połknięte w następnej kolejności.

    Moldo (4)

    Dzisiaj, nasze partnerskie miasta to miasta industrialne, poukładane, bogate. Stolica mieszczańskiej Hesji – Wiesbaden, Zwingerowe Drezno, to Breda, Charlotte (ISA), meksykańska Guadalajara, izraelskie Ramar Gan, pepiczkowe Hradec Kralove, białoruskie Grodno, sentymentalny dla Wrocławia Lwów, ostatnio francuskie Lille. Przeważnie są to miasta mniejsze od Wrocławia. A ich braterską obecność w Stolicy Dolnego Śląska postrzegam dość umiarkowanie. A i my nie jesteśmy dla tych aglomeracji wigilijną gwiazdką. Z Kiszyniowem byłoby zupełnie, zupełnie inaczej. Naszą gospodarcza i intelektualna potencją, siłą marki, zacność mieszkańców (nie wszystkich rzecz jasna) byłaby dla Kiszyniowa, dla Mołdawii bezcenna.

    Moldo (2)

    Możemy wprawdzie znowu za kilka baniek kupić jakieś znane celebryckie zdjęcia. Tym razem może wybitnej aktorki Marleny Dietrich. Ona przynajmniej była we Wrocławiu w roku 1966 (szykuje się pięćdziesięciolecie tej wizyty, trzeba szykować imprezy), gdzie nieomal nie wylądowała w hotelowym pokoju Zbigniewa Cybulskiego. Można za sutą kasę ściągnąć reprodukcje obłędnie kolorowych obrazów Jacksona Pollocka – ale tym się już trudno we Wrocławiu dowartościowywać, w prawdziwie europejskim mieście. Kilka milionów zaś wydanych na współpracę z Kiszyniowem, z Mołdawią – wrócą do nas bez wątpienia dobrym wiatrem.

    Moldo (3)

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.

    To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • Wrocławska Strona Johna Lennona

    Smektała na weekend 52

    1 Na weekend 52

    Przeczytałem we wrocławskiej wtorkowej „Wyborczej”, że Marilyn Monroe zadomawia się w naszym mieście. A to za sprawą dzisiejszego pokazu w plenerach Ludowej Hali Stulecia filmowej ramotki „Przystanek autobusowy”  – z sex bomba w roli głównej. To była pierwsza rola Monroe po ukończeniu zawodowego The Actors Studio. Fajowo się więc zaczyna mozolne odrabianie 6 milionów społecznych złotych zapłaconych za kilka walizek zdjęć z aktorką (bez prawa biznesowego wykorzystywania jej wizerunku). Taka miła ogórkowa informacja. Ja tam, w te gorące letnie dni, otworzyłbym sezonowe Muzeum Kalesonów Sylwestra Stallone i wokół tej idei organizował masowe plenerowe międzynarodowe walki markowych pięściarzy. Przyniosłyby więcej profitów niż filmy z Blond Marysią.   

    2 Na weekend 52

    Napisałem o letnich gorących dniach, bowiem lato 2014 roku dalekie jest od standardu ogórkowego sezonu. Wschód Ukrainy rozpala się coraz mocniej (wejdą – nie wejdą), wojska Izraela w strefie Gazy unicestwiają prawie wyłącznie cywilów, ofensywa muzułmanów niszczy Syrię, ciężkie klanowe walki dewastują Irak, Bałkany (szczególnie Bułgarię) niszczą gwałtowne powodzie, wirus Eboli w Afryce to dramatyczne stężenie cywilizacyjnych zagrożeń (zabił już ponad 1000 ludzi).

    Dlatego doskonale rozumiem coraz częstsze hasła publikowane na społecznościowych forach – Dość wojen, nieszczęść, oddajcie nam sezon ogórkowy!

    3 Na weekend 52

    To jednak nie będzie takie proste. Także i w Polsce. Już się zaczęła kopanina samorządowych wyborów. Niczym przemysłową paszę trzeba – wspólnie z prezydentem Komorowskim – wtryniać jabłka i inne płody, aby wspomóc przed ogólnokrajową padaczką tubylczych plantatorów, sadowników, rolników, którzy za kilka tygodni będą mieli kłopot ze zbyciem buraków (cukrowych). Ale przecież dobrze wiecie, że nie zostawię Was jak porzucone sieroty, że wskaże pocieszające światełko w foliowym ogrodniczym tunelu z niechcianymi pomidorami malinówkami.

    4 Na weekend 52

    Dwa dni temu, w branżowym amerykańskim muzycznym piśmie, przeczytałem tekst o 8 zdarzeniach o których – pomimo dużej wiedzy o zespole The Beatles – nie miałem pojęcia. A mimo oddania serca jazzowi i bluesowi, lubię muzykę liverpoolskiej czwórki. Szczególnie teraz, po latach, w filharmonicznym, orkiestrowym i jazzowym wydaniu. Godzinami nie wychodzę ze wspaniałej platformy muzycznej AccuRadio gdzie mają Beatlesów w niepoliczalnych wersjach. O tych 8 (z tysięcy) nieznanych obrazkach z życia Beatlesów napisali w gazecie z okazji obchodzonej właśnie 50. rocznicy wielkiego światowego tournee (The Beatles’ 1964 World Tour). W roku 1964, dali 27 gigantycznych koncertów na wszystkich kontynentach. Z tej amerykańskiej publikacji dowiedziałem się na przykład, że w połowie trasy do szpitala na kilka dni trafił Ringo Starr. A myślałem, że w początkach kariery zawsze grali w stałym składzie.

    5 Na weekend 52

     Te 8 zdarzeń (o tym za chwilę) brytyjskich muzyków, odbitki zdjęć Marilyn Monroe znajdujące się w Ludowej Hali Stulecia przywiodły mi na myśl przygodę z moim udziałem. I ja, 45. letni już stażem Wrocławianin, też – jako solista i bez wywalania społecznych pieniędzy – nagoniłem do naszego miasta porcyjkę ogólnoświatowego prestiżu.

    15 lat temu opublikowałem (Wydawnictwo Astrum) poetycki tom: „Jazz Baba Riba” (nakład 5 tysięcy egzemplarzy), Z przedmową bluesmana Tadeusza Nalepy (Breakout) i Tadka prywatnymi zdjęciami. Ale, co ważne – książkę wypełniają rysunki wielkiego omnibusowego artysty Johna Lennona. Otrzymałem jednorazową zgodę na ich publikację (ze szlabanem na następne wydania). To pewnie jedyna wydana w Polsce książka z ilustracjami Lennona właśnie. Byłem wielce szczęśliwy po jej publikacji. Dlaczego we wrocławskim tomie znalazł się John Lennon? To jest książka o dorastaniu w aurze polskich beatloczasów (1964 – 1974).

    6 Na weekend 52

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.

    To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • Grecja, lecz nie Dyskrecja

    Smektała na weekend 51

    1 Manolis Glezos i jego serdeczny wafel Mikis Theodorakis (autor muzyki do Greka Zorby)

    Manolis Glezos i jego serdeczny wafel Mikis Theodorakis (autor muzyki do Greka Zorby)

    Mijane gorące lipcowe dni przynoszą ważne w historii daty.

    Kilka dni temu celebrowano w światowych mediach 100 lat od wybuch I Wojny Światowej (do dzisiaj mało kto wie dlaczego wybuchła). Walczyło w niej – na różnych, wrogich sobie frontach – blisko 3 miliony Polaków. Dla pół miliona naszych rodaków (!!!) była to wojna ostatnia – oddali w niej życie. Często, w przeciwstawnych zaborczych armiach – zabijali się nawzajem. Taka była cena nowej polskiej państwowości. Dzisiaj znowuż – 1 sierpnia, obchodzimy 70. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego (przystańcie o 17 na chwilę). Odbywają się patriotyczne przemowy, są medale, awanse i słowa powstańców, że mimo klęski odnieśliśmy zwycięstwo. Mało kto chce podjąć rzetelną rozmowę o fatalnych decyzjach ówczesnych dowódców unicestwiających polską stolicę, serce narodu.

    A proporcja polskiej ofiary w miejskich walkach z Niemcami przeraża. Powstanie trwało 63 dni. Jego efektem była śmierć 200 tysięcy mieszkańców cywilnych, plus 20 tysięcy walczących w powstaniu żołnierzy. Okupant, tuż przed metodycznym zburzeniem miasta, wygnał na poniewierkę 550 tysięcy jego mieszkańców.

    Zaś po stronie niemieckiej (raport generała von dem Bacha) zginęło 2 tysiące żołnierzy (!!!), 9 tysięcy zostało rannych. Zatem 1 unicestwiony Niemiec przypadał w tym narodowym zrywie na 220 zabitych Polaków!

    2 Młode Greczynki leczące (po przegranej wojnie domowej) rany w tajnym wojskowym szpitalu w Dziwnowie

     Młode Greczynki leczące (po przegranej wojnie domowej) rany w tajnym wojskowym szpitalu w Dziwnowie

    Takie szokujące proporcje ludzkich ofiar występują do dzisiaj w miejscach gdzie gniew gołych pięści ściera się z techniką, z nowoczesną bronią. W ciągu trzech zaledwie lipcowych tygodni walk pomiędzy palestyńskim Hamasem a Izraelem w okolicach Gazy zginęło 1400 Palestyńczyków (bardzo wiele kobiet i dzieci), 7 tysięcy zostało rannych. Straty izraelskie – 57 żołnierzy! To są okropne, niesprawiedliwe czasy dla świata, który bez końca zmaga się z konwulsjami ekonomicznymi (jako państwo zbankrutowała właśnie Argentyna), terroryzmem, echem etnicznych wojen, religijnych porachunków (te są najbardziej krwawe niestety).

    3 Najpiękniejsze kobiety Wschodniej Europy - młode lubiące wino Mistella oraz Lacrima Greczynki ze Zgorzelca - był gomułkowski rok 1969

    Najpiękniejsze kobiety Wschodniej Europy – młode lubiące wino Mistella oraz Lacrima Greczynki ze Zgorzelca – był gomułkowski rok 1969

    Przed laty, reżyser Andrzej Wajda, na wybranych filmowych obrazach, pokazywał nam, studentom łódzkiej filmówki, na czym, na ekranie, polega dramat ludzkiej śmierci. Wybrał fragmenty światowych filmów z ekstremalnymi scenami. Wybuchały bomby unicestwiające setki ludzi, karabiny maszynowe ścinały wiele ludzkich istnień, zamachowcy zabijali gromady niewinnych ludzi. A i tak największe wrażenie na naszej grupce studentów (takie było zamierzenie Wajdy) zrobiła kameralna scena z japońskiego filmu, w którym główny aktor, posługując się tylko kijem, nie mógł skutecznie uśmiercić filmowego przeciwnika. Obaj męczyli się bardzo. Udowadniali tą scena, że to nie wybuchem granatu, serią z automatu możemy skutecznie wstrząsnąć sumienie. Bardziej porusza beznadziejny etat Syzyfa, dramat jednego człowieka.

    4 Najwięksi hippiesi gomułkowsko-gierkowskiej Polski, zgorzeleccy Grecy, na schodach Powiatowego Domu Kultury

    Najwięksi hippiesi gomułkowsko-gierkowskiej Polski, zgorzeleccy Grecy, na schodach Powiatowego Domu Kultury (1974)

    Kilka dni temu, Julia „Mafalda” Łobodzińska, młoda i bardzo zdolna operatorka (oglądałem imponujące portfolio) i jej zawodowy partner z Los Angeles, w ramach festiwalu Era – Nowe Horyzonty, przeprowadziła ze mną półgodzinny wywiad. Rozmowę na temat współczesnego greckiego kina. Oraz na temat obecności Greków we Wrocławiu, w Polsce. Rzetelną wiedzę o greckim kinie zamknąłem na twórczości Theo Angelopoulosa, który tuż przed 80. (zimą 2012 roku) został w Pireusie zabity przez motocyklistę.  Angelopoulos celnie trafiał do mojego rozumu przedstawianiem pojedynczego człowieka walczącego z Systemem. A mnie przez całe niemal życie bardziej niż zwycięstwa tłumów (zajrzyjcie do prac Gustawa LeBona) zajmował człowiek w matni, wkopany w kąt, w sytuację bez wyjścia. Wówczas to dramat istnienia objawiał się najprawdziwiej.

    8 Autor felietonu z artystą i doktorem filozofii Iliasem Wrazasem, podczas egzorcyzmów (namawiałem go aby został ojcem chrzestnym mojego syna Radka)

    Autor felietonu z artystą i doktorem filozofii Iliasem Wrazasem, podczas egzorcyzmów (namawiałem go aby został ojcem chrzestnym mojego syna Radka)

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.

    To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd

  • W wannie z B. B. Kingiem!?

    Smektała na weekend 50

    Smektała na weekend  (10)

    Dzisiaj Lekutki Jubileusz. 50 kawałek na weekend.

    Przez te minione 50 tygodni nie doznałem od strony wydawcy cenzorskich uwag. To dzisiaj w mediach niebywałe, naprawdę rzadkość. Raz tylko – w tekście o Bogdanie Zdrojewskim – poniosło mnie kumplostwo, polukrowałem (ale bez serwilizmu) zdania. Dzisiaj dziennikarze to zazwyczaj posłuszni wykonawcy poleceń wydawanych przez ważniejszych od nich. Dziennikarstwo to w swej masie krótkie, powierzchowne teksty. Mało misji, finezji – dużo błota, picu, interesu wydawcy. Lubiłem swoje dawne boje z cenzurą. Bardzo często pracowali tam inteligentni ludzie. Pisanie z podwójnym kluczem, słowne zamienniki, ukryte pointy – to były satysfakcje autorów. Można się było o swoje wykłócić. Chociaż tych kłótliwych też nie było zbyt wielu. Chcę z tej jubileuszowej okazji pokazać, że przed ćwierć wiekiem również toczyło się życie. Ludzie marzyli, kochali, dzielili radości i smutki, nie poddawali się marazmowi. Chcieli być Europejczykami.

    Smektała na weekend  (1)

    Dziennik Sto Dni Odcinek 442 Piątek Lipec 1987 roku

    Nie mam jeszcze tematu na najbliższy świąteczny felieton. Może przycytuję fragmenty niezwykle szczerego listu dziewczyny z Wałbrzycha, która na czerpanym pachnącym papierze napisała i wysłała na mój adres długą powiastkę o tym, o czym marzą 25-latki leżące samotnie w wannie?

    * A może o drukowanych teraz w prasie reperkusjach z festiwalu „Jazz Jamboree”, na które pojechałem za połowę honorarium, bo moja „Gazeta Robotnicza” nie była tym muzycznym zjawiskiem zbyt zainteresowana. Ale i tak dziękowałem Bogu, że dostałem delegację. Ostatnie „Jamboree” to był rzeczywiście muzyczny skandal. Tuż przed koncertem, na oczach publiczności, pod fortepian na scenie w Sali Kongresowej podkładano kapsel od piwa. Po to, aby się zbytnio nie bujał!!! Rzecz całą filozoficznie potraktował słynny pianista Herbie Hancock. W kraju Fryderyka Chopina nie ma porządnego instrumentu? Ciekawe, mhmm, ciekawe – powiedział wirtuoz fortepianu bez specjalnego zdenerwowania. Wiedziałby w jakim kraju gra?

    Smektała na weekend  (2)
    * Z „rozpaczy” nad tym międzynarodowym blamażem, razem z Jankiem Izbińskim, największym i najbardziej niedocenianym polskim wokalistą bluesowym, rozpiłem w kuluarach Pałacu Kultury naprądowaną mocno połówkę „Klubowej”. „Izba” Izbiński to wokalna gwiazda wrocławskich jazzowych „Samych Swoich”. Ale i wielu innych znanych w kraju big-bandów. W Świnoujściu, gdzie mieszka na stałe, był (i chyba jeszcze jest) ogólnie szanowanym cinkciarzem. Największym bluesmanem wśród cynków (i odwrotnie). Piliśmy tę gorzałę wśród watah śpiących w korytarzach braci Węgrów, Czechów, enerdowców, którzy przyjechali na Jazz Jamboree do Warszawy zaczerpnąć ducha wolności. Smektała na weekend  (3)

    * Warszawski festiwal to prawdziwie europejski (wschodnio szczególnie) kulturalny ewenement. To powiew rzeczywistej wolności, powiew free jazzu, Coca Coli, Zioła, ścieralnych jeansów, hamburgerów, powiew Ameryki, Nowego Jorku. Miasta, w którym, jak napisał w liście do mnie wielki polski rysownik Andrzej Czeczot, jest pełno nabzdryngolonych artystów. I ocean możliwości tak wzlotów jak i lądowania na śmietniku. Napisał też, że wciąż nosi zieloną brezentową polową amerykańską czapkę wojskową, którą zaraz po wybuch stanu wojennego, wysłałem mu do obozu internowania. Jamboree to wspólnota duchowa, przeświadczenie, że uczestniczy się w czymś wyjątkowym. Kiedy więc udało się w kuluarach przeprowadzić dla „Gazety Robotniczej” i „Polityki” feelingowa rozmowę z królem bluesa B.B. Kingiem myślałem, że za chwilę z nerwów i wzbierającej emocji – eksploduję. Byłem szczęśliwy, „na zawsze” dostałem od króla kostkę do gitary.

    Smektała na weekend  (5)

    * Z pocztowej skrzynki wyjąłem kartkę z Aten od Jacka Wekslera, zdolnego wrocławskiego reżysera teatralnego. Jest na stypendium w stolicy Grecji. Miał popchnąć w tamtejszym ministerstwie kultury tłumaczenie moich dwóch „greckich” powieści:  „Liszaj” oraz „Chciwy żywot grajka”. Napisał tak: ”Zdzichu, w kapitalizmie – jak wiesz – jest ciężko. Rozmawiałem o sprawie ze znaną ci koleżanką Ypsilandi (wiceminister kultury – Z.S.). Także z jej wysokimi urzędnikami w ministerstwie. Wszyscy mówią, że Cię kochają. Ale nie mają tyle kasy by poprzeć finansowo te dwa wydawnicze projekty. Odłóżmy więc Twój przyjazd na szczęśliwszą okazję. Bardzo mi pomaga polecony przez Ciebie Christos Arwanitidis. Herbatnikujemy. To tyle na razie. Ściskam. Jacek.” Szkoda. Wszystko odwleka się w czasie. Może stracić na aktualności.

    * Papież Jan Paweł II został lareatem wielkiej Poetyckiej Nagrody Liviano. To prestiżowe włoskie wyróżnienie zostało mu przyznane za międzynarodową antologię Karola Wojtyły. Jakie to ciekawe – jeden umysł – dwóch mężczyzn. Ponoć poeta znacznie lepiej niż naukowiec rozumie dookolną naturę. W znanych mi utworach poety Wojtyły przewija się wciąż natrętne pytanie ponckiego Piłata – Czym jest prawda? A także, czym jest przeświadczenie, że jest to poezja dla pasterzy znających biblię. A nie dla pasterzy z biblii.

    Smektała na weekend  (9)

    Na zdjęciu z 1987 roku: autor felietonu przebywający w Wiesbaden, gdzie na okolicznych winnicach zbierałem jesienią winogrona. Zarabiałem na rękę 100 zachodnich marek dziennie. Te dniówkowe 100 marek pozwalało wówczas w Polsce (z rodziną: żona, dwóch synów) żyć przez miesiąc. To był dopiero syty przelicznik.

    Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla

    Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.

    To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd