Tag: Wszystko na sprzedasż i inne wspomnieniowe byty

  • Andrzej Wajda – Człowiek zabijany kijami

    Andrzej Wajda – Człowiek zabijany kijami

    Wczoraj, w poniedziałek przed południem, w naszej bohemistycznej kawiarni „Literatka” na wrocławskim rynku, prywatny wykład o polsko – ukraińskim klinczu dał Wojtek Smarzowski, reżyser wchodzącego na ekrany filmu „Wołyń”. Przyniósł (do posmakowania) wspaniale ilustrowany, pokaźny album o Wołyniu. Tym czarno-białym, sfotografowanym przed wojną. I o „Wołyniu” uwiecznionym na filmowym planie. Smarzowski powiedział wczoraj niezwykle ważne zdanie, puszczane mimo uszu przez wielu złotoustych mędrków, tych z pseudopatriotycznym podbicięm:

    „Prawdy nie można zatajać. Zatajanie prawdy o zbrodni to prosta droga do następnych zbrodni”. W tej filmowej brutalnej historii opowiedzianej przez Smarzowskiego bardzo przekonuje mnie narracja zbiorowego szaleństwa opowiedziana przez młodą dziewczynę, Zosię Głowacką, na siłę wydawaną za mąż. Ten sposób obrazowania rzeczywistości pasuje do moich wieloletnich literackich doświadczeń. Do tego, że największe masowe ludzkie niegodziwości najcelniej stygmatują jedne oczy, jedne uszy, jeden człowiek. Smarzowski przypomina w tym mistrza Andrzeja Wajdę za młodu.

    Prawdę tę posiadłem w trzewiach ponad trzydzieści lat temu, na zajęciach prowadzonych przez Andrzeja Wajdę, mojego profesora w łódzkiej filmówce. Wczoraj, wspominaliśmy też najwybitniejszego filmowego twórcę, który tworzył polskie historie nie dla łaskotek próżności. A dla możliwości leczenia narodowych ran. Na całe życie zapamiętam wykład profesora Wajdy o dratyźmie nieudolnego zabijania człowieka kijami. I o banalności ścięcia oddziału żołnierzy serią z Kałasznikowa.

    Na tym wajdowym wykładzie stygły moje przypuszczenia, że w sztuce, literaturze – najbardziej przekonujące są losy człowieka wkopanego w kąt, bez możliwości negocjacji. I takich nieszczęśników starałem się pokazywać w moich powieściach („Chciwy żywot grajka”, „Liszaj”). Profesor Andrzej Wajda – latami – nie tylko oswajał mnie z polską pokancerowaną duszą, ale i pomógł właściwie wyrzeźbić moje męskie libido, przybliżał realny zapach kobiety. Film „Wszystko na sprzedaż” (1968) pokazał czym może być damsko–męski high life w góralskim kożuchu. A „Polowanie na muchy” (1969) ze zjawiskową Małgorzatą Braunek obnażył męską mizerię w daremnej walce z kobietą.

    Ostatni, wizjonerski film Andrzeja Wajdy „Powidoki”, kandydat do nagrody Oscara, czyli 40. film, 90. letniego reżysera – jest kontynuacją jego artystycznej drogi. Podawania rzeczywistości bez kitu, majstrowania przy niej przez kurdupli, szeregowców historii. Charyzmatyczny malarz Władysław Strzemiński, człowiek chromy fizycznie lecz wielki ideami – nie chce w socrealizmie, w zamtuzie, lokować swojej sztuki. Wybiera samotność, ową bytność w kącie Ale to jest naturalne. Samotność bowiem jest przeznaczeniem wielu wybitnych artystów. „Powidoki” to przestroga, testament Wielkiego Reżysera.

    Klasę Andrzeja Wajdy obrazuje relacja z planu filmu „Popiół i diament” (1958) opowiedziana przez Mistrza: „Zbyszek Cybulski przyjechał w dniu rozpoczęcia zdjęć o siódmej rano i natychmiast udał się do garderoby. Zobaczyłem go, kiedy wychodził szybkim, zdecydowanym krokiem, a za nim biegły dwie panie od kostiumów i wołały zrozpaczone: Panie reżyserze, on nie chce się przebrać!!!”.

    Zapalam za niego znicze podobne tym z „Popiołu i diamentu”. I pochowałbym Profesora na Wawelu, ale wybrał Salwator..

    Zdzisław Smektała