Tag: Z Woody Allenem w okolicach Zaduszek

  • Z Woody Allenem w okolicach Zaduszek

    Z Woody Allenem w okolicach Zaduszek

    Duszą Myśląca Ludności! Nie oddawajcie – proszę – dzisiejszego zmroku bez walki. Ja, na tarasie mojego spichlerza, postawiłem rozłożystą, metrowego przekroju, ceglanego koloru – chryzantemę. I zapalę znicz Dla Wszystkich Którzy Odfrunęli.  Wszak jutro Święto Zmarłych – tak zakorzenione w naszej narodowej tradycji. Wczoraj zaś spotkałem – na wrocławskim rynku – zamyślonego Cezarego Kussyka. Niegdysiejszego, wziętego aktora Teatru Polskiego, dzisiaj samotnika, po ingerencjach na sercu, człowieka o twarzy Bustera Keatona. Zapytałem go wprost, bez wsadu dyplomacji, czy boi się śmierci?. Odparł, że tak, ale bardziej od niego boi się jej Woody Allen, ciągle o tym mówi, pisze.

    smektalyki-11-zaduszki-4

    Cezary Kussyk

    DWA

    Tylko, że Woody Allen – powiedziałem do Czarka – nawet z Chwil Ostatecznych robi komediowy scenariusz. Mówi – na przykład – że nie boi się umrzeć. Nie chciałby tylko być w pobliżu, gdy to się stanie w jego żałosnym życiu. A, że jego życie jest żałosne, to także dlatego, że ostatni raz był w kobiecie zwiedzając… Statuę Wolności. Ale jednocześnie – dodaje Allen – wierzy w absolutną mądrość Boga. Gdyby bowiem nie chciał, żebyśmy się masturbowali, dałby nam krótsze ręce. Tak do spraw ostatnich podchodzi permanentny szyderca, amerykański pisarz, reżyser, aktor (miasto dozgonne Nowy Jork).

     smektalyki-11-zaduszki-1

    Dusze nieobecnych pokazane na Domku Miedziorytnika Eugeniusza Geta Stankiewicza

    TRZY

     Cezary Kussyk, rówieśnik Woody Allena (Allen nakręcił 47 filmów, 7 więcej od Wajdy), odwdzięczył się przypomnieniem innego Amerykanina, pisarza Philipa Rotha. Autora głośnej powieści „Kompleks Portnoya” i wielu innych znakomitych, np. „Teatr Sabata”. Wyznał, że w okolicach Zaduszek, często czuje się jak jeden z bohaterów Rotha, schodzący ze sceny życia aktor, który niespodziewanie utracił swój talent. W teatrze, w którym grał wiele lat, nagabywał kolegów, czy gdzieś na scenie nie widzieli jego talentu. Gdyby znaleźli, prosił o oddanie. Nie był ten talent – być może – największy, ale ma dla niego, tego aktora, wartość sentymentalną. Zatem gdyby go odkryli, prosi o zwrot.

     smektalyki-11-zaduszki-3

    CZTERY

     Bardzo Kussyka rozumiem. Tak właśnie, w te refleksyjne dni, chcemy wspominać chwile minione. Wyjść do ludzi bez wielkich oczekiwań, poczuć ich bliskość. Taką bliskość miał wśród innych, Jurek Matysiak, też z ingerencjami na sercu. Zwany przez kumpli „Koniem” (wyścigi konne, bytowanie koni, były jego pasją). Legendarny rekwizytor, aktor w wolnych chwilach. Postać z wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych (pracował w niej pół wieku), który odszedł kilkanaście dni temu (miał 72 lata). „Koniu” był kaskaderem, dżokejem, instruktorem konnej jazdy. Pracował przy ponad setce polskich filmów. Uczył fachu Daniela Olbrychskiego, przy kręceniu „Diabła” Żuławskiego, koń rozwalił mu brzuch. Zajął się więc filmowymi rekwizytami. Miał osobiste zezwolenie na „kredową” wizytówkę o treści: Artystyczny doradca reżysera Radosława Piwowarskiego (tego od „Marcowych migdałów”). Był lubiany przez wielu reżyserów (Chęciński, Krzystek).   Maciek Żurawski, nakręcił o nim dokumentalny film „Czyż nie dobija się koni” (tytuł zapożyczony od Sydney’a Pollacka).

    smektalyki-11-zaduszki-2

     „Literatka”, miejsce „różnistych” dysput

    PIĘĆ

      „Koniu”, był moim bliskim sąsiadem. Mieszkał przy Kazimierza Wielkiego, ja przy  Wierzbowej (odległość 100 metrów). Często rozmawiał ze mną ze swojego balkonu położonego na pierwszym piętrze. Spotykaliśmy się w spożywczaku za rogiem, w muzycznym saloniku „De’Molika” u Marka Dudka, na ławce w parku, dawniej nazywanym Hanki Sawickiej oraz w pobliskim gabinecie „Zdrowe Nogi”. „Koniu” nieustannie narzekał na upierdliwość żony, ale gdy jej zabrakło, zaczął obsuwać się w dół. Uwielbiał go mój syn Radek, specjalista od komputerowych gier, scenarzysta. Mieli wiele wspólnych tematów. Przez ostatnie lata spotykaliśmy się na rynku w „Literatce”. Tam trzymał rolę takiego wrocławskiego Janka Himilsbacha. Lubił wypić, mówił mało, ale smacznie, jak bohaterowie „Armii Konnej”, wielkiej książki Izaaka Babla. Tak jak Janek Himilsbach, obiecywał, że zaangażuje mnie do nowego filmu z jego reżyserią – tak „Koniu” opowiadał o pokaźnym spadku, za który z artystami z „Literatki” nakręci fabułę.

     smektalyki-11-zaduszki

    Jerzy Matysiak „Koniu”

    SZEŚĆ

     W „Literatce” siadywał raczej z boku, na brzegowych krzesełkach. Nie pchał się do jądra zdarzeń. Ale gdy tylko powiedział jedno zdanie, reszta zgromadzonych kumpli, życzliwie wsłuchiwała się w te suche, ascetyczne słowa. Na zawsze zapamiętam jego epizod w filmie Piwowarskiego „Marcowe migdały”, o brudnych atakach na studentów w marcu 1968 roku. Zagrał tam betonowego partyjniaka, krzyczącego na wiecu z emfazą: „Studenci do nauki, pisarze do piór, Syjoniści do (uwaga) Syjamu!”. Tej kwestii mógłby mu pozazdrościć ówczesny I Sekretarz PZPR Władysław Gomułka. Aby podkręcić absurd tej sytuacji, prowadząc, moderując ogólnopolską premierę filmu Piwowarskiego „Marcowe migdały” we wrocławskim kinie „Warszawa”, jako mojego „tłumacza” w kontaktach z widownią, zatrudniłem Wietnamczyka, restauratora, pana Nguyena, który te gomułkowskie kwestie wykrzykiwał w swoim języku. „Koniu”, już tego tekstu nie powie.

     smektalyki-11-zaduszki-6

    SIEDEM

     Duszą Myśląca Ludności! Nie oddawajcie – proszę – dzisiejszego zmroku bez walki! Zapalcie także jutro, pojutrze, świeczkę za bliskich i dalszych, znajomych i nieznajomych. Po zmroku – a dzisiaj, po zmianie czasu, już po czwartej zanika dzień – wszystkie groby są do siebie podobne. Każdy przecież ma w pobliżu swojego sercowego kumpla „Konia”. Jak Boga kocham.

     Zdzisław Smektała