Smektała na weekend 68
Samorządowe karty leżą już na stole, odkryte, w pełnym świetle dnia. Wybraliśmy na najbliższe lata herosów mających nas prowadzić w kierunku raju. Te najbardziej bliskie ludziom wybory zapiszę w mojej pamięci z kilku powodów. Takich jak nadzwyczajny, niespodziewany wynik PSL, który dzięki szczęśliwemu losowaniu partyjnych numerków – trafił na pierwsze miejsce, na pierwszą stronę słynnej a mylącej książeczki. Jak nieoczekiwane dla mnie zachowanie szefa SLD, Leszka Millera, wpadającego bez przymusu w objęcia mistrza destrukcji, Jarosława Kaczyńskiego. Jak przegrana we Wrocławiu redaktor Wandy Ziembickiej, która będąc tytanem pracy, źródłem pomysłów, nie dostała się do rady miasta. Ale po kolei.
Zapamiętam te wybory z partaniną w tle – przez pryzmat obalenia się na glebę powagi Państwowej Komisji Wyborczej, która życiorysami będąc z innej epoki – poległa w świecie informatyzacji, komputerów i ich oprzyrządowania. Sędziwy sędzia Kazimierz Czapliński i jego omszali koledzy przegrali z komputerowym niedoskonałym programem przygotowanym przez studentkę. I tak – podczas realnej wyborczej próby – zmierzyły się dwa światy. Ten, który powinien cieszyć się zasłużoną emeryturą – z tym, który powinien zaświadczać o istocie nowoczesnego państwa. Szef PKW kierował tym ciałem, wypowiadającym komunikaty w zwolnionym tempie, 23 lata. W życiu państwa ścigającego się ze światem to cała epoka. Kiedy w 2012 nadano mu Order Odrodzenia Polski uzasadniono, że to za stworzenie administracji wyborczej. I na tym można było poprzestać. Teraz omszali sędziowie mają żal za ataki zewsząd. Ale jak poszły wybory – każdy widział, słyszał i czuł.
Te kulawe technicznie wybory sprolongowały prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu zapotrzebowanie na nowy zamach, potwierdzenie wszechobecnego spisku. PiS te wybory wygrał ale realnie przegrał. Dalszy jest bowiem od realnego rządzenia niż to było przed wrzuceniem kartek do urn. A więc twardy elektorat prezesa dowiedział się, że nastąpiło fałszerstwo. Przysycha, marginalizuje się sprawa Smoleńska – trzeba było dolać świeżej farby. A nawet gdyby liczne sady uznały, że to ogólnopolskie głosowanie było zgodne z procedurami – tym gorzej dla sądów. Wszak wiadomo – są nieobiektywne, chodzą na pasku „przypadkowo wybranego” prezydenta RP. Trzeba więc przeciwstawić się – tak mówi prezes – „niszczenia przez PO-PSL polskiego państwa i jego instytucji, manipulacjom, ograniczaniu wolności słowa i praw opozycji oraz godzenia w podstawy demokracji.” . Przy takim podejściu do polityki możliwość koalicji PiS z kimkolwiek równa jest teraz zeru. Jak Boga kocham. A zapraszanie na marsz w dniu 13 grudnia jest obelgą dla depozytariuszy tej daty.
Organizacyjnie kulawe wybory sprawiły, że przez chwilę kumplem prezesa Kaczyńskiego został kierownik SLD, Leszek Miller. Jak się okazało – tylko na chwilę. Wspólny misiek strzelony przez tych gości naprawdę mnie zdumiał. Do tego uścisku polityków przeciwstawnych opcji uważałem Leszka Millera za roztropnego lidera SLD, który – pomimo programowej bryndzy (hasła SLD zostały prawie w całości podprowadzone przez PO oraz PiS) stara się o utrzymanie swojej partii w ryzach, na powierzchni. Jednak okropny rezultat ostatnich wyborów odebrał Millerowi zdrowy rozsądek. Mimo, że usilnie teraz tłumaczy ów sfałszowany uścisk dobrem państwa – Leszek Miller wyrównał wynik dawnego meczu z e Zbigniewem Ziobro. Teraz zrobiło się 0 : 0. Domaganie się wyborczej sprawiedliwości wspólnie z Jarosławem Kaczyńskim – nie tworzy historii typu Bonnie i Clyde. To raczej doktor Jekyll i pan Hyde (zgadnij koteczku – kto tutaj gra role pana Hyde?).
Gdy pominiemy porachunki partii i polityków – ostatnie samorządowe wybory ujawniły nowe chciejstwo ludzi przychodzących do urn. Z tego też powodu prawie wszyscy prezydenci wielkich polskich miast zaliczyli drugą turę. Ta potężniejąca nowość to nieprzeparta chęć większego podporządkowania miast jego mieszkańcom. Nowe drogi, obwodnice, miejsca parkingowe, miejska komunikacja, rowerowe ścieżki (szczególnie silne lobby), przedszkola, nowe miejsca pracy były znacznie ważniejsze niż wyborcze slogany tych, którzy celowali w ogólniki. A nie w – na przykład – w skwer imienia Marszałka Piłsudskiego. Ta ochota wygodnego życia w bezpiecznym otoczeniu górowała nad – chociażby najbardziej efektownymi ventami. Nawet we Wrocławiu, który jest zarządzany rozumnie, wśród wydarzeń globalnych – nie brakuje pozytywistycznych działań skierowanych na wygodę mieszkańców – też odczuwało się taką tendencję.
Zdjęcia – Andrzej Walkusz
——————————————————————————————————————–
Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, w piątek od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:
Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku, po prawej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.
Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla. Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie.
Zdzisław Smektała copyright www.wroclaw.pl bbd@bbd






Dodaj komentarz