Wybitni Europejscy Smakosze Miejskiego Krajobrazu!
I Wy, konsumenci lenistwa – ceniący wygodne rozwalanie tyłka na miejskich ławkach. Dzisiejsza umoralniająca pogadanka będzie o owym milionie złotych, które tak szumnie przyobiecałem zdobyć dla naszego jedynego Euro Wrocławia. Sprawdzicie teraz, że nie łgałem jak Franciszek Smuda o sile swojego trenerskiego talentu.
Oto więc fakty potwierdzające moją tytaniczną miłość do miasta Braci Blues!
Na wrocławskim Rynku, pod numerem 4, prowadzę galerię sztuki oraz biuro organizacji festiwali i działań medialnych. Numer 4 to secesyjna brama, w której jest także wejście do restauracji Lwowska – to okazała brama usytuowana naprzeciw miejskiej fontanny.
Pomiędzy fontanną a moją galerią postawione są ławki. Są to ławki obskurne. Z liszajowatą farbą, powycierane, z nadżerkami. Jeszcze kilka lat temu, dziesięć z nich stojących przed galerią, liftingowałem za prywatne pieniądze. Wymieniałem w nich połamane dechy, malowałem całe ławki, uzupełniałem podprowadzone przez kolekcjonerów śruby mocujące. W latach ostatnich, czyli latach klasycznego kapitalizmu pęczniejącego krwią proletariuszy, już mi się nie chciało zabiegać o miejski patriotyzm. Zwątpiłem – za co przepraszam – w jasną obywatelską przyszłość. Ale zanim – upadły parweniusz – stałem się mniej czułym na estetykę wrocławskiego Rynku, puściłem do prezydenta miasta taką oto opowiastkę:
Rafał Dutkiewicz
Prezydent Wrocławia
Urząd Miejski
Szanowny Wielce Panie Prezydencie!
Proponuję Panu realizację mojego autorskiego pomysłu – pożytecznego dla naszego miasta. Dla mieszkańców Wrocławia i coraz liczniejszych turystów, krajowych i zagranicznych. Proponuję realizację praktycznej idei, którą nazwałem „Ławki dla Wrocławia”. Istota tego pomysłu opierałaby się na tym, że na miejsca wskazane terytorialnie przez specjalistów Urzędu Miasta wstawiłbym, plus minus, pięćset nowych ławek (!!!). Ławek zaprojektowanych specjalnie dla naszego grodu. Ławek wyposażonych w charakterystyczne rozpoznawalne elementy nośne – w nogi uformowane w kształcie litery W (W – jak Wrocław).
To będzie nasz mocny reklamowy znak rozpoznawczy. Takich ławek, związanych z nazwą miasta, nie będzie miała żadna polska aglomeracja. Ba, ławek z pierwszą literą miasta nie ma na całym świecie. Atrakcyjność idei polegałaby na tym, że ławki w tym kształcie, z wrocławskimi elementami, zupełnie odmienią wizerunek placów, parków, ulic.
A – co jest najważniejsze – miasto na takie praktyczne, ale i marketingowe przedsięwzięcie, nie wydałoby z miejskiej kasy marnej chociażby złotówki!!!
Od kilku lat za własne, prywatne pieniądze, konserwuję (wymiana desek, pordzewiałych śrub, malowanie wytartych desek) dziesięć ławek usytuowanych na Placu Gołębim, naprzeciw mojej galerii QubeQ, czyli Jazz dla Mass. Lecz mimo tych kosmetycznych zaprawek ich stan w tym prestiżowym miejscu, nawiedzanym przez licznych turystów, jest coraz gorszy (załączyłem zdjęcia). Podobnie zresztą jest z ławkami w innych miejscach miasta.
Trzeba to koniecznie zmienić. I właśnie chciałbym to uczynić z niewielką pomocą moich przyjaciół. Tak jak Joe Cocker. Mój dogodny dla miasta pomysł zasadza się na tym, iż fundatorami (płatnikami) nowych pięciuset ławek byłyby wrocławskie (i nie tylko wrocławskie) przedsiębiorstwa, organizacje gospodarcze, supermarkety. Firmy honorowane za swój sponsorski gest dla miasta mosiężną tabliczką przytroczoną do oparciach nowych ławek.
Rozmawiałem już, Panie Prezydencie, z kilkunastoma przyjaznymi firmami, które bardzo chętnie ufundowałyby te oryginalne autorskie mocno wrocławskie siedziska. Wszystko odbywałoby się na przykład pod skutecznym medialnym patronatem – na przykład – ośrodka regionalnego TVP.
Miejsca postawienia na wskroś wrocławskich ławek mogliby, a nawet powinni – oprócz urzędników – wskazywać wrocławianie. Byłoby to dobrym znakiem współdecydowania obywateli w sprawach miasta. Mój ławkowy pomysł nie jest wyłącznie pomysłem wizjonera – marzyciela. Przygotowałem – wspólnie z branżowym fachowcem – autorskie projekty przyobleczone w graficzne obrazy. Przygotowałem je w kilku kategoriach tak zwanego wypasu. Od ławek bogatych, high life’owych, tych o prestiżowym wyglądzie – sytuowanych w ścisłym centrum, w Rynku i jego przyległościach – poprzez ławki typu middle class, aż po te skromniejsze, ustawiane w parkach, w odległych dzielnicach Wrocławia, na miejskich antypodach.
Pan Prezydent – a przede wszystkim Pana umordowani robotą urzędnicy – przy tej społecznej inicjatywie nie mieliby zbyt wiele kłopotów. Idzie mi bowiem wyłącznie o medyceuszowe przyzwolenie Pana Prezydenta, o silny, rozpoznawalny patronat nad zmianą wizerunku naszego miasta. Resztę załatwię sam przy pomocy apologetów Wrocławia. Jestem przekonany, że w czasach współistnienia we Wrocławiu Hewlett Packarda, LG i innych globalnych inwestorów projekt ten uda się bez komplikacji.
Z wyrazami szacunku
Fan Wrocławia
Zdzisław Smektała
Wynik tego obywatelskiego anonsu był taki, jak wyniki tubylczej reformy zdrowia, czyli zerowy. Cóż, taka gmina. Ale dzisiaj jest sytuacja nowa. Przed mistrzostwami Europy 2012 – warto, a nawet trzeba do tej idei powrócić. Za dwa lata przyjadą ze Starego Kontynentu tysiące turystów, gości, kibiców. Zaleją bezczelną dezynwolturą, hałaśliwością, podchmieleniem wrocławski rynek, całe miasto. Warto, by okupowali place i skwery, siedząc na ławkach jedynych w swoim rodzaju. Jedynych na świecie, w których podstawą będzie owa pierwsza litera nazwy miasta. Przyjrzycie się pomieszczonym tutaj projektom ławek, czy nie byłby to ważny element krajobrazu?
Raz jeszcze wypada poprosić prezydenta Rafała Dutkiewicza, by dał przyzwolenie, pochylił się nad pomysłem, który przecież nie uszczupli miejskiej kasy. Za to znacznie poprawi miejski krajobraz.
Jakem Zdzisław Smektała, zobowiązuję się publicznie – gdyby prezydent mrygnął akceptującym okiem – znaleźć do otwarcia EURO 2012 kilkadziesiąt działających w mieście firm, które taką do cna wrocławską ławkę, dwie, trzy – ufundowałyby z ochotą.
Kilkaset nowych W ławek dałoby miastu oszczędności około miliona złotych, że o korzyściach estetyczno-intelektualnych nie wspomnę.
Wiem nawet, która firma podarowałaby je miastu jako jedna z pierwszych. Byłby to wrocławski port lotniczy Copernicus. Szefowie tego wrocławskiego okna na świat mogliby to zrobić w podzięce za pomysł, który podsuwam bezpłatnie – za to z dużą nadzieją. Budujemy drugi, dość okazały terminal Copernicusa. Wiadomo, że powinien on być w finale budowy zakończony jakimś charakterystycznym elementem, bryłą, dziełem plastycznym.
Mieszkam przy ulicy Wierzbowej. Na jej zwieńczeniu stoi budynek, który przed wojną był miejskim licencjonowanym oficjalnym burdelem. I właśnie przed tym budynkiem stoi przykryty płaczącą wierzbą kamienny badacz nieba – Mikołaj Kopernik. Polski astronom z niemieckimi korzeniami. Stoi tam zapomniany. Niczym strażnik przedwojennego zamtuza, który za to pilnowanie okolicy wpuszczany jest czasem do środka. Zszarzały, obsmarowany, bezdomny.
Gdyby więc z tej Wierzbowej zabrano go na lotnisko, wyszorowano, odświeżono, uzupełniono ubytki – mógłby się stać postacią z przeszłości wspierającą swoją obecnością nowoczesny lotniczy port. W ten sposób pomnikową degrengoladę zamienilibyśmy w byt harmonizujący krajobraz. Dostrzegany przez pasażerów przylatujących i odlatujących z naszego miasta.
Mikołaj Kopernik firmujący port Copernicus wśród ławek z literą W!
Czy może być lepsza symbioza pomiędzy przeszłością a przyszłością? Otóż nie! Zobaczycie, jakim pokornym człowiekiem poczuje się Michel Platini, gdy po wyjściu z hali przylotów zobaczy naszego Mikołaja Kopernika. Jestem pewien, że z wrażenia przysiądzie na ławce W. Czego życzę prezydentowi Wrocławia, Państwu, a na koniec – sobie samemu.
Zdzisław Blues Smektała
501 40 40 64
bbd@bbd.pl
Spójrzcie łaskawie na pełną prezentację projektu „Ławki dla Wrocławia”:
Fotografie z archiwum Zdzisław Smektały

























Dodaj komentarz