Smektała na weekend 38
Madonna
Z ziemskiego padołu zwinął się właśnie – w 93 roku życia – poeta Tadeusz Różewicz. „Gigant literatury, Noblista bez Nobla – słusznie i naukowo wyrokuje o Różewiczu minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego – od dzisiaj na wyborczym urlopie – Bogdan Zdrojewski. „Bardzo ważna postać dla literatury i bardzo mi bliska – ze względu na Wrocław i zainteresowanie artysty tym miastem w czasie mojej prezydentury. Jego twórczy dorobek jest trudny do przecenienia. Był niezwykle wszechstronny, krytyczny i zarazem pogodny. Jego dystans do świata i samego siebie świadczyły o jego wielkości.” Brzmi przekonująco. Wszyscy zabierający głos publicznie w tych dniach grają na tych samych strunach. Już przed laty zresztą, inna (obecnie także Niebianka) heroina poezji, Wisława Szymborska, twierdziła, że ”nie mogę sobie nawet wyobrazić, jak wyglądałaby powojenna poezja polska bez wierszy Tadeusza Różewicza. Wszyscy mu coś zawdzięczamy, choć nie każdy z nas potrafi się do tego przyznać”. 100 razy tak!
Tadeusz Różewicz
I ja uważnie przeglądałem się w tekstach Różewicza. Widziałem poetę, jeszcze w czasach, gdy mieszkał na Januszowickiej, jako dobrotliwego podszytego sardonią staruszka, którego teksty, złożone z najprostszych, codziennych słów, waliły prosto w serce. Dałem temu szczery wyraz we fragmencie mojej bluesowej powieści „Lucille”. Ale wyszła skucha. Różewiczowi ten passus o pogodnym staruszku wyraźnie nie pasował. Trochę – piszę te słowa koncyliacyjnie – Wielki Poeta się na mnie wkurzył. Wiedziałem to od Janka Różewicza, syna Poety, który dość często odwiedzał mnie w mojej galerii na wrocławskim Rynku. Janka zresztą też już nie ma w realu. Zwinął się 6 lat przed ojcem, w 2008 roku. Zrozumiały był wówczas ból ojca chowającego do ziemi syna. Z Jankiem miale wiele planów. Był – krew z krwi Tadeusza – poetą i reżyserem. Chociaż wiem, że jego tato nie był entuzjastą, gdy reżyserował Jego sztuki. Chcieliśmy z Jankiem założyć prywatną Kompanię Teatralną i ruszyć na podbój świata. A przynajmniej Polandii. Początkowo szło nam snadnie, Janek bywał często lekuchno naprądowany. Ja miałem parcie na tournee. Ale z niezależnych od nas przyczyn – tak się mówi – nie wyszło.
Keith Richard’s
Sytuację i znaczenie mojego powieściowego zwrotu – Pogodny Staruszek, miałem okazję wyjaśnić Wielkiemu Poecie jakieś siedem, osiem lat temu w Polanicy Zdroju. Pan Tadeusz wypoczywał tam z żoną. A i ja nabierałem tam sił witalnych w apartamencie turnusowo odziedziczonym po reżyserze Sylwestrze Chęcińskim. Tłumaczyłem się Poecie szczerze i gęsto, jakie to szlachetne archetypy ukryłem pod tym bajkowym zwrotem. Wielki Poeta wysłuchał, mruknął monosylabą i w milczeniu ruszyliśmy wzdłuż kapryśnej Dusznickiej Bystrzycy. Ja, oczywiście, krok za Poetą. Do dzisiaj sądzę, że wiersze Pana Tadeusza to takie poetyckie telegramy, duchem napełnione esemesy, które niosą jednakowoż intelektualną głębię – jeśli tylko czytający zechcą ją zobaczyć (tę głębię). Jeśli nie zechcą – strofy Różewicza będą dla nich martwą naturą (na tle obrazu Ledy z łabędziem).
Paul McCartney
Dalej, moi wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na oficjalnej internetowej stronie miasta Wrocławia:
Po wejściu na ów portal feelingowego Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.
Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę Googla
Dzięki, za ewentualne niedogodności przepraszam.
To surowe wymogi copyrightu, na pewno je rozumiecie.
Zdzisław Smektała copyright www.wroclaw.pl bbd@bbd.pl







