Internet, społecznościowe portale, wszelkie możliwe media załkały zgodnym chórem. Posmutniały w wielotysięcznych odsłonach. Wczoraj, Bóg zabrał (z ciałem i duszą) do siebie Najświętszą Marię, w dodatku Panienkę. Oraz (w Nicei) upomniał się o znacznie starszego od Marii kapłana, pisarza, felietonistę rysownika – Sławomira Mrożka. W jednym i drugim przypadku konstatacja jest jedna – Rzeczy się dzieją.
Nie znam literackich prac Najświętszej Panienki. Za to Wielki Sławomir napisał w jednym z „Małych listów” tak: „Bez żadnego przygotowania zagrałem już kilka ról. Zresztą, w naszym teatrze grają wyłącznie amatorzy. Wypchnięci na scenę, zawsze w ostatniej chwili, mrugamy oczami, oślepieni światłem sceny, przerażeni przepaścią od strony widowni, gdzie nie wiadomo co siedzi.”

Jaka piękna metafora wszystkiego, co dzieje się wokół. I życia, i obyczajów, i polityki.
Mrożek emigrant (emigracja była największym błędem jego życia), oderwany od grzybni, sechł w innych geograficznych szerokościach. Wiele słów nanizanych na sznurki zdań zadedykował emigracji i emigrantom właśnie. Peregrynacji ludzi uciekających od głupoty, socjalizmu, braku rozwojowych szans, zawiści, niedostatków.
Ale spójrzcie, posłuchajcie Dobrzy Ludzie Miasta Spotkań (więc nie rozstań)! Socjalizm ćwierć wieku temu death! A czy emigracja zaniknęła w sposób naturalny? Jest jeszcze większa niż była! Już nie w imię olewania komuny, socjalizmu – a z potrzeby jedzenia masła i szynki (krewetek?). Tego Mrożek zapewne nie przewidział.
Jeden z rozdziałów mojej powieści „Liszaj” zatytułowałem: Emigrant to przegrane zwierzę. Tak właśnie jest do dzisiaj, do piątku, 16 sierpnia 2013. I tak będzie do Ostatecznego Dnia. Dlatego lepiej jest ludzi przygarniać niż ich odtrącać i z nich kpić.
W Internecie i jego okolicach widzę niemało okołowrocławskich osobników cieszących się wyłącznie z niepowodzeń, upadków i poślizgów innych.
Gdy byli przy władzy – apologia. Gdy teraz czekają w sieni – wyłącznie krytyka, dokładanie do pieca, naigrywanie się. To, między innymi, zdolny perkusista, były wojewoda, samorządowiec, wieczny dyrektor i tak dalej. Pod innymi (nie naszymi) rządami – lepiej niech się wszystko zawali, przepadnie, zginie. Żółć niszczy, zabija.

Po lewej stronie – moja galeria, miejsce zbierania pomysłów ulepszających Wrocław.
Z natury jestem innego zdania. Mariusz Ziomecki, mój dawny znajomy (nie widziałem go lata), obecnie felietonista „Przekroju” wyznał: „Przez 10 szczęśliwych lat płacono mi pensję za to, bym wierzył w renesans miasta Detroit. Dział komentarzy wielkomiejskiej gazety, w której udało się zatrudnić emigrantowi z Polski, niezłomnie kibicował miastu. Popieraliśmy wszystkie realistyczne, mało realistyczne i zupełnie nierealistyczne, ale zawsze kosztowne projekty biznesowe i społeczne, które miały znów postawić na nogi legendarny Motown”.
Miasto Wrocław nigdy nie płaciło mi pensji, nie zawsze byłem w nim szczęśliwy.
Ale od wielu lat chodzi za mną uzurpatorska myśl, którą, także dzięki portalowi wrocław.pl, mógłbym objąć nasz gród. W czasach ogólnej destrukcji marzy mi się rola… butaprenu. Chciałbym sklejać nasze miasto i jego mieszkańców – w jeden dobrze zgrany mechanizm. Chciałbym przyjąć rolę „spowiednika”, faceta, któremu mieszkańcy podpowiadaliby, co widzieli w świecie, podczas podróży, co mogło by się przydać Wrocławiowi, co w naszym mieście znalazłoby zastosowanie.
Zostałbym Zbieraczem Pomysłów Ulepszających Wrocław (ZPUW).
Po to, by je następnie przekazywać – w jednolitej formie – urzędnikom.
Sposoby na taką działalność są różne. Japończycy, od lat jeżdżąc rozgorączkowanymi stadami po świecie – powszechnie pstrkają foty, które później służą także jako „materiał poglądowy” do wprowadzania innowacji w miastach z których pochodzą. Z kolei premier Norwegii Jens Stoltenberg, rocznik 1959 (rządzi dwa lat dłużej niż Tusk), jako taksówkarz jeździł po Oslo i prowadził z pasażerami „spontaniczne rozmowy”. Tabloid „Verdens Gang” ujawnił jednak, że część pasażerów pochodziła z castingu (dostawali po 70 Euro). Na nagraniu, które inicjuje kampanię Stoltenberga przed wrześniowymi wyborami parlamentarnymi, premier w mundurze i okularach słonecznych, prowadzi taksówkę, a pasażerowie, gdy zaskoczeni go rozpoznają, swobodnie zadają mu pytania.
Ze mną byłoby znacznie prościej i wygodniej. W portalowym felietonie zawsze podaję maila, mam też telefon (501 40 40 64). A przede wszystkim prowadzę w Rynku, pod numerem 4, galerię sztuki, do której takie pomysły, zdjęcia, teksty wrocławianie łacno mogliby dostarczać. Pomyślałem oczywiście o nagrodach – na razie byłyby to, przeze mnie fundowane, książki i ceramiczne naczynia. Ale, gdyby pomysł nabrał monstrualnych kształtów, nagrodą mógłby być na własność Most Grunwaldzki, wrocławski Ratusz, Sala Rajców, Piwnica Świdnicka.
Nie jest to pierwsza moja próba przypodobania się miejscu mojego życia – Wrocławiowi. Na przykład na rynkowym Placu Gołębim (pod oknami prezydenta) wymieniałem ongiś, za własne zarobione pieniądze, zniszczone listwy (deski) stojących tam ławek. Potwierdzić to może senator Jarosław Obremski, obecnie mój sąsiad w Praczach Odrzańskich (mieszka cztery domy dalej). Dzisiaj mi się marzy, aby wreszcie te kilkunastoletnie ławki wymienić na nowe, bogatsze formą.
A przynajmniej solidnie je zliftingować. Od poniedziałku biorę się za szukanie firmy, która mogłaby to sponsorsko sfinansować.

Wasz felietonista jeszcze w letnim nakryciu głowy, ale chłody tuż, tuż!
Trwa jeszcze lato, ogórkowy sezon, chociaż coraz chłodniejsze wieczory i poranki zapowiadają rychłą jesień. Nie można już spać na golasa przy szeroko otwartych oknach. Zimno. Za czas nieodległy, ową jesienią, zamierzam przedstawić wrocławianom sporo pomysłów polepszających życie miasta. Zapraszam mieszczan do podobnej aktywności. Narzekać można zawsze i wszędzie – to bardzo łatwe. Lepiej wyjąć palec z nosa i sprawić, aby dookolny świat był znośniejszy, bardziej przyjazny. Spójrzcie na moją propozycję sympatycznie.
Zdzisław Smektała
Prawa autorskie – www.wroclaw.pl
bbd@bbd.pl
Foty – z archiwum Autora
http://youtu.be/UIuEwaabacY