Tag: Smecta

  • Jazz dla mass, dla wszystkich klass?

    Smektała na weekend 28

    1 Mówią, że to autor tego felietonu - a to wielki aktor filmów psychologicznych, Michał Urbaniak

     Mówią, że to autor tego felietonu – a to wielki aktor filmów psychologicznych, Michał Urbaniak

    Coraz bardziej ciągnie mnie do Krainy Łagodności.

    Gdy w Soczi grali Mazurka Dąbrowskiego, gdy narodowa flaga powiewała wygraną, potrzebującym umyłbym nogi. Gdy zaś przez cały wczorajszy dzień, w czwartek, na ukraińskim internetowym telewizyjnym kanale Espresso Live – oglądałem sceny z ulic Kijowa – dzwoniłem do Saszki. Saszka to superowaty kompan, budowlany fachura, przybyły z okolic Lwowa. Obecnie pracujący w Polsce, w Praczach Odrzańskich. Pytałem go, czy jego żona i małe jeszcze dziecko są bezpieczni w tej rozżagwionej okolicy dawnej Polski. Nie rozmawiam z nim mentorsko, tak jak sztucznie nakręceni dziennikarze w kamizelkach, napompowani sloganami mądrale politycy. Właściwie niewiele umiem powiedzieć. Nie chcę być nosicielem dobrych rad – posłem Pawłem Kowalem, nasyconym żądaniami Jarosławem Kaczyńskim. A nawet śmieszną i groteskową w połajankach Unią Europejską. Chciałbym być aż i tylko Saszki kumplem w jego ojczyźnianej biedzie.

    5 Szatan piekielnych jazzowych mocy - Miles Davis z okładki long playa Tutu

    Szatan piekielnych jazzowych mocy – Miles Davis z okładki long playa  „Tutu”

    Wstrząsające sceny z Kijowa skłaniają mnie do refleksji nad marnością codziennej krzątaniny, nad bzdeciarskim wymiarem spraw, które często uznajemy za ważne życiowe wektory. W te mijające szarpane dni wspominam przeszłe lata, które bezpowrotnie przegonił wiatr. Pomaga mi w tym jazzowy saksofonista i skrzypek Michał Urbaniak, słucham go od zawsze. W jaki sposób mi pomaga? Na telewizyjnej platformie nc+ trwa właśnie powtórkowy festiwal nostalgicznego fimu „Mój rower” (reżyseria Piotr Trzaskalski), w którym Urbaniak kreuje główną rolę. W grze znakomitego jazzowego skrzypka nie ma zadęcia, gwiazdorstwa, choć na ekranie, obok Michała, przewijają się znani aktorzy z ojcem Mateuszem na czele.

    Muzyk bardzo prawdziwie oddaje postać starego człowieka, nie boi się pokazać ułomności – czyli strachu, że wkrótce nie będzie mógł pójść do toalety samodzielnie. „Mój rower” to synteza, dramaturgiczny koktajl z wielu ludzi i wydarzeń.

    Koktajl, którego oś obrotu stanowią relacje ojca, syna, dziadka – ich trudne rodzinne związki, zapomnienia, zaniechania.

    7 Mówią, że to facet, który grał z Milesem Davisem, a to prosty felietonista Zdzisław Smektała

    Mówią, że to facet, który grał z Milesem Davisem, a to prosty felietonista Zdzisław Smektała

    Dalej, wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton w całości, od godziny 11, na stronie:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów oficjalny portal miasta Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę googla

    Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd.pl

  • Taniec małpy na bębenku

    Smektała na weekend 26

    1

    Osiem pierwszych twarzy fotografował Zdzisław Smektała, dziewiątą, tę na samym dole, Krzysztof Gierałtowski.

    Tak właśnie – taniec małpy na bębenku – Krzysztof Gierałtowski nazywa wernisaże, te w których gra główną rolę. Więcej nie tłumaczył – więc i ja nie pytałem o brzytwę w owej małpy łapie. Uświadamiał mnie w materii swoich autorskich wernisaży podczas niedzielnego, typowo polskiego obiadu. W ostatnią bowiem niedzielę zaprosiłem Krzysztofa, jednego z najwybitniejszych artystów w całej historii polskiej fotografii, specjalizującego się w portrecie – do Dworu Polskiego, tego na wrocławskim Rynku.

    Przy tradycyjnym rosole z kołdunami oraz schabowym z zasmażaną kapustą Krzysztof Gierałtowski (1938, o rok starszy od Niemena) wspominał swoje silne związki z Wrocławiem. Pierwsza czarno biała twarz, jaką autorsko stworzył – działo się w roku 1963 – był portret słynnego lwowsko wrocławskiego matematyka, Hugo Steinhausa. Portret profesora zamówiło doskonałe wówczas graficznie pismo „Ty i Ja”.

    6

    Krzysztof sportretował po wojnie wszystkich najważniejszych Polaków.

    Jego portrety są zazwyczaj uzupełniane specjalnymi rekwizytami, które pozwalają widzowi dopełnić obraz własnymi wyobrażeniami. Przez swoje autorskie obiektywy pokazał – najczęściej czarno białe – wizerunki wybitnych osobowości:

    Andrzeja Wajdy, Sławomira Mrożka, Czesława Miłosza, Ewy Braun, Jana Peszka, Leona Tarasiewicza, Józefa Czapskiego, Stanisława Tyma, Tadeusza Kantora, Jerzego Kosińskiego, Tadeusza Konwickiego, Wojciecha Młynarskiego, Jerzego Urbana, Krzysztofa Zanussiego i dziesiątki innych zawiadowców oraz rzeźbiarzy tubylczej rzeczywistości.

    2

    „Pańskie prace, owe portrety subiektywne, twórcze eksperymenty i rzetelność warsztatu – wyznaczają mistrzowską drogę dla kolejnych pokoleń artystów.

    Jestem Panu wdzięczny za utrwalenie wizerunku wyjątkowych Polaków, z których jesteśmy dumni i których losy są częścią naszej współczesnej historii – tak zafasował na swojej urzędowej firmówce (widziałem na własne oczy) Bronisław Komorowski, prezydent naszego pięknego kraju. Wówczas, kiedy Krzysztof Gierałtowski otwierał (jesień 2013) na Zamku Królewskim wystawę „Portrety bez twarzy”.

    „Mam nadzieję, że odrzucając powierzchowną identyfikacje zbliżam się moimi zdjęciami do pełniejszego opisu polskich indywidualności” – ripostował w katalogu adresat tych słów. 

    9

    Fot: Krzysztof Gierałtowski

    Dalej, wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton, od godziny 11, na stronie:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów oficjalny portal miasta Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę googla

    Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd.p

  • Bary Mleczne? – W UE niezbędne, konieczne!

    Smektała na weekend 25

    1 Andrzej Mleczko i autor felietonu wreczają nagrodę Miss Barów Mlecznych 1979

    Andrzej Mleczko i autor felietonu wreczają nagrodę Miss Barów Mlecznych 1979

    W ostatnich tygodniach na kolana upadła duża wrocławska budowlana firma „Wrobis” (grupa Mostostal), 65 lat nieprzerwanego istnienia. Mieli otwartych wiele placów budowy – Campus EIT w Praczach, biblioteka politechniki, opera w Szczecinie, most w Darłowie i wiele innych – ale leżą na łopatkach. Wieloletnim szefem firmy był (jest jeszcze?) mój dobry koleżka, Tadeusz Chodorowski.

    To urodzony kapitalista z którym znam się pół wieku, czyli od pacholęctwa. Mama Tadka miała pierwszy w Zgorzelcu kolonialny prywatny sklep. Kilkuletnie wyrostki, chodziliśmy do Pani Chodorowskiej po czerwone lizaki kogutki, po na czerwono barwioną oranżadę, po likworowe kawusie, cukierki z kwiatkami na awersie, miętowe pudrowe cukierki, po przekładane kakaową masą wafle. Także po bezy strzelające pod próchnicą zaatakowanymi mleczakami.

    Tadek pomagał mamie zarabiając pierwsze pieniądze, które traciliśmy jedząc na wyścigi smakowite pierogi ruskie w barze mlecznym przy ulicy Dzierżyńskiego (obecnie oczywiście Piłsudskiego).

    3 Hurra, dziewczyny, kierowaniczka Mewy przyznała nam kwartalną premię, która leci po flaszkę

    Hurra, dziewczyny, kierowaniczka Mewy przyznała nam kwartalną premię, która leci po flaszkę?

    Dzisiaj Tadek, którego firma straciła finansową płynność, oddaje biznesowe cumy. A minister od krajowych finansów, okładając bary mleczne podatkami, nie przestaje w likwidowaniu z polskiego krajobrazu tyk wspaniałych gastronomicznych miejsc. W roku 1953 powstaje siećMcDonald’s, w roku 1955 koleżka o nazwisku Ray Kroc stworzył prawną formę dla systemu franczyzowego: McDonald’s Systems, Inc. W tym samym czasie w Polsce masowo otwierano bary mleczne, jako miejsca konsumpcji pożywnych, niedrogich dań kierowanych do przodującej siły narodu – klasy robotniczej i jej okolic. Tam, u Jankesów, działała chęć szybkiego wzbogacania się przy pomocy niezdrowego jadła. U nas szło o spełnienie jednego z zawołań komunizmu – każdemu według jego potrzeb. Czyli cztery porcje pierogów leniwych otulonych skwarkami – za jedyne 8 złotyciszy.

    7 To nie ja wyniosłam te schabowe pod fartuche, więc niech teraz szukają głupiego

    To nie ja wyniosłam te schabowe pod fartuchem, więc niech teraz szukają głupiego

    A teraz popatrzcie historycznie – gdzie, dokąd w swojej ekspansji dotarł McDonald’s (osobiście otwierałem, moderując wydarzenie, pierwszego wrocławskiego McDonald’sa w „Renomie, był rok 1993 lub 94). Dzisiaj działa w Polsce 310 restauracji z clownem Ronaldem w tle, wydają wieśmaki w 130 miastach, zatrudniają blisko 17 tys. pracowników, ponad pół miliona gości trafia pod dach tej firmy każdego dnia. A bary mleczne z unikatowymi w świecie potrawami? Nie wiem, czy w kraju jest ze 100 barów mlecznych? Czy w 100 miastach są takie gastronomiczne agory?

    Wiem, że również za pieniądze unii, powinniśmy stworzyć mocną markę niedrogich a zdrowych potraw, przełamując coraz popularniejszego gyrosa i pizzę. Byłyby to znacznie rozsądniej wydane unijne pieniądze, niż te wywalone na kilometry niepotrzebnych akustycznych ekranów przy drogach, albo na drogie akwaparki budowane na każdej wiosce. Trzeba by do tej idei znaleźć nowego Owsiaka, albo energetyczne miasto – takie jak Wrocław. 4 Dziękuję pani kierowniczce - mielony był rewelacyjny, grochowa oszałamiająca, kompot jak ze słoika

    Dziękuję pani kierowniczce – mielony był rewelacyjny, grochowa oszałamiająca, kompot jak ze słoika

    Dalej, wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton, od godziny 11, na stronie:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów oficjalny portal miasta Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę googla

    Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd.pl

  • Budka Suflera – już nie poniewiera

    Smektała na weekend 24

    Smektała na weekend (1)

    Padłem na grypę. Prawie w malignie, na ręcznie kutym łóżku leżę – wypatrując lepszych dni. A tu zaokienny świat wymyka mi się spod kontroli. Szlag by trafił!

    Wczoraj, w czwartek, prawie małoletni refrenista Justin Bieber, znów wykręcił numer. Naćpawszy się antydepresantami, gorzałą i Ziołem, siał postrach żółtym Lamborgini, do którego wpakował dwie prawie małoletnie koleżanki. Szalał pod prąd po ulicach Miami Beach, więc – by na stałe nie trafić do kryminału – musiał wybulić 2 500 dolarów kaucji. Na biednego nie trafiło. Ale Justin Bieber to pryszcz, woda na młyn księdza Oko oraz genderowców z komisji Beaty Kempy.

    Smektała na weekend (2)

    Zmartwiło mnie, że wojownicy rocka, filary lubelskiego zespołu Budka Suflera, właśnie odgwizdali The End. Kończą firmową współpracę. Wprawdzie Krzysztof Cugowski, Romuald Lipko i ich wymienni przez lata koledzy, nigdy nie poruszyli głębiej moich zmysłów jednym chociażby  utworem – ale szkoda, że znikają z masowej wyobraźni. Zatem trzeba oddać im szacun. Wszak – przez minione lata – wybili się na legendę, byli ważną częścią polskiej muzyki rozrywkowej.

    Od dni, w roku1970, w których Cugowski dołączył do zespołu Lipki o nazwie – uwaga – Stowarzyszenie Cnót Wszelakich, wydarzyło się wiele.

    Smektała na weekend (7)

    Budka, pod swoją dzisiejszą nazwą powstała w 1974 roku. Próbowała wielu solistów, zmieniała styl, lansowała chwilowe mody. Ale zawsze, jako ta potwora, trafiała kapela na swojego amatora. Tysiące koncertów, wiele festiwali, co najmniej dziesięć evergreenów, kilka piosenek wiecznych (jak ta o dwojgu do tańca), milion, albo i lepiej sprzedanych płyt. To efekty ciężkiej pracy. I ja latami w tej rzeczywistości byłem – często się Budce kłoniłem. Szczególnie w towarzyskich sytuacjach przy organizacji koncertów, na trasie. Krzysztof Cugowski miał nieodmiennie zdrowe baczenie na dookolną rzeczywistość. Raz tylko trafił na strzęp banana – gdy chcieli go propagandowo pojmać ludzie PiS – kusząc senatorowaniem. Ale samoistnie, niczym baron Muenchhausen, wyciągnął się z błota własną ręką za własne włosy. I dalej śpiewał.

    Dalej, wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton, od godziny 11, na stronie:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów oficjalny portal miasta Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę googla

    Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd.pl

  • Owsiki Owsiaka

    Owsiki Owsiaka

    Smektała na weekend

    Smektała na weekend 23 (1)

    Krzysiek Rac, mój kumpel od młodości, specjalista od umacniania brzegów rzek, szczególnie Nysy Łużyckiej w okolicach Zgorzelca, mawia: Nie trać czasu ani słów na darmo – nigdy już ich nie odzyskasz. To prawda, ale jakoś musiałem napisać ten dzisiejszy felieton. W moim kraju, w Polsce, nieustannie podnosi się poziom ogólnozakładowej nienawiści, wyraźnie czuć  ofensywę owsików. Mają zajętą wątrobę, nie mogą odkaszlnąć gardłowej zawiesiny, czerwona płachta zasłania im horyzont. Zabłocić Tadeusza Mazowieckiego, spryskać Władysława Bartoszewskiego – żaden problem. Owsiki, jak to owsiki, niczego nie dokonały, wyłącznie pasożytują – to ich główna karma, sen codziennego bytowania.

    Smektała na weekend 23 (5)

    W styczniu, miesiącu wyjątkowo obfitych pomyj, tradycyjnie wzięli się za syna milicjanta i pracownicy prokuratury, 61-letniego Jerzego Owsiaka, jego wielomilionową orkiestrę. W tym roku gwiazdą WOŚP we Wrocławiu był muzyk i happener – Krzysztof Skiba.

    Przed laty zakładałem ze Skibą Partię Ludzi Lekko Głupawych (PLLG). Kierowałem w niej departamentem Wydawania Pozwoleń na Produkcję Bimbru. I chyba musiałem przeholować z tymi pozwoleniami. Wydawałem je bez opamiętania, tak jak dzisiaj minister Zdrojewski przesadza z przypinaniem artystom do klap setek resortowych blaszek. Czuję, że ten bimber, produkowany z rekomendacji partii LLG wielu konsumentom rzucił się na mózg. Silnie zaś tym z prawej strony.

    Smektała na weekend 23 (4)

    W rzeczywistym niedzielnym czasie, w którym wolontariusze do puszek zbierali pomocowe pieniądze, „prawdziwym patriotyzmem” napakowani prawicowi posłowie, Adam Hofman i Zbigniew Ziobro, w programie Kawa na Ławę, licytowali się wizytami w burdelach. Na facebooku potężniała ilość donosów – jaki to Owsiak przewalacz, czym są jego odjazdowo nazwane, cwane firmy Złoty Melon i jego żony – Mrówka Cała. Wyliczano ile pieniędzy Owsiak miele poza głównym celem zbiórki – czyli niesieniem pomocy dzieciom i ludziom starym. W tym roku był to swoisty trening owsików przed – mającymi nastąpić – licznymi wyborami. Nie zdziwiło mnie więc, że w finale Owsiakowi puściły nerwy. I podczas prasowej konferencji zachował się jak ongiś w sejmie rolniczy poseł Gabriel Janowski, którego jakby na haju wynieśli pod pachy z Sali obrad.

    Smektała na weekend 23 (2)

    Dalej, wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton, od godziny 11, na stronie:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów oficjalny portal miasta Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę googla

    Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd.pl

  • Olbiński obuty we wrocławskie buty

    Olbiński obuty we wrocławskie buty

    Smektała na weekend 22

    1 Sunę na cyji, czyli zarobkowo gram bluesy na akordeonie w morskim porcie w Hamburgu - zbierając pieniądze na opłacenie honorarium za projekt plakatu zaprojektowanego przez Rafała Olbińskiego (1)

     Sunę, pisząc „po ludowemu” (Grześkowiak), na cyji, czyli zarobkowo gram bluesy na akordeonie w morskim porcie w Hamburgu – zbierając pieniądze na opłacenie honorarium za produkcje plakatu zaprojektowanego przez Rafała Olbińskiego

    W sobotę, 28 czerwca, w Oświęcimiu, zagra – po raz czwarty w Polsce – idol smakoszy muzyki, Eric Clapton. Zagra w ostatni dzień potężniejącego z każdym rokiem Life Festiwal Oświęcim. U schyłku socjalizmu, 34 lata temu, koncertował w warszawskiej Sali Kongresowej, także w katowickim Spodku. W roku 2008 jego „Crossroad” zabrzmiało w Gdyni. A w 2012 roku, kultową już „Laylą”, zachwycał w łódzkiej Atlas Arenie. Piszę o tym, aby, z niejakim żalem, znów przypomnieć moją scenariuszową propozycję sprzed miesięcy – wspólnego koncertu, podczas trwania we Wrocławiu dni Europejskiej Stolicy Kultury – światowej sławy sopranistki (i wrocławianki), Aleksandry Kurzak oraz tego wybitnego bluesmana, Erica Claptona.

    Smektała na weekend (2)

    Jestem głęboko przekonany, że ten artystyczny zestaw (Kurzak & Clapton) odbiłby się grzmotliwym echem na całym świecie. Byłoby to nowe oblicze muzyki, nowe pomieszanie muzycznych bytów. Piąty pobyt Claptona w Polsce byłby daleki od tradycyjnego koncertu, przystanku na europejskiej trasie. Byłby światową sensacją – to pewne. Aleksandra Kurzak właśnie została mamą, więc do 2016 roku, już odstawiwszy pieluchy, próbowałaby zamieniać na operową nutę najsłynniejsze utwory ojca bluesa, Roberta Johnsona. A maestro Eric Clapton, u boku młodej, piekielnie utalentowanej wrocławianki, wykrzesałby z siebie źródlany feeling.

    Smektała na weekend (4)

    Ale nie ma za bardzo z kim porozmawiać o tego typu pomysłach, nie ma bowiem we Wrocławiu – na dwa lata przed ESK – dyrektora artystycznego tego ponadnarodowego przedsięwzięcia. To duże, zadziwiające fiksum dyrdum.

    Do wielu ostatnio organizowanych imprez (kulturalnych, sportowych, społecznych) przyklejane jest technologiczne, bez wyrazu, logo ESK. Ale w naszym mieście niewielu wie (także ludzi z branży), jakie to cuda będą się działy podczas festiwalowych dni. Oczywiście, w końcu jakoś to będzie, poskleja się rozchybotaną materię ziemniaczaną mąką, nawet premie zostaną przyznane – ale czy „o taką Polskę walczyliśmy”? Wkurza mnie to – gościa dozgonnie zrośniętego z brukiem wrocławskiego rynku.

    Smektała na weekend (5)

     

     

        Dalej, wybitni opiniotwórcy, czytajcie ten felieton, od godziny 11, na stronie:   

                                                  www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów oficjalny portal miasta Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Możecie też – po prostu – wpisać ten tytuł w wyszukiwarkę googla

    Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd.pl

  • Przewałka marszałka

    10 Życiowa stopa Jadwigi Kasprowicz, konserwatorki powierzchni płaskich, która obawia się, że przez nieudolne rządzenie marszałka Dolnego Śląska, owa stopa może ulec deprecjacji

     Życiowa stopa Jadwigi Kasprowicz, konserwatorki powierzchni płaskich, która obawia się, że przez nieudolne rządzenie marszałka Dolnego Śląska, owa stopa może ulec deprecjacji

    Witajcie cinkciarze mojego losu! Napakowani obietnicami i przyrzeczeniami na rok 2014, których jednakowoż nie spełnicie. Ale ja nie jestem lepszy. Przyrzekłem sobie, nie zajmować się więcej marszałkiem Dolnego Śląska, Rafałem Jurkowlańcem – druhem przybocznym prostego już posła Grzegorza Schetyny. Są wszak, w 2014 roku, znacznie ciekawsze, znacznie bardziej intrygujące tematy. Na przykład setna rocznica wynalezienia podręcznego biustonosza. Albo 60. rocznica opatentowania słynnego płynu WD 40. Zatem w pierwszym tegorocznym felietonie chciałem – ku uciesze Czytelników – popryskać tym niesamowitym płynem piersionośne fiszbiny.

    1 Zdjęcie zadające kłam insynuacjom Stanisława Gruszeckiego, jakobym był bogaczem zamieszkującym w wypasionej gadżetami rezydencji Osiedla Malowniczego, nieopodal Leśnicy

     Zdjęcie zadające kłam insynuacjom Stanisława Gruszeckiego, jakobym był bogaczem zamieszkującym w wypasionej gadżetami rezydencji Osiedla Malowniczego, nieopodal Leśnicy

    Zaimponowała mi bowiem obywatelka Phelps Jacob z Nowego Jorku, która w 1914 roku, pierwsza opatentowała współczesny nam dziś stanik złożony z jedwabnych chustek połączonych wstążką (możecie go obejrzeć na zdjęciu). Ale i zirytowała mnie, gdy swój genialny dla obu płci wynalazek sprzedała firmie Warner Brothers Corset Company za marne 1500 dolarów, która już od następnego roku zaczęła na erogennych miseczkach zarabiać miliony. Podobnie było z Johnem Barrym i jego kolegami z Rocket Chemical Company (San Diego).  60 lat temu, za 40 podejściem uzyskali substancję, która zapobiegała korozji. Stąd nazwa: Water Displacer – 40th Attempt”.

    2 Biustonosz według projektu rozwiązłej rozwódki Phelbs Jacob z Nowego Jorku, która uciążliwy w obsłudze gorset zamieniła na łatwy do natychmiastowego zdjęcia stanik, było to 100 lat temu

     Biustonosz według projektu rozwiązłej rozwódki Phelbs Jacob z Nowego Jorku, która uciążliwy w obsłudze gorset zamieniła na łatwy do natychmiastowego zdjęcia stanik, było to 100 lat temu

    Ale muszę raz jeszcze powrócić (mam nadzieję ostatni) do świątecznego felietonu z rozrywkowym  udziałem – schodzącego z politycznej sceny – marszałka Dolnego Śląska. Po pierwsze – Jacol, koleżka z frakcji PO im. Grzegorza Schetyny, wyzwał mnie, od bełkotliwego egocentryka ze sporą nadwagą i schowaną głęboko legitymacją zetemesu.

    6 Natural regional beets - czyli najbardziej rozpoznawalny nanotechnologiczny produkt, firmowany w milionowych ulotkach przez obecne władze samorządowe Dplnego Śląska

     Natural regional beets – czyli najbardziej rozpoznawalny nanotechnologiczny produkt, firmowany w milionowych ulotkach przez obecne władze samorządowe Dplnego Śląska

    Jacol – wszystko prawda – ale nie do końca. Legitymacji nie schowałem tylko ją zjadłem (pod śledzia). I nie ZMS (byłem za młody), tylko ZSMP. Po drugie – rozdrażnił mnie inny czytelnik świątecznego felietonu, Stanislaw Gruszecki. Zarzucił mi, że niby krytykuję rozrzutność społecznych pieniędzy przez dolnośląskiego marszałka – a sam jestem jego sąsiadem na lukratywnym Osiedlu Malowniczym, położonym nieopodal Leśnicy.

    4 David Cameron w kapanii wyborczej autorsko porawianej przez kumatych i czujnych obywateli Albionu (1)

           David Cameron w kapanii wyborczej autorsko porawianej przez kumatych i czujnych obywateli Albionu

    Dalej – proszę – czytajcie, po godzinie 11,  na internetowej stronie portalu:

                                                                www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów oficjalny portal miasta Wrocławia, proszę wpisać, w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko.

    Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu. 

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd.pl

  • Kończy Jurkowlaniec Grega Schetyny Taniec

    Smektała na weekend

    1 unia europejska

     ….Jedynkę zaś na pudle ma wicek Unii Europejskiej – Jacek Protasiewicz (1967).

    Jezu, jak ten człowiek mnie spienia. Zawodzi mnie po raz drugi. Dziewięć lat temu, tuż przed wejściem do Unii, zaproponowałem mu wspólne przedsięwzięcie.

    Chciałem pierwszy w Polsce wydać książkę wypełnioną – miedzy okładkami – wyłącznie tysiącami nazwisk Wrocławian, którzy chcą naszego wejścia do europejskiej wspólnoty. Protasiewicz tak się jednak z integracją pospieszył, że zanim zebrałem tysiąc nazwisk, już byliśmy w unii.

    3 kontrolowany seks z B

    A już to, co kilka tygodni temu wykręcił ten eurokrata – reumatycznie zdeformowało mi palce. W sposób nieuzgodniony z Gregiem Schetyną (1963), szefem PO na Dolnym Śląsku, kadrowcem KGHM (czyli maciorą politycznych partii) – wygrał z nim wybory! Skandal! Przecież miało być inaczej. Tym samym popsuł przejście miasta Wrocław pod jurysdykcję Grega Schetyny. A plan był prosty. Rówieśnik Camerona, Rafał Jurkowlaniec, ważny hoplita Schetyny, dla picu wstąpi do PO, zawiesi etat marszałka Dolnego Śląska i wygra dla szefa kampanię o prezydenturę Wrocławia.

    2 innowacje biznesmenow z B

    Aby w społeczeństwie utrwalić swój wizerunek, Jurkowlaniec zbytnio się nie wysilał. Oddał tylko swoją twarz do fotoszopu. Tam ją przerobili na cacy i w kampanii reklamowej – kosztującej podatników milion złotych – zobaczyliśmy bilbordy zastygłego gościa z blaszaną twarzą przytulonego do obiektów zrealizowanych za pieniądze UE, że niby to jego zasługa.  6 miedzykontynentalne stosunki z B

    Dalej – czytajcie proszę, od 11 – na stronach oficjalnego portalu miasta Wrocławia

                                                    www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal, proszę wpisać w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko. Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu. Ale te dzisiejsze zdjęcia możecie pobierać do woli.

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd.pl

  • Straszne skutki awarii telewizora – Sodoma oraz Gomora!

    Smektała na weekend –  z czeskim filmem w tle

    Zdjęcie numer 8b Koszulka futbolowa, w której zacznę chodzić od wiosny na mecze Śląska, to moja ostatnia deska ratunku dla zachowanie resztek lokalnego patriotyzmu

     Dzień dobry – podobnie jak ja – narkomani karpia smażonego na maśle, oraz karpia po żydowsku, rzecz jasna! Byle tylko ten karp nie był czeski, okropnie jedzie mułem.

    Tuż przed przyjściem na świat oczekiwanego Jezuska – dzielę się z Wami Nieokiełznaną Dobrocią, wylewającą się z mojego serducha galonami.

    To, iż napisałem o czeskim karpiu, że daje mułem – wcale nie znaczy, że ogólnie bezbożnych Czechów nie lubię. Odwrotnie – jestem największym czechofilem Wrocławia. A może i całej Polski. Średnio chłonąłem jednoaktówki Vaclava Havla – za to każde prawie słowo Milana Kundery czy Bohumila Hrabala przyjmowałem jak hostię. Czeskie piosenki miłosne rozwalają mnie humorystycznym słownictwem, vepřová kotleta mnie osłabia, czeskie piwo euforuje, pcha do grzechów rozwiązłości. Zaś czeskie filmy rujnują moją narodową tożsamość. Staję się kosmopolitą.

    Zdjęcie numer 7 Nareszcie happy end, pogodzona rodzina tańczy hicior - Jozin z Bazin, pan Sebanek frenetycznie wdycha Chanel 5 wprost z ramion partnerki

    Dalej – czytajcie proszę, od 11 – na stronach oficjalnego portalu miasta Wrocławia

                                                    www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal, proszę wpisać w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko. Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu.

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd.pl

     

  • Fronczewski, Szelc, Nowicki – wciąż oglądają cycki

    Dzisiaj jest – kurde molek – piątek, w dodatku trzynastego.

    A jeszcze dochodzi 32 rocznica ogłoszenia stanu wojennego.

    Czyli brak Teleranka, śnieg na ekranach telewizorów. Zgodnie z rozkazem prezydenta Komorowskiego zapalam symboliczną świeczkę. Pewnie dlatego moje myśli lekuchno są nostalgiczne, refleksyjne i omszałe. Jak smak pikantnego sera Pont l’Eveque.

    Smektała na weekend 18 (1)

     Od lat doprawdy wielu – zupełnie nie oglądam seriali. Ale jeden, naprawdę jedyny – tak. To szwedzki serial kryminalny, którego akcja dzieje się w miejscowości Ystad (15 tysięcy ludności). Serial został stworzony na podstawie powieści Henninga Mankella, które podbiły świat. Pasuje mi niezwykła bliskość filmowych bohaterów (jakby byli z Obornik Śląskich) i postać, mieszkającego przy ulicy Mariagatan, rozwodnika i detektywa Kurta Wallandera (granego przez Kristera Henrikssona, mniej więcej mój pesel). Wczoraj, na kanale „Ale Kino”, oglądałem finałowy odcinek, w którym mój rówieśnik Wallander, coraz bardziej zapadał w objęcia Alzheimera, detektywa zawodowa kariera dobiegała końca.

    Smektała na weekend 18 (2)

    Dalej – czytajcie proszę, od 11 – na stronach oficjalnego portalu miasta Wrocławia

                                                    www.wroclaw.pl

    Po wejściu na ów portal, proszę wpisać w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko. Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu.

    Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd.pl