Straszne skutki awarii telewizora – Sodoma oraz Gomora!

Smektała na weekend –  z czeskim filmem w tle

Zdjęcie numer 8b Koszulka futbolowa, w której zacznę chodzić od wiosny na mecze Śląska, to moja ostatnia deska ratunku dla zachowanie resztek lokalnego patriotyzmu

 Dzień dobry – podobnie jak ja – narkomani karpia smażonego na maśle, oraz karpia po żydowsku, rzecz jasna! Byle tylko ten karp nie był czeski, okropnie jedzie mułem.

Tuż przed przyjściem na świat oczekiwanego Jezuska – dzielę się z Wami Nieokiełznaną Dobrocią, wylewającą się z mojego serducha galonami.

To, iż napisałem o czeskim karpiu, że daje mułem – wcale nie znaczy, że ogólnie bezbożnych Czechów nie lubię. Odwrotnie – jestem największym czechofilem Wrocławia. A może i całej Polski. Średnio chłonąłem jednoaktówki Vaclava Havla – za to każde prawie słowo Milana Kundery czy Bohumila Hrabala przyjmowałem jak hostię. Czeskie piosenki miłosne rozwalają mnie humorystycznym słownictwem, vepřová kotleta mnie osłabia, czeskie piwo euforuje, pcha do grzechów rozwiązłości. Zaś czeskie filmy rujnują moją narodową tożsamość. Staję się kosmopolitą.

Zdjęcie numer 7 Nareszcie happy end, pogodzona rodzina tańczy hicior - Jozin z Bazin, pan Sebanek frenetycznie wdycha Chanel 5 wprost z ramion partnerki

Dalej – czytajcie proszę, od 11 – na stronach oficjalnego portalu miasta Wrocławia

                                                www.wroclaw.pl

Po wejściu na ów portal, proszę wpisać w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko. Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu.

Zdzisław Smektała            copyright www.wroclaw.pl                    bbd@bbd.pl

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *