Smektała na weekend – z czeskim filmem w tle
Dzień dobry – podobnie jak ja – narkomani karpia smażonego na maśle, oraz karpia po żydowsku, rzecz jasna! Byle tylko ten karp nie był czeski, okropnie jedzie mułem.
Tuż przed przyjściem na świat oczekiwanego Jezuska – dzielę się z Wami Nieokiełznaną Dobrocią, wylewającą się z mojego serducha galonami.
To, iż napisałem o czeskim karpiu, że daje mułem – wcale nie znaczy, że ogólnie bezbożnych Czechów nie lubię. Odwrotnie – jestem największym czechofilem Wrocławia. A może i całej Polski. Średnio chłonąłem jednoaktówki Vaclava Havla – za to każde prawie słowo Milana Kundery czy Bohumila Hrabala przyjmowałem jak hostię. Czeskie piosenki miłosne rozwalają mnie humorystycznym słownictwem, vepřová kotleta mnie osłabia, czeskie piwo euforuje, pcha do grzechów rozwiązłości. Zaś czeskie filmy rujnują moją narodową tożsamość. Staję się kosmopolitą.
Dalej – czytajcie proszę, od 11 – na stronach oficjalnego portalu miasta Wrocławia
Po wejściu na ów portal, proszę wpisać w białym prostokąciku po lewej stronie, tytuł tego felietonu albo moje nazwisko. Dzięki, za niedogodności przepraszam. To surowe wymogi copyrightu.
Zdzisław Smektała copyright www.wroclaw.pl bbd@bbd.pl

