Cykl obrazków z mojego autorskiego tomu „Jazz Baba Riba”. Opublikowanego we Wrocławiu jakiś czas temu (nakład 5 tysięcy!). Z przedmową Tadeusza Nalepy (Breakout) i Tadka prywatnymi zdjęciami. Z ilustracjami Johna Lennona (The Beatles). Także z ilustracjami Andrzeja Mleczki (Kraków Motown).
„Książka jest upoetyzowanym fotograficznym zapisem stanów duchowych nastolatków żyjących na przełomie lat 60 i 70. Mały realizm miesza się tutaj z marzeniami o wolnym świecie wypełnionym muzyką rokową, seksem, wielkim szmalem, zachodnią cywilizacją. Buty beatlesówki, adaptery Bambino, pocztówkowe płyty, wina patykiem pisane (bełty, bałagany, alpagi), włoskie ortaliony, kurtki szwedki, klej butapren oraz Tri (służące nastolatkom do wąchania) i gitarowe wzmacniacze to nieodłączny element scenografii tych gomułkowskich, biednych czasów. Naznaczonych jednakowoż pokoleniową wspólnotą” – napisał kumaty krytyk.
Wierszotekst Szesnasty
Smecta 39 – Mirosław Kadłuczka w upokarzającej podróży z Ewą Kontowicz (działo się w 1972)
Opóźniony w rozwoju pospieszny pociąg
Sunął do granicy dobrze strzeżonego państwa polskiego
Kierował się – przez Zgorzelec i Drezno – do Monachium
Wielu pasażerów, zwłaszcza tych pod sześćdziesiątkę
Już od Wrocławia zapomniało naszego języka
Twardo między sobą szwargotali, karczemnie
Jakież to niezwykłe atrakcje czekają na nich w Teutonii
Dokąd mozolili się z tekturowymi walizkami
W ramach łączenia rodzin, rzadkiego kisielu
Obok mnie, ze zwieszoną głową
Cierpiała najwyraźniej przygasła Ewa Kontowicz
Spoglądała na tłustą blachę konserwy
Łypiącej odpadowym pasztetem mazowieckim
Po którym najzdrowsze żołądki dostają szału gwizdka
Ewa, naznaczona ciężkim od dymu, wielodniowym kacem
Chrypiała prawie męskim głosem
Nienawidzę, petów i pustych czajników
Boję się przypadkowo wkładanych kutasów
I szarpanych, niespokojnych snów
Nienawidzę życia za zaśniedziałą złotówkę
Mam, mam long play’e Micke’a Bloomfielda
Chłopaka posiadam także na złudne wieczory
/posiada biały kożuch kupiony od radzieckiego oficera
Podobny, jak ten niedźwiedziowaty, Olbrychskiego
Z pięknego filmu Wajdy „Wszystko na sprzedaż”
Wyhandlował go za cztery pary sztruksowych „Wranglerów”
W Pociągu Pijanej Przyjaźni, na trasie z Brześcia do Kijowa
Czasem przynosi mi kwiaty w wytwornym papierze
Chodzimy razem do znajomych na ostre prywatki
Tam, zakochane pary, bez pardonu biją się po twarzach
Ale po co się czaić w tym gnoju – nagle Ewa zgasła
Patrzyła na drgające razem z szynami uchodźcze walizy
Pociąg zaś – bezlitosna, tłusta, nieczuła bestia
Niczym w słynnym wierszu Juliana Tuwima
Stukał – a dokąd, a dokąd, a dokąd – na wprost
Współgrając z głosem starego Freda McDowella
Śpiewającego bluesa nieustannej drogi „Germany Blues”





Dodaj komentarz