Smecta 6 – Odporna na Dredy Kołysanka Komedy

Smecta 6 – Odporna na Dredy Kołysanka Komedy

Dzisiejszy poranek (była godzina 8) aportował zza okien rześkie powietrze.

Także słońce, po dniach słoty, zuchwale obmacywało mury mojego loftospichlerza.

Rozbiegowy nastrój skłaniał mnie do Softu. A gdy się tak dzieje – spośród stu tysięcy internetowych rozgłośni radiowych wybieram grecką ERA Trito.

Zawsze przyjazną, z muzyką klasyczną i jazzem. Ta stacja upodobała sobie – za leitmotiv programu – kołysankę Krzysztofa Komedy Trzcinskiego – Rosemary’s Baby.

 A dzisiaj, 12 czerwca 2013 roku, mija 45 lat od premiery filmu, który – po nakręconym w Polsce „Noża w wodzie” (1961 miałem 10 lat) – ustawił Romana Polańskiego na całe życie, unieśmiertelnił. Niesamowita Mia Farrow na zawsze już przedzierzgnęła się w hybrydę Tajemnicy. A jazzmanowi, doktorowi nauk medycznych, Komedzie Trzcińskiemu otworzył wielkie wrota do wielkiej kariery.

Mnie także od premiery, od 1968 roku, towarzyszy przez garbaty żywot.

Ma opasłe znaczenie w moich kontaktach z kobietami, jest Kartką Lakmusu w tej komunikacji.

Smecta 6 (1)

Snadnie pomyślałem, że dzisiaj, w ten szczególny dzień, Grecy puszczą w eter po wielokroć tę eteryczną kołysankę. Ale nadawcza stacja ERA Trito milczała jak grób. Jak Buster Keaton, jak Milczące Miasto Anny Threes.

Zimna Dupa albo Czarna Środa.

Milczały też inne stacje spod znaku ERA.

Okazało się (co znalazłem w Internecie), że dzisiaj rano, gdy otwierałem okna na monsun wiejący spod lasu – skurczybyk grecki rząd – rozgonił pracowników publicznego radia i telewizji za świątynię Posejdona, za przylądek Sunion.

2 700 arbajciarzy (!) wylądowało na bruku czyli na słynnym w Atenach marmurze typu China Portoro. 

Dlaczego wywalili na twarz Hoplitów Helleńskich Mass Mediów?

Za zbyt drogą produkcję programów, przerost dziennikarzy i redaktorów oraz ciemne finansowe procedury. Niczym w polskim stanie wojennym będą wszystkich weryfikować  – ale zgodnie z maksymą Gogola – zwolnili to będą przyjmować! 

Znalazłem więc kołysankę Komedy w polskiej stacji Tuba.

Wysłuchać jej dzisiaj musiałem – cena nie grała roli.

Dzisiaj, 12 czerwca, mija 37. rocznica ustawki z urzędnikiem stanu cywilnego.

Po raz pierwszy (i ostatni) zmieniałem stan cywilny.

Tamte urzędowe zmyłki przy tonach Mendelssohna trafił już szlag.

Ale song z Rosemary’s Baby wciąż w uszach pobrzmiewa masażem.

Basia bardzo lubiła klimat tej kołysanki. Pewnie jej to zostało do dzisiaj.

Smecta 6 (2)

A i wcześniej jedna z koleżanek – fryzjerka z Bogatyni zalewanej wodami rzeki Miedzianką – ulegająca moim wszystkim namowom, zachwyciła się ścieżką dźwiękową oscarowego filmu Tak bardzo, że dla naszego duetu nabyła za gotówkę (ja jeszcze się uczyłem) czterościeżkowy burżujski magnetofon ZK 140.

I na nim właśnie nieustannie spoczywała taśma z nagraniem kołysanki.

Oraz – jako repeta – Summertime Gershwina brawurowo wiedzione przez Janis Joplin. 

To była piorunująca mieszanka – więc Armanda, 30. letnia wówczas fryzjerka o postmodernistycznym w lekuchno zapyziałej Bogatyni imieniu, przechodziła samą siebie. Ponoć fryzury jakie wychodziły spod jej palców były nasycone feelingiem i bluesem. Myślę, że to imię przejęła od słynnej, opisywanej w księgach sosny chińskiej, boć taka jak urodziwa sosna była. 

Inna znowuż moja koleżanka pod wpływem Rosemary’s przyrządzała tak smakowite omlety (na 100 sposobów!), że nie nie chciało mi się wychodzić z jej domu przez kilka dni. A i sama ulegała muzycznej aurze tak transcendentnie, że w  któryś wieczór obcięła mi pasemko włosów chowając je do szklanej próbówki. Oto siła evergreenów. 

Kompozycja Krzysztofa Komedy trafiła także do mojej książki „Lucille”.

Jej bohaterka, kobieta upadająca i wciąż dźwigająca się z kolan, niejeden raz syciła się kołysanką. A nawet próbowała ją śpiewać. Oto ten fragment powieści:

Smecta 6 (4)

A Lucille – po podaniu przeze mnie kolejnej porcji czeskiej miętówki KB Pepermint Liker z Ústí nad Labem – próbowała kołysankę Krzysztofa Komedy śpiewać na głos. Jej doświadczenie wokalne było tragikomiczne. Chociaż już starzy Chińczycyp powiadali, że kto ku Wielkiemu zmierza – na Małe się nie ogląda. Była to bodaj jedyna muzyczna kompozycja przechodząca odważnie przez jej gardło.

W ciepły wieczorny czas sierpnia powiedziała, że muzyka Komedy przywołuje nostalgiczne sceny z jej własnego ślubu. Podczas którego, z powodu niechlujności tego wydarzenia, beknięć pijanego pana młodego, pośpiesznej ceremonii lekceważąco prowadzonej przez kapłana, nie włożyła na głowę symbolu niewinności.

Białego welonu.

Często, w zupełnie nieoczekiwanych momentach, nad brakiem tego mitycznego skrawka materiału płakała grochem.  

Każdy z nas ma – zapisaną mocno w mózgu – muzyczną frazę, którą daremnie nas pcha pod górę ludzkiej partaniny. Pcha ją po nieuchronnej drodze do piekła.

Taka fraza, utwór czy piosenka rozrzewniają tym bardziej im bardziej jest odległa, mgłą zawoalowana. Wówczas trywialne zdarzenie z naszego życia staje się poezją, kołysanką.

 Zegar właśnie wybija Południe. Wprowadźcie się moi niewidzialni czytelnicy w ten miarkowany nastrój, poddajcie się chwili. To świeższa wersja kołysanki Komedy. Kapitalne słowa napisał do niej Wojciech Młynarski. Kliknijcie w link.

Do jutra! Powiedzcie znajomym o moim blogu – Dzięki!

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *