Zapraszam do lektury jutrzejszych (środowych) Smektałyków. Przeczytałem przed chwilą na Facebooku „anons” Bogdana Loebla, wybitnego songopisarza i poety:
„Wczoraj przyszła do mnie depresja. Oświadczyła, że nie ma gdzie mieszkać i zostanie ze mną do wiosny”.
Loebl, to autor licznych polskich bluesów, pisał wieletekstów dla Tadeusza Nalepy. Te cenię najbardziej. Prekursor, najważniejszy twórca krajowego dwunastotaktowca, ma swoje lata, ma prawo do granicznych sądów.
Ja do zaszczytu depresji – tak mi się przynajmniej wydaje – jeszcze nie pretenduję. Ale jesienny spleen już kilka razy podłożył mi nogę. Dlatego proszę o przeczytanie jutrzejszego felietonu, o tym, co zagrało mi w grzesznej duszy, że poszedłem – na kolanach prawie – do Kościoła Garnizonowego. Oraz dlaczego ze Staszkiem Szelcem, tubalnym prestidigitatorem sytuacyjnego żartu i filarem kabaretu „Elita”, metodycznie, drobiazgowo przeszukiwaliśmy metalem kute śmietniki na wrocławskim Rynku, grzebaliśmy w petach i puszkach po piwie. Są niepodważalne dowody.
Zapraszam od jutra, od godziny 10 (chyba, że padnie mi komputer, bo coś szwankuje). Wystarczy do googlowej wyszukiwarki wpisać dwa słowa: Blog Smektała. Powiedzcie o tym medialnym kołowrotku ludziom ze swojego kręgu. Będę Waszym długoterminowym dłużnikiem – jednakowoż bez upierdliwych sprejów.
Zdzisław Smektała


Dodaj komentarz