Zmora reżysera Piwowskiego – EuroDetektyw cz. 16

Jesienny Raptularz Zdzisława Smektały

Czwartek, wczesny ranek, 21 dzień października 2010 roku

W nocy, przy radiowym głośniku TOK FM, czekam na końcowy werdykt jurorów Konkursu Chopinowskiego. Ogłaszają wreszcie, że wygrała Yulianna Avdeeva z Rosji, artystka z Moskwy. Zaraz zaczynają się gorące pośpieszne komentarze. Jedni twierdzą, że jej wybór to istna sensacja, inni krytycy uważają, że to klasyczny skandal. Prawie wszyscy stawiali na Austriaka Ingolfa Wundera – a tu taka siurpryza. Marek Dyżewski, lekko charyzmatyczny krytyk z Wrocławia (pianista, były rektor wrocławskiej Akademii Muzycznej) mówi z emfazą, że gdyby nawet to miała być jego ostatnia publiczna wypowiedź na radiowej antenie – on uważa wybór Avdeevej za gigantyczny światowy skandal. Potrzebny więc termometr na gorączkę. Ale lepszy głęboki oddech oraz łyk zimnej wody.

Avdeeva.jpg

Yulianna Avdeeva

A zwyciężczyni – Yulianna Avdeeva, to pianistka zdolna, 25-letnia zaledwie i już sławna. Mając pacholęce pięć wiosen dawała publiczne koncerty. Od lat zasypana zaproszeniami i nagrodami. Jest tryumfatorką LXI Konkursu w Genewie w Szwajcarii (2006), laureatką międzynarodowych konkursów dla młodych pianistów: I nagrody w Konkursie im. Carla Czernego w Pradze (1997), Grand Prix I Ogólnorosyjskiego Otwartego Konkursu „New Names” w Moskwie (2000), I nagrody w V Konkursie „Arthur Rubinstein in Memoriam” w Bydgoszczy (2002), I nagrody w XII Konkursie „A.M.A. Calabria” we Włoszech (2002) oraz I nagrody w Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. I. J. Paderewskiego w Bydgoszczy (2007), II nagrody w Konkursie w Bremie w Niemczech (2003), II nagrody w IV Konkursie Kompozytorów Hiszpańskich w Madrycie (2003), II nagrody w XV Konkursie dla Pianistów z Orkiestrą „Citta di Cantù” we Włoszech (2005), oraz III nagrody w Konkursie im. Kurta Leimera w Zurychu (2005). Uff!
Po co więc niekulturalnie tupać w parkiet lakierkiem? Lepiej się chwalić, że taka gwiazda wygrała także w Warszawie, i to w dwusetną rocznicę urodzin Frycka.

Martha Argerich.jpg

Martha Argerich

Ja – XVI konkursem chopinowskim – interesowałem się najbardziej z powodu fascynującej mnie od lat niezwykłej kobiety. Ważnej jurorki, argentyńskiej pianistki, dzisiaj 69-letniej Marthy Argerich, mieszkającej jesienią życia w Buenos Aires. Ta pełna ognia istota jest jak argentyńskie tango. Po raz pierwszy zrobiła na mnie wrażenie, gdy w roku 1980, podczas trwania X Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego imienia Fryderyka Chopina trzasnęła krzesłem i energicznie wyszła z Nobliwej Sali Przesłuchań. Wzburzyła się z powodu wyautowania z konkursu postmodernistycznego pianisty Ivo Pogorelicia, który w półfinale zagrał Chopina z autorską furią.

Dzisiaj Pogorelic to klasyk światowych scen. A Wielka Martha to Cesarzowa Pianistyki.

A oprócz miłości do nut – trzykrotna rozwódka, matka trzech córek poczętych z trzema kompozytorami muzyki poważnej. Autorka wielu sensacyjnych towarzyskich wydarzeń. Squow z bezmiarów argentyńskiej pampy, „nieokiełznana” siostra przyrodnia Evy Peron.

Argerich przypomina mi bohaterkę niezwykłej powieści Esther Vilar – „Matematyka Niny Gluckstein”. Z tym, że literacka Nina Gluckstein nieustannie poszukiwała – z nostalgią w tle – matematycznej formuły miłości. Argerich wiele lat zaś spędziła na wyrażaniu miłości za pomocą muzyki. Tej wypływającej z wnętrza fortepianu.

Wiele zbuntowanych skandalizujących scen z życia Marthy Argerich można znaleźć na kartach najlepszej biografii pianistki – „Dziecko i czary”, autorstwa Oliviera Bellamy. Na jej stronicach znajdziecie potwierdzenie moich uzurpatorskich myśli, że Argerich to największa w dziejach świata bluesmenka filharmonicznej pianistyki.

Możdżer Chopin Jazz.jpg

Stary Jary Frycek

Dla mnie 200-letni Frycek Chopin – to jednak jego twórczość zainfekowana jazzem. Jazzowe kombinacje z utworami Chopina smakowałem – z wilczym apetytem – już w w gierkowskich latach siedemdziesiątych. Płyta z transformacjami wokalnej grupy „Novi Singers” śpiewających mazurki czy świetne improwizacje niewidomego pianisty Mieczysława Kosza, mocno pomagały w młodzieńczym flircie z muzyką poważną.

Dzisiaj mamy już orgię tonów Chopina brzmiących jazzowo. Andrzej Jagodziński Trio, Adam Makowicz, Krzysztof Herdzin, Włodzimierz Nahorny, Leszek Możdżer walą w klawisze Chopinem często i gęsto.

Ja sam, na początku tego roku jubileuszu Frycka złożyłem chopinowski projekt. Zaprosiłem do współpracy Stefana Gąsieńca, niezwykle utalentowanego wrocławskiego pianistę jazzowego, laureata nagrody ministerstwa kultury. Zaprosiłem go na bałtyckie mola. Wymyśliłem, by Stefan z współpracującą z nim czarnoskórą amerykańską wokalistką Siggy Davis oszałamiał nadmorskich wczasowiczów i kuracjuszy. Chciałem na najważniejsze polskie mola wystawiać wielkie czarne fortepiany. I z chicagowską bluesmanką prezentować na molo jazzowego Chopina wielotysięcznym tekstylnym rodakom. Od Świnoujścia – przez Sopot – do Krynicy Morskiej. Ale pomysł nie zyskał akceptacji u urzędników przyznających granty. Szkoda.

Młody Marek Piwowski.jpg

Dobiega końca światowy Rok Chopinowski. Ale we wtorek minęła jeszcze jedna bliska mojemu sercu rocznica. To 40. rocznica premiery krajowego filmu „Rejs” . Czytelnicy „Polityki” uznali go za najważniejszy polski film wszechczasów, film wielopokoleniowy, zawsze rozśmieszający, zawsze zrozumiały, zawsze trafiony. Mimo że każde z pokoleń śmieje się z innych wewnętrznych powodów.

„W końcu jak nie ma treści, to po prostu można tam sobie podkładać różne treści”; „Przejdźmy od słów do czynów. Chciałem powiedzieć kilka słów”; „Tak więc z punktu, mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było, tylko aplauz i zaakceptowanie tych naszych, prawda, punktów, które stworzymy” .

Takie i inne purenonsensowe zwroty sycą widzów „Rejsu” (premiera miała miejsce 19 października 1970 roku). Marek Piwowski wyreżyserował ten obraz na podstawie zaledwie pozorów scenariusza, który napisał wspólnie z Januszem Głowackim. Cała reszta to improwizacja, zakręceni amatorzy aktorstwa, czasem ognista woda.

Rejs.jpg

Urok „Rejsu” przypomniał mi ostatnio – organizatorowi festiwali i koncertów – pełną „niespodzianek” ofertę estradową amerykańskiej menadżerki muzyki okołobluesowej.

Wiadomo bowiem, że od lat wielu organizuję jazzowe i bluesowe koncerty muzyczne. Zapraszam artystów tubylczych oraz zagranicznych. Dostaję więc liczne koncertowe zapytania. Oto niecodzienny anons amerykańskiej woman – szukającej w Europie miejsc dla swoich podopiecznych. Muzycznych scen, na których mogliby wystąpić muzycy z czarną duszą. Napisała ona mianowicie tak:

Manager, Rezerwacja, Drodzy! Hi Jesse!
Proszę dać mi znać, jeśli można użyć dowolnego z tych muzyków / zespołów na następny festiwal. Chętnie w celu omówienia różnych opcji i cen z tobą.

B.E.B.E.Inc opiera się obecnie Południowo-USA, podobnie jak wielu muzyków, których reprezentujemy, ale mamy także wiele wspaniałych regionalnych, krajowych, a nawet laureatką Grammy w naszym spisie muzyków z całego country.

Proszę sprawdzić wszystkie nasze muzyków i daj nam znać, jeśli możemy zarezerwować jedną z naszych czynów na twój festiwal. Oferujemy bezpłatną promocję i usług przypadku, jeśli książka z nami.

Dziękuję pilność za rozmowę,
Peace & Music & Valerie

Czy nie są to bliźniacze dialogi porównywalne z tymi – znanymi z kultowego „Rejsu”?

Jan Himilsbach Rysunek Hania Glegoła.jpg

Himilsbach Rach Ciach

Z kultowego „Rejsuu”, filmu, którego już nigdy i nigdzie – pomimo nieustannej ochoty – nie da się powtórzyć, słychać głosy ludzi estetycznie bezkrytycznych, że skoro jest „Rambo 2” i dalsze, dlaczego nie może powstać „Rejs 2”. Nawet reżyser – Marek Piwowski odgraża się, że pracuje nad kontynuacją rzecznej podróży jajcarskim statkiem. Mówi, że „Rejs 2” będzie erotyczną komedią o przygodach Miss Mini Lambada i 40 pasażerów. Mówi tak pewnie dlatego, by wciąż nieść na plecach sławę tamtych zdjęć, tamtych dni, towarzyskich sytuacji, politycznego badziewia. Nigdy nie nakręci kontynuacji tej komedii.

Nie ma już spraw, które w tamtych latach łączyły Polaków. Nie ma już Zdzisława Maklakiewicza – mitycznego, pozaekranowego ironisty, gawędziarza i aranżera prześmiewczych sytuacji – często w duecie z Janem Himilsbachem. Słynny dzisiaj kompozytor Wojciech Kilar nie pochyli się na replayem pierwowzoru. Nie ma już Polski tamtych lat. Polski małej stabilizacji, szarości, pierogów leniwych, czerwonej oranżady i opluwającego się Władysława Gomułki. Nie ma tamtej dobrotliwości w relacjach między – tak zwanymi – zwykłymi ludźmi. Tego nie da się odtworzyć.

A przede wszystkim nie ma Himilsbacha z którym – w zastępstwie Kolberga – podróżowałem po kraju w charakterze redaktora. Przeprowadzającego z Jankiem wywiady na oczach zagęszczonej publiczności. Zgromadzonej w wiejskich klubach i domach kultury. To naprawdę były sceny prosto z „Rejsu”, klimaty z rzecznego statku pływającego po socjalistycznej Polandii.

Marek Piwowski pojutrze (!!!) kończy 75 lat. Urodził się chłop w Warszawie. W 1967 roku ukończył studia w łódzkiej „filmówce” (też kończyłem tę uczelnię ). „Rejs” był jego fabularnym debiutem reżyserskim. W zacnym jubileuszu życzmy reżyserowi – o ciągle energetycznym sercu – by nie podnosił ręki na swój debiutancki film, dzisiaj archetyp żartu z PRL.

Z zasobów PRL jest też „donos” jaki Janek Himilsbach złożył na mnie w jednym z prasowych wywiadów. Ale nie żywiłem najmniejszej pretensji. Odwrotnie – dumny byłem, że Basica (tak Janek mówił na niezawodną opiekuńczą żonę ) dostawała kasę za te Jankowe spotkania autorskie.

 Grób Himilsbacha.jpg

Donos Zabłądzonego Anioła

Jeżdżę teraz ze Zdziśkiem Smektałą po Dolnym Śląsku. Bazę mamy we Wrocławiu, a on organizuje nam autorskie spotkania. Ale to dzierżymorda jakich mało. Dlatego nie śmierdzę groszem. Zamiast honorarium dostaję tylko klucz do hotelowego pokoju w Monopolu (w którym spał Adolf Hitler) i pełną michę. Należne mi honoraria kisi w karmanie. I gdy po robocie lecę wreszcie do domu – z Wrocławia do Warszawy – daje mi kasę dopiero na schodkach do samolotu. Lecz nie ma z niej żadnego pożytku. Na Okęciu czeka już na mnie Basica. Zabiera wszystko – co do grosza. Zdzichu nie daje mi też na rozgrzewkę choćby marnego stakana gorzały. Ale z tym, z tym akurat daję sobie radę bez jego łachy. Cała Polska chce się wszak ze mną napić. I tak ze Zdzichem Kolbergiem krążymy od miasta do miasta. Od Empiku do Klubu Rolnika. Piszę teraz scenariusz, w którym Zdzichu zagra główną rolę. Razem ze Zbyszkiem Buczkowskim. To będzie piękny film o zmarnowanym życiu. Taki polski Grek Zorba – także z udziałem Greków ze Zgorzelca oczywiście. Zdzichu zagra rolę pisarza. Jeżeli się nie wykolei, nie złamie, jak chłopski scyzoryk, albo zbyt mocno nie przyssie do żłobu z gorzałą, mogą być z niego ludzie. Poważnie.

Zbliża się Święto Zmarłych – zapalmy Jankowi świeczkę.

Zdzisław Smektała
bbd@bbd.pl
501 40 40 64

Wszystkie zdjęcia pozyskane od autora Raptularza

Jan Himilsbach.jpg

Jan Himilsbach (1931–1988)

Pisarz, scenarzysta i aktor charakterystyczny. W 1947 wszedł w kolizję z prawem. Po odbyciu kary pracował jako kamieniarz w kamieniołomach w Strzegomiu. Następnie ukończył Szkołę Przysposobienia Przemysłowego i pracował jako rębacz w kopalni „Boże Dary” w Kostuchnie. Po wyjeździe do Gdyni jako tragarz, a później palacz na kutrach rybackich. W 1951 przyjechał do Warszawy, gdzie podjął pracę w Zakładach Konserwacji Architektury Monumentalnej, a następnie był palaczem w Żegludze Śródlądowej na Wiśle. W tym czasie uczęszczał na Uniwersyteckie Studium Przygotowawcze, później uczył się w Wojewódzkim Uniwersytecie i pracował w Zarządzie Stołecznym ZMP. W latach 1954-56 odbywał służbę wojskową. Debiutował wierszem w 1951. W latach 1956-68 pracował w prywatnej firmie kamieniarskiej na Powązkach w Warszawie. W 1959 debiutował jako prozaik. Wydał trzy tomy opowiadań: „Monidło” (1967), „Przepychanka” (1974) i „Łzy sołtysa” (1983). Jako aktor zadebiutował w sławnym „Rejsie” tworząc od tego czasu niezapomniany duet komediowy ze Zdzisławem Maklakiewiczem. Zagrał w 50 filmach – często role epizodyczne, ale głęboko zapadające w pamięć.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *