John Lennon & Święty Mikołaj – wolontariusze doskonali

Zimowy Raptularz Zdzisława Smektały

Czwartek, 9 dzień zszarzałego grudnia 2010 (brrr! – nie lubię brudnoulicznej zimy)

http://wroclove2012.com/pl/static/jscript/player/flowplayer/flowplayer.swf?config='clip':'baseUrl':%20'http://wroclove2012.com/pl/file/video/','url':%20'2010/12/3ee83e40ef544049eaf8d2f6819ca4bf.flv','autoBuffering':%20true,'autoPlay':%20false

Ludności Moja Łaskawa! Wasalem Twoim będąc, informuję o przedświątecznej potrzebie czynienia dobra – o międzyludzki przyjazny wolontariat. On to właśnie, w trudnych czasach globalnego spierzchnięcia, jest niezbędny lokalnie, w nas i wokół nas. Święty Mikołaj, niekwestionowany tytan światowego wolontariatu (przynajmniej w świecie chrześcijan) odwalił już część swojej odpowiedzialnej roboty – 6 grudnia wywołał uśmiech na niezliczonych twarzach. A jeszcze odgrażał się skubaniec, że wkrótce podrzuci oczekiwane fanty pod ubrane w światełka choinki. Niestety, niczego nowego nam już nie przyniesie inny uwielbiany wolontariusz – John Lennon. Człowiek ze sławą Jezusa Chrystusa. Przez długie lata dawał nadzieje i wzruszenie milionom. Teraz żyjemy tym, co pozostawił. On sam równo 30 lat temu odszedł ze swoimi piosenkami do nieba. Nie z własnej woli.

1

Ma jednak nowe zastępy młodych aniołów. Cały ten grudniowy tydzień we wrocławskich szkołach trwają zajęcia z rozumnego, zorganizowanego wolontariatu. To dobry pomysł hodowania miejscowych polepszaczy naszego życia. Dobry szczególnie w perspektywie nadchodzącego EURO 2012. Wolontariuszy będzie trzeba gęste setki a nawet ciasne tysiące. Dziesiątki tysięcy. To będzie wszak wielka impreza z ludzką magmą w roli głównej, wulkanem do cywilizowanego obsłużenia. Magmą hałaśliwą, trudną do okiełznania, masą krytyczną po wielokroć naszprycowaną alkoholem i dezynwolturą. Zręczność logistyczna, znajomość języków, topografii miasta, ścieżek zbiorowej komunikacji – to podstawowe miarki pytań i na te pytania odpowiedzi, które muszą zalęgnąć się w głowach żywych ogłoszeniowych „słupów”.

2

Futbolowy ten wolontariat powinien być mocno specjalistyczny. Przed laty, gdy ja zanurzałem się po szyję w miejskich działaniach pomocowych, w tak zwanych imprezach humanitarnych – wystarczyła odwaga i cień dobrze pojętej hardości. Na ulicę Kleczkowską, na przykład, nosiłem – jak to pisali biografowie epoki – „w ciemną noc stanu wojennego”, toaletowo żywnościowe paczki dla zapudłowanych hoplitów pierwszej Solidarności. A w Klubie Dziennikarza, którego byłem szefem, stworzyliśmy centralny magazyn rozdzielnictwa takich darów.

3

Przez kilka lat byłem głównym dolnośląskim krzykaczem w orkiestrowej służbie Jerzego Owsiaka. Na wrocławskim rynku sprzedawałem zebranej publiczności eleganckie wieczne pióro (Pelikan) Aleksandra Kwaśniewskiego, lekko sponiewierany krawat Leszka Millera i jeszcze bezlik darów ludzi ustawionych. Tych, którzy poprawiali własne samopoczucie przez taki symboliczny w końcu dar. Gardłowałem ze sceny na rzecz dzieci i dorosłych chorych na raka. Zbierałem kasę dla upadłych koleżków eleganckich hoteli z sygnaturą Brata Alberta. Organizowałem fundusze na operacje dla nieuleczalnie chorych muzyków – kumpli z branży show biznesu.
Było tego sporo więc – pokonując wstyd – poprosiłem Szefa o przynajmniej 300 dni odpustu. Jak będzie, czy Najwyższy prośbę uwzględni – okaże się w nieodległym czasie. Ale – mimo dobrych rezultatów takich działań – było to takie amatorskie pospolite ruszenie przejętych ministrantów Fortuny. Z lekka improwizowany odruch serca. Takie ludzkie Jazz Jamboree.

4

Dzisiaj zapanowała wąska specjalizacja w okazywanej dobroci. Zapanowały normy środowiska, które ową pomoc oferuje. Inne są działania Caritasu, inne zaś zasady obowiązują w działaniach politycznych. A już zupełnie inne w miejscach pozwalających ludziom w sposób godny opuścić ziemską krainę łez.
Organizatorzy EURO 2012 twierdzą nawet, że by za te 500 dni z okładem (czuję już wrzącą atmosferę otwarcia mistrzostw) osiągnąć sukces – trzeba się jednać narodowo, patriotycznie. Aby stworzyć, jak to nazwali, przyjazną przestrzeń publiczną musi Wrocławiowi pomóc, uwaga, cała Polska!
Twierdzą, że o wrażeniach uczestników EURO 2012 zadecydują osobiste doznania z pobytu w naszym kraju. By dobrze wspominali wizytę w Polsce i czuli się komfortowo podczas pobytu w naszym kraju, muszą być dobrze poinformowani. Dlatego też około 3 tysięcy wolontariuszy i wolontariuszek będzie potrzebnych między innymi na lotniskach, dworcach kolejowych, ulicach miast gospodarzy, w strefach kibiców, w miejscach zapewniających opiekę medyczną.

5

Będą także służyć pomocą mieszkańcom, by i oni byli poinformowani o aktualnym życiu miasta w trakcie Turnieju. Zadaniem miejskich wolontariuszy będzie tworzenie przyjaznej przestrzeni publicznej, a przewodnim hasłem powinno być przesłanie: „Wszyscy jesteśmy gospodarzami Turnieju”. Aby jednak być wolontariuszem z licencją trzeba spełniać kilka warunków. Najważniejsze z nich to ukończenie 18 lat, znajomość języka angielskiego oraz zapał i chęci do podjęcia się takiego zadania.
Dodatkowym atutem będzie wcześniejsze doświadczenie w wolontariacie. Przed Turniejem ludzie ci przejdą szkolenie, z naciskiem na ćwiczenia warsztatowe, obejmujące zarówno wiedzę o samym turnieju jak i kwestie bezpieczeństwa, pierwszej pomocy czy komunikacji interpersonalnej.

6

Tyle oficjalnych urzędowych słów zawartych w ogólnozakładowych instrukcjach. Jak będzie naprawdę – okaże się na miejscu. We Wrocławiu, a także w Poznaniu, Gdańsku oraz w Warszawie. Gdy międzynarodowe pociągi, samoloty, autobusy i auta prywatne wyrzucą z blaszanych brzuchów nakręconych żołnierzy czasów pokoju. Tych, którzy z braku prawdziwych konfliktów, w starej zmęczonej Europie szukać będą wyżycia się na piłkarskich arenach.
A bitwy rozegrają się bez wątpienia. Idąc za powinnością EuroDetektywa byłem w ostatnią sobotę na inspekcji naszego stadionu, na który uparcie mówię Czapka Taliba. Kombinowałem, że w sobotę, w zwałach zalegającego śniegu, spotkam tam tylko słynnego ducha gór z karkonoskiego sąsiedztwa – Mistrza Liczyrzepę.

7

Ale myśl moja – Bogu dzięki – złośliwa była i chybiona. W środku budowanej bryły toczą się żwawe zaawansowane prace. Harmonogram triumfuje. Trwa malowanie. Niczym w powieści Salingera stukają liczne młotki. Najęci ludzie spod Szczecina pracują bez kufajek. Czyli jest im ciepło od samej roboty. Tak im dopomóż biletami NBP dział finansowy firmy Maksa Boegla. W końcu ma to być obiekt spełniający najwyższe standardy – nowoczesny, funkcjonalny i bezpieczny, zaliczany do najwyższej klasy ELITE.

41 tysięcy widzów na każdym eliminacyjnym meczu (a może uda się we Wrocławiu ten wymarzony ćwierćfinał?) musi poczuć sytość i magiczną moc tej europejskiej miary budowli. Do czego niezbędni będą słusznej sprawie obgadywani tutaj wolontariusze. Howgh!

8

Zdzisław Smektała
bbd@bbd.pl
501 40 40 64

Rysunki znakomitego gdańskiego artysty Krzysztofa Iwina (przeznaczone na Festiwal Blues Brothers Day).

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *