Smecta 20 – Wierszoteksty. Nasio „Baniakarz” Jakowidis, nabywca zagranicznych kondonów „Silber” (działo się w 1973)
Cykl obrazków z mojego autorskiego tomu „Jazz Baba Riba”.
Opublikowanego we Wrocławiu jakiś czas temu (nakład 5 tysięcy!).
Z przedmową Tadeusza Nalepy (Breakout) i Tadka prywatnymi zdjęciami.
Z ilustracjami Johna Lennona (The Beatles). Także z ilustracjami Andrzeja Mleczki (Kraków Motown).
„Książka jest upoetyzowanym fotograficznym zapisem stanów duchowych nastolatków żyjących na przełomie lat 60 i 70. Mały realizm miesza się tutaj z marzeniami o wolnym świecie wypełnionym muzyką rokową, seksem, wielkim szmalem, zachodnią cywilizacją.
Buty beatlesówki, adaptery Bambino, pocztówkowe płyty, wina patykiem pisane (bełty, bałagany, alpagi), włoskie ortaliony, kurtki szwedki, klej butapren oraz Tri (służące do wąchania) i gitarowe wzmacniacze to nieodłączny element scenografii tych gomułkowskich, biednych czasów naznaczonych jednakowoż pokoleniową” – napisał kumaty krytyk.
Wierszotekst Siódmy
Jeden z moich kolegów, Nasio „Baniakarz” Jakowidis
Szczupły, czarnowłosy, bez lewego kciuka
Będąc pełnokrwistym Grekiem z rodowodem
Był zarejestrowanym w Polsce bezpaństwowcem
Bez potrzeby noszenia osobistego dowodu
Przez co uniknąłby obowiązkowej służby wojskowej
Przyjął jednak obywatelstwo tylko po to
Aby móc bywać za rzeką, w niemieckim mieści Goerlitz

A ściślej, w sklepie muzycznym przy Berlinerstrasse
Wchodził tam do nieba nazwanego enerdowsko rajem nut
Zakładał na uszy stereofoniczne ciężkie słuchawki
I godzinami wtapiał się w muzykę jazzowego organisty
Jimmi’ego Smitha, diabła wyszukanych dźwięków
Potem zmiękły, z watą wypełniającą kolana
Stukał Jakowidis w blaty podniszczonych stolików
Należących do restauracji „Haupt Banhof Goerlitz”
Wypijał tam wiele litrów spienionego piwa „Bock”
Oddając ciemny mocz na stare kamionkowe rury
Nadgryzione twardymi butami bywalców wielu pokoleń
Następnie kupował w dworcowym automacie kondony
„Silber” w zielonym plastikowym pudełku
Kosztowały pięćdziesiąt fenigów
Albo „Gold”, te kosztowały równą markę z aluminium
Za resztę drobnych jakie mu zostały
Wynajmował pod berzą czarną warczącą wołgę
I sflaczały wracał z Goerlitz do Zgorzelca
Przez pordzewiały coraz bardziej Most Przyjaźni
http://youtu.be/rdFMpXaCLJ8




Dodaj komentarz