Smecta 32 – Edward Szlenk, jazzman amator, żonaty, dzieciaty (działo się w 1971)

Cykl obrazków z mojego autorskiego tomu „Jazz Baba Riba”. Opublikowanego we Wrocławiu jakiś czas temu (nakład 5 tysięcy!). Z przedmową Tadeusza Nalepy (Breakout) i Tadka prywatnymi zdjęciami. Z ilustracjami Johna Lennona (The Beatles). Także z ilustracjami Andrzeja Mleczki (Kraków Motown).

„Książka jest upoetyzowanym fotograficznym zapisem stanów duchowych nastolatków żyjących na przełomie lat 60 i 70. Mały realizm miesza się tutaj z marzeniami o wolnym świecie wypełnionym muzyką rokową, seksem, wielkim szmalem, zachodnią cywilizacją. Buty beatlesówki, adaptery Bambino, pocztówkowe płyty, wina patykiem pisane (bełty, bałagany, alpagi), włoskie ortaliony, kurtki szwedki, klej butapren oraz Tri (służące do wąchania) i gitarowe wzmacniacze to nieodłączny element scenografii tych gomułkowskich, biednych czasów naznaczonych jednakowoż pokoleniową” – napisał kumaty krytyk.

Wierszotekst Dwunasty

 Smecta 32 – Edward Szlenk, Jazzman amator, żonaty, dzieciaty (działo się w 1971)

 Żonę, tak naprawdę, to mam dzięki

Międzynarodowemu Festiwalowi Jazz nad Odrą

Jak Boga kocham

I nie nadużywam Jego imienia nadaremno

Był lękliwy jeszcze wiosenny marzec

Poniemiecką autostradą słońca

Śmignęliśmy ciężarowym autostopem do Wrocławia

Namówił mnie do tego wyskoku kumpel, Tadek Chrobak

Smecta 32 (3)

Którego ludność Zgorzelca miała za dziwaka

Ja zaś dobrze wiedziałem, że to Dziecko Pana

Przez co, bez starości, skończy żywot w psychiatryku

Tadek obiecał, że na festiwalu zagra

Nasza ukochana rockowa kapela Polanie

Na jazz nie wyciągnąłby mnie nawet wołami

Podczas koncertu, by ziąb przegonić za węgieł

Piliśmy z goździkami podgrzane sikacze

Na estradę wychodziła właśnie grupka fajansiarzy

Smecta 32 (4)

Old Timers, wyglądali dokładnie tak, jak się nazwali

Zagrali dixieland, a ja, czy to pod wpływem wina

Czy może innych niecodziennych zjawisk

Wlazłem w sposób nagły na deski estrady

Złapałem mikrofon i wyjąc skaleczonym scatem

Skruszyłem ogłupiałą publikę

Kiedy ucichła muzyka,  jazz śpiewałem po raz pierwszy

Kiedy z Tadkiem Chrobakiem wróciłem do Zgorzelca

Smecta 32 (2)

Niedostępna lalunia Renata, ozdoba księdza Szyszki i jego Oazy

Dała mi dupy przy pierwszej okazji

W zasikanej bramie, na stojaka, w solidnym przeciągu

Mamy teraz trójkę dzieci, garaż, budowlaną uzbrojoną działkę

Może i z tego powodu nienawidzę jazzu

Szczególnie podszytego drgawkami – tradycyjnego

http://youtu.be/5NlHbOcQVZA

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *