Smecta 82 – Lubuszanie, róbcie To – nie tylko na sianie!

  Ludzie emanujący barwami góry i zieleni, żyjący wśród coraz większego areału winnic! „Syzyf wielki płomień w sercu cięgle skrywa, kiedy wciąż uparcie pod górę się wspina. Hej nie wierzcie ludzie żadnym wielkim świętym, tylko swoim plecom pod ciężarem zgiętym. Hej pomóżcie ludzie kamień jemu toczyć – bez żadnych wybiegów prawdę mówić w oczy”. 

Smecta 82 (2) Tak przed laty śpiewał mój ulubiony (do dzisiaj ulubiony) krakowski zespół „Dżamble”, solista Andrzej Zaucha. Zawsze podpisywałem się pod przesłaniem tej właściwie pieśni – a nie pioseneczki. Pragnę Wam dzisiaj obwieścić, że kamień – porównywalny z tym od Syzyfa – właśnie spadł mi z serca. Myślałem bowiem, że przez wiele lat żyłem wytarzany w smolnym grzechu – a tutaj wręcz odwrotnie. A było to tak. 

Smecta 82 (5)

Na początku wakacji wrocławski pasterz, ksiądz Krzysztof Szuwart, ten od kościoła pod wezwaniem Świętej Jadwigi – zaproponował mi wygłoszenie do wiernych – jesienią – kilku niedzielnych Kazań w Ogrodzie (przykościelnym). Zgodziłem się snadnie. Ekumenia zawsze użyźniała moje często przybrudzone myśli. Postanowiłem, że będą to kazania ilustrowane klasyczną jazzową muzyką wiedzioną przez Gigantów. 

Na przykład: „Jezusa Estyma w utworach Antonio Carlosa Jobima”. Albo „Herbie Hancocka muzyczne ścieżki a Świat Na Stałe Niebieski” (od niebios).

Wreszcie „Czy Tomasz Stańko zmierza do Arki Przymierza”. Sam byłem ciekaw, jak wyjdzie symbioza swoistego jam session w zderzeniu z niedzielnymi, mało tolerancyjnymi katolikami.  Ale nagle skonstatowałem, czy żyjąc w permanentnym grzechu, mogę roztaczać wokół półboże słowa? Czy duszę mając pobrużdżoną kaprawymi stygmatami – mogę wyjść do wiernych z jasnym obliczem. Każdy ma ciemniejszą stronę własnego żywota. Ma przywary, którymi nie chce się dzielić z resztą rozplotkowanego społeczeństwa. 

Moje do dzisiaj skrywane tajemnice są trzy (nie mylić z Trójcą).

Smecta 82 (6)

Całe życie (zima, wiosna, lato, jesień) śpię bez jakiejkolwiek wierzchniej odzieży (straszliwie denerwują mnie kobiety śpiące obok chociażby w skarpetach, tym bardziej frotte). Po drugie – prawie narkotycznie i powiedzmy bezinteresownie – lubię pomagać moim bliskim koleżankom golić do gładkiej skóry Oślinioną Owcę (słabo wykształceni mówią: Kopyto Wielbłąda). I wreszcie po trzecie – zamiast lansować prokreację w milczeniu, po ciemku  – pod, przez miesiąc niewymienianą pościelą – uwielbiam przy tej czynności słońce wpadające przez okno, patrzenie sobie w oczy, standardy Shirley Horn w tle, jako pożądaną wspólniczkę boskiego aktu. 

A to, przypuszczam, niewybaczalne w rzymskim chrześcijaństwie grzechy – więc jak mogę stanąć twarzą w twarz z cnymi wyznawcami cnót? Haratałem się z namolnymi myślami, co w takiej sytuacji zrobić? Zrezygnować z propozycji wiązanego słowa podczas niedzielnej mszy? Czy może przemilczeć te moje ludzkie – ale zawsze – słabości. Byłem bliski operetkowego, teatralnego załamania. I wiecie kto pomógł mojej obolałej duszy? Świadkowie Jehowy. A ściślej, wyznawcy Chrześcijańskiego Zboru Świadków Jehowy. Jest ich 8 milionów głosicieli na całym świecie (w Polsce pod słowem katolik – podpisuje się 35 milionów). W tym roku Świadkowie J., mieli dwa razy swoje zgromadzenia na miejskim stadionie pozostałym po EURO 2012.

Smecta 82 (1)

Stadion mieści się rzut kamieniem (ale nie biblijnym) od mojego mieszkalnego spichlerza w Praczach Odrzańskich. Dwa razy po 20 tysięcy ludzi mówiło na tym stadionie o Bogu i zanurzało się (niektórzy) w Basenie Pierwszego Chrztu. 

W tym drugim, miesiąc temu, przyuważyłem dwóch schludnych facetów – podobnych mi PESELem – obsługujących sprzęt nagłośnieniowy. A nagłośnienie imprez, to także moja branża. Pogadaliśmy o muzycznych kapłanach: Herbie Hancocku, Chrisie Bottim, Milesie Davisie, o księciu Duke’u Ellingtonie, ogólnie o feelingu.

Smecta 82 (3)

Na pożegnanie, na drogę, zamiast krzyża, wręczyli mi książkę „Czego naprawdę uczy Biblia”. Oraz dwie gazety: „Przebudźcie się” i „Strażnicę” (globalny nakład, mój dobry Boże, 45 milionów egzemplarzy w 209 krajach) Pomieszczone w nich nagie kobiety namalowane przez Gauguina i wielki wiodący tekst „Pornografia – nieszkodliwa czy toksyczna” („Strażnica”) skłoniły mnie do wnikliwej lektury tych prezentów. 

Wyszło mi z nich, że sprawiedliwy Bóg nie ma nic przeciwko kochaniu się przy dziennym świetle, że miłość do partnera to nie tylko prokreacja, że nie jest ważne, kto w co odziany śpi. Ważne jest – jak szczerze się kocha partnera, partnerkę.

Smecta 82 (4)

 

Czy jest to miłość czysta. W studiowanych przeze mnie źródłach, nie było jednak ani słowa o goleniu i żyletce. To zastanawiające. Za to znalazły się słowa: „przedmiotowe traktowanie seksu propaguje egoizm, wywołuje dystans emocjonalny i niezadowolenie z pożycia małżeńskiego (Efezjan 5:28, 29). 

Muszę to – do pierwszego muzycznego kazania w kościele Świętej Jadwigi (jestem kawalerem Jej orderu) – gruntownie przemyśleć. Mam jeszcze chwilę czasu.

Jak to powiedział Heraklit z Efezu, nie mający nic wspólnego ze Świadkami Jehowy. A nawet z bluesowym papieżem Franciszkiem:

„Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo”.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *