Intelektualny Przydatnik Mieszczan i Włościan Księstwa Leśnica. Numer 7/2013
Moi Najbliżsi Współbracia, oraz (rzecz jasna) Siostry! Wspólni Pasażerowie do Piekła lub Nieba! Księstwa Leśnica Hardzi Apologeci!
Kończą się letnie urlopy. Kanikuła – po angielsku – przeprawia się już przez Bystrzycę. Ale – w wymiarze rekompensaty – dostajecie do rąk nowy numer najlepszego w naszej dzielnicy czasopisma: Gazetę Leśnicką. W niej, oczywiście na ostatniej stronie, jak zawsze przed Wami w skłonie, znany z wrodzonej skromności – felietonista Z.S. Autor tekstu, w którym wyznaję Wam uchybienia i grzechy.
„Syzyf wielki płomień w sercu ciągle skrywa, kiedy wciąż uparcie pod górę się wspina. Hej nie wierzcie ludzie żadnym wielkim świętym, tylko swoim plecom pod ciężarem zgiętym. Hej pomóżcie ludzie kamień jemu toczyć – bez żadnych wybiegów prawdę mówić w oczy”. Tak przed laty śpiewał mój ulubiony (do dzisiaj ulubiony) krakowski kwartet „Dżamble”, solista Andrzej Zaucha. Zawsze podpisywałem się pod przesłaniem tej pieśni właściwie – a nie lichej pioseneczki. Więc pragnę dzisiaj obwieścić, że kamień – porównywalny z tym od Syzyfa – właśnie spadł mi z serca. Myślałem bowiem, że przez wiele lat żyłem wytarzany w smolnym grzechu – a tutaj wręcz odwrotnie.
A było to tak. Na początku wakacji nasz dzielnicowy pasterz, ksiądz Krzysztof Szuwart, zaproponował mi wygłoszenie do wiernych kilku niedzielnych Kazań w Ogrodzie (przykościelnym). Zgodziłem się snadnie. Ekumenia zawsze użyźniała moje często przybrudzone myśli. Postanowiłem, że będą to kazania ilustrowane klasyczną jazzową muzyką wiedzioną przez Gigantów. Na przykład: „Jezusa Estyma w utworach Antonio Carlosa Jobima”. Albo „Herbie Hancocka muzyczne ścieżki a Świat Na Stałe Niebieski” (od niebios). Wreszcie „Czy Tomasz Stańko zmierza – do Arki Przymierza”.
Sam byłem ciekaw, jak wyjdzie symbioza swoistego jam session w zderzeniu z niedzielnymi, na wpół ortodoksyjnymi katolikami. I nagle skonstatowałem, czy żyjąc w permanentnym grzechu, mogę roztaczać wokół półboże słowa? Czy duszę mając pobrużdżoną kaprawymi stygmatami – mogę wyjść do wiernych z jasnym obliczem. Każdy ma ciemniejszą stronę własnego żywota. Ma przywary, którymi nie chce się dzielić z resztą rozplotkowanego społeczeństwa.
Moje ,do dzisiaj skrywane tajemnice ,są trzy (nie mylić z namaszczoną Trójcą).
Całe dorosłe życie – zima, wiosna, lato, jesień – śpię bez jakiejkolwiek wierzchniej odzieży. Denerwują mnie więc kobiety śpiące obok, chociażby w skarpetach frotte. Po drugie – prawie narkotycznie i powiedzmy bezinteresownie – lubię pomagać bliskim koleżankom golić do gładkiej skóry Oślinioną Owcę (faceci po zawodówkach mówią: Kopyto Wielbłąda). I wreszcie po trzecie – zamiast lansować prokreację w milczeniu, wyłącznie po ciemku, pod miesiąc niewymienioną pościelą – uwielbiam przy tych zdarzeniach słońce zaglądające przez okno, patrzenie sobie nawzajem w oczy, muzyczne standardy Shirley Horn w tle, jako pożądane rekwizyty boskiego aktu.
A to, przypuszczałem, niewybaczalne w rzymskim chrześcijaństwie grzechy – więc jak mogę stanąć twarzą w twarz z cnymi wyznawcami cnót? Haratałem się z namolnymi myślami niejedną noc. Zrezygnować z propozycji wiązanego słowa podczas niedzielnej mszy? Czy może przemilczeć te moje ludzkie – ale zawsze – słabości. Byłem bliski operetkowego, teatralnego załamania. I wiecie kto pomógł mojej obolałej duszy? Świadkowie Jehowy. A ściślej, wyznawcy Chrześcijańskiego Zboru Świadków Jehowy. Jest ich 8 milionów głosicieli na całym świecie (w Polsce pod słowem katolik – podpisuje się 35 milionów). Tego lata, Świadkowie mieli dwa swoje zgromadzenia na miejskim stadionie, pozostałym po EURO 2012.
Stadion zaś mieści się rzut kamieniem (lecz nie biblijnym) od mojego mieszkalnego spichlerza w Praczach Odrzańskich. Dwa razy po 20 tysięcy ludzi mówiło na tym stadionie o Bogu i zanurzało się (niektórzy) w Basenie Pierwszego Chrztu. W tym drugim spotkaniu, miesiąc temu, przyuważyłem dwóch schludnych facetów – podobnych mi PESELem – obsługujących sprzęt nagłośnieniowy. A nagłośnienie imprez, to także moja branża. Pogadaliśmy o muzycznych kapłanach: Herbie Hancocku, Chrisie Bottim, Milesie Davisie, o księciu Duke’u Ellingtonie, ogólnie o feelingu.
Na pożegnanie, na drogę, zamiast krzyża, wręczyli mi książkę „Czego naprawdę uczy Biblia”. Oraz dwie gazety: „Przebudźcie się” i „Strażnicę” (globalny nakład, mój dobry Boże, 45 milionów egzemplarzy w 209 krajach) Pomieszczone w nich nagie kobiety namalowane przez Paula Gauguina i wiodący tekst „Pornografia – nieszkodliwa czy toksyczna” skłoniły mnie do wnikliwej lektury. Wyszło mi z nich, że – uwaga – sprawiedliwy Bóg nie ma nic przeciwko kochaniu się przy dziennym świetle, że miłość do partnera to nie tylko prokreacja, że nie jest ważne, kto w co śpi odziany. Ważne jest – jak szczerze się kocha partnera, partnerkę. Czy jest to miłość czysta.
W studiowanych przeze mnie czasopismach nie było jednak słowa o goleniu i żyletce. To zastanawiające. Za to napisano tam słowa: „przedmiotowe traktowanie seksu propaguje egoizm, wywołuje dystans emocjonalny i niezadowolenie z pożycia małżeńskiego (Efezjan 5:28, 29). Muszę to – do pierwszego muzycznego kazania w kościele Świętej Jadwigi (jestem kawalerem Jej orderu) – gruntownie przemyśleć. Mam jeszcze chwilę czasu. Dodatkowo wezmę specjalistyczne konsultację u filozofa filozofów, porucznika Sigismondo Wiaderka. Na licznych poligonach bratnich armii – ten klon Jana III Sobieskiego – na pewno miał do czynienia z podobnymi sytuacjami.
Jak to powiedział Heraklit z Efezu, nie mający nic wspólnego ze Świadkami Jehowy. A nawet z bardzo bluesowym papieżem Franciszkiem: „Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo”. Właśnie dlatego gorąco zapraszam do lektury następnego numeru Gazety Leśnickiej. Będzie w niej wstrząsający tekst, jak równo 40 lat temu – przekraczałem rekrucko tajemniczą bramę JW 1245. I wpadłem pod perforowane podeszwy sierżantów: Cygana, Mica, chorążego Hajduka, poruczników Wiaderka, Jurczaka, kapitana Hojdysia, majora Segiety, Świątkiewicza, Surynta, pułkowników Glubiaka i Mierzwiaka – oraz wielu innych. Niektórych ,dzisiaj, znów spotykam (już kumplowsko) na ulicach nieustannie bliskiej mi Leśnicy, najważniejszej dzielnicy Wrocławia.
Zdzisław Smecta Smektała
Blog Solowy Narodowy
501 40 40 64
Fotografie: Andrzej Walkusz






Dodaj komentarz