Cykl obrazków z mojego autorskiego tomu „Jazz Baba Riba”. Opublikowanego we Wrocławiu jakiś czas temu (nakład 5 tysięcy!). Z przedmową Tadeusza Nalepy (Breakout) i Tadka prywatnymi zdjęciami. Z ilustracjami Johna Lennona (The Beatles). Także z ilustracjami Andrzeja Mleczki (Kraków Motown).
„Książka jest upoetyzowanym fotograficznym zapisem stanów duchowych nastolatków żyjących na przełomie lat 60 i 70. Mały realizm miesza się tutaj z marzeniami o wolnym świecie wypełnionym muzyką rokową, seksem, wielkim szmalem, zachodnią cywilizacją. Buty beatlesówki, adaptery Bambino, pocztówkowe płyty, wina patykiem pisane (bełty, bałagany, alpagi), włoskie ortaliony, kurtki szwedki, klej butapren oraz Tri (służące nastolatkom do wąchania) i gitarowe wzmacniacze to nieodłączny element scenografii tych gomułkowskich, biednych czasów. Naznaczonych jednakowoż pokoleniową wspólnotą” – napisał kumaty krytyk.
Wierszotekst Piętnasty
Smecta 37 – Krzysztof Rac, wyjątkowy talent do szaleństwa nazwanego na Zachodzie hula – hoop (działo się w 1965)
Chodziłem już do pierwszej klasy technikum górniczego
Gdy na estradzie we Wrzeszczu debiutowały Czerwone Gitary
Czyli na grzbiecie dźwigałem czternaście rozpierzchniętych lat
Oraz : „niezaspokojoną pasję społecznego działania”
Często występowałem więc na uroczystościach
8 Marca, 1 Maja, 1 Września, 7 Listopada, gdy strzelała Aurora
Chociaż u Ruskich był w kalendarzu akurat październik
Po przętrąconych wierszach Włodzimierza Majakowskiego
Sponiewieranych doszczętnie przez drogowy walec
Po autobiograficznym fragmencie prozy Felicji Fornalskiej
Oraz po dyrektorskim podsumowaniu ostatniego partyjnego plenum
Ja – ja występowałem w auli, ze swoją nowoczesną grupą artystyczną
„First Off Hula Hoop”
Jak wariaci tańczyliśmy z kółkami na chętnych do roboty biodrach
Lecz tylko ja jeden potrafiłem opuścić hula hoop z szyi na brzuch
Stamtąd przetransportować okrąg na gibkie chybotem kolana
I dalej kręciłem oblanym plastikiem „amerykanem”, stojąc na jednej nodze
Była to głośno przez uczniów oklaskiwana brawurowa scena finałowa
Twista Paula Anki puszczał z „Telefunkena” cwany Marian Wójcik
A Michał Zarębski przebiegał przez scenę z pustą puszką po Coca Coli
Krzycząc co sił w płucach w płucach: Niedługo będzie dostępna i u nas
Niestety, nasz awangardowy program zupełnie nie przypadł do gustu
Suchemu, pierdolniętemu inspektorowi z miejskiego kuratorium
Brutalnie więc zrugał dyrekcję na brudnym korytarzowym chodniku
Kurwasz ich mat’ – Szto eto za amerykanckie fanaberie
Zostaliśmy zatem skasowani z hula hoopem – natychmiast
Na amen!





Dodaj komentarz